Ostatnio jakby o nim trochę ucichło. A przecież do dziś dzieje się tam to samo od lat. Są niezliczone ławice ryb tuczących się na wszystkim, co wrzucane jest do warszawskich kibli i co niesie ze sobą kolektor, są „kufajkarze” stale przesiadujący tu od wiosny do jesieni, jest smród, jest ptactwo i kupa łachudrów, którym oddaje się Rzekę na okres chłodniejszych miesięcy...

Jest zima, choć aura jest dosyć łaskawa jak na tą porę roku. Lutowe popołudnie. Nad Rzekę przyszedłem z moim młodszym bratem. Zastaliśmy standard – smród zaczyna się w znacznej jeszcze odległości od wylotu kolektora - jak zwykle mnóstwo ptactwa, aż po horyzont biało od żerujących i wrzeszczących mew i masa gówna z całą resztą wyrzucaną przez cywilizowanych mieszkańców wielkiego miasta do kibli.


Jak widać bergiel to wspaniałe żerowisko nie tylko dla ryb

Dziś na burzowcu cisza. Stoi jeden facet. Z daleka widać było jak chowa coś za pazuchę. Ale to nie „zimowy” tutejszy „wędkarz”, tylko jak się później okazało, amator fotografii ptaków. Chował wysokiej klasy aparat fotograficzny.
- Panie, z takim sprzętem lepiej się tu nie pokazywać kiedy „łowi” tu więcej „wędkarzy”.


Warszawski kolektor ściekowy zimową porą

To samo popołudnie. Przecisnęliśmy się przez nadbrzeżne zarośla w górę Rzeki. Stary, nieczynny burzowiec przez który tylko nieznacznie sączy się jakaś „woda”. Na nim dwóch „zimowych wędkarzy”. Podeszliśmy cicho, tak że przez kilka dłuższych chwil nie zauważyli naszej obecności. „Łowią” szlachetnie – „na spinning”. Ich łupem padają leszcze całkiem spore… Jeden zorientował się w końcu że nie są sami, więc „wyholowaną” na naszych oczach rybę – zabił o beton i wrzucił do plastikowej torby. Po czym zmieszani kończą łowienie.
-Dzisiaj kiepsko. Jak widać. Tylko leszcze „biorą”.


„Leszczowa” zatoka pod berglem. 523 km biegu Wisły

Jak się później okazuje takich ryb wyjmują przez zimę dziesiątki, setki nawet. Stłoczone jedne przy drugich ryby nie mają szans trafione przez spinningistę dużą przynętą.
- Na szarpaka szkoda nerwów. Bo policja rzeczna motorówkami pływa. Sprzęt zabiorą. Po co? A tak to całkiem legalnie. Na spinning. Z daleka widać, że wędkarz, łowi jak się należy, to i nie podpływają, żeby sprawdzić czy kto kartę ma. Nie trzeba wielkimi kotwicami szarpać, taka guma wystarczy, żeby siadło co na wędkę.
- Leszczy tutaj dostatek, to nie zaszkodzi co by se kilka sztuk „złowić”.
Ot nowa technika legalnego kłusowania. Z wędką, nowoczesnymi przynętami i kamizelką wędkarską na grzbiecie… Każdej zimy padają sumy, sandacze, jazie, brzany nawet, i leszcze - mnóstwo leszczy, które stoją piętrami przy suto zastawionej stołówce wydalanej przez wielkie miasto.


W tej zatoce „łowi się” wszystkie wiślane gatunki ryb, często zaskakujących rozmiarów


Widok na stary burzowiec

W okolicach młocińskiego bergla już na stałe chyba wpisali się w krajobraz starsi ludzie przesiadujący tu i tylko tu od wiosny do jesieni. Z przystaweczką, w starej drelichowej kapocie z rowerem u boku. Przez innych nazywani często kufajkarzami. Często z jedną tylko wysłużoną wędką.
- Po co więcej? Jak dobry dzień się trafi to i jedna wystarczy.
To właśnie z nimi najlepiej pogadać. Przychodząc tu prawie codziennie, znają rzekę na wylot w tej okolicy. Można z nimi pogadać praktycznie o wszystkim. Włócząc się wiosną ze spinningiem wzdłuż brzegu zawsze napotykam ich co najmniej kilku w tej okolicy.

