W każdym społeczeństwie istnieją podziały na struktury społeczne, integrujące na swój sposób ludzi, czy to pod względem zawodowym, materialnym, politycznym, sportowym, hobbystycznym, czy też wg wielu, wielu innych kategorii. Każda z takich wielkich struktur, których skład nie jest trwały i stale ulega wymianie i przemieszaniu, może swobodnie dzielić się na mniejsze społeczności, o zainteresowaniach zarówno pozytywnych, jak i zakłócających porządek społeczny, a nawet prawny. Jednak w tej właśnie płynności struktur grup nieformalnych znaleźć można szansę na resocjalizację młodzieży tzw. trudnej, czyli zagrożonej demoralizacją, niedostosowaniem czy wykluczeniem społecznym.

Dlaczego tak ważna jest resocjalizacja młodzieży - nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Najprostszy, choć nie najmniej istotny argument jest taki: to do nich należał będzie w przyszłości świat, to oni będą wypłacać nasze emerytury i zarządzać tym wszystkim, co my wypracowaliśmy przez całe swoje życie. I wcale nie brzmi to górnolotnie czy patetycznie. Taka jest rzeczywistość. Niektórzy mogą zadać pytanie: a po jakie licho ta resocjalizacja? Czy dzisiejsza młodzież jest taka zła? Toż już starożytni Rzymianie narzekali na swoją młodzież i upatrywali w niej przyczynę końca świata, a jak widać, świat trwa dalej. Trwa, faktycznie. Tyle, że przez ostatnie dwie dekady bardzo zmienił się system wartości. Może nie nasz, bo my pielęgnujemy w sobie w mniejszym czy większym stopniu to, co zaszczepili w nas rodzice, ale system wartości młodych ludzi, wychowanych na ideologii żywcem z amerykańskiego kina, gdzie rację ma silniejszy, cwańszy, bogatszy. A jak nie bogatszy, to mający w garści giwerę, nóż albo po prostu większe muskuły. Wiedza, rozum, wiara w uczciwość, dobroć, schodzą na dalszy plan. Chamstwo i agresja stają się wizytówką młodzieży, zwłaszcza wielkomiejskiej.

Nie ma sensu obarczać tu winą domu, szkoły, środowiska. Nie ma sensu, bo w tym sporze istotą stało się poszukiwanie winnego, a nie szukanie dróg zaradczych. I nie mówcie, że generalizujemy temat. Oczywiście, jest jeszcze młodzież "normalna", ucząca się, zachowująca "pion moralny". Ale jest jej coraz mniej. Zwłaszcza na poziomie gimnazjów obserwujemy niepokojące zjawisko: idolami stają się nie ci dobrzy, ale ci "źli". To oni są adorowani przez rówieśników płci obojga, oni wyznaczają wzorce i określają, kto jest "swojak" a kto "leszcz", frajer... A młody człowiek ma silne poczucie przynależności: musi się utożsamić z kimś, z jakąś grupą, bo w tym tkwi jego siła i poczucie bezpieczeństwa. To widać w każdej sytuacji: młodzi ludzie inaczej zachowują się, gdy są sami, w domu z rodziną, a zupełnie inaczej w grupie rówieśników. Także wasze dzieci. Takie jest prawo grupy.

Zapytacie: a co to, nie mają innej możliwości jak robienie burd na ulicach czy stadionach, jak picie po kątach czy jawnie, jak ćpanie, słuchanie hałaśliwej, idiotycznej "łupanki"? Gdzie kółka zainteresowań, harcerstwo...?

Otóż to: kółka zainteresowań ograniczone są dziś w większości do kółek przedmiotowych i stanowią margines życia szkoły, bo nie ma na nie zazwyczaj pieniędzy w budżecie. A jak są to idą na nie ci uczniowie, których interesuje zdobycie wiedzy, wykształcenie. Te "dobre dzieci", otoczone miłością w domu, zazwyczaj ze względnie dobrym zapleczem materialnym, dzieci, którym ma kto wpoić dobre wzorce i czuwać nad tym by je w życiu realizowały. A ci "niegrzeczni" mają szkoły po dziurki w nosie. Tam przecież zawsze są "źli", potępieni, gorsi. Bywa, że nie lepiej jest w domu, gdzie bezrobocie często wita się z alkoholem, przemocą, biedą. Ucieczką staje się ulica, brama, podwórko, blokowisko. Tam czują się silni w grupie takich samych jak oni, tam mogą utrzeć nosa tym lepszym. Dezintegracja rodzin, malejąca rola matek w związku z pracą zawodową , wychowanie na ulicy, to także pożywka dla patologii. Nic dziwnego, że powstają gangi uliczne i dzielnicowe, zastępujące tradycyjne "paczki przyjaciół". Nawet to, co dawniej jednoczyło - pasja wokół sportu - dziś dzieli. Dezintegracja kibiców, podział na kibiców i "kiboli", wywołują dziś prawdziwe wojny śmiercionośne ustawki, solówki. Niestety, odnotowujemy również coraz aktywniejszy udział młodzieży żeńskiej w patologiach społecznych.

