Mam już troszkę więcej konkretów na temat spływu i czas nagli, więc czekam na konkretne ustalenia i propozycje od wszystkich uczestników tej imprezy. Proszę zaproponować czas spotkania w Jeżewie Starym na trasie Warszawa - Białystok to dotelepiemy się razem do Waniewa (mapka dojazdu). Im wcześniej tym lepiej, gdyż trochę czasu zejdzie nam po zwodowaniu łodzi na odstawienie samochodów do Rzędzian i powrót do Waniewa na start.

Poniżej wyszperane w sieci wiadomości i większość zdjęć o naszej trasie do pokonania z noclegiem w Kurowie lub na 142,5 km spływu.

135,7 km Narwi - start w Waniewie. Znajduje się tu niewielki bar. Na wysokości Waniewa rzeka tworzy wiele zatok, odnóg i rozlewisk, które można podziwiać z wieży widokowej. W miejscowości znajdują się również kwatery agroturystyczne.

139,3 km - dopływamy do stojącego na lewym brzegu znaku "Kurowo". Tutaj, kto zechce to odbija w lewo i na 1,8 km opuści główne koryto, aby zwiedzić siedzibę Narwiańskiego Parku Narodowego znajdującą się w zabytkowym XIX wiecznym dworze. Warto zwiedzić grupę parkową, wejść na wieżę widokową i przejść się kładką edukacyjną. Przy siedzibie Parku znajduje się pole biwakowe wyposażone w toalety, wiatę i miejsce na ognisko. Aby po zwiedzaniu lub noclegu trafić znów do głównego koryta, musimy wypływając kajakami z przystani skręcić w lewo, a po 500 m na szerokiej odnodze w prawo. Trasa spływu w okolicach Kurowa jest oznakowana, na przystani znajdują się ponadto tablice informacyjne z mapami. W dyrekcji Parku można też zaopatrzyć się w wydawnictwa i mapy.

142,5 km - kontynuując spływ wpływamy na rozlewisko, z którego na prawo widać jeden z przyczółków tzw. "zerwanego mostu", istniejącego przed II wojną światową na trasie Białystok - Jeżewo. Na prawo również widoczna piaszczysta łacha, gdzie prawdopodobnie spędzimy nockę z soboty na niedzielę. Następna mijana wieś na lewym brzegu Narwi to Radule.

146,2 km - po przepłynięciu obok samotnego gospodarstwa za Radulami dopływamy do kamiennego spiętrzenia, zwanego młyńskim, które z prawej strony kajaki i canoe pokonują bez większych kłopotów, lecz jak my sobie poradzimy to... i wpływamy na sztucznie poszerzone w wyniku prac regulacyjnych koryto Narwi.

148,8 km - dopływamy do odnogi w lewo, będącej przed pracami regulacyjnymi Narwi głównym korytem rzeki. Jest ona oznaczona tablicą z napisem "Rzędziany". Jak damy radę pokonać większymi łajbami wąskie na początku koryto starorzecza to po 50 metrach kierujemy się w prawo.

150,6 km - dopływamy do gospodarstwa agroturystycznego w Rzędzianach, gdzie kończymy spływ. Ci, co nie przejdą przez ten przesmyk to płyną dalej głównym korytem i przed jazem w Rzędzianach jest dogodna miejscówka do wyciągnięcia łodzi.

Przydatne informacje

Narwiański Park Narodowy
Kurowo 10
18 - 204 Kobylin Borzymy
tel./faks: (085) 718 14 17, (086) 476 48 11, (086) 476 48 12
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. http://www.npn.pl/

Ciekawa stronka http://jenki_tz.webpark.pl/narwi_nag.html

Wypożyczenie sprzętu pływającego:
Uhowo, ul. Kolejowa 8, 18-100 Łapy
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
tel.: +48 502 50 80 50 +48 502 50 80 60
tel./faks: (085) 715 53 08
http://www.kaylon.pl/kajaki.html


kajak
- 28 zł/dzień (powyżej 5 dni - 25 zł/dzień),
transport kajaków (do 10 szt. na przyczepie) - 1,50 zł/km całkowitego przebiegu (dojazd i powrót samochodu),
wycieczka tradycyjną łodzią "pychówką" po rozlewiskach Narwiańskiego Parku Narodowego - 45 zł/godz. (w łodzi mieszczą się dwie osoby oprócz flisaka).