Początek klimatycznego lata. Na berglu tłoku wielkiego nie ma, ot kilka osób. Wielka woda nie pozwala jednak na podejście do szczytu kolektora, ba, do połowy nawet. Wszyscy więc stoją na początku betonowej budowli wychodzącej z brzegu w Rzekę. Jak zwykle każdy nastawiony sprzętowo na grubego zwierza. Przewija się też tutejszy spinningista z „sumowym” sprzętem. Po kilku chwilach przychodzi dwóch tutejszych kolesi. Przychodzą tu chyba codziennie. Nie na ryby, ani nie po ryby. Nie. Tak tylko – „wypić jakieś tanie wino, papierosa wysępić, pogadać trochę, na Rzekę się pogapić”. Ale o Rzece w tym miejscu wiedzą więcej niż niejeden wędkarski wyjadacz. Czasem trochę trzeba na nich uważać jak za dużo wypiją, bo do torby zaczynają zaglądać podczas pogawędki, czy czego ciekawego tam przypadkiem nie ma. Lepiej droższych sprzętów na wierzchu nie trzymać. Stają się też czasem trochę upierdliwi, ale pogadać z nimi można konkretnie. Wiedzą prawie wszystko, bo gadają praktycznie z każdym łowiącym. Robią wywiad, opowiadają, choć nie łowią, i popijają co i rusz swoje trunki, i patrzą na Rzekę…Wspominają ludzi, którzy tu ciągle przychodzą i tych, których już nie ma.
- Przed dużą wodą, jakiś tydzień temu sumki” brały”. Nic wielkiego takie po 4-5 kilo. Ale dużo ich było. Można było się „nałowić”. Teraz gdzieś się wyniosły. Bergiel to bergiel! – wszystko oczywiście jeszcze podczas okresu ochronnego.

Z nudów wymyślają sobie czasem głupie zabawy. Tak jak tę, że „młodszy stażem” kolega nie mógł napić się trunku zanim nie podejdzie do szczytu bergla. A rwało nieprzytomnie. Burzowiec zalany był bowiem do 3/4 swojej długości. Wszyscy łowiący z grozą patrzyli na owego śmiałka, że coś zaraz się wydarzy, że nie wróci.
- Doszedł do końca skubaniec!
- A co? Ja nie dojdę? - śmieje się śmiałek z końca bergla.
- Ale ciężko będzie wrócić!
Kilka razy zachwiało niebezpiecznie jegomościem w silnym nurcie przelewającej się przez kolektor wody. Jeszcze chwila i wszyscy obecni tutaj byliby świadkami tragedii. Z pomocą przyszedł łowiący nieopodal na łódce kolega. Podpłynął pod samego nieszczęśnika i zabrał go do swojej pychówki. Kiedyś się źle skończą takie zabawy. Znali się chyba, bo wołali do siebie po imieniu. Zresztą tu zna się każdy, kto często bywa pod berglem.
I dopiją po skończonej „zabawie” swoją kolejną „nalewkię” i rozbiją kolejną butelkę z impetem o beton:
- Tu i tak SYF...
I nikt na to nie zwróci najmniejszej nawet uwagi…

To miejsce ma swoją specyfikę, swój charakter. Jakże odmienny od innych miejscówek. Swoją specyfikę mają ludzie, którzy tu przesiadują. Wie o tym każdy, kto czasem tu zagląda. To miejsce może odstraszać i brzydzić tym, co się tu często dzieje, niejednego porządnego wędkarza, więc wielu z nich omija to miejsce szerokim łukiem.

