Gdzieś przez północno-wschodnie części naszego pięknego kraju przepływa majestatyczna rzeka - Narew. Lecz nie o niej chciałem dziś napisać, a o jej prawym dopływie - Supraśli.
Rzeka wiele lat temu zwana też "Sprząślą" przez około 94 kilometry płynie przez wspaniałą Puszczę Knyszyńską i wpada do Narwi w okolicy miejscowości Złotoria.

Supraśl jest wyjątkowa także pod względem historycznym, gdyż legenda głosi, że w roku 1501 prawosławni mnisi wypuścili na wody Sprząśli drewniany krzyż. Miał on ukazać  miejsce wybudowania grodu w miejscu, w którym się zatrzyma.  Zatrzymał się w miejscu, gdzie obecnie rozwija się piękne miasteczko, a na przybrzeżnej, potężnej skarpie wznosi się klasztor.

Supraśl nosi tę samą nazwę co miejscowość, w której mam wielką przyjemność mieszkać od 23 lat, dlatego też jest ona ważnym elementem mojego wędkarskiego świata.

Już jako młodzieniec  w okresie letnim spędzałem nad wodą wiele godzin głównie w celach skosztowania kąpieli w rześkiej i chłodnej Supraśli. Wtedy jeszcze nie patrzyłem na nią przez wędkarski pryzmat, gdyż moją głowę zajmowało opalanie się nad jej brzegiem i skakanie z kolegami ze skarp do wody. Na główkę, na bombę, na kota, z saltem, z przedziwnymi akrobacjami...  Stare, dobre czasy. Taki mały człowieczek wracał do domu wymęczony jak po konkretnym maratonie i myślami już był przy tym, by tuż po obiedzie wyskoczyć na boisko pokopać piłkę.

Jeszcze w szkole podstawowej  zorganizowano w mojej szkole "zajęcia wędkarskie". Jako że mój Ojciec oraz obaj dziadkowie byli wędkarzami tak i ja postanowiłem iść tą drogą i zapisałem się na dodatkowe zajęcia prowadzone przez członków miejscowego koła.

Po nabyciu odpowiedniej i bardzo podstawowej wiedzy rozpoczęliśmy akcje sprzątania terenów nadrzecznych, treningi w dyscyplinie rzutowej w której zdobywałem pierwsze  pucharki i dyplomy. Były to pierwsze moje kontakty z  "wędkarską" Supraślą.

Moje początki skupiały się wokół wędkarstwa spławikowego, jednak  z czasem nudziło mnie przesiadywanie na wiaderku  i uczyłem się spinningowania.

Pierwsze szczupaczki, okonie z Supraśli dawały wiele radości i za każdym razem pozwalały na doskonalenie technik łowienia.  Dorastałem obok niej, ona obok mnie... i tak jak w naszym ludzkim życiu bywa, że chorujemy, tak  w 2004 r. "moja" rzeka bardzo zachorowała. Obfite opady podniosły mocno poziom rzeki i ta  opadając  zbierała z pól wszystko co popadnie: odchody bydła, nie zebrane i gnijące trawy, substancje chemiczne używane przez rolników itd. Gwoździem do trumny był upał utrzymujący się po opadach wiele dni... Wszystko zaczęło gnić i zabijać rzekę. Nie mogła nabrać  "tchu" ponieważ w wodzie nie było już praktycznie powietrza. Zapomnieć można było o pięknych pstrągach żyjących w krystalicznie czystej wodzie, o silnych kleniach, szczupakach i innych rybach.  Na brzegu leżały tony pięknych ryb, kleni 60+, pstrągów 50+  po prostu łzy w oczach  stały na ten widok, a my - jako wędkarze nie mogliśmy już nic zrobić, byliśmy załamani i bezradni.

