W artykule tym chcielibyśmy podzielić się z kolegami po kiju naszymi spostrzeżeniami odnośnie wędkarstwa morskiego przedstawiając skrzętnie przez nas archiwizowane dane, pochodzące z nazwijmy to „badań własnych”. Z przyczyn oczywistych dla nas chcemy przedstawić nasze stanowisko odnośnie limitów połowów i wymiarów ochronnych, gdyż niejednokrotnie sprawa ta poruszana była na łamach WCWI w licznych komentarzach do artykułów tu wcześniej prezentowanych. Krótko mówiąc jak się ma teoria do praktyki.

11 listopada 2003 na premierze filmu Matrix Rewolucje mojemu przyjacielowi Rudemu79 w jednym z toruńskich kin wręczyłem pierwszego pilkera z okazji jego imienin. Przyznaję się, że miał być to żart, gdyż o wędkarstwie morskim oboje nie mieliśmy bladego pojęcia, a lśniący i dość ciężki kawałek metalu wydał mi się na tyle egzotyczny, że postanowiłem obdarować nim Rudego79 sądząc, że uzna całą sytuację (podobnie jak i ja) za niezły kawał. Tak też się stało. Po powrocie do domu stwierdziłem jednak, że brakuje mi błyskotki, z którą musiałem się niestety rozstać. Następnego dnia miałem już identycznego pilkera. Jak się nieco później okazało ten skromny gift zapoczątkował całą falę zakupów od żyłek i plecionek począwszy, na wędkach i specjalistycznych kołowrotkach skończywszy, rujnując tym samym rodzinne budżety i skazując zarówno mnie jak i Rudego79 na wieczne potępienie ze strony naszych żon. Tak właśnie zaczęła się nasza przygoda z wędkarstwem morskim.

Po wstępie napisanym przez Tomastera czas na trochę, przygotowanej przeze mnie statystyki. Mam nadzieję, że nasz artykuł będzie wartościowy, bo został oparty na prawdziwych liczbach. Nic w poniższym tekście nie jest wyssane z palca. Są to „twarde dane” skrupulatnie gromadzone i zapisywane przez nas po każdej wyprawie, zanim utonęłyby w bezmiarze bombardujących nas zewsząd informacji, a przez to uległyby zafałszowaniu. Wszystkie liczby są prawdziwe, nie zmyślone i nic sobie nie dodaliśmy, bo jaki by to miało sens?

Informacje dotyczące naszych połowów zbieramy od czerwca 2004 r., czyli od pierwszej wyprawy do Łeby. Jeszcze tylko drobne wyjaśnienie i przechodzę do rzeczy. Otóż staramy się jeździć nad morze w trójkę. Niestety nie zawsze jest to możliwe z przyczyn takich samych jakie ma każdy wędkarz przed dwudniową wyprawą - niekoniecznie nad Bałtyk (praca, urlop, szef sadysta, sztorm no i ... żona). Poniższe zestawienie dotyczy tylko Tomastera i mnie, ponieważ to właśnie my stanowimy rdzeń tych wypraw i byliśmy już razem na 12 rejsach. Może to i mało imponująca liczba, ale z drugiej strony to, co widzieliśmy na różnych jednostkach z Łeby, Darłowa i Władysławowa oraz to, co na tych łajbach usłyszeliśmy oraz nasze własne doświadczenie daje nam właśnie prawo do zajęcia stanowiska w gorącej ostatnio dyskusji o „polskim dorszowaniu”.

Jak już wspomniałem, od 2004 r. byłem z Tomasterem na 12. wyprawach dorszowych, w tym 7 razy w Łebie, 4 razy we Władysławowie i 1 raz w Darłowie. Tak się akurat złożyło, że nie było wyprawy, z której wrócilibyśmy o kiju. Najmniej jednak ryb złowiliśmy (po jednym małym dorszu) na naszym pierwszym rejsie w czerwcu 2004 r. Było to w Łebie, na zezłomowanym już Łeb-80, na którym była za to najmilsza obsługa w porównaniu do reszty jednostek. Najwięcej ryb złowiliśmy za to w Darłowie we wrześniu 2006 r. Ja złowiłem 63 dorsze, a Tomaster 65 sztuk. Największe sukcesy mieliśmy jednak we Władysławowie w lutym 2006 r., gdzie łowiliśmy na 85 metrach. Tomaster wyciągnął dorsza 100cm i 8,3kg, a mi udało się wyjąć 92cm i 8,5kg. Do tego zaliczyliśmy po kilka „szóstek”, „piątek” i „czwórek”. To tyle jeśli chodzi o ogólniki. Teraz czas na naszą analizę.

Podczas 12 wypraw złowiliśmy razem 433 dorsze. Tomaster - 215 szt. co daje mu średnią na wyprawę 17,9 dorsza, a ja 218 szt. ze średnią 18.1 ryby na wypłynięcie. Cyfry te są do siebie bardzo zbliżone, co wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze mamy dokładnie takie samo doświadczenie w wędkarstwie morskim, a po drugie jak dorsze biorą to łowią je wszyscy, a jak nie to i najlepszy wędkarz nic nie poradzi. Wracając do tematu. Zawsze wędkujemy na pilkera z maksymalnie 1 przywieszką. Jak zatem wygląda łowność „skoczka” , który w naszych zestawach jest zazwyczaj czerwonym twisterem? Średnio na nasze przywieszki skusiło się 4,6 dorsza na wypłynięcie. Najwięcej dorszy na przywieszki złowiliśmy w Darłowie - Tomaster 20 ja 30. Zastosowanie tej przynęty daje możliwość złapania dubletu - podczas wyprawy do Darłowa miałem aż 9 dubletów, a Tomaster 4 dublety. Oczywiście na innych wyprawach także się zdarzały, ale nie było tego wiele.

Tak to już jest z rybami, że im lepiej biorą i im więcej ich się złowi to także tym więcej się spina z kotwicy i zostaje w wodzie. Już nie będę rozbijał tego na Tomastera i mnie. Średnio zwiewa nam po 8,5 dorsza na wyprawę.

Na początku naszej przygody z dorszami byliśmy przygotowani na rwanie pilkerów dziesiątkami na każdej wyprawie. Okazało się, że nie jest tak źle. Ja straciłem do tej pory 10 pilkerów, co daje średnią 0,83 na wyprawę. Tomaster stracił tylko 4 przynęty (jednego nawet wyłowił), a to oznacza, że średnio stracił 0,3 pilkera podczas jednego rejsu. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie łowiliśmy na wrakach (jeden raz mieliśmy krótki epizod, kiedy szyper zatrzymał się nad 2 wrakami podczas przepływania z miejsca na miejsce i ja wtedy „zostawiłem” dwie parasolki na dnie, które też umieściłem w statystyce). Strat na pewno byłoby znacznie więcej gdybyśmy częściej zaglądali na wraki, ale póki co nie planujemy takiej „frajdy”.

Jeśli chodzi o warunki pogodowe to także przerobiliśmy już wszystko: śnieg, deszcz i grad. Wiatr od prawie zerowego - flauta, do choćby ostatniej wyprawy do Władysławowa z początku grudnia tego roku, kiedy wypływaliśmy przy 4B, a wracaliśmy przy 7B, nie dało się już łowić, a na pokładzie wszystko fruwało łącznie z wędkarzami.

Na koniec jeszcze porównanie zestawu klasycznego z castingowym (wędzisko z multiplikatorem). Z naszego doświadczenia wynika, że nie ma właściwie żadnej różnicy między jednym a drugim zestawem (jeśli chodzi oczywiście o ilość złowionych ryb i tych, które się spinają). Tomaster łowiąc na klasyczny delikatny zestaw tj. plecionka 0,17mm, kij 2,7m dł., c.w. 50-120g, łowił tyle samo dorszy co ja podczas posługiwania się multiplikatorem i żyłką 0,40mm. Zaznaczyć muszę tylko, że nie używam zestawu castingowego na łowiskach głębszych niż 30m.

Waga ryb była następująca. 90% dorszy oscylowała między 1 a 2 kg! Tak naprawdę dorszy powyżej 2kg każdy z nas złowił około 10. Mieliśmy wyprawy dramatycznie słabe, kiedy łowiliśmy po 1-4 sztuki, ale i były wyprawy zakończone sukcesem ilościowym lub jakościowym. Na większości wypraw łowiliśmy przeważnie od 15 do 25 dorszy.

Obecne przepisy pozwalają na złowienie 7 dorszy nie mniejszych niż 38 cm każdy. Obaj staramy się przestrzegać wymiaru ochronnego uwalniając niewymiarowe ryby natychmiast po złowieniu. Każdorazowo wiąże się to z koniecznością wysłuchania uszczypliwych komentarzy przechodzących niejednokrotnie w obelgi pod naszym adresem - „głupi i tak zdechnie”, „na cholerę go wypuszczasz?” lub po prostu „daj go mnie” itd. Z drugiej strony, ryba zacięta i holowana w szybkim tempie z kilkudziesięciu metrów ma niewielkie szanse na przeżycie nawet, gdy jest zacięta w prawidłowy sposób. Co w takim razie z rybką zaciętą za bok, którą kotwica przebija na wylot? Nie zważając na docinki wędkarzy, często uwalniamy niewymiarowe sztuki chyba, że ich stan absolutnie wyklucza jakąkolwiek możliwość przeżycia. Szczerze powiedziawszy w tej kwestii jesteśmy prawie zawsze osamotnieni.