A o Rzece można się tu dowiedzieć prawie wszystkiego... bo bergiel to bergiel, i tak już pewnie zostanie. No chyba, że niedługo pozostanie w cieniu nowo budowanego mostu w jego pobliżu.

tekst i zdjęcia: Rafał Kołodziej

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Jaj pisał kiedyś o berglu. Chyba to ten, nie wiem, mieszkam w Łodzi. Jako człowiek wolę Łódź, jako wędkarz, wolę resztę Polski :sigh
Smutna rzeczywistość.
Mi również natychmiast przypomniał się reportaż JAJ\'a. Styl jakby identyczny...
Coś jest w tym miejscu porażającego. Coś co odstrasza i przyciąga zarazem. Zna pewnie to odczucie każdy kto bywa czasem w tej okolicy
O berglu pisać inaczej się nie da. Styl narzuca się sam. To wszystko po prostu tak tam wygląda :cry
Poniżej link do filmu z bergla, zdjęcia niestety nie oddają w pełni \"uroków\" tego łowiska:

null

Swoją drogą ciekawe gdzie są ci wszyscy ekolodzy co to się łańcuchami przypinają przy różnych okazjach.
Na pewno. Słyszałem też, że ryby stamtąd wyłowione trafiają do bezpośredniej konsumpcji w gastronomii i to nie tylko domowej. Ciekawe, czy to prawda...
Dzidek, a Ty jesteś autorem tego filmu?
Film został nakręcony przez mojego kolegę. Ja organizowałem zaplecze logistyczne ;). Generalnie pomysł był wspólny. Wrażenia stamtąd wyniosłem \"bezcenne\" za pozostałe rzeczy zapłaciłem kartą mastercard.
Wojtek bergle mają większe miasta, nad większymi rzekami, ale na wschód od linii Odry... Im dalej tym \"ciekawsze bergle\". Niestety.

Dzidek fajny pomysł z tą NTW, troszę wartsztat trzeba wzbogacić, dorzucić więcej dialogów, ożywić, wydłużyć i reportaż będzie b. dobry. Ten znad bergla jest całkiem przyzwoity jak na początki takiej wprawki. Tak trzymać!
Chyba każde większe miasto, przez które przepływa większa rzeka, ma takiego swego bergla...... Nasza Wilia nie jest wyjątkiem niestety.......
Mieszkam od niedawna w Jabłonnie i tu też jest taki bergiel... Może mniejszy, ale też ładnie pachnie i amatorów rybiego białka nie brakuje.
Zamieszczone zdjęcia celowo nie oddają \"uroków\" tego miejsca.To trzeba poczuć i zobaczyć osobiście.Ten reportażyk miał poprostu przedstawić krótko \"magię\" tego miejsca i ludzi tam przebywających.Choć jeśli ktoś pragnie obejrzeć walory estetyczne tego miejsca to jestem gotów to niebawem przedstawić. Albo zapraszam bezpośrednio nad beriel ;)
Cytat:
Dzidek fajny pomysł z tą NTW, troszę wartsztat trzeba wzbogacić, dorzucić więcej dialogów, ożywić, wydłużyć i reportaż będzie b. dobry. Ten znad bergla jest całkiem przyzwoity jak na początki takiej wprawki. Tak trzymać!



W przygotowaniu są kolejne materiały, wzbogacone już o dialogi i wywiady m.in. z Karolem Zacharczykiem (o kłusownictwie nad rzekami pomorza) oraz relacja z odcinka specjalnego na Sanie w Lesku ( wędkowanie metodą muchową). Ja aktualnie ze względu na pracę nie bardzo mam czas uczestniczyć w projekcie NTW. Realizacja dobrego materiału to minimum 2 tygodnie nad wodą.
Dzidek, tylko wywiad rób, kiedy rozmówca trzeźwy będzie. Poza tym z tego, co wiem, on akurat o użytkownikach WCWI ma bardzo brzydkie zdanie. Krótko mówiąc, ten człowiek nie jest, przynajmniej dla mnie, żadnym autorytetem.
Współczuję SZAMBA a tym co odkupują ryby życzę smacznego.
Za tamą Jeziorska i jest takie miejsce ,kolega dzwoni i następny na jego miejsce przyjeżdża, nazywają to Nerki,nie ma zimy złej pogody,zawsze jest ludzi ful.
Do zobaczenia nad wodą Edmund
Edmund, Łodziaki znają tą miejscówkę. Tam dziennie wyjeżdża kilkaset kilo ryb z wody. Kiedyś się to skończy.