Po tej tragedii rzeka na całe szczęście zaczęła zdrowieć i powolutku  radzić sobie sama.  Znowu  zaczęły się pojawiać rybki i znowu  można było zamoczyć kije w pobliskiej Supraślance. Po paru latach rzeka odrodziła się na dobre i dzięki zarybieniom  zaczęła obdarowywać ładnymi rybkami. W tym okresie także złowiłem swój dotychczasowy pstrągowy rekord - kropkowańca mierzącego 51 cm, zaś mój przyjaciel - 56cm. To był znak, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Teraz  "moja" rzeczka musi sobie radzić  nie z chorobą, a czymś równie niebezpiecznym - z meliorantami, którzy okaleczają ją z pięknych, meandrujących odcinków w imię ochrony przeciwpowodziowej (O zgrozo! Nad Supraślą nigdy nie było powodzi!). Co gorsza ci nieodpowiedzialni ludzie zryli ostatnio górski odcinek  Supraśli, który chroniony jest programem "Natura 2000"!

Z racji bliskości bardzo często bywam nad jej wodami z kijem w ręku i aparatem fotograficznym w torbie. Z wielkim szacunkiem spoglądam na nią i zastanawiam się czy za kolejne 20 lat będę mógł przyjść jeszcze z moim synem nad  piękną, dziką rzekę? Czy mój syn będzie mógł, tak jak kiedyś ja, stawiać swoje pierwsze wędkarskie kroki na rynnach, pierwszych płyciznach i co najważniejsze - pierwszych rybach? Czy może też prowadząc  go nad  Supraśl ujrzymy tylko prosty, bezduszny i bezrybny kanał, który niegdyś  był wspaniałą rzeką, która dorastała tuż obok mnie...