Według nas kompletną bzdurą są za to limity ilościowe, których - jak się już z pewnością zdążyliście przekonać, nie przestrzegamy, tak jak i 100% wędkarzy, których mieliśmy okazję poznać i obserwować podczas odbytych przez nas wypraw. Często za to spotykamy „łowców”, którzy chcąc szybciej zapełnić skrzynki stosują ciekawe zestawy wspomagające, np. pilker z 3 kotwicami plus 4 przywieszki, licząc na to, że w ławicy dorszy zatną przynajmniej dublecik. Jest to oczywiście kompletną bzdurą, lecz chcę tu zobrazować podejście niektórych hardkorowców. Wracając do tematu. Obaj z Rudym79 pochodzimy z Kujaw i nad morze mamy ponad 250 km. Do tego dochodzą obowiązki służbowe oraz cała reszta innych, nie zawsze sprzyjających czynników, w rezultacie wyjazd dorszowy dochodzi do skutku raz na 3-4 miesiące. Co zatem, kiedy po długim okresie oczekiwania w końcu dochodzi do upragnionego wyjazdu, na którego samym początku natrafiamy na ławicę ryb (daj Panie Boże!) i każdy łowi po „limicie”? Pewnie od razu odezwą się głosy „przepisowców” - przestać łowić, podziwiać widoki (a może innych łowiących), lub wpław wracać do portu. Porównać to mogę z sytuacją, w której zabiera się chleb głodnemu. Oczywiście trywializuję, lecz obecne limity w tej postaci są dla mnie przykładem kretyńskiego i martwego przepisu nie przestrzeganego i nie egzekwowanego prawie wcale. Generalnie sprawa z naszego punktu widzenia wygląda w ten sposób, zaś przepisy w tej formie funkcjonujące są dla nas nie do przyjęcia.

Na koniec, chcielibyśmy udzielić początkujących wędkarzom morskim kilku wskazówek, którymi kierować się powinni przy wyborze jednostki i terminu wyprawy. Swego czasu, często przez nas odwiedzanym kutrem była "Księżna Łeby" - kierowaliśmy się miłą obsługą, brakiem kolejek przy rezerwacji miejsc, a i ryb przeważnie trochę się łowiło. Po lipcowej wizycie na wspomnianej jednostce musieliśmy jednak nieco zweryfikować swoje zdanie. Tym razem wyprawa przypominała raczej rejs wycieczkowy, którego celem zdawało się być opłynięcie części przybrzeżnej Bałtyku w celu zapewnienia atrakcji kołysania na falach zebranym z łapanki turystom. Być może beznadziejna tym razem obsługa, kompletny brak profesjonalizmu i ryb były wynikiem przeludnienia Łeby w okresie wakacyjnym, a co się z tym wiązało całą masą chętnych, skłonnych zapłacić każde pieniądze za możliwość spotkania z taaaaaką rybą. Być może. Nie zmienia to faktu, że i na tej, i na żadnej innej jednostce w okresie wakacyjnym nasza noga więcej nie postanie. Naszym celem nie jest w tym momencie szkalowanie Księżnej, a raczej pokazanie jej właścicielowi i obsłudze żółtej kartki z nadzieją, że do takich sytuacji w przyszłości nie dojdzie.

Czym jednak tak naprawdę kierować się przy doborze jednostki? W Internecie aż roi się od stron reklamujących kutry, na których łowi się prawdziwe okazy (akurat!). Przed rezerwacją miejsca zamiast czytać te bzdury, radzę popytać kolegów po kiju, których własne doświadczenie może uratować nas przed niemiłym rozczarowaniem ze strony nieuczciwego szypra. Chcielibyśmy tu podać 2 dość skrajne przykłady. Pierwszy dotyczy pewnej jednostki w Łebie, nie reklamowanej praktycznie w ogóle, na którą niemożliwością jest się dostać z powodu braku wolnych miejsc właściwie przez cały rok. Jednostka jest rzeczywiście świetna, a namiary na nią rozchodzą się wyłącznie pocztą pantoflową. Jakikolwiek brak reklamy jest dla mnie w tej akurat sytuacji sprawą zupełnie oczywistą, bo i po co się reklamować, kiedy klientów przyciągają fakty a nie mity. Jeżeli o mitach mowa to nie sposób nie wspomnieć o flocie Kapitana Pirata z Władka. Któż nie widział elektryzujących zdjęć okazów prezentowanych na stronie WWW, które to ponoć masowo padają na kutrach wspomnianego armatora. Być może kiedyś tak i było. Sami mieliśmy okazję przeżywać niezapomniane chwile holując niegdyś metrówy z pokładu Neptuna. No cóż było i chyba minęło. Za ostatnie 3 wyprawy pan Leszek W. dostaje od nas bezwzględnie czerwoną kartkę. Ostatniej wyprawy niemal nie przypłaciliśmy stratą całego sprzętu i dziękować najwyższemu, że cało wróciliśmy do portu. Podejrzanym było, że tylko Nereida i Neptun wychodziły w morze. Kilka mil od brzegu okazało się, że przy 6-7 w skali B nie tylko nie da się łowić, ale i utrzymać w pionie. Cudem nikt z 16-osobowej obsady wędkarzy nie wypadł za burtę, tym bardziej, że znaczna jej część była kompletnie pijana. Niestety absolutny brak profesjonalizmu, przereklamowanie i jedynie chęć wzbogacenia się naszym kosztem, tyle można w tej sytuacji powiedzieć. Tu nasuwa się tytuł wcześniejszego artykułu umieszczonego na łamach WCWI pt. "Fryzjerstwo morskie". Nic dodać nic ująć. Może te ostre słowa krytyki niektórzy potraktują poważnie, co wyjdzie nam wszystkim na dobre.

Do napisania tego tekstu skłoniła nas lektura artykułów zamieszczanych przez wędkarzy w dziale "Łowienie w morzu", ale także treść komentarzy znajdujących się pod nimi. Zdajemy sobie sprawę, że i nam się oberwie od „mięsiarzy” i „pseudowędkarzy”. Jednak, gdyby ta cała sprawa była nam obojętna to możecie być pewni, że ten tekst by nie powstał. Zanim więc zrównacie nas z błotem, zastanówcie się chwilę ilu jest wędkarzy, którzy po złowieniu 7 dorszy odłożą kije i spoczną w zadumie dając się ponieść przyjemnemu kołysaniu. Wiemy, że dzięki WCWI możemy dotrzeć do bardzo szerokiego grona ludzi związanych z wędkarstwem nie tylko morskim. Wszak Bałtyk i jego zasoby są własnością wszystkich obywateli tego kraju i każdy może (i powinien?) zająć w tej sprawie głos. Naszym celem było sprowokowanie Was do dyskusji nad „polskim dorszowaniem”, gdyż ta odmiana wędkarstwa rozwija się w błyskawicznym tempie, a i presja wędkarzy na morski ekosystem co roku staje się mocniejsza. Nasze stanowisko jest jednoznaczne: uważamy, że obecne przepisy (a nade wszystko ich egzekwowanie) mają się nijak do rzeczywistości i zapraszamy Was do dyskusji, dzięki której padną może jakieś nowatorskie pomysły, które zaowocują w przyszłości konstruktywnym rozwiązaniem tego problemu.

Pozdrawiamy serdecznie Tomasz Budzyński *Tomaster* i Marcin Hadowski *Rudy79*.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Moja ostatnia wizyta na Sportfishu w Kołobrzegu miała następujący przebieg: szybko złowiłem 6 dorszy 1-1,5 kg i poszedłem obserwować zapisy echa. Potem pospałem. Wyszedłem na ostatnie napłynięcie i dołowiłem jednego do kompletu.
A nad morze mam 500 km...
Ps. Tylko ja i Jacek mieliśmy komplety. Reszta miała dużo więcej.
Tomku i Marcinie, wysoko oceniam Wasz artykuł, bo m.in. zawiera bardzo ciekawe obserwacje odnośnie tego co łowiliście i w jaki sposób w okresie 2 lat. Nie ma to niestety wartości naukowej, i do takiej nie aspiruje, co zresztą sami zaznaczyliście w artykule posługując się cudzysłowiem (badania nie są miarodajne). Dowiedzieliśmy się jednak, że najczęściej łowiliście ryby do 2 kg i do tego głównie na pilkery, a nie na przywieszki. To cenne uwagi.