Nas będzie interesowało canoe (3 osobowe)- 35 zł/dzień (powyżej 5 dni - 32 zł/dzień). Co do ceny to udało mi się wytargować za wynajęcie jednego kanoe za 32,- za dobę, a jeśli będzie nas obsady na komplet, czyli pięć pływadełek to cena wyniesie po 30,- za dobę, plus 130,- za dostarczenie pływadełek do Waniewa i zabranie z Rzędzian, czyli transport by nas nie interesował. Im więcej zamówimy łódek to cena transportu rozbija się na wszystkich wynajmujących. Łajba w Rzędzianach 1,5 m x 4 m kosztuje 30,- za dobę i musimy sami we własnym zakresie przetransportować ją do Waniewa.

Do 15.05.2008 muszę wpłacić zaliczkę by zarezerwować łodzie, więc proszę byście niezwłocznie się zastanowili, kto jest chętny na ten środek transportu i dał mi znać do 11.05.2008. Czy ktoś sam chce płynąć, czy dobieracie się w pary? Inwestuję swoją kasę w zaliczkę na podaną przez Was ilość łodzi, więc jak ktoś mi wypadnie to mi srogo podpadnie!!!

* * *

W internecie znalazłem opis trasy spływu Narwią autorstwa Roberta Remisza. Poniższe zdjęcia i migawki z trasy zaczerpnąłem z jego strony.

"Płynąc następnego dnia wpłynęliśmy w najdzikszą część szlaku wodnego. Nazwa Narwiański Labirynt wyjątkowo dobrze odzwierciedla to, co dzieje się tu z rzeką. Wyraźne dotąd główne koryto rzeki poczyna kluczyć wśród rozlewisk i bagiennych oczek otoczonych szuwarami, by przejść w plątaninę strug, przesmyków i tuneli prowadzących w głąb gęstych trzcinowisk. Przedzierając się przez szuwary, klucząc po narwiańskich odnogach i rozlewiskach, dopłynęliśmy do położonej na lewym brzegu rzeki wsi Waniewo. Przepłynęliśmy przez wodne spiętrzenie rzeki i dobiliśmy do brzegu. Tu weszliśmy na pobliską wieżę widokową, z której rozciągał się moim zdaniem najpiękniejszy widok na rozlewiska Narwi. W tym miejscu widziałem też najwięcej rybaków łowiących z tradycyjnych płaskodennych łodzi rzecznych. Pychówka, bo o niej mowa, zawdzięcza swoją nazwę technice pływania, która polega na odpychaniu się od dna długim wiosłem lub tyczką. Była używana przez mieszkańców doliny Narwi do prac gospodarczych takich jak: przewóz siana z łąk położonych pomiędzy korytami rzeki oraz połowów ryb. Jej długość wynosi około 4 metrów.

 

Za Waniewem przez nieuwagę wpłynęliśmy w ślepą odnogę rzeczną. Klucząc wśród wielkich trzcinowisk dotarliśmy po jakimś czasie do głównego nurtu rzeki. Dzięki temu, że pobłądziliśmy, dane nam było zobaczyć żeremie bobrowe, wydrę oraz czaple.

 

Płynąc wśród trzcin ominęliśmy Kurowo. Postanowiliśmy, że zwiedzimy siedzibę Narwiańskiego Parku Narodowego w zabytkowym dworem po ukończeniu spływu. Po południu wpłynęliśmy na rozlewisko, z którego po prawej stronie widzieliśmy jeden z przyczółków zerwanego mostu, istniejącego przed II wojną światową na trasie Białystok - Jeżewo. W najbliższej wsi Radule zrobiliśmy postój na obiad.

 

Ostatni etap spływu prowadził nas dość szerokim korytem rzeki. Po przepłynięciu obok samotnego gospodarstwa za Radulami dopłynęliśmy do starego kamiennego spiętrzenia, zwanego młyńskim, które przepłynęliśmy bez większych kłopotów. Potem wpłynęliśmy na sztucznie poszerzone w wyniku prac regulacyjnych koryto Narwi. Z niego na około 2 kilometry przed wsią Rzędziany odbiliśmy w lewo w odnogę, która kiedyś była głównym korytem Narwi. Ta końcówka szlaku wodnego jest, za sprawą dużej ilości ptactwa, bardzo interesująca. Rzeka wije się wśród trzcinowisk, aż do gospodarstwa agroturystycznego, w Rzędzianach, gdzie skończyliśmy spływ. Robert Remisz"

