Razem z Tomkiem lubimy poznawać nowe łowiska, chętnie o nich słuchamy, pytamy o nie. Szczególnie jeśli jest prawdopodobieństwo, że pływają w tej nowej, tajemniczej dla nas wodzie pstrągi. Historia, którą chcę opisać tym razem, nie jest w niczym szczególna, nie złowiono podczas niej żadnej rekordowej ryby. Jest jednak coś, co powoduje, że mile wspominam tamten wypad na ryby.

Celem naszej podróży była Nida, gdzieś w końcowym biegu - bodajże okolice słynnego Korczyna, ale na 100% nie jestem pewny. Był sierpień, było ciepło jednak tamtego dnia słońce nie piekło niemiłosiernie jak to ono potrafi. Pogoda? Nie pamiętam dokładnie, ale było słonecznie, a niebo było pokryte chmurami poganianymi lekkim ciepłym wiaterkiem, które co jakiś czas przesłaniały słonko dając miły cień. Łowimy jak zawsze na spinning, nie jesteśmy nastawieni na jakiś konkretny gatunek ryby. Tomka już nawet nie widzę, on preferuje obrotówki i w ekspresowym tempie obławia miejscówki szybko idąc do przodu, ja zaś wolę woblerki. Spławiam je powoli z nurtem rzeki i równie powoli ściągam je do siebie, dokładnie obławiając miejsca, w których spodziewam się ryby.

Łowiliśmy już jakiś czas bez większych efektów, a rzeka nadal skrywała przed obcymi wędkarzami swoje skarby obdarzając nas jedynie kilkoma niewielkimi okoniami. Doszedłem nad kolejny zakręt rzeki. Stałem jak suseł na skarpie zewnętrznego łuku - widoczny dla ryb pewno z daleka, bo jak na taką rzekę nie była ona zbyt głęboka, w dodatku niosła czystą i klarowną wodę. Dno było piaszczyste i gdzieniegdzie widać było kępki roślin. Zawsze łowię w okularach, bo uważam, że to doskonały wynalazek dla wędkarzy. Przynętą był jakiś kupny woblerek ok. 5-6 cm długości w barwach niby naturalnych. Nie łowiłem na niego nigdy wcześniej ponieważ jakoś nie budził we mnie większych nadziei, ale nosiłem go w pudełku.

Okazało się, że wobler okazał się na tyle skuteczny, że co jakiś czas z dołków lub z kępek roślin wyskakiwał okonek podpływając i oglądając to dziwactwo. Tak mi mijał czas do chwili, gdy kątem oka zauważyłem spływający środkiem rzeki dość gruby konar lub większą gałąź. Płynęła z nurtem pod wodą jakby nieśpiesznie i sam nie wiem co spowodowało, że się nią zainteresowałem. W tym samym czasie bardzo powoli ściągałem wobler. Gdy konar znalazł się kilka metrów od niego nagle ku mojemu zdziwieniu zatrzymał się wykonując zwrot, ustawiając się jedną stroną w kierunku zbliżającej się przynęty.

To co działo się w następnych sekundach ciężko zrozumieć i pojąć wędkarzowi, który w końcu nowicjuszem nie jest, ale za jakiegoś specjalistę też się nie uważa. Gdy przynęta zrównała się z „patykiem”, ten jakby nadrzucił tył i ustawił się zaraz za woblerem powoli za nim podążając. Nagle doznałem olśnienia. To, że była to ryba już wiedziałem, przecież tego można się było szybko domyślić. W okularach, z sercem bijącym w rytmie stukotu kół pędzącego pociągu stałem jak wryty i balem się poruszyć. Ryba okazała się brzaną... zresztą co ja mówię... długość patyka oceniłem na ok. 80-90 cm, więc to nie była brzana a brzanisko! Największe jakie kiedykolwiek widziałem, a żeby było ciekawiej powiem, że brzany nigdy nie złowiłem.

Stoję i zastanawiam się czy chcę by ryba, która podąża tropem mojego woblerka chwyciła przynętę i żeby wszystko się zaczęło. Wiem, że szanse są marne - szybki nurt, ryba torpeda z piekielną mocą, żyłka 18-tka i delikatny kijaszek przeciwko mnie i temu, czego się nauczyłem w trakcie wypraw wędkarskich. W mojej głowie tysiące myśli i sam nie wiem co robić, a ryba nadal podąża za przynętą i sama chyba nie wie co robić. Rozwiązanie okazało się nietypowe i niespodziewane. Zza chmury wyszło słonce mocno prześwietlając wodę i najwidoczniej pokazując rybie drapieżnika, który stoi na brzegu i próbuje ją przechytrzyć. „Patyk” nagle zatrzymuje się stojąc kilka sekund nieruchomo, wahając się czy ma popłynąć za przynętą i zaatakować ją czy ma uciekać jak najdalej. Wybrała to drugie i jedyne co ujrzałem to kłębek mułu wymieszanego z piaskiem z dna, który powstał po zawirowaniach. Ucieczka ryby była tak gwałtowna, a przyśpieszenie tak wielkie, że nie potrafię nawet dokładnie wskazać kierunku, w którym uciekła.

Wyciągam woblerek z wody, chwytam go w dłoń i siadam na brzegu próbując zebrać myśli. Czy ktokolwiek mi uwierzy? Matko - jaki jest rekord Polski dla brzany? Przecież gdyby ryba chwyciła przynętę i dała się złowić byłaby to chyba jedna z większych brzan złowionych przez naszych wędkarzy. Kubek kawy - kilka chwil na ochłonięcie i ruszamy dalej. Przynęty nie zmieniam, bo skoro zainteresowała taką rybę... Do końca dnia łowię jeszcze kilka okoni i jednego szczupaka. Gdy widzę wracającego Tomka zastanawiam się przez chwilkę czy mu powiedzieć o tym co się stało? Czy nie będzie się śmiał? Jednak już z daleka słyszę jak woła: - Stary nie uwierzysz - ale widziałem klenie, kabany jakich mało... Cud? Czy to może normalność? Skąd tyle wielkich ryb w jednym miejscu?

