Czternaście dni oczekiwania jest już za mną. Dni udręki, kiedy żywiłem się jedynie relacjami kolegów z WCWI, minęły! Śniadanko, kawa, kanapki do torby i oto stoję w drzwiach gotów do drogi. Niecierpliwie odganiam nogą koty i kociaki, które pchają się do domu. Przekręcam klucz w zamku. Do wozu!

Na wschodzie powinno już jaśnieć, ale wciąż jest ciemno. Może kiedy wyjadę zza ściany lasu zobaczę nadchodzący świt? Ruszam z piskiem (paska klinowego, nie opon). Wypadam z bramy na szutrówkę, potem na trasę i gnam na północ. Wyjeżdżam na pierwsze wzniesienie. Po prawej zostaje mój las. Zza niego powinno wzejść słońce. Wiadomo, wzejdzie. Szkoda tylko, że idzie tak "niewesoło i po drodze drzemie." Nic to! Myślami jestem już nad wodą. Czego dokona dzisiaj moja "płotka"?

Płotka! Żesz k… mać! Mój ukochany glider został w domu. Nie spakowałem go do pudełka, żeby lakier pooddychał sobie jeszcze przez noc (w czwartek malowałem). Jasny gwint! Wracam. Dobrze, że nie znad wody – pocieszam się.

Nie lubię wracać… Czy to przynosi pecha? - nie wiem. W sumie nie jestem przesądny, ale takie wpadki wytrącają mnie z równowagi. Po chwili znów jestem na trasie. Decha! Po kilku kilometrach kończy się gaz. Nie zatankowałem wczoraj… Trzeba zawinąć na stację benzynową - nie ma rady. Przeżyję tych kilkanaście minut zwłoki, zwłaszcza, że dzionek nadal się ociąga. Do pełna, proszę! Spoglądam na niebo. Już prawie jasno - kiedy to się stało? Znowu ruszam z piskiem. Jeszcze 15 km. Wio, Baśka! - ponaglam mojego punciaka.

Dojeżdżam na miejsce. Przy drodze widzę tylko dwa autka. Parkuję kilkaset metrów dalej. Trzeba przejść kawałeczek przez las i oto mam pod nogami lustro wody. Zaczynam od północnego brzegu. Staję na wysokiej skarpie i rozglądam się po wodzie. Pusto… Nie widać nawet właścicieli tamtych dwóch samochodów. Zero grunciarskiej braci - cała woda moja. „To lubię!” (chodzi dzisiaj za mną ten Mickiewicz…). Rozkładam podbierak - po nauczce sprzed trzech tygodni postanawiam mieć go zawsze pod ręką, w wodzie, a nie gdzieś za plecami.

Pierwsza miejscówka. Gdzie zejść? Najbliżej mam do tego miejsca, gdzie… no właśnie. To tam moja płoteczka pofrunęła do wody. I tam właśnie miałem przyjemność nurkować w środku października, by wyrwać ją z toni... Nic to! Przesądy precz! Nie ma feralnych miejsc! Do ataku! Schodzę w dół. Zwykle moje wędkowanie dalekie jest od finezji, ale tym razem staram się zejść ostrożnie, cichutko. Żyłeczka, stalka, „płoteczka”…

Obławianie czas zacząć. Roch przynętą rzuca i…, i w trzecim rzucie stwierdza twardy zaczep. Nie ma feralnych miejsc? Na szczęście glider utknął jakieś trzy metry od brzegu. Bez namysłu wyskakuję z butów i - cicho westchnąwszy - ze spodni. Włażę do wody. Chodź tu, niecnoto! Na szczęście wystarcza podciągnięcie za żyłkę w pionie. Mam ją!

Oczywiście szybko opuszczam miejscówkę nr 1. Nie, żebym był przesądny, nie… Mam zamiar zrobić pełne okrążenie. Ruszam. Półtorej godziny mija nie wiadomo kiedy, a jestem dopiero na zachodnim brzegu.