Czekam na szybkie decyzje i informacje od Was - Krzysztof Kondzior *Kryskon*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Muszę dodać jeszcze, że od momentu startu aż do mety nie będzie możliwości żadnego dodatkowego zaopatrzenia się w jakimkolwiek sklepie, więc jesteśmy zdani jedynie na siebie. Czyli zabieramy ze sobą wszystko potrzebne do przetrwania poczynając od \"nocnika\" do \"zanęty\" nie wspominając o żarełku wodzie pitnej i wigwamie ze śpiworkiem. Koniecznie środki przeciw komarom. Na dzień dzisiejszy to chyba najbardziej odpowiedni będzie \"ULTRARHON\" http://sklep.ultra-med.pl/index.php?item=0390 jak ktoś ma inne źródełko to proszę mi zakupić \"ULTRARHON\" w sztyfcie dla mojej ładniejszej połówki. Drzewo na ognisko postaram się zapewnić, lecz na czas spływu będziecie musieli mnie troszkę odciążyć, bo moja niby większa łupinka od poprzedniej to jednak ma tylko 2,70 w porównaniu do canoe 4,70 długości. Jest możliwość zamówienia posiłku agroturystyce na koniec spływu w Rzędzianach tam gdzie będą nocowały nasze autka, lecz musicie określić, kto przed odjazdem do domu zechce coś przekąsić i co, czy to ma być pełen zestaw obiadowy, czy jakaś przekąska ala flaki czy insze wynalazki na gorąco czy na zimno. Proponuję byśmy się dogadali, co do sprzętu użytku publicznego, czyli garnki butle z gazem patelnie i inne tego typu sprzęta, kto co weźmie by nie powielać tematu, po co ciągnąć zbyteczny balast na jedną noc no nie? Ja mogę wziąć siekierkę, czajnik i jeszcze więcej innych nie zbędnych do przetrwania gratów, więc czekam na propozycje. Cena za parking samochodu 5,- za dobę, no i to chyba tyle na dzień dzisiejszy, proszę o pytania i zgłoszenia chętnych na canoe, im Was więcej tym taniej.
Obadwoma ręcami piszę się na canoe :)
Zjazd uczestników na punkcie zbornym im wcześniej, tym lepiej. Jadącym od strony Wawki czyba nie trzeba przypominać, że start będzie w piątek, więc Wyszków (lub Serock i Pułtusk) trzeba minąć przed godz. 15. Późniejszy wyjazd to przynajmniej dwugodzinne kwitnięcie w korkach.

Kryskoniku, jedna sprawa mnie intryguje: pierwszy nocleg. Będzie gdzie namioty rozstawić i małe obozowisko urządzić (w tym sprawa opału na ognisko)?
Bońbeliku, byłeś pierwszy przed moim komentem więc teraz Ci wyjaśniam. Jak przyjedziecie w piątek to pojedziecie od razu do Rzędzian, dacie znać to przyjadę i poprowadzę od trasy Warszawskiej do miejsca noclegu. Pola ci u nas dostatek a i w tamtych rejonach mniej bobrów, więc i drzewa nie zabraknie. Miejscówki podobne do tej w Wiźnie co ostatnio się zakotwiczyliśmy tuż za mostem, a tu za jazem i powędrować będzie gdzie.
Tak jak rozmawialiśmy, możesz i dla mnie Kryskonie zapisać canoe. Będę razem z żoną. :)
OK Adaś, czyli jedno już zarezerwowane, zostało jeszcze cztery sztuki. :P Miło będzie Was znowuś uściskać.
My się podpisujemy i napewno będziemy z samego rana w sobote , bierzemy kuchenke gazową noi co tam jeszcze potrzeba do przeżycia. :grin
Kryskonku, ja na takie wyprawy zawsze chętnie, ale nie wiem jak będzie z terminami. Na lipiec zaplanowaliśmy generalny remont mieszkania, totalna wojna. Dlatego boję się o możliwość wyrwania z miasta. Wstępnie pisz mnie na jakiś miejscowy okręt z dobrą załogą (spiningującą). Jeśli to możliwe, doprecyzuj termin.
Todlik szuka kompana do łodzi, jak ktoś nie ma pary to już ma.
Cześć Bartłomieju! Termin był podany w poprzednim zaproszeniu, lecz przypomnę rano 28.06.2008 start, z Waniewa następnego dnia 29.06.2008. meta w Rzędzianach. Część rozrabiaków przyjedzie w piątek by wcześniej \"zanęcić\" się przy ognisku. Rezerwacja pływadełka tylko do 11.05.2008. bo do 15.05. muszę wpłacić zaliczkę, potem każdy we własnym zakresie. No chyba, że będą z marszu wolne kajaki to na przyczepie dostawca ma 10 miejsc a canoe tylko 5szt to jeszcze może coś da się załatwić, lecz w tym temacie to już nie jestem obstukany. :cry
Krzysiu,
rezerwuję 1 canoe dla mnie i moich dwóch wspólników których poznałeś we Wiżnie.
Przyjeżdżamy w piątek . Howgh. :)
Łoooo!!! mato jak bardzo mocno tymi słowami rozradowałeś moje serce!!! Ale misiaczka odwalim, aż łoskot po bagnach pójdzie!!! :eek :grin :grin
To zostało jedno canoe wolne i jedno miejsce z Todlikiem.
Dla mnie jedno canoe. Będę z Rafką.
Spóźnieni mogą dojechać korzystając z mapy
http://www.zumi.pl/trasa.html?xs=22.732928&ys=53.133888&xk=22.808576&yk=53.078208&v=true&utf=1
Pozdrawiam
Dzięki Romek, ale ta mapka już jest w artykule powyżej wystarczy kliknąć na \"(mapka dojazdu)\". Ty nas nie kieruj ino masz się stawić na spotkaniu!!! :upset
Witam - prosze o zapisanie mojej osoby wraz z małżonką i pontonem .
:grin
Kaz-mierz!!! Witaj na pokładzie tfu! na wodnej autostradzie. Kurde to będzie już pięcioro kobitek! Chłopaki musimy się zachowywać, byle jak ale się zachowywać! :grin :grin :grin