Nie zgodzę się jednak z Wami, choć zdaję sobie sprawę, że będzie to przyczynkiem do rozpoczęcia kolejnej dyskusji, w sprawie limitów dorsza. Napiszę więc tylko kilka zdań w tej kwestii (bo wg mnie więcej nie potrzeba). Często bywa tak, że obowiązujące przepisy nijak mają się do rzeczywistości. Znamy takich przykładów wiele, prawo tworzą ludzie na jakiej podstawie, zakładając, że nadrzędną rolę w wyznaczaniu ram postępowania posiada ustawodawca. Nie żyjemy na bezludnej wyspie, na której sami dla siebie możemy coś ustalić, ale w społeczności w środku Europy, jest nas niemało, zasoby mamy ograniczone, stąd potrzeba regulacji w niektorych obszarach konsupmcji. Nie wiem dlaczego wprowadzono akurat limit 7 sztuk, nie 5, nie 10 tylko akurat tyle, jeśli nikt z czytelników nie odpowie merytorycznie na to pytanie, zadam je bezpośrednio w piśmie do ministerstwa. Mogę domyślać się skąd pochodzą limity długości (zapewne z naukowych obserwacji gatunku, zakładających, że dorsz potrzebuje akurat 38 cm do pewnych czynności życiowych, które powinien wykonać zanim zostanie zjedzony). Nie mogę jednak akceptować łamania obowiązujących przepisów. Wasz artykuł traktuję jako osobiste spostrzeżenia, a nie nawoływanie do łamania prawa. Inaczej nie mógłbym go opublikować, tak jak nie zdecydowałbym się na zamieszczanie treści namawiających Polaków do jazdy od jutra lewą stroną.
Panowie Autorzy zdajcie sobie sprawę, że łamiecie obowiązujące w Polsce przepisy, bo póki obowiązują, dotyczą każdego kto znajduje się na terenie kraju. To, że jest coś wydumane naprawdę nie ma nic do rzeczy. Możecie je krytykować (sam to robię i zachęcam, bo po to mamy demokrację), czy tak ciężko zrozumieć ten tok postępowania i myślenia. Nie chodzi o to, że jestem \"przepisowcem\", ale o to, że wiele krzyczymy o korupcji, bezprawiu, nepotyźmie, a sami robimy dokładanie tak jak nam pasuje i z czego się natrząsamy. Zacznijmy sami praworządnie postępować, jednocześnie kształtować obowiązujące prawo (mamy narzędzia, są referenda, listy społeczne, mamy swoich posłów, możemy lobbować itd.) a nie nawoływać do nie przestrzegania prawa - to co najmniej wykroczenie!
Jeśli zauważycie dla przykładu, że sobota jest złym dniem do ustawowego wolnego, postulujmy o zmianę na poniedziałek (tymi narzędziami, choć prosiłbym o nie robienie tego w tym portalu ;)), a nie krzyczmy, że prawo jest głupie, więc... w mieście ciśnijcie do dechy, a co tam.
Liczę na zrozumienie w temacie, bo choć to niepopularne, to wierzę, że kiedyś przyniesie skutek.

Piszcie o dorszowaniu jak najwięcej, o tym na co, kiedy i z jakiego pokładu, piszcie jak to robicie Wy i inni, po to jest WCWI, ale skończmy już podważaniem rzeczy oczywistych lub piszmy to w ten sposób, żeby oczywiste teraz zamieniać na inne w przyszłości.
A i jeszcze jedno w temacie, po komentarzu Stefana. Trudno jest mi proponować dorosłym facetom pomysły na wypełnienie czasu podczas wyprawy dorszowej, ale zdaje się, że nigdzie nie jest powiedziane (jeśli się mylę proszę \"przepisowców\" o sprostowanie), że po złowieniu 7 dorszy należy zaprzestać wędkowania. Przecież możecie łowić, w Bałtyku jest wiele gatunków ryb wartych spróbowania, można łowić w górnych partiach wody, można spróbować łowić na blachę, można też dalej łowić dorsze, tyle, że trzeba je wypuszczać, tak samo jak robicie to z niewymiarkami. W każdym razie pomysłow jest bardzo dużo, nie tylko spacerowanie po pokładzie... Rejs trwa mniej więcej 10 godzin, z czego połowa i tak upływa na zmianie miejsc i dopłynięciach, zostaje 5 godzin efektywnego wędkowania, zakładam, że komplet zrobicie w godzinę, przez 4 godziny mozna robić cokolwiek, bo zakładam po sobie, że wiele godzin w ciągu tygodnia sam spędzam na niczym, po prostu gapiąc się w telewizor, choć wiem, że móglbym ksiązkę poczytać, zrobić porządek ze zdjęciami w aparacie, napić się kawy, porozmawiać z ludźmi na pokładzie, zrobić porządek w skrzynce z przynętami... Czy to taki problem?
Jestem taką etyczną popierdółką, której jakoś nie szkoda wypuszczać ryb. Jeśli jakaś metoda kłóci się z moim sposobem pojmowania wędkarstwa, to po prostu jej nie! Wiedząc zatem ,że los wyciąganych z głębin Bałtyku rybek jest przesądzony, nie psajonuję się wędkarstwem morskim (co nie oznacza, że go nie akceptuję).
Nie wykazuję roszczeniowej postawy, że jak mam daleko nad wodę, to biorę ile mi się podoba, olewając sikiem prostym reguły wędkowania.

Słowem, zasmuciliście mnie - Koledzy mięsiarze :( ...

PS. OD tej pory przez Kujawy będę zapieprzał swoją bryką ile fabryka dała, nie patrząc na Wasze dzieci na pasach, bo mnie przepis o ograniczeniu prędkości i mojej wolności trąci urzędniczą konserwą i od dziś będę miał go w dupie :sigh :( :upset .
Czez,kiedyś będziesz musiał się z tym pogodzić ;)
Super artykuł. Robert i Czarek prawnie rzecz ujmując mają całkowitą rację. Jesteście Panowie przestępcami, czy inaczej mówiąc kłusownikami. I nie ma absolutnie znaczenia że \"wszyscy\" łowią dużo za dużo. Każdy mówi \"wszyscy to i ja\" i dlatego nic sie nie zmienia. Zacznijmy od siebie, zwróćmy uwagę kolegom, efekt przyjdzie szybko. I tak jak Stefan napisał lekarstwem na nadmiar dorszy jest potraktowanie rejsu bardziej wycieczkowo. Po złowieniu kompletu, który nam odpowiada i jest zgodny z wymiarem ochronnym, przejdźmy do zwiedzania kutra, śledzenia map, wspierania innych jeszcze łowiących, pomagania w podbieraniu czy robienia super zdjęć. Chcemy łowić cały rejs-łówmy ale każda sztukę powyżej limitu wypuszczajmy i już. I tui znowu dochodzę do tego co kiedyś pisałem i co mi zostało wytknięte jako nierealne, idealistyczne itp. Poprostu szyper powinien skrócić rejs na życzenie załogi po złowieniu liczby dorszy &x liczba wędkarzy. Na większości kutrów ryby są patroszone pprzez załogę stąd ma ona możliwość zliczenia ryb. Narazie marzenie, mam nadzieję kiedyś dobra praktyka szyprów i załogi.
Chylę czoła przed wypuszczaniem niewymiarków-to już bardzo dobrze. Nie jest to jednak wszystko.
Wasza analiza mogłaby być ciut lepsza - tak naprawdę niezbyt wiele można się dowiedzieć. Może inaczej: jest sporo informacji bardziej ogólnych - ile się łowi, ile urywa itp., ale trochę brak analizy od strony czysto wędkarskiej. Skoro skrupultatnie notowaliście Wasze osiągnięcia, to myślę, że można by się pokusić o \"lepszą\" analizę, np wpływ:
- głębokości łowiska
- temperatury powietrza
- ciśnienia
- siły wiatru
- pory roku (dnia) na:
a) wielkość poławianych ryb
b) ilość poławianych ryb
c) ilość wypiętych ryb (czyli można by rzec stopień agresywności brań) itd.

PS. Co do limitów, szkoda mi klawiatury...
żygać się chce....

Wedkarze????
Gnoje....
Kod: Słów kilka o dorszowaniu
Dodane przez stefan w dniu - 2006-12-29 11:14:15
--------------------------------------------------------------------------------
Moja ostatnia wizyta na Sportfishu w Kołobrzegu miała następujący przebieg: szybko złowiłem 6 dorszy 1-1,5 kg i poszedłem obserwować zapisy echa. Potem pospałem. Wyszedłem na ostatnie napłynięcie i dołowiłem jednego do kompletu.
A nad morze mam 500 km...
Ps. Tylko ja i Jacek mieliśmy komplety. Reszta miała dużo wię


dla kontrastu....

Stefan i Jacek!
Wasze Zdrowie!
Czez, jesteś w swoich sądach radykalny jak LPR. Jak możesz zauważyć nie rokuje to dobrze na notowania. ;) Oczywiście nieprzestrzeganie limitów i wymiarów też nie rokuje dobrze dla zasobności naszych wód :( Mnie też objeżdżałeś jak się pochwaliłem, że łowię na podrywkę. I pewnie masz rację bo to jest łamanie obowiązujących przepisów. Czez - pozdrawam :) Chcę tylko powiedzieć, że mnie osobiście kłuje w oczy styl jakim się posługujesz w swojej krytyce.

Tomku i Marcinie - w waszym tekście jest sporo fajnych informacji. I jako zielony acz chętny do przecierania morskich szlaków - z dużym zainteresowaniem czytałem wasz tekst. Brakuje mi tylko czegoś więcej na temat samego łowienia - jak łowić na płytkiej, jak na głębokiej, prowadzenie ostro, łagodnie, jak na rufie, na dziobie itp.

P.S. Lobbujcie zmiany w przepisach o limitach dla dorszy o ile istotnie ma to sens. Ja będę lobbował zmiany w przepisach o podrywce. Osobiście, póki co, zaprzestałem niecnego procederu, do czego was również namawiam.

8)
Cytat:
Oczywiście trywializuję, lecz obecne limity w tej postaci są dla mnie przykładem kretyńskiego i martwego przepisu nie przestrzeganego i nie egzekwowanego prawie wcale. Generalnie sprawa z naszego punktu widzenia wygląda w ten sposób, zaś przepisy w tej formie funkcjonujące są dla nas nie do przyjęcia.


