Pomysłodawcą tematu był Daniel, „hlehle”. Wybieramy się wspólnie na wyprawę, a może dwie, w tym roku. Pytał mnie, co zabrać ze sobą. Jak odpowiedzieć na takie pytanie? Temat jest o tyle trudny, że każda wyprawa jest inna, każde miejsce na świecie jest inne, każda pora roku jest inna. Tak więc jako przykład opiszę moje doświadczenia dotyczące dwóch miejsc łowienia salmonidów - Mongolię i Kamczatkę. Zacznę od spraw ogólnych, czyli co przyda się każdemu na dalekiej wyprawie.

Rzecz podstawowa, to bezpieczeństwo. Nie wolno zapomnieć, że będziemy bardzo daleko od cywilizacji, telefony komórkowe nie będą działały, a wezwanie pomocy przez satelitarny skutkuje ogromnymi kosztami (samochody, śmigłowce itp.) oraz kilkugodzinnym lub nawet kilkudniowym oczekiwaniem. W związku z powyższym musimy mieć dobrze wyposażoną apteczkę. Leki przeciwbólowe, przeciwzapalne, przeciwgrypowe, antybiotyk, coś regulującego układ trawienny i przeciwko biegunce, plastry i bandaż – to oczywiste. Ale nie wolno zapomnieć o zestawie do zszycia głębokiej rany (aseptyczna igła i nić), poważnym aseptycznym opatrunku, antybiotyku w maści, zastrzyku przeciwtężcowym i adrenalinie w strzykawce dosercowej. Może wydawać się, że to przesadą, ale jeśli ugryzie kogoś wąż i dostanie zapaści sercowej, albo spadnie ze skały i rozetnie rękę, czy nogę do kości, to mamy poważny kryzys na wyprawie. Zawsze przyda się też jałowa gaza, 2-3 skalpele, płyn do dezynfekcji, czy preparat multiwitaminowy. Oczywiście apteczka wystarczy jedna dla wszystkich uczestników, warto jej zawartość uzgodnić z lekarzem ratownikiem.

Teraz już mniej strasznie. Zawsze przydawał mi się duży nóż, najlepiej z piłą, ostry scyzoryk w kieszeni kamizelki albo multitool, stalowy kubek (może być termiczny), taśma typu „scotch”, szybkoschnący klej, szpulka nici i igła, 5 metrów cienkiej, mocnej linki (1-3 mm średnicy), kilka torebek strunowych w różnych wielkościach, kilka dużych worków foliowych, krem z filtrem o wysokiej cyfrze na opakowaniu, krem nawilżający do rąk, tłusta pomadka do nawilżenia warg, lusterko, latarka naczołowa i zwykła w kieszeni, zapas baterii, dobry zegarek. Warto zainwestować w mydło antybakteryjne, bo jest mało prawdopobne, że będziemy się myli tak często, jak w domu. Koniecznie weźcie ze sobą rolkę albo dwie papieru toaletowego, zapakowane szczelnie. Polecam też wilgotne chusteczki, jak dla małych dzieci, jako uzupełnienie do papieru toaletowego. Bardzo ważna jest karimata, a jeszcze lepiej dobry materac samopompujący, śpiwór i bielizna termoaktywna.