CANOE już rozdysponowane, lecz mam pomysła. Przyczepka, którą nap przywiozą łódki ma dziesięć miejsc a kwota za przewóz ta sama więc jak ktoś będzie miał chęć płynąć kajakiem lub pychówką (wymaga umiejętności) to mogę się dowiedzieć i zamówić jeszcze do pięciu pływadełek.

CANOE:
1. ADAŚKO + 1 Małgosia
2. MORSIK5 + 2
3. BOMBEL + 1 lub 2
4. STEFAN + 1 (RAFKA)
5. TOLDIK + ?

Nie policzę ilu na swoich pływadełkach się stawi bo już mi się to pomieszało, z tego co wiem to:
KRYSKON + Bożenka
BONDARENKO + Anetka
KAZ + Bożenka

To są pewniacy, no ale jescze mamy troszkę czasu by dopiąć wszystko na ostatni guzik. I zastanawiać się kto będzie chciał coś przekąsić przed wyjazdem do domu na miejscu mety to już przed samym wyjazdem zamówię posiłki w bardzo stylowej agroturystyce \"U Rzędziana\" tam gdzie będą nocowały nasze autka.
Ale się fajna ekipa szykuje , będzie zajefajnie :grin :grin
Jak już napisałeś wcześniej Krzysiu szukam kompana lub kompanki do canoe. Bo to, że płynę w tak znakomitym gronie to nie ulega wątpliwości. :)
Todlik!!! Ty z tym tekstem \"Krzysiu szukam kompana lub kompanki do canoe\" to dygaj troszkę, bo twoja ładniejsza połowica zna się na necie i może poczytać Twoje zamiary związane z niewinnym spływem za... No nic nie powiem ino tyle, że w pobliskiej miejscowości jest klub \"GoGo\" dla spragnionych oczywiście hi hi hi :grin Ale jak się upierasz to mówisz i masz ino by mi żadna ładniejsza połówka facjaty nie pocarapała!!! ;) 8) :grin
To że niedaleko jest klub Go-Go ,,Nimfa\" to wszyscy podróżujący tą trasą wiedzą :) Mi chodzi o kogoś do canoe z kim można wymienić doświadczenia na temat spiningu, lub wędkowania wogóle. Szczególnie w dużych rzekach takich jak Narew.
Nie mam środka pływającego :cry A Todlik ma :) ale nie jestem spinerem :( Czy możemy stworzyć załogę :? Chcę tam być :upset
Todlik już ma kompana :grin Krzysiu wpisz mnie na listę jak dożyję to sie zobaczymy 8)
Krzysiu dopisz bodzia do mnie do canoe. Choć nie jest spinerem to damy radę jakoś sie dogadać co do metod połowu. :)
Dopisałem, więc mamy komplet, no chyba, że któraś załoga dokooptuje sobie kogoś na trzeciego to są prawie 5-co metrowe łodzie. Bodzio, przepływanka, bacik i przede wszystkim żywczyk, na żywca łowią tam aborygeni.
Więc podaję skład załogowantów:

CANOE:
1. ADAŚKO + 1 Małgosia
2. MORSIK5 + 2
3. BOMBEL + 1 (MODZEL)
4. STEFAN + 1 (RAFKA)
5. TOLDIK + ?