Napiszcie które jeszcze przepisy są dla was \"nie do przyjęcia\", więc olewacie je z góry z boku i podskoku? Żenada. Do spowiedzi kłusole !!!

Jestem pełen podziwu dla Roberta, że potraktował was z taką łagodnością.
Cytat:
Wedkarze????
Gnoje....

Janusz, pofolguj proszę, nie można nikomu ubliżać, bez względu na to kim są, co wyznają i co robią, nie godzi się! :(
Mam pytanie. Czy nie można ukarać osoby łamiącej prawo na podstawie tego [czy też innych] artykułów publikowanych w sieci? Przecież to oficjalne i perfidne przyznanie się do złamania regulaminu...
[link]http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_cont ent&task=view&id=1781&Itemid=108[link]

Z tej relacji nie wynika, że łowiący łowili ponad limit. Ale można się domyśleć, że sporo ponad limit miał każdy. Dlaczego dopiero teraz się wszyscy obudzili i wyciągają armaty? Jest tajemnicą poliszynela, że limity dorszowe nie są przestrzegane. Proponuję zamieścić wątek na forum i niech wypowiedzą się zainteresowani, a przede wszystkim ci, którzy mają coś w tym temacie istotnego do powiedzenia. Pozdrawiam 8)
Kod: pofolguj proszę, nie można nikomu ubliżać, bez względu na to kim są, co wyznają i co robią, nie godzi się!

Masz rację. Nie zdzierżyłem...

Zmieniam \"gnoje\" na \"przestępcy\"....
Kod: Jest tajemnicą poliszynela, że limity dorszowe nie są przestrzegane. Proponuję zamieścić wątek na forum i niech wypowiedzą się zainteresowani, a przede wszystkim ci, którzy mają coś w tym temacie istotnego do powiedzenia
Była taka. Oj! Była...

Istotne do powiedzenia jest zaś powatrzające się nagminnie pochwalanie i nawoływanie do łamania prawa. Jakie ono by nie było...

Tak jak TJ wspomniał.
Złe prawo sie zmienia, a nie łamie...
Co bardziej bystrzy nawet pisując że byli na dorszach dyskretnie nie piszą ile złowili coby czytający nie pastwili sie nad nimi.Podobnie jest z podrywką czy przetrzymywaniem ryb na agrafkach.
Ktoś napisał przestępcy a może to jest tylko wykroczenie???z niską szkodliwością czynu.A ciekaw jestem czy osobnik nazywający ich \"gnojami\" prowadząc auto przestrzega wszystkich przepisów???
Może to On dla innych jest \"gnojem\".
Chyba niektórzy koledzy za bardzo zapędzili się w osądach albo raczej w sposobie ich prezentowania.
W końcu wszyscy wędkarze zabierający jakiś połów znad wody \"mordują\" dla przyjemności.
Wędkuję od 40 lat a od 20lat wypuszczam wszystko co złapię.Mam w domu co jeść.
Tylko całkowity zakaz zabierania połowów zweryfikuje wędkarstwo polskie i nie trzeba będzie wydawać masy pieniędzy na zagraniczne wyprawy,żeby połowić.Głowę daję,że 90% wędkarzy zmieniłoby wtedy swoje \"hobby\" a prezesi okręgów wędkarskich masowo zwalnialiby się z pracy (nie ma składek nie ma pensyjek)A za granicą jakoś wszystkim pasuje,że nie wolno zabierać np więcej niż 1 szt szczupaka na tydzień.Nikt nie hałasuje tylko buli i cieszy się z trofeów skwapliwie wypuszczając złowione ryby.W Polsce mamy przepisy,strażników takich i śmakich ,opiekunów wód,straże obywatelskie a także horrendalne składki itp itd tylko ryb brak.I niech mi nikt nie mówi,że trzeba zacząć od siebie bo 20 lat wypuszczam i dziś już prawie nic nie idzie wyjąc z wody. Więc nie pomogło zaczynanie od siebie.
Zacząc trzeba od organizacji wędkarskich ,przepisow oraz ich egzekwowania.
Podobno wędkarstwo to sport.Pokażcie mi oprócz myślistwa inny sport gdzie zwycięzca pożera pokonanego.
Pozdrawiam.
Pojawiło się wiele wątków w komentarzach, to dobrze... Ciężko odnieść się do wszystkich, zresztą to nie jest moja rola, tylko Autorów, bo polemika pod ich artykułem to ich prawo. Nie rozwiążemy wszystkich problemów hurtem, jedno jest pewne, większość z komentujących (szkoda, że są to tylko ciągle te same, sprawdzone nicki) wskazuje na wagę problemu ponadlimitowego wyciągania ryb.
W tym wypadku Tomku i Marcinie, naprawdę nie macie żadnego miejsca na sprzeciw, przepisów nie wolno łamać i tyle. To, że wokół was wszyscy łamią ten przepis odbija się na orzeczeniach sądów, bo ogłaszają właśnie niską szkodliwość dla czynów kłusowniczych, dlatego że społeczeństwo masowo ma w nosie prawo i \"rozgrzesza\" przeróżnie kłusowników, a to ciężką sytuacją rodzinną, finansową, a to dlatego, że przeciez to tylko jedna rybka ponad limit itd. Orzekający to też ludzie więc w przypadku takich wykroczeń kierują się także przesłankami społecznymi, gdyby było inaczej już dawno kłusownicy odsiadywaliby wyroki. To tylko jeden z przyczynków, bo jest ich naturalnie więcej, przestępców w Polsce jest na pęczki, nie ma ich gdzie wsadzać, zachowując jakich jednak humanitarny wymóg osadzania skazanych, trudno posadzić kłusownika z gwałcicielem. Dlatego tym bardziej, my jako społeczeństwo powinniśmy dbać o nasz wizerunek, o wychowanie naszych dzieci, o praworządne postępowanie. Wierzcie mi w społeczeństwach zachodnich jest zupełnie nieopłacalne byc czarną owcą, Amerykanom dla przykładu nie zaimponuje się \"polskim cwaniactwem\", wielu próbowało (znam z najbliżeszego otoczenia w różnych kwestiach), nie zostali zgłoszeni (przez życzliwość), ale zostali wykluczeni z kręgu znajomych, pozbawieni pomocy - to jest często boleśniejsze niż kara pieniężna. Wniosek jest bardzo prosty, nie opłaca się dżygitować (jeśli mogę posłużyć się określeniem Czarka?).
Bardzo ciekawych uwag dostarczył Jadudek. Chwalebne jest to, że o tym pisze, a co ważniejsze wypuszcza ryby od 20 lat. Powiem tylko tak, jego przykład nie pójdzie na marne, bo 20, 10 lat temu nie było np. internetu, informacje rozchodziły sie zupełnie inaczej niż teraz, nie tylko ze względu na szybkość, ale też zasięg, jakość i trafność... Dlatego nowe portale hobbystyczne, blogi i inne multiwynalazki powstają jak grzyby po deszczu. Internet jest już bardziej opiniotwórczy niż radio (tak donoszą różne, niezalezne badania), szczególnie dla ludzi młodych. Nasze pokolenie (roczniki 50-70) jest już stracone, ale możemy młodym dać dobre przykłady i róbmy to właśnie tu i teraz. Jak zwykle zaczynamy od siebie :) I tego życzę na zbliżający się Nowy Rok Autorom artykułu i wszystkim, którzy nie biorą udziału w dyskusji, a uważają że zabieranie ryb jak leci nie jest niczym złym.
Powiem tak!
Mnie te przepisy też się nie podobają, prawdopodobnie, jak bym był na kutrze, nie oparłbym się pokusie. Po prostu nie chce mi się jechać przez pół kraju i łowić zgodnie z (może martwymi, ale jednak)przepisami. Dlatego nie mam w planach
żadnej wyprawy na dorsze, a co za tym idzie łamania przepisów. :grin
Wszystkim, nie tylko krytykom tekstu i takich postaw, prawgnę zwrócić uwagę na bardzo znamienny fragment tekstu:
Cytat:
nie przestrzegamy, tak jak i 100% wędkarzy, których mieliśmy okazję poznać i obserwować podczas odbytych przez nas wypraw.


Są dwa wyjścia, żeby prawo było przestrzegane. Pierwsze - to ścisłe kontrole w porcie. Póki co - brak sił i środków. I naprawdę nikomu odpowiedzialnemu się nie chce.
Załogom kutrów NA PEWNO nie będzie się chciało kontrolować. A tym bardziej spływać natychmiast po tym, gdy wszyscy na pokładzie złowią po komplecie. Już po miesiącu wieść by poszła w eter, więc armator by splajtował.

Drugie - znieść limity bądź nieco je zwiększyć. Legalizując coś, o czym wszyscy wiedzą i na co wszyscy leją.

Szanowni krytycy - nie wyżywajcie się na Tomku i Marcinie. Totalnej krytyce musicie poddać może nie 100, ale na pewno 95% pływających na dorsze. Pozostałe 5% to co, którym NIE UDA SIĘ złowić nadkompletu. Bo albo nie potrafią czy nie mają odpowiedniego sprzętu, albo szyper słabo się stara.
Krytyce należy też poddać wszystkie załogi kutrów, wszystkih armatorów, wszelkie służby kontrolne itp.
Cytat:
Totalnej krytyce musicie poddać może nie 100, ale na pewno 95% pływających na dorsze. Pozostałe 5% to co, którym NIE UDA SIĘ złowić nadkompletu. Bo albo nie potrafią czy nie mają odpowiedniego sprzętu, albo szyper słabo się stara.
Krytyce należy też poddać wszystkie załogi kutrów, wszystkih armatorów, wszelkie służby kontrolne itp.