Co możemy zatem zrobić? Straszyć policją, sądem rodzinnym, poprawczakiem? To po najmniejszej linii oporu. Zamiast tego stwórzmy im grupę alternatywną, z którą będą się mogli utożsamiać. Podzielmy się z nimi naszą pasją i naszą miłością: wędkarstwem.

JAK?
Przede wszystkim odchodząc od tradycyjnych metod działania "młodzieżówki" PZW. Tu nie ma co czekać, aż młodzież przyjdzie do któregoś kółka i "się zapisze". Nie przyjdzie! A jeśli przyjdzie, to nie taka. Przyjdzie syn, którego ojciec wędkuje, wnuk, zarażony przez dziadka. Ale nie oni. Nie ci, którym chcemy pomóc, wyciągnąć ich z bramy, rynsztoka, ulicy. Nie przyjdą, bo dla nich jesteśmy obcym, nieosiągalnym światem. Bardziej obcym, niż film S-F. Nie wiedzą może nawet, że jesteśmy, nie wiedzą, że MOGĄ do nas przyjść. Nie mają sprzętu, nie mają kasy. A jak mają, zużyją na coś innego, nie wiedząc, że mogą przeznaczyć ją na wędkowanie. To MY musimy wyjść do nich!

ŚCIEŻKA
Jeśli poważnie myśli się o wędkarstwie jako terapii wychowawczej trzeba dotrzeć do szkół, poszukać wśród nauczycieli pasjonatów wędkarstwa albo po prostu moczykijów. I zacząć od nich. Porozmawiać, zachęcić, pokazać szanse dla dzieci i... dla nauczycieli, którzy na ścieżkach awansu zawodowego szukają różnych możliwości "wykazania się". Jeżeli zyskamy sojusznika w radzie pedagogicznej i akceptację dyrekcji szkoły - możemy postarać się o pierwsze działanie.

Nie zaczynajmy od spotkania informacyjnego. Nie zaczynajmy od nauki wiązania haczyków i robienia zestawów. To najlepszy krok do zniechęcenia. Tak zresztą widzi prace z młodzieżą wielu weteranów PZW. I dlatego taka praca skazana jest na niepowodzenie. Dlatego tak mało młodych wędkarzy jest nad wodą. Pamiętajcie, że młodych ludzi trzeba zachęcić, "kupić" dla wędkarstwa, żeby połknęli bakcyla. A tego nie zrobicie każąc wkuwać RAPR czy nękając poprawnymi węzłami. Na wszystko przyjdzie czas. Przypomnijcie sobie swoje początki: kiedy staliście się ofiarami tego wspaniałego nałogu? Kiedy na brzegu wylądowała pierwsza samodzielnie wyholowana ryba. Nie ważne, że była to płotka "dla kota". Była WASZA! I to jest jedyna droga. Mało tego, młodzi ludzie uwielbiają rywalizację: zorganizujcie zawody.

   