Jeśli chodzi o ubranie, to na pewno niezbędne są rzeczy nieprzemakalne, a najlepiej jak będą przy tym oddychające, czyli nowoczesne tkaniny z membranami i końcówką „tex” w nazwie. Genialne są ubrania zawierające tzw. „srebrne nici”. Jest na nich to niewielka warstewka tlenków srebra, dzięki którym ubrania pozbywają się przykrego zapachu i bakterii. Podkoszulkę, czy skarpety można nosić kilka dni bez obawy, że zatrujemy powietrze w namiocie. W dalekiej podróży ważne jest, żeby było nam ciepło i sucho. Lepiej zainwestować w dobre ciuchy niż marznąć w mokrej koszulce i mieć nadzieję, że rano wyjdzie słoneczko. Pamiętać trzeba też, że podróżujemy samolotami, a być może śmigłowcem, albo terenówką. Nie przesadzajcie z ilością ciuchów, lepiej uprać coś w rzece niż zapłacić za nadbagaż. Warto też wziąć kilka rzeczy, które bez żalu podarujemy miejscowym lub wyrzucimy, zawsze jest coś ciekawego do zabrania z wyprawy. Dobrym rozwiązaniem są jednorazowe majtki i skarpety, choć niestety nie są tanie. Rzeczą niezbędną są również buty. W zasadzie zawsze przydadzą się dobre buty wyprawowe, tzn. wysoka cholewka z technicznej tkaniny lub skóry naturalnej z podeszwą na grubym bieżniku, np. Vibram. To będą podstawowe buty, w zależności od miejsca i pory roku powinny być ocieplane lub nie. Druga para butów całkowicie zależy od miejsca i sposobu wędkowania. Na Kamczatce, w Mongolii, w Patagonii, w dalekiej Rosji niezbędne są buty do brodzenia jako uzupełnienie „śpiochów”. W ciepłych regionach świata bardziej przydatne będą sandały z naturalnej skóry lub tkanin modułowych. W Norwegii przydadzą się ocieplane gumaki, podobnie jesienią w Szwecji.

Oczywiście nie wolno zapominać o aparacie i kamerze, a w związku z tym o dużej ilości kart pamięci i taśm, o kilku akumulatorach. Niech Wam nigdy nie będzie szkoda czasu na uwiecznianie pięknych chwil na wyprawie, to jest warte więcej niż złowione ryby. Dobra relacja z fajnymi fotkami jest niezwykle cenna, a nie zawsze Wasi towarzysze prześlą zdjęcia tak szybko, jak byście chcieli. Aparat warto uzupełnić o tradycyjny notes i długopis. Poświęcenie 10 minut codziennie notesowi pomoże w pisaniu relacji.

I wreszcie najważniejsze. Zanim pojedziecie gdziekolwiek, poznajcie to miejsce. Czytajcie książki, relacje, oglądajcie zdjęcia, pytajcie na forach internetowych. Nie wstydźcie się zadawać pytania Waszym organizatorom i przewodnikom, nie ma głupich pytań. Im więcej będziecie wiedzieć o miejscu, w które jedziecie, tym lepiej dla Was.

Jeszcze jedno – w dobie rozwoju elektroniki warto mieć osobiste urządzenie GPS. Wydaje się to śmieszne, ale czasem wyjście w krzaki bywa bardzo niebezpieczne i obciążone wielkim ryzykiem zabłądzenia. Jeden z moich kolegów (doświadczony podróżnik) błąkał się pół nocy po mongolskim stepie ubrany w slipy i podkoszulkę. Temperatura spadła poniżej zera, a on nie umiał wrócić do namiotu. Dopiero o świcie okazało się, że jest kilka kilometrów od obozu. Uratowało go doświadczenie – biegał do skrajnego wyczerpania, kucał i czekał do momentu, kiedy chciało mu się spać, wtedy znów biegał i tak do świtu. Nie życzę nikomu. Dodatkowo mamy szansę zapisać w urządzeniu przebieg naszej wyprawy, będzie łatwiej odtworzyć wszystkie szczegóły.

O sprzęcie wędkarskim nie będę pisał, bo tego każdy dowie się od osoby, która organizuje wyjazd. Mam nadzieję, że temat jest interesujący, jeśli komuś pomoże, to super. Jeżeli będę potrafił odpowiedzieć na pytania, to z przyjemnością to zrobię.

Życzę wszystkim wyprawy życia – Bartosz Mikulski *bart_siedlce*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Mam nadzieję że nie będziesz musiał korzystać z apteczki :roll jakoś nie wyobrażam sobie bym miał kogoś zszywać,tzn. gdyby ranny mnie ocucił ze 3 x to może bym 4 raz nie bym zemdlał na widok krwi :roll
ja staram się też przyswoić kilka grzecznościowych zwrotów szczególnie jeśli się jedzie w jakąś egzotykę a Wy jedziecie.Grzecznościowe buenos dias czy tardes albo grazias są łatwe ale są np. hijo de puta,puta madre,a jak miejscowy bedzie Ci denerwował to można mu powiedzić No me toques los cojones nullnull
No tak, jednorazowe majtki czy skarpety, ciekawe ile wytrzymają?
Bo takie jednorazowe nożyki do golenia,
to ten 10 raz jeszcze ogolą, a 11 już nie
za bardzo. :grin
Bartoszu, bardzo fajny artykuł, zgadzam się z większością treści w nim zawartych, mam nadzieję, że nie pogniewasz się, jeśli dopiszę kilka słów od siebie :).