Zgadzam się, trzeba krytykować, trzeba podnosić głos i pytać o nazwisko po drugiej stronie słuchawki telefonicznej. Czasem trzeba też (cóż za obrzydliwe słowo:grin) \"donieść\" do odpowiednich organów. Ale trzeba też wskazywać na idiotyczność prawa, nieżyciowość przepisów i bzdurne regulacje. Nie wolno natomiast robić sobie z przepisów (parafrazując to co powiedział Ryba w Killerze) spółki z o.o. Bez tego nie ma szans na jakąkolwiek poprawę.

Cytat:
wszystkih


:upset :upset :? :? :( :(
Bylem na tej wyprawie http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1781&Itemid=108
Zlowilem oklo 20 dorszy, zabralem 7 najwiekszych, reszta, w tym sporo ponad wymiarowych wrocila do wody. Lowilem caly czas, wypuszczajac niemiarowe, lub miarowe ale moim zdaniem po prostu za male ryby (wkurzajc tym pare osob). Tak samo Korsarz, Kot Bury i jak mnie pamiec nie myli Soltys. Nie pamietam czy Kaz przekroczyl limit, jezeli to nieznacznie, ale to byla jego pierwsza wyprawa dorszowa. Na swojej chyba drugiej w zyciu zapalila i mi sie \"lampka miesiarza\" - zabralem 14 sztuk - pierwszy i jedyny raz ponad komplet. Wracajac do opisanej wyprawy, oczywiscie nie wszyscy tak sie zachowywali jak my, ale nie wiem skad pitfishowi przyszlo do glowy ze wszyscy z wcwi \"nawalili\" caly bagaznik?

Dla tych ktorzy nie widza mozliwosci nie przekraczania limitow jak \"ryba bierze\". Lowilismy glownie na plytkiej wodzie, kilkanascie metrow do 20-kilku. Doslownie kilka naplywow bylo na glebszej. Lowienie z plytkiej wody pozwala w miare bezpiecznie wypuszcac dorsze. Niestety ryby te sa bardzo wrazliwe na zmiany cisnienia podczas wyciagania. Jak mnie pamiec nie myli zrobiono nawet badania naukowe (jakos nie moge teraz ich odszukac, ale wielkiego bledu nie popelnie jak je te wyniki tu przetocze) ze DELIKATNE holowanie z 30 metrow przezywa tylko okolo 30% dorszy! Tu sie rodzi problem gdy sa glebsze lowiska. Bo lowienie z premedytacja ryb, o ktorych wiadomo ze po wypuszczeniu na pewno padna jest moim zdaniem nie moralne. Ale mozna ruszyc troche zakutym lbem i zamiast prymitywnego pilkowania mozna np. probowac lowic na filety. Bran bedzie na pewno mniej ale za to jakosc lowionych ryb wieksza no i szansa (w naszym morzu niestety mala) na inne gatunki. Przeczwiczylem ten problem w tym roku w Norwegii gdzie od mikrych dorszy trudno bylo sie opedzic. Zastosowanie filetow dalo rdzawce i sporadycznie przyzwoite dorsze... Jak sie chce to mozna i miec fajna zabawe i poszanowac prawo, a nie tylko liczyc ze sie ma x km nad morze a wyprawa (\"karta\") musi sie zwrocic. Obrzydliwe myslenie.
Jeśli chodzi o moją skromną osobę, to prawda tak przyznaję się bez bicia na moim pierwszym rejsie zabrałem o dwa dorsze więcej niż przewiduje to limit :roll .Ale tylko dlatego że wcześniej nie zapytałem się kolegów.Zreszto było mi z tego powodu bardzo wstyd :sigh , jak się dowiedziałem jaki jest limit. Następnym razem nie popełnię takiej glupoty. :grin Co do innych to niewiem ile każdy zabrał ze sobą , dlatego nie pisałem o ilośći złowionych szt . Ale pod względem łowności w danym dniu napisałem że każdy połowiłi to wszystko :)
Trudno nie zgodzić się z Michałem jeśli chodzi o przeżywalność.Będąc w Darłowie w sierpniu były momenty że łowiliśmy na głębokościach
20-22m.Nie było dużych dorszy 1-2kg i kiedyś już o tym pisałem,nawet z tak niewielkiej głębokośco dorsz a właściwie dorszyk ciągnięty
do góry \"szybką windą\" nie zanurzał się,pływał na powierzchni.A że po jakimś czasie miałem 4 czy 5 takich po 2kg a największego 3,2kg to zacząłem się bawić wyciągając ryby powoli,pozwalając im co parę metrów popływać w poziomie,wtedy przeżywały.Ale taka zabawa na kutrze na którym łowi 15 czy 20 wędkarzy mogłaby się skoniczyć splątaniem zestawów.Dołowiłem sobie do limitu jak mieliśmy spływać ale nie był to kuter i nie obowiązywał nas czas spłynięcia,łowiliśmy poprostu od śniadania do zachodu słońca.
Przy okazji bardzo prosze kolege Czeza o napisaniu jaki to KIJ NA SZYPRÓW RYJ znalazł.Czytam wszystkie posty od miesiąca i jak na razie nic nie znalazłem.Z góry dziekuje za odpowiedż Krzysztof.
Witam !
Niewiątpliwie temat opisany przez Tomka i Marcina jest bardzo kontrowersyjny. Przepisy są, tylko powiedzmy sobie szczerze, czy są one adekwatne do rzeczywistości?
Będąc na jednej z wypraw dorszowych ryba niezbyt brała - złowiłem jedną, niewymiarową, rybkę i to do tego zaczepioną za bok. Początkowo chciałem ją wypuścić, ale jeden z członków załogi stwierdził, że dorsz i tak nie przeżyje więc już lepiej go zostawić. Zostawiłem go. Po powrocie do portu postanowiliśmy kupić od rybaków trochę ryb. Jakież było moje zdziwienie gdy na straganach zobaczyłem setki dorszy (takich ok. 1 kg). Jeśli my toczymy wielkie dyskusje o to czy ktoś, kto wziął 10 zamiast 7 ryb jest przestępcą, a kilkaset metrów dalej na straganach leżą setki niewymiarowych dorszy, to chyba tutaj coś jest nie tak.
Przepisy trzeba oczywiście przestrzegać, ale jeśli są złe lub martwe (a tak jest chyba w naszym przypadku) to być warto byłoby je zmienić ...
Pozdrawiam
P.S. A tak przy okazji to chciałbym zapytać: co zrobić z takim małym, niewymiarowym dorszem, zaczepionym za bok? Wypuścić, zabrać?
krzysztof36 - niestety samo gadanie na niewiele się zda. Trzeba, trywialnie mówiąc, odpowiednie służby pogonić do roboty, choćby wykonanym telefonem, a one powinny gonić, tępić, karać, mandacić, wsadzać itp. tak długo aż garnitur genowy kłusoli nie ulegnie zmianie. Myślę, że tak ze trzy pokolenia może to porwać.
Jedno słowko do kolegi Wieszaka,myśle że kolego nie zastanowileś sie nad tym co piszesz porównując sytuacje kiedy łamiąc przepisy skłusujesz pare dorszy do zabicia z premedytacja dzieci na pasach .MOcno nie trafione porownanie daj Boze zeby cie taka sztuacja nie spotkala Pozdrawiam Krzysztof :sigh
Nigdy nie byłem na dorszach i po przeczytaniu Waszego artykułu, Tomku i Marcinie, wiem, że prędko się nie wybiorę. W zasadzie dowiedziałem się z niego tylko jednej istotnej rzeczy: że nie mam ochoty znaleźć się w towarzystwie kilkunastu facetów napędzanych głównie żądzą mięcha i \"żeby się paliwo zwróciło\". Pewien publicysta nazywa takich ludzi \"polactwem\". Niestety tym razem Wy się do tego \"polactwa\" załapaliście.
Jakiś czas temu czytałem swojej córce do snu Harrego Pottera i zapamiętałem jedną scenę. Harry, zastanawiając się nad wykonaniem jakiegoś ryzykownego kroku, oprócz kilku argumentów wymienia i taki: \"... no, i nie chcę złamać Prawa\". To uświadomiło mi jak bardzo różnimy się od innych nacji - u nas łamanie Prawa (takie nie przynoszące natychmiastowych negatywnych skutków) jest w pełni akceptowane. Począwszy od szkoły, w której kolega, który ściągał na klasówce jest klepany z uznaniem po ramieniu, a skończywszy na kupowaniu pirackiej muzy czy zabieraniu z łowiska niewymiarowych czy ponadlimitowych ryb. A póżniej zżymamy się, że, w Polsce, panie kochany! to bajzel, łapówki, układy i wyrybione wody! No a jak ma być, skoro do kombinowania i cwaniactwa wdrażamy się już w podstawówce? Pozdrawiam wszystkich ze szczególnym wskazaniem na Kujawskiego Mściciela, czyli Wieszaka :)
Temat rozwija się w tempie holowanego z 20 m dorsza :)
Po Nowym Roku napiszę do Ministerstwa pismo informujące o stanie rzeczy, który obserwujemy i krytykujemy, zapytam skąd się wzięły limity, kto je wymyślił i jak je można zmienić (teraz tego nie wiem). Być może poproszę Czarka o pomoc w drodze legislacyjnej o ile będzie potrzebna i możliwa, może zrobimy listę na WCWI, żeby zebrać podpisy, póki co zakładam, że to głos większości.