Pogoda zaczyna się zmieniać - słońce wciąż jeszcze za chmurami, ale nie są to już te nieprzeniknione zwały. Porozrywana ławica chmur odpływa na wschód. Za moimi plecami już czyste niebo. Wszystko pięknie, chociaż wiaterek, który tak uczynnie przegnał chmurzyska, nie ma zamiaru ucichnąć - wręcz przeciwnie, wzmaga się i coraz żywiej dmie wzdłuż koryta żwirowni. Nic to! Wędruję i rzucam. Rzucam i ściągam. Przynęt nie zmieniam. Robi się monotonnie. Szary dzień nijak nie chce nabrać barw. I nagle - ONA! Wenus z Rydwanu!

Czy to dzieło znudzonego grunciarza, któremu szczytówka drgnąć nie chciała? Czy to dzieci z pobliskich domostw postanowiły zagrać Giertychowi na nosie? Nie wiedzieć nam tego… Kimkolwiek był ów tajemniczy artysta, udało mu się wprawić mnie w doskonały nastrój! Uśmiałem się do łez!

Tymczasem słoneczko wyszło na dobre, rozświetlając wodę i otaczający ją las. Wiatr zaczął dąć jeszcze raźniej - może też się uśmiał? Blask słońca, szum wiatru, chlupot fal - zrobiło się pięknie.

Wiaterek jednakowoż przegiął trochę z tym upiększaniem, bo nawet mój glider, który waży około 40 gram zaczyna mieć trudności. W końcu to szybowiec - ciężko mu pod wiatr.

Właśnie: mój glider. „Płoteczka”. Już trzecią godzinę katuję nią toń Rydwanu i nic. Nie wiem czemu, ale jakoś się tym nie przejmuję. Samo prowadzenie tej przynęty sprawia ogromną radość. Remont nr 2 okazał się udany - rybka pływa jak należy. Technika prowadzenia? Tu nie ma żadnej techniki prowadzenia; tu jest zabawa w rybkę.

Płoteczkę można prowadzić na kilka (z grubsza rzecz biorąc) sposobów. Stosuję różne kombinacje. Zwykle zaczynam od efektownego plaśnięcia bokiem o wodę. Staram się trzymać przynętę krótko, tzn. tak, aby żyłka była napięta już w trakcie wodowania. Pełna kontrola. Zaraz po plaśnięciu bardzo szybko zwijam żyłkę - wtedy płoteczka wyskakuje na powierzchnię i przemierza kilka metrów skacząc po powierzchni, niczym umykająca przed drapieżnikiem płotka. Zwalniam, a glider stopniowo opada w toń. Ożywiam go delikatnymi szarpnięciami, prowadząc wężykiem do brzegu.

Innym razem pozwalam, by przynęta zeszła do dna i dopiero wtedy zaczynam prowadzić ją do brzegu - tuż nad dnem - spokojnym spacerkiem lub z atrakcjami (zrywy, zwody - co tam mi akurat w duszy gra). Opad? - proszę bardzo: wędzisko w górę; szybkie podciągnięcia kilkoma zrywami (glider wykonuje gwałtowne zwroty i fikołki, błyskając bokami); kiedy jest blisko powierzchni pozwalam mu opadać, powolutku ściągając żyłkę.

Na takich figlach czas płynie bardzo szybko. Jedna przykrość: z „płotki” znowu obłazi lakier! Co jest? Oglądam, móżdżę - wiem: to ta cholerna srebrzanka. Na głowie, gdzie lakier leży na białej farbie, jest OK. Hm… Wygląda to na konflikt natury chemicznej. Na razie jednak - nic to! Łowię dalej. Właściwie zapominam o tym, że poluję na szczupaka. Po prostu bawię się, jak mały chłopiec. Wtedy właśnie…