Bartek Radź *Beny*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Nad Supraślanką spędzałem kiedyś bardzo dużo czasu, w zasadzie każdą wolną chwilę. łowiłem piękne klenie, płocie, okonie. Ostatnio (kilka lat wstecz) to pstrągi. Jednak po ostatnich występach naszych poprawiaczy natury przestałem tam zaglądać, a szkoda bo rzeka w Raduninie, czy Nowosiółkach była bardzo urokliwa.... Ładne zdjęcia
Fajna rzeczka
Ech, Supraśl -łza mi się w oku kręci..wakacje z dzieciństwa.
Cudowne okolice, krajobrazy, grzybobrania. Wynajmowaliśmy pokój w pobliżu \"świętej sosny\" na granicy lasu. Dzięki za te zdjęcia, pozdrawiam serdecznie. :)
@Sandau ale prywatnie wynajmowaliście czy może w jakimś ośrodku? czyżby Knieja? :)
Ja tam za ośrodkami to nie bardzo..prywatnie, bo wtedy z psem. Pamiętam nawet nazwisko właścicielki (pewnie już nie żyje) P. Łukaszewicz (Łukasiewicz), syn był leśniczym. Kwatera była na obrzeżach Supraśla, pod samym lasem. Jeździliśmy tam parę razy, zakochałam się w tych okolicach.
Były sezony, że kurki można było kosą kosić, a te kanie pieczone na piecu.
Pamiętam mgły wznoszące się nad rzeką, zapach łąk...zazdroszczę Ci. :)
Pani Łukaszewicz - żyję i ma się dobrze :) Co do grzybów to kurek dalej mnóstwo jest a kanie... ahhh te smażone kanie :D niebo w gębie ! :)
No Beny! Superancko opisane. Moje pierwsze kroki wędkarskie i pierwsze okazy to właśnie na Supraślance w okolicach Wasilkowa na zalewie i w Jurowcach. W latach 70-siątych na jazie w Wasilkowie to nie było miejsca by połowić tylu było wędkarzy i gapiów. W tamtych latach jeszcze można było z jazu łowić. Woda była tak czysta, że z jazu było widać jak zasobna jest rzeka w ryby, a teraz to tylko łza w oku się kręci :cry
Bardzo dobre wspomnienia. Widać, że można nie tylko epatować się dalekimi i egzotycznymi wodami,ale równie ciekawie pisać i polskich mniejszych rzekach i rzeczkach, okraszając opowiadania urokliwymi zdjęciami. Dobry wzór i przykład dla innych, którzy w takich zakątkach kraju mieszkają i nad podobnymi wodami bywają z wędką, czy chociażby tylko \"nałykać\" się pięknych krajobrazów.
Za moich studenckich czasów Wydział Architektury w Warszawie organizował plenery malarskie w Tykocinie i Supraślu ze względu na malownicze tereny. Ja trafiłem do Tykocina i żałowałem bo u nas nic specjalnego się nie działo. Co prawda trzeciego dnia pleneru przyjechał do nas dziekan i chciał rozwiązać grupę bez zaliczenia. Chodziło o jakieś kajaki na dachu PTTK i atak nocny na pokoje dziewcząt grupy studentów uzbrojonych w betonowe słupki wykopane z pobocza drogi. Odpuścił nam bo został wezwany do Supraśla gdzie kolegom udało się uruchomić nocą traktor i przejechać \"tuż obok\" głównej drogi w miasteczku ... zwalając większość płotów. Traktor został zatrzymany przez bufet w środku kawiarni. :grin
Te Beny! A ta biała kaczucha na 10-tej fotce to prawdziwna? :grin
Kaczucha albinos- prawdziwa :) Ewenement na skalę chyba nawet kraju heheh :D nawet w tv była parę razy :]
A miejscowość Krzemienne kolega zna?
oczywiście że zna :) zdjęcie nr.3 zrobione jest dosłownie 1km poniżej krzemiennego.
chociaż nazwanie tego \"miejscowością\" troszeczkę nie pasuje hehe :) to po prostu jeden budyneczek :)
Budynki to ze trzy jeno właściciel jeden :grin . Dużo by opowiadać. Spędziłem tam dwa cudowne lata na obozach harcerskich :). Niestety były to już lata po rabunkowej eksploatacji torfu w górze Supraśli i woda dobowo skakała do +/-0,75 metra od poziomu normalnego.
W Krzemiennym był taki kamień co robił za wodowskaz. Właściciel wsi był eks BORowikiem pomykającym Warszawą kupioną w Peku za bony z odprawy. Ech \"to se ne wrati\" :sigh .
Obecnie w krzemiennym pozostał już tylko jeden budynek- własność kościelna... :(
Wot, przewrotność losu. Podejrzewam jednak, że niestety na minus. Ów BORowik był bardzo przyjazny harcerzom. Hodowca to był z niego żaden. Jednego roku świnki po polu hasały, a za rok owce :grin. Siano zwoził Warszawianką na podeście wsadzonym w kufer :p. Facet był ogólnie mało polityczny ale bardzo prospołeczny. Łąkę przy domu na kąpielisko nam oddawał i jeszcze cieszył się, że dzieciakom zrobił frajdę. Oj, nie były to czasy płotów w wodzie, tylko czasy normalnych ludzi.
Opis rzeczki zachęci zapewne nie jednego wędkarza do odwiedzenia urokliwych zakątków krańców kraju, nie koniecznie z wędką. Kładę szczególny nacisk na brak wędki bowiem uroki rzeczki są niesamowite, a rybek jak na lekarstwo. W ubiegłą niedzielę kilku spławikowców mąciło rozlewisko przy pięknie wykonanej promenadzie łapiąc jedynie narybek. Piękne słońce i dość ciepły dzień ładnie komponował się ze spacerowiczami...
I rzeka i miasteczko Supraśl są ciekawą propozycją dla prawdziwych turystów. Otoczenie rzeki też jest interesujące krajoznawczo. W okolicy Krzemiennego występował typowo bagienny brzeziniak porastający bagienko, zaś samo ukształtowanie terenu w odległości 500m od rzeki też było bardzo ciekawe widokowo. Elementy wyglądające na wzgórza okazywały się często nieckani między pagórkami. Lśnicy na każdej porębie zostawiali parę monumentalnych sosen, które robiły za punkty orientacyjne, a obecnie pewnie stanowią atrakcję przyrodniczą w blisko czterdziestoletnim drzewostanie. Niestety naturalny zbiornik retencyjny w postaci torfowisk umieszczonych w górze rzeki został sprzedany \"na zachód\" w czasach wczesnego Gierka :sigh
No i u \"Pana Boga za piecem\" było krecone w Supraślu. :P
Owszem było :) kręcili też \"blondynkę\" :)
Piękne fotki, fajny opis. Bywam czasem w poszukiwaniu pstrążków. Śliczna okolica, trochę zazdroszczę mieszkania nad tą rzeką.