Na początku kilka słów na temat mojej „rybografii”. Od 27 lat jestem córką wędkarza, w tym od 7. żoną… wędkarza. Wydawałoby się więc, że doświadczenie z zakresu wędkarstwa powinnam posiadać dość duże, ale nic bardziej mylnego. Pochwalić mogę się, co prawda sporym zasobem słów takich jak: wobler, mucha, pilker, przykosa, a nawet wręcz dla mnie magicznym agrafko-krętlikiem i główką dżigową. Po tylu latach jestem w stanie rozpoznać różne gatunki ryb: sum, dorsz, szczupak, węgorz (najlepiej wędzony). Jednak problemy pojawiają się, gdy dochodzi do odróżnienia karasia od płotki, czy małych sandaczy i okoni. Chociaż nie! Z okoniem jest najłatwiej przez te charakterystyczne pasy po bokach.

Jak do tego doszło, że oprócz domu rodzinnego, także w tym, który prowadzę mówi się o rybach i jeździ na wędkarskie wyprawy? Cofnijmy się o kilka lat wstecz.

Kobieta poznaje mężczyznę. To nic nadzwyczajnego, w odpowiednim czasie każdy kogoś poznaje. Ona jednak jeszcze nie wie, że jej ukochany to zapalony wędkarz. Jeszcze nawet nie spodziewa się, że każdy wolny czas jej ukochany będzie chciał spędzać nad wodą, a każda wolną złotówkę wyda na wędkarski gadżet (te wszystkie kołowrotki, wędki, kombinezony itd.). Ta biedna kobieta jeszcze nie wie, że urlop wypoczynkowy planowany będzie zawsze nad wodą, oczywiście w miejscach, co do których jest podejrzenie, że mogą się w nich znajdować ryby.

Kobieta w swej naiwności ma jednak plan. Na pewno uda się nakłonić ukochanego do zmian. Wraz z upływem czasu zaczyna jednak zauważać, że jej plan nie daje się zrealizować. Czy to kobieta nie ma odpowiednich motywatorów, czy jednak dla mężczyzny wędkarstwo to miłość, to pasja, to po prostu całe życie? Wszystko idzie jak po grudzie przynosząc odwrotny efekt od zamierzonego. Zamiast spędzania wolnych chwil w domowych pieleszach, on umawia się na nocne wypady, pucharowe środy, wędkarstwo morskie, łowienie podlodowe…

To nie ma końca. Po kolejnej zażartej dyskusji na sporne tematy ów mężczyzna zarzuca przynętę. Zaczyna nęcić, przekonywać i prosić. Zaczynają się negocjacje. Żeby być w pełni uczciwą muszę przyznać, że coś tam oferuje w zamian. Wszystkie wiemy, że najlepszymi przyjaciółmi kobiet są… diamenty, ale próżno ich szukać w ofercie. Najwyżej muszę się więc zadowolić zapewnieniem, że to tylko spotkanie przy piwie, później, że inne żony biorą udział w takich imprezach i na pewno nie ma się czego obawiać – będzie fajnie - polubisz, przekonasz się… a no i na koniec – przecież głównym tematem spotkania nie będą ryby!

I kobieta daje się przekonać – przynęta pochwycona. Pierwsze spotkanie – tematy rybne to tylko jakieś 80% tematów całego spotkania. Nieśmiało mogę powiedzieć, że wiem już, co to wobler, odróżniam plecionkę od żyłki. Spotkanie drugie, faktycznie pojawiają się inne kobiety, miłe i sympatyczne. I nawet myślą tak jak ja. Liczba tematów do dyskusji znacząco rozszerza się. Jedna wspaniale gotuje, inna świetnie robi na drutach. Kolejna – tak jak ja – nie wie zbyt dużo na temat wędkarstwa. Czuję się już lepiej, raźniej mi w towarzystwie. Zapominam, że nie takie były warunki wstępne… Na szczęście wędkarscy koledzy ukochanego okazali się sympatyczni. Z perspektywy czasu mogę napisać, że miło popatrzeć i posłuchać ludzi, którzy z łowienia ryb uczynili życiową pasję. Chociaż nie jest zawsze kolorowo. I tutaj korci mnie, aby zadać pytanie-zagadkę, od razu z odpowiedzią. Jaki jest dla kobiety szczyt frustracji? Kiedy nie możesz wyłowić łusek po skrobaniu okonia np. z zupy fasolowej…