Pisałeś o wysokich kosztach pomocy, której udzielają nam służby medyczne, ratownicze w sytuacjach ekstremalnych, i masz zupełną rację. Chciałbym jednak zauważyć, iż już za 600zł można się ubezpieczyć na 10 dni wyprawy, gdzie ubezpieczyciel oferuje pomoc i ratowniczą, i medyczną, i OC (100.000zł), poszukiwanie (30.000zł), pomoc prawną (5000zł) etc. nie będę wymieniał wszystkich pozycji. Warto więc się zastanowić, bo skoro stać mnie na wyprawę, na drogi odbiornik satelitarny, to warto może te kilkaset złotych poświecić? Skoro przypuszczamy, że teren w jakim będziemy się poruszać stwarza wyjątkowe ryzyko wystąpienia poważnych obrażeń ciała.

Rzecz druga, piszesz o niciach i szyciu rany. Jeżeli ktoś ma wprawną rękę, poradzi sobie bez problemu, jeżeli nie - polecałbym specjalne klamerki aseptyczne, którymi zbliżamy brzegi rany, zakładamy jałowy opatrunek i nic złego się nie dzieje.

Odnośnie samej apteczki, ja swoją osobistą zawsze wyposażam - poza elementami, które przedstawiłeś - w folię NRC, jodynę, nadmanganian potasu (świetna rzecz, w połączeniu z gliceryną służy do rozpalania ognia, temp. zapłonu ponad 2000 stopni Celsjusza), który w zależności od potrzeb może być środkiem uzdatniającym wodę (kiedy nie jesteśmy przekonani co do jej czystości), środkiem antygrzybicznym (np. klimat wilgotny i otarte krocze...), środkiem dezynfekującym rany. Jeżeli zaś chodzi o środki przeciw biegunce - te \"nasze\" działają jak należy w naszym klimacie, jeśli wybieramy się w klimaty tropikalne, lepiej jest zakupić te leki na miejscu, są dużo silniejsze i skuteczne zarazem. Ponadto \"u siebie\", zawsze mam dermatol (bizmutu galusan)stanowiący nieocenioną pomoc w gojeniu się trudnych ran, no i koniecznie antidral - antyperspirant do ogólnego stosowania + zasypka do stóp. Warto również zabrać np. Orsalit, proszek do rozpuszczenia w wodzie, nawadniający organizm i uzupełniający elektrolity - ważne po wymiotowaniu lub biegunce.

Jeżeli chodzi zaś o wyposażenie, to ponad to co zapisałeś w artykule warto ze sobą zabrać m.in.:
-Krzesiwo (w sytuacjach trudnych rozpalenie ognia często decyduje o przeżyciu lub nie, przykład Twojego kolegi, który trząsł się z zimna, choć podejrzewam, że w Mongolii z opałem nie jest łatwo).
- Piła strunowa (zamiast piłki składanej, zajmuje mało miejsca, ma wiele możliwości zastosowania).
- Hubki (np. waciki bawełniane w woreczku strunowym).
- Zapasowe źródło ognia - zapałki (najlepiej zawoskowane i zamknięte w szczelnym opakowaniu).
- Światło chemiczne (kiedy zawiodą latarki, lub do tak prozaicznych funkcji jak np. pozycjonowanie latryny, lub oznaczenie samego siebie w obawie przed ustrzeleniem przez myśliwego)
- Prezerwatywy...(wyjątkowo w tym przypadku, nie służą do tego do czego zostały stworzone ;). W zastosowaniu wyprawowym są to świetne zbiorniki na wodę pitną)
- Kompas, busola, których to zastosowania chyba nie muszę wyjaśniać.
- Gwizdek (jako narzędzie sygnalizacyjne, zarówno dla członków wyprawy jak i sygnału dla zwierząt - \"tak jestem niedaleko, wycofaj się\".)
- Drut miedziany (z niego można zrobić praktycznie wszystko ;))
- Liofilizaty (lekkie i nieocenione na czarną godzinę)
- Raca sygnalizacyjna (nowoczesne zajmują mało miejsca, a dla helikoptera to wyraźny sygnał i co najważniejsze, odpalenie racy zajmuje mniej czasu i pracy niż przygotowanie znaku sygnalizacyjnego dla śmigłowca).

