Pomysł na spotkanie urodził się jak to zwykle bywa, spontanicznie. Pierwotnie miejsce zasiadki planowane było po drugiej stronie Wisły, ale rekonesans zakończony koniecznością zakupu dwóch opon do auta, skutecznie zniechęcił mnie do tego planu. I tak postanowiliśmy odwiedzić znaną niektórym opaskę u Dudy. Miało nas być pięciu, ale jak to bywa, życie pogmatwało plany Jackowi i Glotoxowi więc rybałka odbyła się w stanie liczebnym trzech rybołapów: Endriusixtyfive, niemetaliczny czyli Siara i autor czyli Erwin.

Siara był tak wyposzczony, że po Andrzeja zameldował się już krótko po południu. Ja dobiłem ok. godz. 17.00. Kolegów powitała gościnna pani Dudzińska, jednak przekazane przez nią wieści nie napawały optymizmem:


,,Panie, już od miesiąca te Łodziaki jeżdżą i nic nie łapią. Mówią, że łone te ryby chyba chore albo wyłapane. Nic a nic nie bierom.”

Więc jeszcze krótka negocjacja ceny za przejazd i Andrzej ze spuszczona głową maszeruje do auta, a pani Dudzińska dziarskim krokiem rusza podnieść szlaban.

Po obejrzeniu miejscówki, chłopaki zabierają się za łowienie. Endriu tradycyjnie, jak to na Wiśle, a Siara z pajęczynką na kołowrotku próbuje jakieś frytki na paprocha złowić.

Kiedy chłopaki bezowocnie biczują wodę, pojawiam się ja, sterany życiem i problemami egzystencjalnymi.

Postanawiamy zadbać o brzuchy oraz ognisko przed czekającą nas nocką. Ponieważ po ostatnich spotkaniach brakuje drewna, wykonujemy ciężką pracę aby wreszcie wesoło mógł zapłonąć ogień.

Kiedy już zjedliśmy tradycyjnie po kiełbasce przyszła pora na kawkę.

Najedzeni i napojeni mieliśmy ruszać na opaskę, gdy pojawił się gospodarz czyli pan Duda.

Też narzekał, że takiej lipy z rybami jak w tym roku to nie pamięta. Nie wiemy tylko jak się do tego ustosunkować, bo spotkany wędkarz z Lipna dwa tygodnie wcześniej z powodzeniem łowił leszcze i karpia ok. 8 kg miał na kiju. Nie zrażeni tym, dziarsko maszerujemy nad wodę. I tu konsternacja. Na naszym miejscu łowią jacyś ludzie. W związku z tym Siara postanawia zarzucić gruntówkę. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego zestaw. Żyłka główna 0,18, obciążenie z 80 gr i przypon 0,14. O haczyku wielkości łebka od szpilki już nie wspomnę. Zostałem z Siarą, a Endriu poszedł do konkurencji. Po nagłym poruszeniu na opasce poznałem, że mają rybę. Andrzej wykazał się refleksem i sfotografował złowionego bolka.

W tym czasie Siara mnie zadziwił, bo na swoim dziwnym zestawie zaciął węgorza. I kiedy szamotał się z aparatem, żeby fotkę rybie w wodzie zrobić, ta stwierdziła, że nie będzie pozować i się odpięła. A łowca został z kocią mordą. I znowu nastąpił podejrzany ruch na opasce. Już nie wytrzymałem i pobiegłem. Nasz kolega z "konkurencji" Radek dziś ma farta. Tym razem holuje sandacza. Fotka i buzi na pożegnanie. Idź po dziadka.

I poszedł, bo kilka minut później Darek wyholował sandacza ok. 2 kg.

Ja już zrezygnowałem po tym jak podczas wyciągania gumy z wody zobaczyłem ogromny wir i nic nie uderzyło, ale Endriu to zawzięty typek. I on coś wreszcie złowił.

Po jakimś czasie Radek z kolegą odjechali. Wcześniej pozwolili na publikację fotek i obiecali, że będą zaglądać na WCWI. Może nowych kolegów poznaliśmy w ten sposób? A my podbudowani faktem zwolnienia miejscówki, postanowiliśmy dać szkołę sandaczom później. Wróciliśmy do ogniska.

Pojedliśmy, pogadaliśmy i znowu nad wodę. Niestety. Tej nocy nic już się nie działo. Również i poranne próby nie przyniosły nawet marnego brania. Ale jak się ma taką konkurencję, to trudno marzyć o dobrych wynikach.

Jeszcze ostatni rzut oka na opaskę.

I sentymentalne westchnienie na widok Wyspy Jeleniej.

Pozostało nam się pożegnać. Jak na bezrybie, to chyba niezłe ryby padły w tym dniu. I jeszcze jedno. Nie przyjeżdżajcie tu. Nie ma już drewna na opał, miejscówka bezrybna, pani Dudzińska pobiera haracz od każdego auta, i nie chcemy Was widzieć w połowie października na kolejnych Potyczkach Nieszawskich. To skażony teren jest. Siara ostrzega :)

Jeśli przyjedziecie, to na własną odpowiedzialność.

Relację spisał: Roman Wesołowski *Erwin*
Fotki autorstwa: Endriu i Siary

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Andrzej, wyglądasz na tej fotce jakbyś był śmiertelnie zdziwiony faktem, że złowiłeś bolka :P
Oooo, piwo pili :grin!
Żartowałem! Już się nie mogę doczekać spotkania nad Wisełką...
Tylko trzymali... w dodatku wylali i zrobili kubki na kawę... :)
Mogę zrozumieć sacharynę zamiast cukru ... zdarzało mi się wracać z jazgarzem zamiast sandacza ... na ścianie mam Słoneczniki Van Gogha, które chyba nie są autentyczne ... ale w puszce piwa musi być zawsze piwo, psia krwia ... bo straciłbym zaufanie do świata ! ;)
Piwoniusz napisał: \"ale w puszce piwa musi być zawsze piwo, psia krwia ... bo straciłbym zaufanie do świata ! ;)\"
Zgadzam się w pełni z powyższym. Jednakże brakło naczyń a ponieważ jako jedyny posiadałem kubek, trzeba było coś na szybko wykombinować aby nie jeść kawy na sucho
:grin
Wypicie piwa nie jest zbrodnią, :grin Było i piwo, ale obaj mogli śmiało chodzić nocą po opasce, a ja nie musiałem martwić się, że wpadną w główny nurt rzeki 8) :P
Kamilu, tak byłe zdziwiony, tyle, że nie faktem złowienia tego bolusia.
Wreszcie Sławek skumał, że trzeba obiektyw odsłonić aby zrobić zdjęcie :grin A tak na poważnie, nie każdy jest modelem 8)
E tam. Twój obecny avatarek jest wyczepisty! Poprzedni też był niczego sobie ;)
A gdzie Sławek :zzz .Ładny sandacz Nurek pozdro
No proszę znajome twarze :grin Nurek jest i Siara :D