Zawody podczas wędkarskiego obozu Szkolnego Koła Młodych Wędkarzy

Wiem, że to wymaga zachodu, dogadania się z gospodarzem łowiska, może nawet z własną, okręgową czy kołową "władzą do spraw młodzieży". A może po prostu wsparcia paru kolegów-wędkarzy? Zorganizujcie prawdziwe zawody, z dyplomami i pucharem, medalami czy nawet narodami - wędkami z supermarketu. To nie kosztuje wiele. A inwestycja zwróci się, jeśli nie materialnie, to moralnie na pewno. Na początek zróbcie losowanie stanowisk i wyznaczcie każdemu chętnemu "sędziego stanowiskowego", albo asystenta na stanowisku, asystenta, który pomoże zmontować zestaw, cierpliwie tłumacząc "po kumplowsku" co, jak i dlaczego. Potem spokojnie będzie instruował dalsze działania, ale podpowiadając z boku i zawsze wyjaśniając, dlaczego tak a nie inaczej. Wiem, trzeba zebrać ludzi i sprzęt. Ale w każdej szafie mamy jakieś zapasy, które na taką okazję można przewietrzyć. Łowisko też wybierzcie dostępne i łatwe, przynajmniej z drobnicą w dużej ilości. Nikt tu nie czeka na okazy, tylko na te "kocie płotki". A skoro złapią bakcyla - zaproponujcie następny wyjazd, następne spotkanie. Pokazujcie zdjęcia, może filmy. Zaproście na fora internetowe dla wędkarzy. I dopiero wtedy uczcie tego, co sami wiecie. Uczcie czytać wodę i rozróżniać ryby, opowiadajcie o ich życiu i zwyczajach. A potem, potem pomyślcie o organizacji letniego obozu, choćby na kilka dni. Obóz powinien się zakończyć egzaminem na kartę wędkarską i pasowaniem na wędkarza. Wiem, że nie jest to łatwe, ale tylko taką drogą powstaną koła wędkarskie w szkołach czy przy szkołach. A stamtąd już tylko krok do ożywienia, odmłodzenia Kół PZW.

Form działań w Szkolnych Kołach Młodych Wędkarzy jest wiele. Trzeba tylko przestać się trzymać utartych, związkowych schematów, zaśniedziałych i nieprzystających do współczesnych oczekiwań młodzieży. Kiedyś szczytem było posiadanie walkmana, dziś już mało kto pamięta, co to był za sprzęt, MP3 zastąpione są MP4, a dyskietki kilkugigowymi pendrivami. Jeśli my będziemy działać metodami z czasów króla Ćwieczka, nie liczmy na skuteczność naszych działań. Zapytacie: skąd wziąć sprzęt? Poszukajcie sponsorów. Ciągle jeszcze są ludzie mądrzy i życzliwi, gotowi się podzielić tym, co mają. Są także producenci, którzy przekażą szkole trochę rzeczy niepełnowartościowych dla wyczynowców czy wymagających, doświadczonych wędkarzy, ale doskonałych dla początkujących moczykijów.

Jeśli szkolne koło ruszy - zadbajcie, by miało swoją obrzędowość, rytuał. To ważne, zwłaszcza dla młodzieży 13-15 letniej, która z natury kocha tajemniczość i lubi mieć poczucie przynależności do "wybrańców". Zaproponujcie prowadzenie kroniki koła, może stronki internetowej albo linku do strony szkoły? Może warto by zrobić wystawę fotograficzną po kolejnych wyprawach? Nie tylko ryb, ale przyrody, szczęśliwych twarzy, okolicy? Może wywiesić tabelę rekordów, zorganizować biblioteczkę tematyczną?

Darek Żbikowski z Rybiego Oka podczas uroczystej inauguracji pracy koła

I jeszcze jedno, może najważniejsze: pokażcie, że nie należy się wstydzić pozytywnych uczuć, dobrych emocji, że Wy nie wstydzicie się kochać, podziwiać i szanować przyrodę i swoją pasję. Że to nie jest słabość człowieka, tylko jego siła, wolność. Że nie okazują tej miłości tylko ci, którzy boją się. Boją się innych, boją się głupoty ludzkiej. Wiem, że to jest najtrudniejsza część zadania. Ale dopiero ta nauka okazywania emocji otworzy nam drogę do pełnej resocjalizacji. Nie wystarczy zgarnąć ich z ulicy. Trzeba pokazać im inny świat. I pokazać, że w tym świecie jest miejsce także dla nich. Że szanować trzeba życie nie tylko własne i drugiego człowieka, ale i ryby, ptaka, owada, rośliny. Musicie także być świadomi tego, że dla wielu z nich nasz sposób myślenia będzie niezrozumiały, że bliższa im będzie mentalność kłusola i mięsiarza, bo to droga krótsza i łatwiejsza. Nie zniechęcajcie się. Spotkania powinny być regularne, ale nie za częste, żeby nie poczuli się "przymuszeni" i żeby sami na nie czekali. Najlepiej co 2 tygodnie zimą i co tydzień od wiosny do jesieni.