…zaatakował on. Wziął w fazie opadu, zaraz po plaśnięciu „płoteczki” o wodę. Uderzył pięknie, wyraźnie, entuzjastycznie. Walczył również dzielnie. Wykonał nawet dziki odjazd, sprawiając, że hamulec mojego rzęcha mógł zaśpiewać tę piękną melodię… Rzęch mój ponadto stękał i chrupał, ale podołał. Nawet poczciwej Germinie się oberwało - druga przelotka wyskoczyła z omotki. Starość, nie radość! Pomimo niedomagań sprzętowych, szczupaczek wylądował na brzegu dość szybko. Obeszło się bez podbieraka - wyszedł ślizgiem. Teraz sesja fotograficzna. Skórniak nie chce pozować. Rzuca się, taplając się w piachu i resztkach roślin. Zdjęcia robię w pośpiechu. Dwa pstryknięcia i koniec. Nawet nie sprawdzam, jak wyszły. Szybciutki pomiar - tylko z ciekawości, bo już na oko widzę, że nie spełnia wymagań mojego brzuszyska. Mierzy równo 50 cm. Do wody, brateńku! Szczupak odpływa bez przesadnego pośpiechu, ale i bez zwłoki. Dwa metry od brzegu wślizguje się wężowym ruchem pomiędzy wodorosty. Pa!

Przeglądam fotki na wyświetlaczu mojego pstrykadełka. Z dziką satysfakcją przyznaję, że z taką „płoteczką” każdemu szczupakowi jest do twarzy! Złowić rybę na własnoręcznie wykonaną przynętę, to dla mnie największa satysfakcja.

Ruszam dalej, w stronę przesmyku. Tu spotyka mnie kolejna wędkarska przyjemność: pogawędka z kolegą po kiju. Gryzie coś? - i tak dalej. Adam jest z Łodzi. Na Rydwanie pierwszy raz. Poluje na okonia. Ambitnie zmaga się z wiatrem. Rzuty kilkugramową główką pod wiatr wychodzą mu nader sprytnie - szacuneczek, Adamie! Stoimy i gadamy. Zaglądamy sobie, jak to wędkarze, w pudełeczka. Adam robi zajefajne błystki z cyny. Na bolenia. Jego patent na wzór łuseczki… - może sam go Wam kiedyś zdradzi, bo zaprosiłem go na WCWI. Rozhowory przerywa ekscytujący dźwięk na wodzie. Coś wielkiego grasuje w toni! Wiry, które po chwili ukazują się na wodzie potwierdzają przypuszczenia: to musi być gruba ryba!

Co to było? Nie chcę uprzedzać faktów, ale myślę, że za tydzień będzie wiadomo… Ponieważ późno się (jak dla mnie) zrobiło, wschodnią część Rydwanu niemal obiegłem. Kto był na Rydwanie - wie. Kto nie był, niech patrzy:

"Bieg" trwał 1,5 godziny, bo przecież musiałem rzucić tam i siam… Na przesmyku zmontowałem jeszcze boka-troka, coby przetestować pewien wynalazek. Zero brań, dużo wniosków racjonalizatorskich. Ostatnie pogaduszki z Adamem, który wytrwale katował okolice przesmyku.

I jazda! Trzeba się zwijać. Chciałbym zrobić jeszcze jedną rundkę, ale czas na wędkowanie minął. Obowiązki wzywają. Znowu trzeba odczekać. Czym obdarzy mnie Rydwan za tydzień?