Jeżeli chodzi o ubrania i pochodne to dodałbym :
- Kapelusz z siatką przeciwko insektom.
- Rękawiczki.
- Pas z możliwością montażu oporządzenia.
- Camelback, kiedy nie oddalamy się daleko od obozu i nie chcemy przerywać wędkowania ;)
- Troki to zaczepienia akcesoriów, np. noża.
- Buty, bardzo miło, jak mają wszyty język, tak do 3/4 buta - nie martwimy się wówczas o zawilgocenie stopy przy wdepnięciu w byle kałużę.

No i GPS - moje pełne poparcie, skoro technika daje większe możliwości to dlaczego z nich nie skorzystać? :)

I rzecz najważniejsze - warto zabrać ze sobą wyobraźnię i zdrowy rozsądek.

Jeszcze raz gratuluję bardzo fajnego i pouczającego artykułu!:)

Serdecznie pozdrawiam.
No to jak sobie poczytałem Bartka i Marcina to chyba moje wyprawy ograniczę do jeziorka Kamionkowskiego do którego mam 200m :P
Mniej rzeczy potrzebne.
Marcin, zgadzam się z prawie wszystkimi tezami. Uzupełnileś szczegółami mój skromny poradnik.
Jeżeli chodzi o ubezpieczenie, to niestety w mongolskim stepie, czy syberyjskiej tajdze, a nawet w wenezuelskiej dżungli jest ono czystą teorią. Jedynym plusem jest to, że po powrocie możesz ubiegać się o zwrot poniesionych wydatków. Niestety w tamtych warunkach brakuje chętnych do wystawienia rachunku. Rozmowa jest krótka: \"500$ gotówką, albo odlatuję\" i niestety nikt z miejscowych nie zapłacze nad Twoją złamaną nogą. Na szczęście ja nie doświadczyłem tego, ale słyszałem o takich wypadkach. Do dziś w wielu miejscach na świecie nie honoruje się międzynarodowych umów i ubezpieczeń. Prawdopodobnie w dużych miastach nie będzie problemu, ale poza nimi jest słabo. To, że dodzwonisz się na pogotowie w Ułan Bator nie pomoże Ci ani przez chwilę, nie warto marnować czasu i pieniędzy. Dlatego uważam, że w takie rejony warto wybierać się z doświadczonymi i sprawdzonymi przewodnikami. Oni mają szansę uratować nam życie i zdrowie. Oby nigdy nas to nie spotkało.
Na temat jedzenia i napojów nie pisałem z premedytacją, staram się podróżować z przewodnikami, którzy pomagają na miejscu zrobić zaopatrzenie. Również ich zadaniem jest rozpalenie ognia.

Marian, jednorazowa bielizna wystarcza na około 25-35 godzin. Potem zaczyna się rozpadać pod działaniem potu ludzkiego. Fajna rzecz, ale dość kosztowna. Męskie slipy kosztują ok.4-5$, skarpety letnie podobnie.
Bartek, zapewne masz rację odnośnie ubezpieczenia. Sprawę ubezpieczeń znam od znajomych podróżników, nie z autopsji więc w autorytatywnym tonie wypowiadać się nie mogę, czego też (mam nadzieję) nie zrobiłem. Jak zauważyłeś, zdecydowanie lepszą kartą przetargową w terenach ekstremalnie niedostępnych będzie te \"500 dolarów\" niż złota karta \"PZU\" ;). Niemniej jednak w bardziej \"dostępnych\" regionach, takie ubezpieczenie ma też swoje plusy.

Odnośnie przewodników również się zgadzam, na początku są oni najlepszą formą \"ochrony\", przed szkodliwymi okolicznościami, a o żywności liofilizowanej wspomniałem jedynie na wypadek, gdyby i przewodnika zabrakło, a takich sytuacji wykluczyć nie możemy, choć to tylko teoretyzowanie. Zbędne, czy nie - nie wiem, ale warto nawet teoretyzować skoro poruszyłeś tak rzadko poruszany temat, a zarazem tak ważny.