"Pasowanie na wędkarza"

Może pomogą Wam w tym instruktorzy młodzieżowi? Poszukajcie ich w okręgu. Często sami pozbawieni inicjatywy snują się "bezrobotni", bo nie ma z kim pracować, bo mają kilku "zawodników" i nic więcej do roboty? Może zabrzmi to dziwnie, ale prędzej zrobicie to we dwu-trzech kolegów "po kiju", niż w strukturach formalnych. Nie wierzę w możliwość rozwoju wędkarstwa młodzieżowego pod skrzydłami aktualnego PZW. Za mało tam zapaleńców z otwartymi głowami, za dużo "skostniałych działaczy", myślących starymi schematami. Za mało środków przeznaczanych z głową na cele młodzieży. Nie wystarczą ogólnopolskie zawody wędkarsko-ekologiczne raz do roku w Warszawie, choć chwała, że są! Co z tego, że hasło "Edukacja ekologiczna i wędkarska dzieci i młodzieży" jest piękne, jeśli może stać się tylko martwą literka, albo jeszcze jedną szkolną ścieżką edukacyjną? Tu jest potrzebna pozytywistyczna praca u podstaw, a nie na wysokim szczeblu. Tam wystarczy tylko mądre zarządzanie.

Sławek Barwicki, niezłomny wojownik o rzekę Ner, jedyną w Europie dziką rzekę w obrębie aglomeracji miejskiej. Koło żywo z nim współpracowało

Na reformę możemy jednak czekać do "Świętego Nigdy". Lepiej wziąć sprawy w swoje ręce, pomóc dzieciom znaleźć własną drogę do naszego świata. A jeśli przy okazji uda nam się wyprowadzić z zagrożenia patologią kilku młodych ludzi - to zysk z naszego działania jest nie do przecenienia.

Koleżanki i Koledzy!
Nie mówcie mi, że to jest niemożliwe. Piszę o rzeczach, które sama "przepracowałam". Stworzyłam od podstaw Szkolne Koło Młodych Wędkarzy. Działało ponad dwa lata. I pewnie działa dalej, choć już beze mnie. Teraz będę zakładać następne, w innej szkole. Zgromadziłam sprzęt dzięki WCWI i Rybiemu Oku - dwom wspaniałym, wędkarskim forom. Wspaniałym, bo gromadzącym wspaniałych, życzliwych i otwartych ludzi. Pomógł nam nawet Andrzej Podeszwa, podsyłając nowy sprzęt. Pomogli inni łódzcy wędkarze: Stefan z koła przy Politechnice Łódzkiej i Kostek z ZO PZW, Michał Sopiński i jego koledzy - muszkarze, nauczyciele: Tomek Cienkus, Michał Wiatrowski. Pojechaliśmy na wspaniały obóz nad jezioro w Mogilnie. Wsparło nas i tamtejsze koło PZW, udostępniając łowiska. Jeśli się chce, to można. Pisały o nas gazety, lokalne i ogólnopolskie, zachwycały się taką metoda pracy i... cisza. Zachęcam Was zatem: zacznijmy działać! Zima to dobry czas na zgromadzenie wszystkiego, żeby wiosną ruszyć. Kiedy puszczą lody i zapachnie ziemia, kiedy wyjrzy nieśmiała pierwsza trawa nad brzegami - ruszmy z dzieciakami nad wodę. Na pierwsze, wiosenne karasie. Kto wie, ilu z nich stojąc nad wodą z najprostszą, starą wędką w rękach nie pójdzie na piwo, nie ukradnie, nie obrzuci nikogo obelgami... Wyciągnijcie do nich rękę. Rękę z wędką. Niech to będzie nasz dobry połów...