Tu nadal znak zapytania, co do frekwencji i się okaże dopiero dnia spływu, kto dotrze na swoich pływadełkach.
KRYSKON + Bożenka
BONDARENKO + Anetka
KAZ + Bożenka
Oczywiście

5. TOLDIK + BODZIO8247


:grin
Czy żywczyki są dostępne na miejscu ;)
Masz na myśli kupić czy złowić na miejscu?
Chyba złowić :roll Ajak proponujesz?
Bodzio8247, ja proponuję byśmy ten pierwszy raz spływu po N.P.N. potraktowali jako rekonesans. Jedziemy na ryby a nie po ryby. Obok wędki obowiązkowy aparat fotograficzny i cały plecak dobrego humoru, natomiast ciągnąć z sobą żywczyki to myślę, że nie ma sensu. Lepiej wziąć bacika 3-5m i białaska na haczyk nr. 10 to zawsze znajdziesz oczko gdzie drobniczka buszuje. Jak nam ten wypad wypali to nie widzę przeciw wskazań na następne etapy po naszej Amazonce i będziemy mądrzejsi o tegoroczne doświadczenia.
Wiem, wiem Kryskon zauważyłem jak wcisnąłem komentarz-namiary i nie było jak cofnąć ;(. Siedzę cicho bo jest to termin sesyjny i nie wchodzi w rachubę udział w całym spływie. A również nie mogę sobie wyobrazić iż dam radę gdzieś Was dorwać po drodze moim pontonem. Canoe, canou jest duuuużo szybsze. Pozdrawiam
Kryskoniku no przeca sie iornoł co by złowić u Ciebie nie wlec mojego ;) :grin Aparat sie znajdzie a i z humorem u mnie nie najgorzej.Myślę że będzie OK 8)
Romselku! Kazik z Bożenką też na pontonie i to cały spływ naginają. Dogonić canoe? Mówisz, że oni się tak porozpędzają? Jak wlezą w \"ślepe uliczki\" to Ty piechotą pierwszy będziesz na miejscu zbiórki! hi hi hi :grin No ale ta sesja to prawdziwa przeszkoda, chodź Ty jesteś po drugiej stronie barykady (jak mniemam), więc musisz uszczupnąć troszkę czasu przynajmniej na sobotni wieczór w Kruszewie na wysepkach przy starych palach lub na dołku, napewno będzie nas widać, słychać i czuć.

W razie by co to do wiadomości wszystkich uczestników spływu podaję mój nr 606-988-000
Dziś na trasie spływu w okolicach Radul poszukiwałem samotnie szczupłego, pontonem, z marnym skutkiem. Jednego złapałem i zostawiłem na twój spływ. Płynąłem sam pod prąd a przy tym stanie wody tak się namachałem że wymiękam - choć z reguły pływamy we 2 osoby. Powrót też koszmarny wiatr się zerwał porywisty i zamiast spływać pchał pod prąd, kto uwierzy ? Globalnie z rybą słabo ale w tym rejonie zawsze było tak sobie :(. Pozdrawiam.
Romselku!!! Po pierwsze to nie mój spływ, ino nasz, czyli tych co spływają, a po drugie, to musisz koniecznie płynąć z nami, by pokazać gdzie tego kaczodzioba wypuściłeś, może to ostatni okaz w tamtejszych wodach. Jak go spowrotem nie złowimy to co będziemy szamać na kolacyję? :cry
Krzysiu może w puszkach sie weźmie ;)
Boguś! z moimszczęściem wędkarskim to zawsze mam sardynki w pomidorach i to \"Neptuna\" bo są najsmaczniejsze.

:grin

No jeszcze coś wynalazłem dla nie znających terenu:

Wyszperane w sieci „Gazeta.pl Turystyka”