Tomek Grochola *Roch*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

To ostatnie zdjęcie - poprostu bajka :)
Piaskowa babka też jest niezła.
Wyraźnie świeżo zdeflorowana.
Przyznaj się, gdzie paluchy wkładałeś !
Widać 2 x w oko a następnie...ech, jaki świntuszek.
no i piknie rybka na ploteczke zaliczona
jak to moj kumpel zobaczy to sie zdziwi
Oj, widzę, że czar Wenus z Rydwanu ma nieodpartą moc! Niektórym Userom już uderza do głowy!
Świetna relacja w połączeniu z klimatycznymi fotkami, to jest to co powoduje u nas uczucie nostalgii i tęsknoty....
Gratuluję i pozdrawiam :)
Widzę, że gliderowanie vel płotkowanie totalnie Cię wciągnęło :P
Relacja - rewelacja, przecztałem jednym tchem i... ja chcę jeszcze Pisz częściej, koniecznie!
PS. Na rydwanie byliśmy (my, czyli Piotr i ja) dziś i nawet rybiego ogona...
Wspaniale Rochu, pisz częściej, tzn. jeździj częściej na ryby
Witam.
Bardzo fajne miejsce ten Rydwan. Możecie mi powiedzieć czy to jest woda PZW?
Nieźle się uśmiałem jak przeczytałem tę relację ! Po prostu miodzik! A i fotki zacne porobiłeś!
A więc Rochu, czy Ci się podoba czy nie, jak nie będziesz wieszał co najmniej jednego tekstu tygodniowo, to... Karę wymyśl sobie sam!
PS. Wenus z Rydwanu jest cooltowa !
@sebpasko: Rydwan to woda PZW Skierniewice.
Swietne, doskonałe i tekst, i zdjątka.Ale zdjęcie z tą \"laską\", hm mogą być problemy - toż to czyste porno :eek ;)
Wspaniała relacja. Rochu umieść smiało ostatnią fotę w fotokonkursie.
Rohu dzięki tobie w końcu zobaczyłem rybę złowioną na gigantyczną płoć z głębin Rydwanu. Październikowa kąpiel opłaciła się. Super fotki relacja również gratulacje
Dzięki wszystkim za miłe słowa :)
@sebpasko: PZW dzierżawi zachodni kraniec zbiornika -reszta jest w zawieszeniu, bo kopalnia już nie dzierżawi terenu, ale jeszcze Lasy Państwowe nie przejęły jeszcze terenu, bo cośtam... Naród łowi na całym zbiorniku i jest OK.
@mottle: Nie ty jeden tak reagujesz na widok mojej płoci. Ludzie przeważnie pytają, czy w wodach Rydwanu pływają sztuki zdolne połknać TAKIE COŚ. Okazuje się, że taki wymiarek też może mieć apetyt i paszczę nie od parady :)
...Oglądając tę ostatnią fotkę CHCE MI SIĘ PO PROSTU PŁAKAĆ!:cry:cry:cry:cry:cry
Kiedy my tera taki widoczek obaczymy?!:(...Za 0,5 roka...
#Wojtek, przecież masz nieograniczone możliwości wędkowania z lodu, w dodatku miejscowa tradycja, czemu buczysz. Każda pora jest świetna, tylko towarzystwa czasem brak... :)
#Tomku, świetna relacja!
Kuna! Ale zajefajnie mi się dczytało i obglądało! Czekam na następne Twoje opowiastki! :eek
Rochu - zajefajne! :) Błyskotliwa lekkość języka nasączonego potężną dawką luziku i zdystansowanej, uciesznej autoironii. I świetnie nakreślony pogodny stan ducha. Wędkarskiego ducha :)
Czekam teraz z niecierpliwością na kolejne Twoje relacje :)
relacja - super ! ostatnia fotka poezja ! no i przepiękny woda, początkowo jak przeleciałem zdjęcia, pomyślałem, ze to Mazury...
19ŁuKaSz08 : O Jezu Miłosierny! Jeśli do łowienia przykładasz się tak mocno, jak do \"pisania po polsku\", to jeszcze dłuuuuugo będziesz miał marne wyniki... :P