Ewa Ćwikła *Stynka*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

No,nareszcie coś pożyteczniejszego na portalu, a nie tylko piep......, o (-M-) ! Brawo EWA!
Jasne, popieram Ewo :)
Gdybym nie był ostatnio po.... (dajmy na to - uszy) wdepnięty w dart, to też bym nad czymś takim pomyślał w aspekcie swej szkoły...... :grin
No muszę przyznać, Ewo, że \"masz jaja\" :grin ja to mam już za sobą. Nigdy nie byłem pedagogiem, ani nie miałem do tego pasji. Ale miałem wizję, może nie pracy z trudną młodzieżą ale ogólnie z młodzieżą na polu wędkarskim. Pierwsze próby mnie tak zniechęciły, że na kilka lat dałem spokój. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo źle to wspominam. Następne próby podjąłem z moim synem i zrobiliśmy sponsorowane zawody dla dzieci przez trzy kolejne lata 2006-8. Było to związane z naszą pro ekologiczną działalnością i obejmowało oprócz zawodów konkursy na wiedzę o ekologii. Zawsze po zawodach na fetę i do zdjęć jak szczury zjawiali się wszelkiej maści nieproszeni samorządowcy by dupę wlulić na zdjęcie do miejscowego i wojewódzkiego go piśmidła. Zawsze się zastanawiałem skąd te ścierwojady się zjawiały. Zrezygnowałem, nie będę tym ..... robił darmowej reklamy. Na trzy ch... w bok od samorządowców. No i tak upadła moja pasja. Trzeci raz już nie spróbuję, tym bardziej, że zrezygnowałem ze wszystkich funkcji społecznych w PZW. Może teraz będę miał więcej czasu na swoje trzy hobby :grin
Skarbniku, nie chcesz sam, pomóż innym! Ja będę rozkręcała wiosną koło w mojej nowej szkole, gdzie pracuję jako \"emeryt\". To, co zebrałam, w poprzedniej- służy dzisiaj młodzieży OHP. Służy dobrze. A że mnie tam nie ma? Jest jeszcze tyle miejsc...:) Tyle sztuk \"niezagospodarowanych\". Teraz pracuję w \"samochodówce\". Same chłopaki, glisty sie nie boją, podglądają nasze fora i nabierają chęci. Przez zimę będę gromadzić sprzęt i \"galanterie\" a wiosną ruszę. Może sie dołączysz? Może ktoś jeszcze? Raz już mnie wspieraliście i jak widać- nie zmarnowałam tego wsparcia. :)
Ewa, sprzętu Ci u nas dostatek, wyposażysz nie jedną samochodówkę... żeby nam tylko potem dobrze samochody reperowali :) Na poważnie, będziemy o tym mówić na forach i na KKN. Ważniejsi w tym są jednak ludzie, a tych nie ma tylu jak kołowrotków w naszych szafach... niestety.
Piszesz Ewo, że będziesz rozkręcała koło. Czy to w pełnym tego słowa znaczeniu według statutu PZW, czy jak kółko zainteresowań przy szkole. Bo jeśli według statutu przy powołaniu zarządu koła, to współczuję, ale jestem pełen podziwu, bo sam byłem w zarządzie 25 lat i wiem, że same chęci nie wystarczą bez znajomości tematu przynajmniej połowy członków to jest 30 osób. Wiem, że na pewno przy Twoich zdolnościach organizacyjnych \"obstaniesz\" za cały zarząd, ale....życzę szczerze sukcesu nie tylko na początku ale też w trakcie i.....na końcu :grin
Skarbniczku, ja już raz to przerabiałam. Trzeba znaleźć jakieś normalniejsze koło, podwiesić sie jako \"młodzieżówka\" i robić swoje na zasadzie autonomii. Tylko trzeba sobie napisać statut SKMW a z kołem zawrzeć umowę barterową. Przepisy sa generalnie do du....żej zmiany, ale jak sie chce, to obejść można. Mnie poprzednio pomogło koło Politechniki, myślę że i teraz mi nie odmówią. A jeśli- to powstanie koło przy szkole, opłacimy składki i tyle. JA mam uprawnienia instruktorskie, egzamin zdałam. Nie ma co mnożyć problemów, bo się nigdy nie ruszy. Do roboty a problemy rozwiązywać z marszu. Pomożesz? Popatrz na te zdjęcia, na te dzieciaki. Na koniec obozu dostali nagrody: spodniobuty, kurtki, torby, wędki, \"galanterię wędkarską wszelkiej maści\", siatki, podbieraki.... Nie kupiłam tego - dali sponsorzy. Mieliśmy robaki, zanęty - tez od sponsorów. Trzeba troszkę popisać, połazić..... I widzisz- dało sie. Bez działaczy...Zrobiłam raz- zrobię i drugi, jeśli mi pomożecie.... :) :grin