A później jest już z górki. Daję namówić się na pierwszy wyjazd wędkarski. Na początku staram się stawiać warunki. Po pierwsze, muszą być tam inne kobiety, po drugie, wędkowanie to NIE JEDYNE, co mój ukochany będzie robił. Jak dotychczas udaje się te warunki zachować, chociaż z dużym marginesem. Głównie dlatego, że tych imprez było już dużo, a ja daję przekonać się do kolejnych. Sama już planuję nasz wolny czas, tak abyśmy mogli wziąć udział we wspólnych spotkaniach. Najpierw Wyspa Urodzinowa, a w konsekwencji nawet Konferencja Zimowa…

Dla tych z Was, sympatycznych żon i partnerek wędkarskich kolegów mojego męża, które nie dałyście namówić się na wspólne spotkania ułożyłam, zupełnie subiektywny, kalendarz żony wędkarza. Możemy go wypełniać w dowolnej konfiguracji, razem, osobno, wszak zakładamy, że i tak wiemy, gdzie są nasi faceci.


Styczeń – rozpoczęcie sezonu trociowego: pierwsze wolne dni na spotkania z koleżankami.
Luty – konferencja naukowo-nałogowa WCWI, czyli na ferie z dziećmi jedziesz sama.
Marzec – czas na pstrąga i jazia: dzień kobiet spędzasz z koleżankami.
Maj – rozpoczęcie sezonu szczupakowego: wolny majowy weekend spędzasz sama, bo twój facet łowi belony w Bałtyku.
Czerwiec – samotne noce, bo sandacz w pełni.
Lipiec-sierpień – urodziny WCWI, wakacje z wędką – znowu się męczysz.
Wrzesień – Pożegnanie lata: może weekend w SPA?
Październik – sandacz znowu górą, kolejne samotne noce.
Listopad – początek sezonu dorszowego, znowu możesz spotkać się z koleżankami, bo impreza co najmniej 2-dniowa.
Grudzień – łowienie podlodowe – znowu masz kilka dni wolnych.

Na zakończenie apel do Was miłe Panie – dajcie się czasami przekonać do wspólnego wędkarskiego wypadu. Przecież mężczyźni są prawdziwymi łowcami, lubią się pochwalić nie tylko przynętami i wędkarskimi wynikami.

Mając nadzieję, że mój debiut „pisarski” spodobał się chociaż jednej osobie, pozdrawiam wszystkich tych, których miałam przyjemność już poznać i tych, których spotkam podczas kolejnych, wspólnych wędkarskich wypadów mojego ukochanego mężulka - Macieja „Korsarza”.