Na pewno nie możemy pisać, że 100% wędkarzy nie przestrzega przepisów o wędkarstwie morskim, bo jak widać to nieprawda, Tomek i Marcin wypuszczają ryby niewymiarowe, a nasze TWA także ryby złowione ponad limit. Nie wiem, czy skuteczne karanie coś zmieni, bo żeby skutecznie karać trzeba mieć narzędzia i możliwości. Te pierwsze są, ale z drugimi jest kłopot, bo zdaje się już kiedyś Tom_roy w komentarzu pod ktoryms z artykułów opisał ile osób zajmuje się urzędowo takimi kontrolami. Wygląda to zdaje się tak, jak na śródlądziu, czyli brak ludzi i sprzętu.
Nie wiem też czy faktycznie Czez znalazł \"kij na szyprów\", ale moim zdaniem to droga zastępcza, tymczasowa. Myślę, że wystarczyłoby żeby szyprowie, aramatorzy przxy okretowaniu wręczali wyciąg z przepisów lub o nich mówili. Reszta zależy od nas i naszym zadaniem jest edukować wędkarzy, robimy to różnie i z różnym skutkiem, jednak w eter info płynie. Być może to złe porównanie, ale tak samo nie widzę sensu zakazu sprzedaży alkoholu tylko dlatego, że dużo kierowców jeździ po spożyciu, jak i narzucanie ograniczeń na fabryczne blokady do samochodów uniemożliwiające jazdę powyżej 50 w obszarze i powiedzmy 90 poza. Technicznie da się toto zrobić, ale po co? Przykłady z panstwami policyjnymi świadczą o nieskuteczności takich metod.
Sam jako optymista nieskończony wierzę w ludzi, i wiem, że jeśli na rejsie trafi się choć jeden taki co zacznie przepisów przestrzegać Andrzej nie będzie mógl za lat X napisać o 100% przestępców. Trzeba dawać przykłady. Póki co nie mamy tego jednego na rejs, bo jest nas tu myślących podobnie wraz z innymi portalami może z 1000 osób plus z kilka tysięcy \"niezrzeszonych\", ale naprawdę wierzę, że kiedyś proporcje się odwrócą, albo nie będzie trzeba, bo ustawodawca wespół z naukowcami stwierdzą, że wędkarstwo morskie nie przynosi znaczących strat w rybostanie dorsza, będzie można zabierać wszystko. Teogo nie wiemy, ale na pewno nie możemy łamać prawa już teraz - na kredyt.
Podsumowując takiech akcji będzie wiele w naszym hobby, bo jak nie zakaz żywczenia, podrywkowania to inne, także zwróćcie uwagę na inne przepisy, ktorych musimy przestrzegac w życiu, jest tego wiele. Osobliwie Polacy maja z tym przestrzeganiem problemy, choć inne nacje jakoś się z tym godzą. Nie wiem, czy to nasza niedojrzałość społeczna, czy inne cechy na to wpływają, wiem jednak, że najwyższy czas, żeby o tym krzyczeć, i oby nie był to głos na puszczy.
Być może ktoś będzie miał pretensję że kalam własne gniazdo :roll Jak parę osób wie sporą część swojego dorosłego życia spędziłem poza granicami Polski.I co zauważyłem?potrafimy naginać prawo tak żeby było nam wygodniej a że łamiemy przepisy?Cóż takie jest życie.I możemy zwalać na zabory,komunizm czy okupację-fakt pozostaje faktem.Ktoś kto mieszka rok czy dwa zagranicą a na dodatek trzyma się środowiska polonijnego tego może nie zauważyć.Mam teorię potwierdzoną przez osoby które spędziły podobnie po kilka lat gdzie indziej:
osobniki innej nacji przeniesione nagle do polskiej rzeczywistości spotkałby los taki sam jak dinozaury-wymarcie :cry i to nie zajełoby kilka milionów lat ale w tempie błyskawicznym.
Ponoć w tej chwili są zapisy na kutry ze sporym wyprzedzeniem.Armator który by zapowiedział że u niego łowi się limit po miesiącu będzie miał wolne miejsca w każdym terminie,nas może to cieszyć,armatora niekoniecznie.Czarek patrzy okiem prawnika,ja patrzę realnie.Jak wybrnąc z tej sytuacji nie mam pojęcia :roll :sigh
Rozjeżdżanie dzieci na pasach na Kujawach też nie jest dobrym pomysłem ;) bo sądzę że wędkarze z innych stron kraju też limitów dorszowych nie przestrzegają.Chyba żeby te dzieci jakoś specjalnie oznakować i wtedy jeśli tatuś nie pzrestzrega limitu to można bezkarnie rozjechać ;)
Robercie, pisałem o 95%, nie o 100 ;)

Pomysł z zapytaniem znakomity :) Z wielką ochotą bym się dowiedział np. tego, komu i czemu się wymyśliło, żeby dorsza chronić od 38 cm? A nie, jak wszystkie inne ryby (poza okoniem), w pełnych \"dziesiątkach\" czy \"piątkach\"? Lub czy obligatoryjnie wypuszczać krótkie ryby wyjęte z głębiny? Przecież jest niemal pewne, że nie przeżyją :? Więc zabite zostają zupełnie bez sensu...
Sacha już nie dolewaj z tymi dziećmi, Sławka poniosło, zirytował się bardzo (jak go znam), więc palnął beznadziejny przykład. Nic mądrzejszego widać nie przyszło mu do głowy. Na pewno nie miał na myśli krzywdzenia dzieci, bardziej chodziło mu o te kosmiczne prędkości, wyszło niefortunnie. Piszę w jego imieniu, bo wyjechał i nie ma możliwości tego sprostować, ale jak każdy z nas na pewno nie chciałby zostać mordercą.
#Andrzej,
O ile mnie pamięć nie myli jakieś 2 lata temu dorsz miał ochronne 35 cm, później była nowelizacja. Zapytam w liście i o to. Co do wypuszczania za przeproszeniem \"wybomblowanych\" dorszy jednak byłbym ostrożny, bo zarówno my, jak i w Ministerstwie i nie tylko tym zdają sobie sprawę z sytuacji kiedy coś jest w przepisach uznaniowe. Dla Polaka zapis, w tonie: \"jeśli po złowieniu stwierdzi, że ryba nie przeżyje, można ją zabrać\" okaże się obowiązującym prawem, czyli wszystkie okażą się \"wypęchlone\". Do takich decyzji jeszcze zdaje się nie dojrzeliśmy.

Podam taki bardzo pokrewny przykład z \"rozumienia\" prawa. Ze 3 lata temu miałem okazję wędkować nad Niegocinem, rzadko się zapuszczam w tamte rejony, ale miałem kilkudniowy wyjazd służbowy, a że wędka zawsze jeździ ze mną obok skarpetek w bagażu, toteż wykupiłem 1-dniowy kwitek w sklepie wędkarskim i poszedłem szukać szczęścia na pomostach. Początek czerwca był, ludzi sporo, ale głównie miejscowych. Już się kąpano, ciepła wiosna, piątek. Podjechała PSR motoróweczką, skontrolowano nas (mnie i 3 spławikowców). Dwóch z nich miało ryby w siatce (płocie, krąpie, kilka leszczy), trzeci nie miał siatki, ryby pakował do reklamówki. Funkcjonariusz zwrócił mu uwagę dość zasadniczo, że ryby przeznaczone do zabrania trzeba uśmiercić. Ten gość w wielkiej złości wysypał zawartość na pomost i zaczął po nich skakać, krzycząc, że skoro tak to on to zrobi od ręki. Dodam, że było kilku spacerowiczów (rodzin z dziećmi), w czasie kiedy on te jatkę robił. Potem był z siebie dumny. PSR machnęło ręką choć powinni go co najmniej ukarać mandatem, ale widać mieli czas ochrony dla takich \"zwierząt\". Oto, tak właśnie nieraz (bo nie twierdzę, że to norma) zachowują się irracjonalnie nasi rodacy biorąc dosłownie nakazy i zakazy.
\"Zdajemy sobie sprawę, że i nam się oberwie od „mięsiarzy” i „pseudowędkarzy”.\"

Przypomina mi to pewien stary dowcip:

Pewien facet miał papugę, zupełnie upadłą alkoholiczkę. Ptaszysko regularnie pustoszyło mu barek, tak, że w w domu nawet kropelka alkoholu ostać się nie mogła. Gościu, doprowadzony już do ostateczności, zagroził papudze, że jeśli jeszcze raz wyżłopie mu alkohol, to on oskubie ją z pierza. Po powrocie z pracy idzie do barku, otwiera go, a tam siedzi nawalona papuga i, wydzierając sobie pazurami pióra z piersi, skrzeczy: NA CH..J MI TE PIÓRRRA, NA CH...J MI TE PIÓRA\"

A teraz serio.

AUTORZY! NIE piszecie nic o tym, jak limity mają się do populacji bałtyckiego dorsza. Trudno zresztą, żebyście pisali, skoro żadnych wiarygodnych danych na temat brak...

Piszecie natomiast, że limity są głupie, bo nieżyciowe; i dlatego, że nikt ich nie przestrzega. Jak \"mądre\" jest to rozumowanie wykazał Wieszak. Uważam, że jego analogia jest w pełni uzasadniona.