Ważne, by mieć cel w życiu, do reszty się dojdzie. Na pewno są tu ludzie, którzy wiele rzeczy Ci wyjaśnią i naprowadzą na właściwe tory ;)
A ja mam pytanie? Czy ten kierunek działalności Ewy wymaga \"naprowadzania na właściwe tory\"? Co widzisz niewłaściwego?
Nic nie widzę niewłaściwego, tylko same uprawnienia istruktorskie nie zastąpią zarządu koła i całego z tym związanego.. no nie, nie będę się rozpisywał bo już raz miałem napisane, że widocznie jestem nieudolny skoro po tylu latach rozwiązałem koło i wziąłem się w końcu za wędkarstwo amatorskie a nie działaczowskie. Zostałem wtedy nazwany szczurzym cwaniakiem, ponieważ uciekam z tonącego okrętu. A uciekam, mam prawo :grin
Skarbniczku, a ja chce ominąć ten bajzel organizacyjny! Od 30 lat jestem w PZW i nigdy nie miało dla mnie znaczenia, kto i z kim się w kole koleguje. Trzeba było coś zrobić- to robiłam, a resztę- no cóż, ja i działacze mówimy różnymi językami, więc nie widzę sensu rozmowy dziada z obrazem.... Płacę składki ale wędkuję sobie samopas, na imprezy koła nie jeżdżę, mam się z kim napić sznapsa, jak mam ochotę, nie muszę w tym celu jechać na \"wycieczkę\" za związkową kasę!. Moje koło też będzie płacić składki, bo tego nie przeskoczymy a wędkować będziemy sobie, bez działaczy, w zgodzie z RAPR i sumieniem. Przynajmniej nikt nam tego nie spieprzy ( sorry za szczerość!) Czekam natomiast z utęsknieniem na reformę PZW i wymianę w ZG na takich, co myślą. Ale sadząc po ostatnich wyborach, to chyba jak wymrze śmiercią naturalną pokolenie \"związkowych kombatantów\". Na Twardej dalej twardo. I przywiązanie do stołków jest ważniejsze niż jakiekolwiek idee. Więc ja to mam gdzieś i robie to, co uważam za słuszne i potrzebne. Możesz pomóc- to pomóż. Nie będzie u mnie zarządu koła dlatego, żeby działacze wozili tyłki na kolejne wyprawy. I nie było czegoś takiego poprzednio. I MOŻNA to zrobić. Sorry, poniosło mnie, ale się wkurzyłam. Mnie nie jest do szczęścia potrzebny stołek prezesa koła. Mam inny system wartości.Może durny, ale w nim najważniejsze są dzieci.
Nie pomogę organizacyjnie, ale znajdę trochę galanterii, jak to ładnie nazwałaś. Ludzi z zapałem takim, jak Twój, trzeba nosić na rękach. Stwórz kolejne koło dla młodych i jeszcze jedno, i jeszcze jedno, pójdziesz żywcem do nieba. Gdyby ludzi takich jak Ty było choć 20% w PZW, to byłby to inny związek.
Powodzenia.
To ja się już pogubiłem. Będzie koło bez zarządu ale według RAPR i statutu. Komu będą płacone składki jak nie pośrednio do ZG generałowi? Jak nie będziesz preziem to nic nie zdziałasz dla swojej idei na tej szachownicy. Nie kumam ale jestem już stary nie jak Ty sikoreczko.:grin Ale też robię to co uważam za słuszne jak zawsze, ale teraz mam inne wartości w perspektywie, bardziej bliskie sercu :grin W przeciwieństwie do innych nie życzę Ci pójścia żywcem do nieba bo tam nudno jak cholera, nie ma z kim walczyć :grin
Skarbniku. Byłeś w niebie? Skąd wiesz, że nie ma z kim walczyć? Ja wierzę, że każdy ma takie niebo, jakie sobie wymarzył, a to nie wyklucza niczego.
To ja jednak wolę niebo takie abym nie miał tam JK nawet kosztem wędkowania :grin i abym nie musiał tam chodzić goły :grin
A pisałem, że wymarzone. Masochista Waść, czy brak marzeń?
Większość marzeń TU mi się spełniła, to co wymagać w Niewiadomym :grin
Nie rozumiesz, czy nie chcesz, Skarbniczku? Składki wpłacimy przy dowolnym kole albo po prostu opłacimy w jakimś sklepie wędkarskim, gdzie się wykupuje znaczki. Do tego koło mi nie jest potrzebne. Uczestnictwo w zebraniach nie jest przymusowe więc nie musimy sie tam wszyscy pętać. starczy ewentualnie delegat. My \"działaczy\" nie potrzebujemy a wtrącać się nie pozwolimy. Sponsorów znajdę, nawet, jeśli ZO mi nie pomoże. Jest jeszcze trochę dobrych, normalnych wędkarzy. Takich bezinteresownych zakręconych pozytywnie, co widzą świat trochę szerzej. I Możemy sobie być Szkolnym Kołem wędkarskim czy Towarzystwem Wędkarskim Wzajemnej Adoracji - to już nasza broszka i nasza prywata. A jak coś pozytywnego będzie się dziać- to i tak działacze znajdą do nas drogę coby się podwiesić. Ale ... to nie oni będą nam dyktować warunki.