Kasia *Korsarzowa*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Fajnie napisane
Gratulacje debiutu, zgadzam się w całej rozciągłości.
AGATA Hubertusowa
Korsarz, Ty szczęśliwcu jeden :grin :grin .
Moja żona prawie zawsze chciała ze mną jechać choć czasami ja nie chciałem, by jechała. Wiadomo dlaczego (%) :P . Mówiłem więc \"a po co tam pojedziesz, tam będą same chłopy, no wiesz\". Co?, same chłopy, to tym bardziej jadę :( :( .
No i wyczuj tu Kobietę. :) .
A debiut udany, gratulacje. I jakże dydaktyczny :) .
PKP
Pięknie, Kasiu, pięknie...
Nie byłbym sobą, gdybym nie pomarudził. \"Bellona\", to wydawnictwo, a Maciek łowi belony. A teraz, z pewną dozą niecierpliwości, czekam na siurpryzę Hiljota.
Piękny debiucik, Kasiu. No, na paru zlotach bywałaś, to i owo widziałaś, i z wdziękiem nie opisałaś. Na Twoje wsparcie zawsze liczyć można. Maciek, ten to ma dobrze :grin
Katka! Super debiut! Zawsze kiedy się spotykamy osobiście to wciąż Ci powtarzam, że masz złoty charakter, złote serce i wspaniałego męża! :grin
Kasia,nie martw się jak dłużej pogotujesz to się łuski w fasolowej rozpuszczą :grin
Powinnaś Maćka częściej na ryby wysyłać bo w rozpisce masz tylko 2 spotkania z koleżankami :roll.A na poważnie:moja pierwsza z żon była zdecydowanie przeciwna wędkowaniu i została byłą żoną 8) Obecna(którą znasz)nie widzi w tym nic złego a często sama chce jechać.Oczywiście że nie zabieram jej wiosną czy późną jesienią ale jak jest ciepło to czemu nie?
Nawet bez oporów dała się przekonać do wspólnego wyjazdu do Norwegii ale pewnie też dzięki temu że miała okazję poznać osoby z WCWI.I wyszło że przecież nie tylko na rybach się spotykamy chociaż i tak spotkania bez wędek są zdominowane tematami związanymi z wędkarstwem.
Ja też się zgadzam.Chociaż my już z tego kalendarza realizujemy.
Rafka Stefanowa
Kasieńko tak sobie myślę, że każda pasja stawia podobne wyzwania tak dla pasjonata jak i współmałżonka. W naszym wypadku padło na wędkarstwo i dzięki Bogu. Sam pozostaję pełen podziwu dla determinacji w towarzyszeniu Maćkowi, znoszeniu naszej kompanii, dla Twojej radości i uroku :)

Blanek
Fajnie napisane, w ciepłym, kobiecym tonie a i temat istotny. Gratulacje już za sam pomysł. :)
Jako starsza koleżanka mocno tematem zainteresowana ośmielę się wtrącić parę swoich refleksji. Co do diamentów...to żart, prawda? Współczuję babkom, których najlepszym przyjacielem są diamenty... a nie Ukochany.
Secundo...kobieta, która ma własną pasję rozumie i wspiera pasje innych.
Twierdzę, że hobby da się zawsze jakoś pogodzić. W moim przypadku jadąc na ryby wystarczy zabrać rower i aparat fotograficzny, pełnia szczęścia.
Kobieta \"męczennica\", która poświęca się dla partnera, nie będzie ani miłą żoną ani ciekawą Mamą. Jesteśmy różne, z różnym do życia podejściem, odmiennymi zainteresowaniami. Ale tylko wtedy, kiedy same jesteśmy szczęśliwe, spełnione, kiedy nasze zdanie się liczy... możemy stworzyć szczęśliwy dom.
Serdecznie pozdrawiam Autorkę i wszystkie wędkujące Panie. :)
Fajnie Kasiu, ale rok u Ciebie ma 10 miesięcy. Na te dwa brakujące też coś się znajdzie. :) :) :)
Glociu, niezupełnie - brakuje tylko kwietnia. W kwietniu jest inaczej. Co roku Maciej w kwietniu mówi, że koniec z wyjazdami na ryby i sprzedaje sprzęt ... już od pierwszego. :grin
Gratuluje debiutu Kasia :) Do zobaczyska gdzieś nad wodą ;) Pzdr dla Ciebie i Mężusia :grin
Mając takie majtki na korabiu
Korsarz sobie prawdziwy skarb zagrabił.
Teraz nawet my mu więcej nie po(d)skoczym,
kiedy majtki wpadną wszystkim w oczy.