Masz spore doświadczenie odnośnie zagranicznych wypraw, może w przyszłości pokusiłbyś się o opisy regionów, z wyszczególnieniem cen prostych towarów, zasad społecznych etc.? Wielu by na pewno skorzystało :).
Bartek, ok. na Tobie 25-35 godzin, a na na mnie?
Mój pot zeżarł kopertę od Tissota, później od
Atlantica, łańcuszek od nieśmiertelnika po 3 dniach zmienia kolor i zostawia czarne pręgi na szyji. Czuję, że od śniadania do obiadu...
Na kolację z gołym tyłkiem i na bosaka.
Jestem pod wrażeniem poradnika Bartka z uzupełnieniem Marcina. Niestety dalej niż na Bornholm się w tym roku nie wybiorę.
Czytając tak sobie uświadomiłem....
Jest jedna rzecz w apteczce, która przyda się na naszych wodach, zwłaszcza po kilku dnia bez brania.Adrenalina w strzykawce dosercowej ;)
No to i ja się wtrącę. Bartek napisał o wyprawach ekstremalnych, ja się skoncentruję na bliższych łowiskach czyli fiordach (i szkierach).

Wielokrotnie spotykałem w Norwegii wędkarzy kompletnie nieprzygotowanych do połowów w fiordach. Powszechnym błędem jest łowienie metodą bałtycką, tylko na pilkery. A przecież w fiordach żyje wiele gatunków ryb, na które skuteczniejsze są przynęty naturalne (żywe lub martwe).

Co należy zabrać ze sobą czyli niezbędnik wędkarza fiordowego

* 1. Kombinezon wypornościowy. Praktycznie uniezależnia nas od kaprysów aury a jednocześnie uratuje życie w przypadku nieszczęścia.
* 2. Okulary polaryzacyjne – niezbędne.
* 3. Krem UV - norweskie słońce jest bardzo ostre, po 2 godzinach na wodzie można się poparzyć.
* 3. Nóż do filetowania naszych trofeów.
* 4. Echosonda – podstawowe modele zostawmy w domu. Na morze i fiordy potrzebna jest echosonda z sygnałem min. 400 W (3200 W p-t-p) oraz wysoką rozdzielczością. GPS, mapy batymetryczne. Elektroniczne np. Garmin Blue Chart Atlantic, c-MAP. Znakomite papierowe mapy można kupić w Niemczech w cenie ok. 20 euro za obszar.
* 5. Podstawowy sprzęt wędkarski:
* - spinning do 80-100 g, 2.4-2.7 m z kołowrotkiem wielkości 4000-6000, plecionka 0.18 – do połowów klasyczną metodą spinningową na płytszych łowiskach. Przynęty to wszelkiego rodzaju gumy, blachy wahadłowe i lekkie pilkery. Czarniak zacięty na płytkim łowisku na taki zestaw zapewni niezapomniane emocje.
* - lekkie wędzisko pilkerowe 50-250 g, dł. 2.10-2.40 do połowów na pilkery na głębokościach do 80-100 m. Kołowrotek o szpuli stałej wielkość 6000-8000 z plecionką 30 LB lub multiplikator z zapasem plecionki minimum 300 m. Naszą zdobyczą będą głównie dorsze i czarniaki, rzadziej molwy i brosmy.
* - ciężkie wędzisko do połowów na przynęty naturalne, c.w. do 600-800 g, ze stosunkowo miękką szczytówką, dł. 1.8-2.1, multiplikator z zapasem 400 m plecionki 50 LB. Z tym zestawem szukamy przede wszystkim okazów molw, zębaczy i halibutów na głębokościach 150-200 m.
* - przynęty: kilkanaście pilkerów 50-500g raczej w naturalnych kolorach. Z moich obserwacji wynika, że norweskie ryby nie gustują w tzw. oczojebach.
* - przywieszki na mocnych hakach. Te, co można kupić w sklepach nadają się co najwyżej na makrelki lub nieduże dorsze. Chociaż ostatnio udało mi się kupić zestawy na kutych hakach Mustada. Żaden czarniak nie rozgiął haka.
* - kute haki 8/0-12/0 do połowów na przynęty naturalne.
* - fluorocarbon 0.5-0.8 na przypony.
* - ciężarki w kształcie łezki, 300-1000g do zestawów z żywcem lub martwą rybą. Taniej wyjdzie zakup w Norwegii na stacjach benzynowych lub w supermarketach.
* - pendrive - przyda się do zgrywania fotek z cyfraków.