Tera wszystko rozumiem. Potrzebne Ci Koło lub sklep by zapłacić za możliwość wędkowania na wodach zaanektowanych przez PZW, ale nic poza tym. Brawo, tak trzymać. To jest normalny protest przeciwko geriatrykom rządzącym dożywotnio w PZW. Już dawno mówiłem, że działacze są niepotrzebni bo w kołach(istotnie wybierani przez członków) działają na szkodę wędkarstwa, dyrektorzy ZO na to zezwalają, więc też działają na szkodę, a na to wszystko spokojnie patrzy ZG pod ciepłą kołderką.
Co innego działaczki :grin , pewnie gdybym takie spotkał na swojej drodze, moje życie inaczej by się potoczyło, oczywiście życie wędkarskie ;)
Ale nic to, ważny jest cel do którego dążysz uparcie, trochę slalomem, ale innej drogi a szczególnie tańszej nie ma.
Nie jestem działaczką! Nie mam takich chorych ambicji. Po prostu uważam, że jest coś do zrobienia i staram się to zrobić. Przypisujesz mi pokrętne drogi.Może i tak, ale w obecnych strukturach nie widzę innej możliwości. I powiem Ci, bo zaczyna mnie już męczyć ta \"debata\", że łatwiej jest szukać dziury w całym niż wziąć się za robotę. Krytykowanie jest proste. A krytykanctwo jeszcze prostsze. Najprościej jest zaś wyszukiwać powody, dla których czegoś nie można albo dla których ktoś coś robi nie tak i można go stosownie pouczyć, co i jak powinien. Przyznam, że trochę żałuję, że dałam sie namówić Hilaremu na ten artykuł. Liczyłam, że temat Kolegów zainteresuje. Krytykujecie wszyscy stan obecny ale jak jest możliwość przegadania czegoś, co można zrobić realnie, to ile osób jest zainteresowanych? Skarbnik, bo ma temat do bicia piany i swoich ukochanych sporów, Cif, który popiera i .... popiera, Kliwo, który pewnie by i zrobił coś u siebie, gdyby nie to, że robi coś innego,TJ, który deklaruje, że ma w szafie? Jeden Bartek wykazał wolę konkretnego działania. I tak jak zwykle u nas : dać wędkę , to nikt sie nie kwapi do łapania, najlepiej, żeby same się zapięły i może jeszcze załadowały do siatki. W sumie.... szkoda prądu na puste gadanie, jakim jest mój dialog ze Skarbnikiem, choć go lubię. Możemy sobie pogadać o du..Maryni albo o Propilkkach... Jeśli ktoś ma ochotę jakoś pomóc, to podaje adres szkoły:
Szkoły Zakładu Doskonalenia Zawodowego
Łódź, ul. Łąkowa 4
Koniecznie z z dopiskiem: dla koła wędkarskiego, albo na moje nazwisko. I tyle.Kod i telefon do szkoły można znaleźć, mamy stronę internetową, ja nie pamiętam w tej chwili. Telefon do mnie użytkownicy znajdą w naszej wizytówce. I tyle w tym temacie.
I dobrze, Ewo, zakończyłas tę bezowocną dyskusję, która przebiegała dokładnie tak, jak się spodziewałem, chociaż miałem jednak nikłą nadzieję na jej inny przebieg. Portal schodzi na psy! Czas trąbić do odwrotu!
Chyba jednak aura źle wpływa na Twoje samopoczucie Ewo, skoro w moim poparciu doszukujesz się krytykanctwa, a w żartach jakieś \"pokrętne drogi\". Każdy widzi to co chce zobaczyć, szczególnie w taką pluchę. Postaram się nie dawać więcej \"pokrętnych\" komentarzy. Zdrowia życzę.
Amen.
Hilary, to nie portal schodzi na psy, to po prostu ludzie interesują się czymś innym. Nie ma sie co denerwować. Ludzie są, jacy są. Nie będę nikomu niczego narzucać. Nie interesuje ich ten temat- trudno. Zawsze można pisać śmieszne wierszyki \"ku odprężeniu\" i jakieś opowiadania. Bo o technicznych rzeczach piszą mądrzejsi ode mnie. :)