Daliście się po prostu ponieć RYBACKIEMU nastrojowi. Bo kto miałby Was temperować? Szyper? Gdyby szyper prowadził choćby delikatną agitację na rzecz przestrzegania limitów, w mig straciłby klientów. Bo znakomita większość stanowią jednak pospolici mięsiarze, którym musi się zwrócić. I właśnie ci mięsiarze są waszymi towarzyszami łowów. Oni również trąbić będą o \"głupich\" limitach. Kółko wzajemnej adoracji.

JADUDEK! Piszesz:
\"Podobno wędkarstwo to sport.Pokażcie mi oprócz myślistwa inny sport gdzie zwycięzca pożera pokonanego. \"

Wędkarstwo MOŻE BYĆ sportem. Jest wtedy polem do rywalizacji pomiędzy wędkarzami, a NIE pomiędzy wędkarzem i rybą. Tutaj relacja jest zawsze ta sama: łowca i ofiara.
Robercie - tego nerwowego człowieka nie można było ukarać. Serio serio. Ustawa nie określa sposobu przechowywania złowionych ryb. To wewnątrzzwiązkowy zapis RAPR. PSR działa w oparciu o prawo powszechnie obowiązujące. Strażnicy mogą najwyżej zwrócić uwagę.
Bestialski sposób uśmiercenia ryb? Choć człowieczek niegodzien, to jednak też był na legalu :( Zwrócono uwagę - to uśmiercił. Ustawa nie określa, jak należy to czynić. Równie dobrze mógł rybom łby poodgryzać.
Jedynie maltretowanie (żywe ryby w torbie) zwierząt dałoby się to podciągnąć. To jednak zajęcie dla sądu, nie dla PSR. Tylko jeszcze ktoś musiałby jeszcze zawiadomić prokuraturę. Która zapewne spuściłaby sprawę w kanał.

Skąd wiem? Pływałem z patrolem. Mocno się zdziwiłem, że strażnik nie nałożył mandatu za rybę w reklamówce. Oświecił mnie w sposób jak wyżej.

P.S. Mój prywatny wymiar dla dorsza to 45 cm. Po mniejszych, spożywanych jednorazowo, czuję niedosyt ;) Ale dwóch takich ledwo wymiarków już nie dam rady zjeść na raz :)
1. Kto i co robi/zrobił w sprawie oczyszczania wraków z zerwanych sieci w których codziennie giną ryby.
2. Jakie limity obowiązują Niemców, Szwedów i Duńczyków?
3. \"Komplet\" dorszy to papierowa iluzja. W ciagu kilkunastu ostatnich wyjazdów słuchałem przez radio kto i ile na jakim kutrze wyciaga ryb. A na wodzie zwykle słyszę 3-4 jednostki. Kilkanaście ryb na łeb to normalka. Kilka razy w roku mozna na zatoce trafic stado i natłuc i kilkadziesiąt ryb. Oczywiście po co? Niemniej presja na szyprów i ich indolecja są ogromne, to słychać. Chcica mięsiarska jest również w tym kraju niewyobrażalna. Nikt nie zwraca uwagi na limity, ilości, za małe ryby leca za burte i albo mewy rozszarpią jak zdążą albo spadnie na dno i zdechnie, może inny większy dorsz go zeżre.
Wyobraźcie sobie 15 kijów na łajbie. 12 ludzi w godzine łowi \"komplet\" a reszta idzie spać, jeść, pić, cokolwiek... A kuter napiera na kolejne łowiska bo 3 ludzi ma po jednej załóżmy rybie... ILUZJE ! Pobożne życzenie ! Już widzę 12 gęb wystawionych grzecznie do słoneczka, obserwujących z \"zaciekawieniem\" jak pozostałych 3 towarzyszy podróży usiłuje wydłubać tych kilka ryb do wyczerpania limitu. Siedzą i na pewno dyskutują o wyższości pojedyńczej przywieszki na podwójną....
To nie przepisy czynią z nas ludzi i wędkarzy, to ŚWIADOMOŚĆ czynów i WYOBRAŹNIA oraz INTELIGENCJA.
Cytat:
1. Kto i co robi/zrobił w sprawie oczyszczania wraków z zerwanych sieci w których codziennie giną ryby.


Zed, nikt nic nie zrobi. Nurkowie unikają tego jak ognia. To zbyt niebezpieczne. A któż inny zejdzie pod wodę, by to usunąć?

Sam płetwę zaplątałem, gdy prąd mnie zniósł. Na moje szczęście linka była mocno sparciała, urwałem bez problemu.
Można tylko czekać, aż te sieci same sparcieją.

Żadnych bezzałogowych batyskafów też nikt nie wyśle. By i one się nie zostały na dnie.

Cytat:
W ciagu kilkunastu ostatnich wyjazdów słuchałem przez radio kto i ile na jakim kutrze wyciaga ryb.


Podczas Festiwalu Dorsza (początek września, Władysławowo) też radio donosiło już w południe: na każdym kutrze po ok. 300 ryb. Niestety, prawie połowa niemiarowych. Więc wypuszczanych. Co i tak niezbicie dowodzi nadkompletów.
No, ale podczas zawodów limity nie obowiązują...
#Zed, trudno mi będzie licytować tu każde takie spostrzeżenie.
Michał w pkt. 1 nie wiem, słyszałem o sporadycznych akcjach płetwonurków, ale raczej jako cel wyciągania sieci stawiali swoje i innych bezpieczenstwo niż plątanie ryb.
Pkt 2. sprawdzę, nie wiem, napiszę do ich organizacji czy wedkarze maja limity (jakie i ile).
Pkt 3. Nie mam mozliwosci sluchania, ale wiem o czym piszesz, wiem, że to iluzja, próbujemy zmieniac nie tylko te iluzje.