„Mapy i szczegółowe opisy trasy N.P.N. szybko okazały się niewystarczające - zbłądziliśmy już pierwszego dnia
Spływ zaczynamy u podnóża Góry Zamkowej w Surażu (28 km od Białegostoku). Ze wzgórza, na którym w XI w. stał warowny gród książąt ruskich, roztacza się piękny widok na rzekę. Na tym odcinku ma ona tylko jedno koryto, ale rozlewiska i podmokłe łąki ciągną się po horyzont. Kilka kilometrów dalej nurt rzeki podzieli się na kilka coraz węższych, meandrujących odnóg, które raz będą się łączyć, raz rozdzielać, tworząc w końcu prawdziwy labirynt rozlany na olbrzymiej przestrzeni. Trudno go opanować nie tylko turystom. Miejscowi również darzą go respektem - niejeden rybak popłynął tam, gdzie chciała rzeka. Żeby się stąd wydostać, trzeba nieraz godzinami błąkać się w wąskich wodnych korytarzach porośniętych gęstwiną trzcin.
Narew, największa rzeka północno-wschodniej Polski wypływa z bagien białoruskiej części Puszczy Białowieskiej - ma 484 km, z czego 36 na terenie Białorusi . System rozgałęzień połączony z rozległymi zabagnionymi terenami nie ma w Europie odpowiednika. Dziesięć lat temu na odcinku od Suraża do Rogowa (ok. 50 km) powstał park narodowy.
***
Nie przepłynęliśmy kanadyjkami nawet 50 metrów, gdy pojawił się pierwszy bóbr. Płynął przy brzegu, wystawiając głowę nad wodę. Początkowo sądziliśmy, że to pies - byliśmy przecież ciągle w obrębie miasta. Podpływamy więc bardzo blisko i dopiero gwałtowne plaśnięcie szerokiego, płaskiego ogona uświadamia nam, z kim się spotkaliśmy. Niestety - wielki gryzoń zniknął już pod wodą.
Potem oglądamy odbijające się w wodzie drewniane płoty, zacumowane pychówki (wąskie, płaskodenne łódki), pijące wodę krowy. Zewsząd coś gwiżdże, kląska, klekota, gęga. Przelatują klucze ptaków...
Mapy i szczegółowe opisy trasy szybko okazały się niewystarczające. Zbłądziliśmy już pierwszego dnia po przepłynięciu zaledwie kilku kilometrów, tuż pod niewielką wsią Uhowo. Źle oszacowaliśmy siłę nurtu dwóch rozgałęzień i wybraliśmy niewłaściwą odnogę. Co chwila wyłaniał się doskonały punkt orientacyjny - ceglany, neogotycki kościół w Uhowie, tego wieczoru efektownie podświetlony. Niewiele nam jednak pomógł - kościół był ciągle widoczny w oddali, a odnoga kręciła się raz w lewo, raz w prawo, ale nie do przodu. Na osłodę zostały niezwykłe widoki - olbrzymie, zalane łąki, stojące w wodzie wielkie stogi siana, wierzbowe zarośla i duże, samotne drzewa. Odbijały się w nieruchomym lustrze wody oświetlone zachodzącym słońcem. Z każdym kwadransem robiło się ciszej i ciemniej. .
Pogodziliśmy się z myślą, że będziemy wiosłować w nocy. Gdy ptaki się pochowały, ich miejsce zajęły nietoperze. Polując na owady, poruszały się nad wodą lotem ślizgowym, do złudzenia przypominając jaskółki. Wiosłowanie utrudniała stojąca woda. Zaczęły się też coraz większe płycizny, które hamowały bieg kanadyjek, ale były zbyt grząskie, by na nich stanąć i przeciągnąć łódki. Gdy dopłynęliśmy w końcu do głównego nurtu, mieliśmy nad sobą rozgwieżdżone niebo. Trasa wydłużyła się o wiele kilometrów, wiosłowanie zakończyliśmy po godzinie 22.
***