Skarbniczku, ja Cię lubię, więc znowu nie szukaj dziury w całym. Lubisz adrenalinę sporów, jak często piszesz, więc skąd ta uraza majestatu? To Ty napisałeś, że działam slalomem ( a to prosta ścieżka nie jest, o ile sie znam na tym sporcie?).Z poparciem też jakoś mocno nie było, ale może rzeczywiście to plucha i moja \"ślepota\", co nie doczytam, to widać zmyślę. Choć mam nowe bryle :). A za świątobliwe zakończenie dziękuje :). Co do reszty- każdy ma subiektywne odczucia, Ty też. Nikt nie jest od tego wolny, taka nasza ludzka natura. Dixi. I myślę, że na tym koniec.
:) Bardzo bym chciał dołączyć do kogoś takiego, jak Ty Ewo na „swoim” terenie.W obecnych czasach nie ma już chyba innej młodzieży i dzieci - są wyłącznie \"trudne\", co po swoich widzę. Poświęciłem pracy z dzieciakami poza szkołą wiele lat swojej młodości, szkoliłem też przed laty pierwszych instruktorów wędkarstwa młodzieżowego (nazwa trochę głupia, bo wędkarstwo to wędkarstwo – choć istnieje z całą pewnością wędkarstwo geriatryczne ). Nie jestem w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za podobne działania z przyczyn czasowych (z wędką można mnie zobaczyć kilka razy w roku), ale nie odmówiłbym pomocy nikomu na godzinę, dwie w miesiącu. Ewo z własnego doświadczenia wiem, że to nie wędkarstwo jest prawdziwym magnesem dla dzieciaków, ale możliwość przebywania w grupie w kontakcie z dziwnym dorosłym, który nie nudzi, nie czepia się i sam chce z nimi być. Szkółki wędkarskie w kołach mojego okręgu ukierunkowane są na wyczyn i wyniki ich działania to zajmowane miejsca w zawodach. Są tradycyjnie „elitarne” i niewielu zatrzymują na dłużej. Zarażają zwykle zarażonych „genetycznie”.Odstraszają zwykle nowych i ich rodziców kosztami przyszłych etapów \"wciągania się\", podobnie jak wiele dyscyplin sportów technicznych. Cieszę się mimo to, że chociaż takie są - chociaż jestem daleki od cieszenia się z rekrutacji nowych szeregów wyczynowców wędkarskich. Powodzenia i … jeśli trafisz gdzieś z „młodzieżą” nad środkową Pilicę – daj znać, dotrę i może będę w czymś pomocny. :)
Dzięki Axel, jak tylko będzie szansa na taki wyjazd- dam Ci znać. Pozdrawiam serdecznie.
Swietna inicjatywa. Może by tak u nas? Niestety małżonka moja - uczycielica - już na emeryturze, a dotrzeć do umysłów tych pedagogów, którzy tam są, jest bardzo trudno. Może tak (jako dyr) podpowiesz jakich argumentów użyć aby zmusić ich do nieprzeszkadzania...chociaż. Problem polega na tym, że za wszelką cenę chcą mieć spokój i takie podejście było nie raz sprawdzone.
Jasiu, niestety, ciągle jeszcze są w tym zawodzie ludzie, których nie powinno być! Nauczyciel to nie tylko profesja, to także powołanie: tak, jak powinno to być w przypadku księdza i lekarza. Inaczej to tylko bezduszny rzemiocha.Stary- wygodny, żeby sie tylko nie wychylić, bo zagonią do roboty, młody- w wyścigu szczurów o awans.... Psieje nam ten zawód coraz bardziej. Ale może znajdziecie jeszcze jakiegoś belfra z krwi i kości, co to będzie mu sie chciało? Ja już też na emeryturze, mam tylko kilka godzin... Na szczęście znalazłam w mojej radzie dwu takich samych wariatów (ale młodych!), którzy ze mną to pociągnęli.Dawno siedzi mi w głowie zamysł opracowania ogólnopolskiego programu resocjalizacyjnego dla młodzieży, właśnie przez wędkarstwo. Tyle, że to by wymagało zaangażowania ZG PZW, żeby zawrzeć jakieś oficjalne porozumienie z MEN.... Może byśmy razem nad tym popracowali?
Ewo! Jeśli wydanie przygotowanych kompletnie do druku \"Naszych ryb\" Rozwadowskiego zajęło ZG PZW ponad rok (tylko podpisanie odpowiednich umów z wydawcą), to Twój pomysł, nawet gdyby uzyskał aprobatę, zrealizowali by za 5 lat!
Przypadkowo natrafiłem na ten tekst i bardzo się ucieszyłem, że będzie z kim konsultować \"bliźniaczy\" pomysł. Co prawda ruszamy z tematem na (ciepłą - Maj) wiosnę, ale piszę się na konsultacje. Pozdrawiam
Tomek