Na koniec do tego: \"To nie przepisy czynią z nas ludzi i wędkarzy, to ŚWIADOMOŚĆ czynów i WYOBRAŹNIA oraz INTELIGENCJA.\" A inteligencja i wyobraźnia pozwolić nam powinna znaleźć inne rozwiązania niż wystawianie 12 buziek na słonko podczas rejsu i wyczerpania limitu. Swiadomosc czynów z kolei na to, że żyjemy w zbiorowosci, w ktorej obowiazuja jakies reguły, a te nalezy przestrzegać lub je zmieniac jesli są głupie. A jak się nie zgadzamy z jednym, a drugiego nam sie nie chce, to szukamy spolecznosci, gdzie wolno więcej.... może Ubuntu, może Masaje...
Bomblu i TJu! Retoryka pytania o sieci na dnie chyba była jasna!? Wiem, że nikt i nic a wszyscy wiemy, że dziennie giną setki ryb na łowiskach. Pozostaje chronic choc tarliska i aby było co chronic na tarliskach równiez reproduktorów. Tu się zgadzam iż polemika nad świadomością, inteligencją jest bezcelowa. Trzeba edukacji od dziecka, że natura to nie perpetuum mobile reprodukcji i śmietnik bez dna!
Zmiana mentalności ludzi nie idzie w parze z dobrymi chęciami nawet mas! Ludzi na kutrze opada jakaś dziwna monotonia szarpania i zapełniania kast! Może płytsze kasty? :grin Rejsy chyba sa za długie... A może w portach powinien stac kapo i przeliczac ilośc ryb na łeb na kutrze? Kto za niego zapłaci? Problemów cała masa się rodzi oczywiście, a główny wciąż to ten, że dorszyka w Bałtyku mało i czas oszczędzania daawno nadszedł. Kazdy jednak mówi sobie: dlaczego ja mam oszczedzac skoro inni tłuką? i heja, wali dalej w ciecz, do pełna... Ech, Robert , wiem, wiem.... Czasami to syzyfowa praca, dwóch przekonasz a 200 nowych przyjdzie, jak zaraza...
No cóż myślę że dyskusja rozwinęła się całkiem nieźle, więc pozwolicie szanowni koledzy że słowem wyjaśnienia zajmę głos w sprawie którą wspólnie z kolegą Marcinem podjąłem się poruszyć. Bardzo dziękuję wszystkim za zajęcie głosu. Chciałbym jednak aby w przyszłości dyskusja, wymiana poglądów i zdań przyjęła formę konstruktywnych rozważań, które przekazujemy sobie z względną kulturą. Nawiązuję tym samym do wypowiedzi panów którzy (jak np. Pan od \"zapalenia wątroby\"), chyba zbyt impulsywnie zareagowali na opublikowany tekst nazywając nas \"gnojami\" i odgrażając się piracką jazdą samochodem i mordem naszych dzieci na pasach. No cóż sądzę że obracamy się w miarę kulturalnym gronie i rynsztokowe słownictwo oraz prostackie porównania należy odłożyć na bok. Dziękuję za to innym kolegom, którzy w zgoła odmienny sposób (jak np. Pan o niku TJ) potrafią zająć stanowisko w kwestii poruszonego problemu. Jeszcze raz bardzo dziękuję i myślę że dotychczasowe rozważania to dobry prognostyk na przyszłość. Nawiązując od razu do pomysłu kolegi TJ odnośnie pisma do urzędu. Miałem już okazję podejmować podobne starania (choć w innej sprawie)- przyznam się z mizernym skutkiem. Trzeba uderzać z poziomu co najmniej Urzędu Marszałkowskiego lub z petycją zawierającą sporo podpisów aby nasz list nie trafił do urzędniczego kosza. Ale cóż spróbować nie zaszkodzi.
Co do samego tekstu który obaj z Marcinem zamieściliśmy to był on poniekąd prowokacją, która sprowokować miała (i to się udało!), dyskusję na temat limitów połowu dorszy. Przedstawiliśmy sprawę, w taki sposób w jaki sami ją widzimy. Ale po kolei. Sacha napisał
\"Co bardziej bystrzy nawet pisując że byli na dorszach dyskretnie nie piszą ile złowili coby czytający nie pastwili sie nad nimi\". Czy o to chodzi abyście nasze wypociny wychwalali pod niebiosa? Jak to już słusznie Marcin zauważył, gdybyśmy chcieli abyście nas houbili napisalibyśmy, że każdy złowionego dorsza starannie umieszczaliśmy na macie ala-karpiowej zapobiegającej ewent. uszkodzeniom, smarując zranione miejsce specjalnym preparatem przyspieszającym gojenie rany po czym przy asekuracji anesteziologa przetrzymywaliśmy rybę w skrzynce wypełnionej ciekłym tlenem i w końcu uwalniając dorsza wypowiadaliśmy znaną frazę Johna Wilsona- \"płyń zdrowo\" lub Rexa Hunta - \"Jest w znakomitej kondycji\" Wtedy wszystko było by ok tak? Panowie przecież nie o to chodzi! Przedstawiamy rzeczywistą sytuację z którą spotykamy się przy każdym rejsie na Bałtyku. W licznych komentarzach nazywa się nas mięsiarzami, pseudowędkarzami, przestępcami no i gnojami oczywiście. Przyznam się jednak, że naszą własną i to wyraźną prośbę co było również faktem zamierzonym choć chyba zupełnie niepotrzebnym, ale stało się. Nie napisaliśmy bowiem że zabieramy złowione ryby tylko że je łowimy we wspomnianej ilości. Sporo wędkujemy na Wiśle, Brdzie, Gople i innych zbiornikach naszego regionu. Rzadko jednak zdarza się abyśmy zabierali złowione ryby choć nieskromnie zaznaczę że udaje nam się ich złowić sporo, zaś ten sezon był wyjątkowo \"urodzajny\". Po złowieniu, zważeniu i sfotografowaniu ryby w znakomitej większości zawsze wracają do wody. To samo tyczy się dorszy. Zabieramy ryby tylko wymiarowe i tylko tyle ile uznamy za słuszne (w granicach prawnych oczywiście), choć średnio łowimy po około 18 sztuk o czym wspominaliśmy. Reszta wraca do wody. Oczywiście że zdarza się iż wracamy z ponadlimitową ilością, lecz są to na ogół ryby które musielibyśmy wyrzucić a nie wypuścić a jest to dla nas oczywistym marnotrawstwem. Rzecz jasna odezwą się głosy że skorzystają na tym inne organizmy morskie, które pożywią się taką padliną. Nie zmienia to faktu że ryba została zabita i będzie tak czy siak zmarnotrawiona, (choć oczywiście obieg pierwiastka będzie zachowany więc może nie do końca ale nie zmieniajmy tematu). Krótko mówiąc nawet łowiąc ponad limitowe ilości zawsze wracamy do domu co najwyżej tylko i wyłącznie z przepisową ilością ryb, chyba że \"wypuszczenie\" pozostałych miałoby się wiązać z ich \"wyrzuceniem\". Nie próbujemy się tym tekstem podlizywać czy w jaki inny sposób łagodzić całą sytuację przymilając się krytykującym nas osobom. Opisując nasze wrażenia i spostrzeżenia chcieliśmy uzmysłowić że istnieje taki problem (choć oczywiście wszyscy doskonale o nim wiedzą tylko nikt o tym głośno nie mówi), i nie jest on spostrzegany jako sporadyczny przypadek lecz reguła u wędkarzy poławiających z kutra - a jest ich w naszym kraju szacunkowo blisko 50 000 i liczba ta cały czas rośnie.
Co można z tym fantem zrobić? Nobla temu kto znajdzie konsensus w tej kwestii. Przede wszystkim należałoby przeprowadzić rzetelne badania dotyczące liczebności dorsza bałtyckiego i na ich podstawie ustalać przepisy normujące połów amatorski jak i odłowy komercyjne sieciami rybackimi. To jednak nie leży w kwestii naszych możliwości, a władz związanych z MGM. Cóż zatem możemy robić? Tak jak ktoś to słusznie zauważył pomimo iż przykład powinien iść z samej góry, reformę podejścia do omawianej kwestii winniśmy zacząć od samych siebie. W znakomitej większości uważacie aby przestrzegać ustalonych norm prawnych. Ok. zatem starajmy się być prawi i sprawiedliwi mając nadzieję że inni pójdą w nasze ślady. Może kiedyś wszystkim nam wyjdzie na dobre
Kończąc swój wywód chciałbym na łamach WCWI pogratulować koledze Marcinowi, który od dziś jest szczęśliwym tatą. Bądź dobrym i wyrozumiałym ojcem i rób wszystko by twoje dziecko żyło w choć trochę od nas lepszym świecie.
Mam również nadzieję że Wieszak będzie uważał za kółkiem, pędząc nie tylko przez Kujawy.
Pozdrawiam wszystkich wcwi-czów i życzę Dosiego Roku. Zapraszam oczywiście do dalszej dyskusji. Tomek
No to prowokacja ci się udała :grin
Rozsądna i wyważona odpowiedź Tomka może schłodzi emocje.Faktycznie rozwiązanie problemu przekraczania limitów jest mało realne.Żaden szyper czy armator nie każe wędkarzowi który np. w ciągu 2h złowił komplet zejść do mesy.Bardzo szybko miałby wolne miejsca na kutrze a wydał na kuter 200 czy 300 tys(nie wiem ile kosztuje kuter,tak sobie strzelam)i często zapewne spłaca kredyt.Wieszanie na reji czy przeciąganie pod kilem też nie wchodzi w grę.Wyobraźcie sobie wracający kuter po dobrym dniu a na rejach nie ma miejsca :grin Jestem za podniesieniem limitu ale równocześnie za podniesieniem wymiaru bo 37cm to w zasadzie łeb i ogon.Nie wiem na ile,sam podobnie jak Bombel ustaliłem sobie na 45 ale 50 czy 55 też byłoby do przyjęcia.Nie jestem wędkarzem morskim,byłem raptem 2x w tym roku ale myślę że będę częściej
i dalej będę świadkiem wyciągania więcej niż 7 sztuk na głowę :sigh Czy można to zmienić?Jak to zrobić?Ja nie wiem,prawnie mentalności wędkarzy się nie zmieni a furtkę zawsze się znajdzie podobnie jak teraz z organizacją zawodów dorszowych.
Napisałem wcześniej:
Cytat:
OD tej pory przez Kujawy będę zapieprzał swoją bryką ile fabryka dała, nie patrząc na Wasze dzieci na pasach, bo mnie przepis o ograniczeniu prędkości i mojej wolności trąci urzędniczą konserwą i od dziś będę miał go w dupie.


Macie rację, Panowie... Poniosło mnie! Zagalopowałem się i zapodałem nieco debilny przykład :( ...

Z reszty moich opinii się nie wycofuję...
tomaster - szczerze Ci powiem. Słabo i mdło mi się robi od wszechogarniających prowokacji i \"taśm prawdy\". To tak, jakby już nie można było normalnie pogadać o rozdźwięku pomiędzy \"de jure\'m a de facte\'m\"? Gratuluję pomysłu i taktu.
Chociaż szczerze powiem, że nie za bardzo daję wiarę prowokacji. Raczej próbie \"zmiany toru\" w sytuacji \"niezręcznej\". A zresztą. Nie mam dzisiaj energii do polemik.
Calkowicie zgadzam sie z Robikiem. Jezeli ktos chce porzadnej dyskusji zaczynanie jej od prowokacji uwazam za chybione. Z reszta nie wierze w te tlumaczenia. Malo tego, uwazam ze wogole publikowanie tego artykulu na WCWI bylo pomylka. Stwierdzenia, ktore w nim sie znajduja (o x km itp.) sa typowa wymowka dla wikszosci miesiarzy i podpieraja taki tok myslenia.
@mk, @Kaz - przepraszam jeśli poczuliście się urażeni. Nie miałem takiego zamiaru, nie wiedziałem też ile ryb zabraliście. Użyłem odniesienia do waszej relacji jako przykładu, że gdyby chłopcy spisali swoich \"kilka słów o dorszowaniu\" i pominęli wątek limitów, komentarzy byłoby raptem kilka, może kilkanaście i wszystkie byłyby chwalebno-dziękczynne.

Pozdrawiam wszystkich i życzę udanych połowów w Nowym Roku :)
Co wy wiecie o kutrach kapitana Pirata!!!Ja tam już byłem wprzeciągu roku 25 razy...A Wy ile?Nie mam do Niego żadnych zastrzeżeń.Załoga O.K.,ryby są ...Jeśli chodzi o te wielkie to tak jak w totolotku.Trzeba trochę szczęścia i wytrwałości.Ja mam na swoim koncie 11-kę i 7-kę w tym roku...Wędkujcie częściej na morzu,albo wybierzcie się na dwudniówkę u Pana Kapitana {spora szansa na duże okazy}.Na ryby mam trochę dalej jak Wy,bo z Pabianic pod Łodzią.Powodzenia!!!