Nazajutrz pejzaż się zmienił. Znikają rozległe łąki, pojawiają się gęste łany trzcin wysokości do trzech metrów, które szczelnie odgradzają nas od świata. Rzeka płynie kilkoma wąskimi korytami. Pomni wczorajszej nauczki, ilekroć się rozgałęzia, uważnie śledzimy nurt. Czasami zza trzcin wystaje rozłożysta wierzba lub uschnięte pnie często zwalone przez bobry. Mieszka ich nad Narwią bardzo dużo - wielokrotnie mijaliśmy żeremia i drzewa owinięte metalową siatką dla ochrony przed gryzoniami.
Nocujemy przy kolonii Topilec. Jest tu drewniana wieża widokowa i pole biwakowe, ale akurat zalane wodą. Rozbijamy więc namioty na łące powyżej pola.
***
Choć Narew jest bardzo spokojna i płynie leniwie, co chwilę spotyka nas jakaś niespodzianka. Na zwalonym pniu siedzi norka amerykańska - nie ucieka, przygląda się nam równie ciekawie jak my jej, i pozwala się sfotografować. Ciemnobrązowa, lśniąca, z małą, jakby spłaszczoną główką o niewielkich uszkach i dość długim, puszystym ogonku. To gatunek obcy nad Narwią. Początek dziko żyjącej populacji dali uciekinierzy z hodowli w fermach futrzarskich. Dzisiaj norki amerykańskie rozprzestrzeniły się niemal na cały kraj, wypierając europejskie kuzynki. Miejscowi za nimi nie przepadają. Są odważne, żeby nie powiedzieć - bezczelne. Podobno potrafią nie tylko zabrać wędkarzom ryby z wiaderka, ale nawet ukraść kanapkę. Wybierają jaja, pisklęta, polują nawet na dorosłe ptaki.
Na innym powalonym pniu... kapliczka. Pień pomalowany na zielono, pod daszkiem obrazek Matki Boskiej, krzyżyk, różaniec i plastikowe, czerwone kwiatki. Nikogo nie zdziwiłby taki widok przy drodze, w ogródku, na rozstajach czy w lesie, ale pośrodku rozlewisk rzeki, gdzie kilometrami nie można postawić nogi na twardym gruncie?
Spotykamy też wędkarzy, nieodmiennie w tradycyjnych pychówkach. Odpychają się od dna kilkumetrowymi, dębowymi kijami zakończonymi wąskimi, okutymi piórami. Takich łodzi jest tu bardzo dużo - zacumowane przy brzegach, przy drewnianych pomostach, czasem ustawione do góry dnem na wbitych w dno wysokich słupkach, widzieliśmy nawet wiszące na drzewach.
No i ptaki. Nad Narwią jest ponad 200 gatunków, z czego dwie trzecie to gatunki lęgowe. Łatwiej je jednak usłyszeć niż zobaczyć - widząc człowieka, odlatują. Łabędzie i kaczki hałasowały, bijąc skrzydłami o wodę. Często słyszeliśmy przypominający dmuchanie w pustą butelkę odgłos samców bąka. To znak, że są w okresie godowym. Słychać je nawet z odległości trzech kilometrów, ale zobaczyć trudno. Mają ponad pół metra długości (rodzina czaplowatych), ale brązowe pióra z ciemnymi i jasnymi plamkami zapewniają doskonały kamuflaż w trzcinach.
Spływ kończymy trzeciego dnia we wsi Rzędziany na granicy parku, przy gospodarstwie agroturystycznym. Niski, rozłożysty dom rodziny Żendzianów może pomieścić kilkunastu gości, a organizowane tu biesiady słyną w całej okolicy. Przy brzegu pomosty, drewniane łodzie, na wpół oswojone łabędzie. Protoplastę rodziny opisał Henryk Sienkiewicz w \"Ogniem i mieczem\": \"Miał [Skrzetuski] pacholika Rzędziana, szlachcica chodaczkowego z Podlasia, lat szesnastu, ale franta kutego na cztery nogi, z którym niejeden stary wyga nie mógł iść o lepsze\". Wygląd gospodarstwa świadczy o tym, że Żendzianie (pisownia nazwiska zmieniła się w czasie rozbiorów) i dziś nie spuszczają z tonu. Magdalena Stopa”



„Za Topilcem wpływamy na tzw. Polską Amazonię. Wyraźne dotąd główne koryto rzeki poczyna kluczyć wśród rozlewisk i bagiennych oczek otoczonych szuwarami, by przejść w plątaninę strug, przesmyków i tuneli prowadzących w głąb gęstych trzcinowisk. Chcieliśmy zatrzymać się w Waniewie, by zobaczyć neoromański kościół z cennymi zabytkami (nawet nam mignął w niewielkiej odległości), ale pojawiło się rozwidlenie jedno, potem drugie i szybki prąd porwał nas jakimś wąskim kanałem. Nim się spostrzegliśmy, Waniewo zostało daleko w tyle.
Mkniemy tunelami w wysokich na trzy metry trzcinach. Kiedy już na dobre tracimy orientację, pojawia się drogowskaz: Kurowo. I już płyniemy lewym dopływem Narwi - Kurówką, dość wąską i krętą, miejscami z trudem przebijającą się przez szuwary (są tak wysokie, że przesłaniają krajobraz).
Wreszcie koryto rzeki rozszerza się, tworząc małą zatoczkę. Przy niej drewniany pomost i kilka rybackich łódek (dla turystów). Zarząd Narwiańskiego Parku Narodowego ma siedzibę w murowanym, krytym dachówką dworze z drugiej połowy XIX w., z okrągłą wieżą zwieńczoną krenelażem (świetny punkt widokowy). Mieści się tu również stacja naukowo-badawcza i muzeum narwiańskiej przyrody. A tuż obok - pole namiotowe, na którym ochoczo się rozbijamy. Stąd nazajutrz wrócimy do Białegostoku. Ale wkrótce znów popłyniemy Narwią, tym razem z Kurowa do Wizny albo jeszcze dalej, do Nowogrodu.
Spłynęliśmy Górną Narwią trzema czółnami typu canoe, które swobodnie mieszczą nie tylko po dwóch wioślarzy, ale i całą stertę bagażu. Musieliśmy zabrać ze sobą namioty, butle i palniki gazowe, no i wyżywienie na cztery dni, gdyż na tym odcinku Narwi (w sumie 122 km) nie ma wodnych stanic ani restauracji czy barów”