Nie tylko z tej relacji wynika, że Rydwan to trudna woda i wielu już \"puścił\" o kiju. Trzeba cierpliwości i treningów. A co do uwagi Zorro... zgadzam się :). Łukasz dla Ciebie to czas najlepszy do trenowania wędkarstwa i ortografii, później będzie bardz
Łukaszu, wiem z opowieści nurków, co tam mieszka :) . Niestety, z racji bardzo skomplikowanej konfiguracji dna biała ryba migruje i trudno ją namierzyć :cry . A żeza białorybem idzie drapieżnik, to równie trudno go namierzyć. Po prostu, trzeba być konsekw
Ja pomyślałem, że się chłopakowi po prostu zepsuł klawisz Caps Lock\ a.
Ale zauważyłem, że na początku jest z dużego M.
Więc to tylko niechlujstwo.
Reszta jest milczeniem.
Jak widać- bez baby ani ani:) Jak nie żywa- to chociaż piaskowa, ale musi być! Nie możecie wytrzymać tych paru godzin? A swoją drogą.... coś pieknego ta relacja. Gratuluję.
Ktoś wyrzucił babe w całkiem dobrym stanie ...
Piwoniuszu: może mu \"się zatarła\"..? Ja już bardzo dawno obiecałem sobie, NIGDY WIĘCEJ NA PLAŻY... :roll
19ŁuKaSz08: Chyba zaczynasz troszkę przesadzać...
Łukaszu, zadałeś pytanie, a ja Ci odpowiedziałem... Przemilczałem Twą nędzną polszczyznę, choć język mnie mocno świerzbiał :( . Miałem nie komentować Twoich późniejszych wypowiedzi, ale nie wytrzymałem. Jesteś tu zbyt krótko, by wprowadzać swoje obyczaje,
19ŁuKaSz08: Bo w zasadzie śmiech to zdrowie... I zauważ, że nikt tu się nie wyśmiewa z ludzi tylko czasami z ich, i swoich własnych wyczynów... O chamstwie nie mówmy, ale NIEDBALSTWO w pisaniu oznacza brak szacunku dla potencjalnych czytelników i ojczyste
Łukasz, widać, że masz problem. Zanim zaczniesz kogokolwiek obrażać, dwa razy się zastanów. Bo jak tak dalej pójdzie, to długo tu miejsca nie zagrzejesz.
Pisze się \"bierze\", \"uważa\", \"uważających\".
Jesteś po prostu niedouczony głąb.
I tym uprzejmym zwróceniem uwagi: jak się pisze, a także jak powinno się rozmawiać z ludźmi, których się na oczy nie widziało i nie tylko... Łukasz żegna się z \"kołkami\", bo tak \"uwarzają\". Szkoda!
Robert, myślę, że warto by usunąć te ostatnie komentarze, bo szkoda psuć Rochowi piękny artykuł tego typu \"dyskusją\"...
A co na to autorzy komentarzy?
A może niech zostaną... Ku przestrodze, do czego prowadzi bezstresowe wychowanie... :roll
Uważam,że śmieci się powinno sprzatnąć.
Cały tegoroczny wpis nic nie wnosi, a tylko zapaskudza wątek Rocha. Wywalic.
Jak to \"nic nie wnosi\"..? Ileż barwnych zwrotów, ileż ekspresji w wyrażaniu myśli, ileż troski o rozwój psychofizyczny dzieci i młodzieży, ileż wiedzy praktycznej, popartej doświadczeniem pokoleń... Ja bym nie wyrzucał... A jeśli już, to nie do kosza...
Jak dla mnie, nie ma żadnego problemu, bo zaakceptuję każdą decyzję :) .
Byłem tam tylko kilka razy, ale tylko dwa razy wróciłem o kiju (no, niezupełnie, ale szczupaczki były niewymiarowe). Dwa razy złowiłem \"osiemdziesiątki\", raz 50cm, raz 58. i raz 58. Tego ostatniego kilka dni temu i dokładnie w tym miejscu z przedostatni
Tomku, co prawda zdjęcia w komentarzu możesz wstawić, ale ciężko (technicznie) będzie to zrobić. Lepiej jeśli napiszesz po prostu krótką relację w jakims edytorze ze zdjęciami i wyślesz na email: info@wcwi.pl.