Warto pamiętać, że najlepszy i najbardziej odpowiedni na dane łowisko sprzęt fiordowy (nie mówię tu o wędkach czy kręciołach) można nabyć na najbliższej stacji benzynowej. Autochtoni wiedzą co jest najlepsze na danym łowisku.
Stefan zapomniał:zanęta na dorsze 8) ale w tym roku wersja Light.
Ja zawsze zabieram dobra czekolade :grin Oczywiscie wazny jest sprzet dopasowany do polowow,reszte zalatwi pare dolarkow(nieoddalam sie zbytnio od cywilizacji)Choc mam w planach Alaske i wtedy takie porady moga sie przydac...Ciekawy temat :)
Z moich doświadczeń wiem, że warto też mieć coś do walki z dzikim zwierzem albo człowiekiem. Jeśli nie posiadamy konkretnej bazooki to pojemniczek z \"pepper spray\" może pomóc w spotkaniu z niedźwiedziem albo innym szakalem.
Od jakiegoś czasu w bagażniku jeździ ze mną magiczny plecaczek. Zawiera zestaw talerzy, sztućców, noży, deskę do krojenia, kieliszki, kubeczki, sól, pieprz, serwetki i samochodowy ekspres do kawy.
Stefan, a czemu ten plecak jest magiczny? Wyciągasz z niego królika, siekasz sztućcami na desce do krojenia a on potem robi kawę z expressu? :grin
Oj, Krzyś, jaki Ty mało domyślny jesteś. Wyjmujesz deskę z Magicznego Plecaka, na desce cały czas łosoś po australijsku i szynka po prowansalsku, kieliszki od razu pod wrębek...
Zjadasz, popijasz a serwetka Ci buźkę wyciera. :grin
krawaty wiąże i usuwa ciąże :grin :grin :grin
A ja jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych, aby uniknąć nad wodą klątw pod własnym adresem, jak coś ważnego z wyposażenia zapomniałem - założyłem sobie notes podzielony na następujące części, czy rozdziały. 1. Sprzęt campingowy; 2. Sprzęt wędkarski, z podziałem na wędki, kołowrotki, inne akcesoria, gdzie dopisywałem kolejne zakupy; 3. Dokumenty, mapy, przewodniki; 4. Apteczka z wykazem potrzebnych leków i środków; 5. Wyposażenie drobne, jak zestaw toaletowy i inne, np chusteczki higieniczne, kremy itd.; 6. Odzież letnia i zimowa; 7. Zywność na bliższe i dalsze (wielodniowe) wyprawy. 8. Doposażenie pojazdu. 9. przynęty i zanęty. Wykazy w notesie uzupełniam od czasu do czasu o nowe pozycje, nabytki lub o aktualne innowacje pojawiajace sie na rynku.
Wybierając się na jakąkolwiek wyprawę biorę notes i z poszczególnych rozdziałów wybieram to, co może mi być potrzebne; zazwyczaj jest tego więcej niż rzeczywiste, późniejsze potrzeby. W ten sposób uzupełniam zawodną pamięć. Poza tym mam trzy torby wędkarskie, w których trzymam mniejszy gabarytowo sprzęt do łowienia na spławik i grunt, na spinning i trzecią, do łowienia na muchy. W ten sposób spakowanie trwa krótko. Sprawdzam tylko wg notesu, czy czegoś dodatkowego nie potrzebuję, np w wyposażeniu apteczki. Ten sposób w miarę postępującej z wiekiem sklerozy pozwala mi na uniknięcie \"wpadek\", jak np. pozostawienie podbieraka w domu, wybierając się na łowienie z łodzi.
Marian.
Jeśli Waść taki jadowity, to rzeczywiście nie polecam, z gołą d**ą słabo się występuje.
Stefan.
Fajnie, że rozwinąłeś temat o fiordy, znasz to bardzo dobrze. Dopowiedziałbym szminkę nawilżającą i krem do rąk, zawsze strasznie wysycha mi skóra w tamtym klimacie. Dodatkowo osęka może się przydać.
Hiljot.
Bardzo dobry komentarz. Przed każdym wyjazdem staram się spisać rzeczy potrzebne mniej lub bardziej. Pakowanie polega na rozłożeniu tego bałaganu w pokoju i pakowaniu w kolejności: niezbędne, potrzebne, przydatne i cała reszta. Najczęściej pozostają rzeczy niezbędne i kilka potrzebnych, reszta przegrywa z wagą bagażu dopuszczalną w samolocie.