Żeby tylko dopisała pogoda i nie otworzyli za bardzo jazów, bo piechotą będziemy naginali większymi łajbami. :(
No chyba się smyrnę, bo zołza Kryskon jeczy i przeze mnie Żubra nie może spokojnie się napić!
Bulba! A żeby Ty po wodzie chodził i pić prosił to Ci Żubra nie podam! :grin
Uprzejmie donoszę, że cena canoe włącznie z transportem wynosi 92,- od jednej łajby, więc jak ktoś płynie sam to pokrywa całą kwotę a jak płynie trzech to rozbijacie cenę na trzech. No chyba, że ustalicie inaczej. Płatność na miejscu startu w sobotę w Waniewie. Jakieś sznurki przy łódkach mają być uwiązane, lecz kotwice proponuję zabrać ze sobą.
Czyli z beczką na rzeczy wychodzi 95zł. Jak chcesz krzysiu to mogę Ci wcześniej zapłacić :)
No właśnie zapomniałem o beczkach, czy komuś zamawiać 6,- dopłaty za dwie doby.

Pojemna i bardzo praktyczna wodoszczelna beczka bagażowa do kanoe. Pojemność od 45 do 70 litrów. Doskonale uchroni Twoje najcenniejsze rzeczy przed zamoczeniem i skutkami zbyt dobrej zabawy.

http://www.kaylon.pl/kajaki.html
Ja tam sie Krzysiu na Todlika zdaję :grin On jest w końcu \"Aborygenem\" ;) Marcin pisz co potrzebne i bierz co dają.PS.Myślałem,że ta beczka to na piwo hehe :grin
Czytałeś dopisek na dole? :grin

Proszimy nie używać beczek do ogórków, kapusty czy innego rodzaju kiszonek! :grin
Przykra wiadomość Stefan z Rafką odpadli ze spływu :cry Więc jedno canoe się zwolniło, jak ktoś jest chętny to proszę o zgłoszenie, bo inaczej muszę odmówić czym prędzej by zaliczka nie przepadła. :cry
Właśnie wróciłem z krótkiego rejsu z Waniewa w dół rzeki, miejsca z którego jest start spływu. Chcę zwrócić uwagę na kwestię rozwiązania logistycznego przeprawy przez kładkę w odległości około 200m od startu. Aktualnie stan wody jest wysoki i po wyjściu na zanurzoną pod wodą kładkę udało się ponton przeciągnąć ponad nią. Jak będzie ze stanem wody za 1-mc trudno powiedzieć. Kładka jest ułożona na wbitych w 2 szeregach palach tworząc coś na wzór tamy bobrowej, zarośniętej zielem, przecina całe rozlewiska i nie ma jak jej minąć. Wyników połowów nie zdradzę. Pozdrawiam Romek
Tutaj coś o tym piszą: http://www.kontakty-tygodnik.com.pl/index.php5?dz=29.
Dzięki Romku za ostrzeżenie. No panie i panowie zaczyna robić się ciekawie, lecz problemy są po to by je rozwiązywać.

\"Narew łączy
Kładka (1050 metrów) na sześciu starorzeczach Narwi w samym środku Narwiańskiego Parku Narodowego w Kurowie będzie gotowa do końca czerwca 2008 r.
Dyrektor Parku Ryszard Modzelewski zapewnia, że będzie niebywałą atrakcja turystyczną. Turyści będą mogli wejść w środek mokradeł, podglądać ptactwo i roślinność.
Kładka będzie służyć nie tylko turystom. Mieszkańcy Kurowa suchą nogą przejdą tylko 1050 metrów do kościoła w Waniewie, gdzie w lipcu odbywa się znany w okolicy odpust.
Kładka przez starorzecza Narwi połączy dwie parafie (Waniewo i Śliwno), dwie gminy (Sokoły i Choroszcz), dwa powiaty (wysokomazowiecki i bialostocki).\"
:upset
Przepraszam Kryskonku, jakoś przegapiłem terminy. Jestem tak zagoniony z robotą, że nie zawsze rozumiem, co czytam. Jak pisałem remont chałupy szykujemy na lipiec. I właśnie w weekend wyprawy zaczynamy. W związku z powyższym poddaję walkowerem (z bólem serca). Ale nie daruję Ci, jeżeli nie przyślesz mi zdjęć, o oficjalnej relacji nie wspominając.
Dzisiaj koleżka wrócił z Narwi w okolicach Bronowa. Woda cały szas spora, ale leszcz wytarty, zaczyna dziubać, płoć bierze koncertowo, szczupak też nie próżnuje. Tegoroczna wiosna wróży przyzwoity sezon. Bawcie się dobrze, będę śledził Wasze wrażenia w sieci.
Bardziej spragnieni przygód nie tylko wędkarskich mogą pokusić się o odnalezienie \"Koziołka\". Wiadomości ogólne http://kms-szwadron.prv.pl/patiotyzm/koziolek.htm
Pozdrawiam Romek