Marianku! Chyba w pierwszym wersie użyłem nieprawidłowej formy gramatycznej. Powinno być: takich majtków. Nieprawdaż ?
Pozdrawiam majtka-załoganta. Debiut bardzo udany, bo z humorem. Kaper to ma jednak szczęście!
Dodam jeszcze jedno.Od 10 lat zamiast jeździć do obiecanej corocznie Chorwacji mam wyjazdy do Norwegii,jeżeli chcę jechać do Hiszpanii to tylko na sumy.Już wiem,że jeżeli uda nam się wyjazd na Teneryfę to tylko po to ,by Witek mógł marliny połowić.Taki los żony i dziecka jak chcą z mężem i ojcem spędzać wakacje.
A jeżeli chodzi o znajomości żon wędkarzy,to my z Kasią już jak jedna rodzina.Prawda matko zastępcza mojego dziecka
Dorota Rafka Stefanowa
Prawdaż, Hiljocie, prawdaż...
Ale ja już wiem, co Waść miał na myśli i użyta forma jest jak najbardziej adekwatna.
PS
Zapewne Mistrz całkiem kontent?
A może za mało zdjęć Autorki?
Do Doroty Stefanowej - wyciągnij Witka na zakupy do Nowego Jorku. Koleżanka Sandau opisała nawet taką wycieczkę (IV część Trylogii Wakacyjnej) :grin
Pewnie i do tego dojdziemy,ale to nie będzie się nazywało zakupy w Nowym Jorku tylko łososie na Alasce :)
Mniej więcej to miałem na myśli. Sandau na pewno pamięta z Nowego Jorku sklepy z biżuterią ... Meppsa, Daiwy i Shimano. :grin
Pewnie ja też tylko takie sklepy bym pamiętała :grin
Sandau takie sklepy zapamiętał na długo....
Piwoniusz tak się zapomniał w przebieraniu w \"biżuterii\", nie zauważył jak się towarzyszka w toalecie zatrzasnęła...Trochę to trwało, te amerykańskie wynalazki. Na szczęście usłyszał mnie jakiś uprzejmy amerykanin. Piwoniusz kupił pistolet i amerykanin zniknął... :grin
Kaśka.. Ty dopiero potrafisz nęcić :)) hrrrruuuum :)
Dobra, dobra my o rybach, a one o nowościach w przemyśle \"nalewkowym\" :):)
Nie tylko się spodobał debiut ale ilu z nas westchnie z zazdrości za Taką żoną. Nie walczy ta żona z chłopem, ,,abo ja, albo ryby\" a jeszcze mu umila życie na rybach. Kiedyś poznałem Was na Barce i bardzo miło wspominam i zazdrościłem. Moja żona pierwszy raz wysiedziała godzinę ze mną na pomoście po 30 latach.
Pozdrawiam i życzę dalej szczęścia, bo żadne brylanty są wam niepotrzebne

Podróżny
Krasicki Ignacy



Arab jeden, gdy go noc w podróży zapadła,

A był dwa dni wśród stepu bez wody, bez jadła,

Postrzegł worek na drodze; wziął, rozweselony,

A w blasku gwiazd chcąc wiedzieć, czym był napełniony,

Jęknął i rzekł niezmierną boleścią przejęty:

\"Jam rozumiał, że kasza, a to dyjamenty!\"
Wielkie dzięki za wszystkie komentarze i miłe przyjęcie mojego \"debiuciku\". Ponieważ prawdziwa cnota krytyki się nie boi przyjmuję i tę.
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na kolejnym wędkarskim spotkaniu.
Kasia Korsarzowa
Będę musiał poprosić Moją żonę o przeczytanie tego artykułu. Dzięki. POZDRAWIAM
Widać żona kol.Szprota roztropniejsza niż żona Lota.
Zdążyła z poprawą... :grin :grin
Niestety za żonę to admin robi :grin Tutaj wyszło szydło z worka, bo autorowi komentarza bardziej podoba się wersja \"naturalna\", a admin nie przewidział, że będzie strzał z kałacha :)
Ta Strona tak dobrze się \"trzyma\" dzięki talentom Admina. :) :) :)