Cieszę się, że temat zaciekawił Was, piszcie jak najwięcej, pomożemy wszystkim wyjazdowiczom, mam nadzieję.
Niektórzy wolą konserwę na przydrożnym parkingu paluchami jeść i popić 48-godzinną herbatką z termosu a inni lubią pokroić na desce do krojenia ogóreczka, pomidorki, posmarować chlebek, ukroić szyneczki i napić się świeżo zaparzonej kawy. A potem utrzeć ryja czystymi serwetkami. A nie-kierowcy mogą się napić wódeczki ze szklanych kieliszków a nie z plastików czy innego gwinta.
A jeszcze inni mogą zjeść w restauracji.
Zgadzam się na 100%, w czasie długiej podróży autem bardzo miło zjeść coś dobrego i napić się świeżej kawy albo herbaty.
A za samochodowy ekspres do kawy zapłaciłem w Niemczech 5 (słownie: PIĘĆ) euro:) Przetestowałem, zdał egzamin:)
Moi znajomi także zgubili się na mongolskim stepie. Poszli na pogaduchy wieczorem, a jak chcieli wrócić to nie widzieli obozu, ponieważ wszyscy zgasili lampki :grin Mieli przy sobie tylko papier toaletowy... Rano okazało się, że byli kilkaset metrów od nas. A pisząc już o namiotach nie warto brać z sobą namiotów, które same się rozkładają, np. 2 seconds z Decathlonu. Są zbyt delikatne, nie warto ryzykować, bo można zostać bez dachu nad głową ;) .
Jeśli chodzi o namioty, to zgadzam się. Wyjazd w regiony nawiedzane przez wiatr i chłód wymusza dobry i sprawdzony namiot. Przemieszkałem w sumie kilka tygodni, w paskudnej chińszczyźnie, w mogolskich górach i nie polecam nikomu. Niestety daleki wyjazd w chłodne regiony rodzi poważne problemy logistyczne, mam na myśli ograniczenia w wadze bagażu. Aerofłot w swoim regulaminie dopuszcza pozostawienie naszego nadbagażu, a jest to dziś najtańsza linia lotnicza latająca w kierunku wschodnim. Dlatego warto mieć sprawdzonego człowieka na miejscu. Wtedy możemy pozwolić sobie na wysłanie ciężkich rzeczy miesiąc wcześniej, i po problemie.
Po wycieczce do Wenezueli mam kilka spostrzeżeń dotyczących tropików. Kupujcie tylko hamaki ze zintegrowaną moskitierą, niezbędny jest krem z filtrem minimum 50 UV, krem na oparzenia słoneczne, dobre okulary przeciwsłoneczne z fitrem UV, samopompująca się poduszka pod głowę i pod dupę na łódce, grip do wyjmowania ryb (wszystkie są zębate). Koniecznie musicie mieć długie spodnie i koszule z długim rękawem - dwie godziny na słońcu grożą silnymi oparzeniami. Przyda się wkład do śpiwora wykonany z jedwabiu lub mieszaniny jedwabiu i bawełny, dobre będą rękawiczki z jedwabiu lub bawełny, bez palców. Nie wolno zapominać o skarpetach założonych do sandałów, do dziś złazi mi skóra ze stóp.
A jak nie macie odpowiednich ciuchów to przygotujcie się na intensywne zużycie kremów z filtem, smarowane grubo starczają na dzień, ale jak ktoś należy do centusiów to niech smaruje się nawet 3X dziennie, albo zakrywa całe ciało. Więcej komentarzy dodam jak Bartek relacyję popełni :) :) :).