Czy to możliwe? Myślę, że tak. Nida od momentu, w którym o niej usłyszałem była tajemniczą rzeką, jakby mało znaną przez łowiących, czasami, omijaną przez nich. Dlaczego tak się dzieje, że taka rzeka jest tak mało znana? Dokładnie nie wiem, ale mogę się jedynie domyślić. Wydaje mi się, że powodem może być bardzo słabo rozwinięta sieć komunikacji typu PKP czy PKS i problemy z dotarciem nad rzekę. Wielu z tych, z którymi rozmawiałem, a posiadają swoje samochody, nie znają rzeki i jej ciekawych miejsc. Rzeka jest dzika. Nie spotkałem miejsc, w których rzeka byłaby regulowana (nie mówię o miastach czy wsiach przez które płynie). Z tego co się dowiedziałem, nasz administrator - TJ zna tą rzekę, więc może wypowie się na ten temat i jej mieszkańców. Od czasu, kiedy częściej zaczęliśmy zaglądać nad Nidę z Tomkiem, poznajemy ją coraz bardziej.

Mamy w planach poznać jeszcze inne miejsca, do których jak dotąd nie dotarliśmy. Są już plany, gorzej natomiast z czasem by je zrealizować. Nie zawsze się chce maszerować wiele kilometrów wzdłuż rzeki przedzierając się przez nadbrzeżne chaszcze, a potem wracać spory kawałek do samochodu, bo nie da się dojechać do każdego miejsca zwykłą osobówką. Tereny wokół rzeki są często podmokłe, co dodatkowo dodaje uroku. Rzeka na odcinku, na którym łowimy jest bardzo zróżnicowana. Ogólnie nie jest głęboka, jest wiele miejsc, gdzie da się ją przejść w spodniobutach, ale jest wiele miejsc, w których nie radziłbym wchodzić. Dla nas jako spinningistów rzeka to przede wszystkim kleń, jaź, okoń i szczupak, szczególnie ten późnojesienny. Z tego co już wiem, na pewno jest brzana - jak na razie poza moim zasięgiem, ale jednak jest. Mój sąsiad łowi tam niesamowite ilości karasia i płoci. Bliżej ujścia rybostan się powiększa o suma i sandacza. Być może i na odcinku, na którym łowię są te ryby jednak sprawa ma się tak samo jak i z brzaną. Nie złowiłem tam tych ryb.

Ta rzeka poza rybami ma coś jeszcze, coś czego się w zasadzie nie da opisać. Może te kilka zdjęć, które są w artykule pokażą urok Nidy, aczkolwiek żeby przekonać się o urodzie rzeki trzeba tam być. Zaskoczy nas w okresie letnim niesamowicie soczystą zielenią i ciszą. Jest jej tam mnóstwo.

Tereny, przez które płynie to przeważnie łąki, nieużytki czy pola. Teren jest dziki i mało zurbanizowany, a okoliczna ludność na ogół przyjaźnie nastawiona na turystów. Co jest wadą okolicy? Komary... przeogromne czasami chmary komarów. Wybraliśmy się kiedyś na Nidę na nocne połowy. Niestety nie dało się łowić. Wcześniej padał deszcz i w duszną i parną pogodę mali terroryści uporczywie atakowali wszystko co się dało. Uciekliśmy do samochodu i na tym zakończyliśmy łowienie. Ktoś z Was powie, że jesteśmy mięczakami, jednak my do dziś zgodnie twierdzimy, że co niektóre komary miały wielkość wróbla :)

Jakie plany na przyszłość? Dokładnie nie są sprecyzowane, ale wiem, że na pewno jesienią znajdę czas by tam pojechać, właśnie po owego szczupaka. W Nidzie jest go naprawdę dużo. Jeśli Nida ma jakiś kaprys to taki, że nie chce oddać nam ryb zawsze. Można wtedy przejechać na pobliską Wisłę. Tam mamy jeszcze bogatszy rybostan.

Na co łowię? Szczupaki zdecydowanie na gumy i to nie te małe. Rippery potrafią nieźle narozrabiać w wodzie, tak samo jak i wahadłówka. Przynęty prowadzę średnim tempem pod prąd. Ryby dobrze biorą na gumy prowadzone także z prądem. Chyba lubią być zaskakiwane przez nagle nadpływającą przynętę. Staram się dokładnie obłowić każdą podwodną przeszkodę, bo przecież ryba musi się gdzieś ukryć i na piaszczystej łasze raczej jej nie znajdziemy.

Pozostałe ryby, które łowimy, czyli: klenie, jazie i okonie łowię na woblery i mniejsze obrotówki. Z woblerami sprawa jest prosta - spławiamy je z prądem i wolno sprowadzamy do siebie zatrzymując w ciekawszych miejscach. Sprawdziły się smukłe lub te lekko baryłkowate i raczej mniejsze. Kolorystyka raczej naturalna, jakoś niespecjalnie sprawdziły mi się przynęty, które miały kolory, których nie spotyka się pod wodą. Wobler moim zdaniem nie zdawał egzaminu, gdy był prowadzony typowo z prądem, inaczej natomiast miało się z obrotówką. Ta była skuteczna w zasadzie w każdej sytuacji. Pamiętajmy jednak, że zdarzają się wyjątki od reguły.

Myślę, że na forum WCWI jest wiele osób, które doskonale znają tą rzekę i pomogą nam odkryć jakieś inne ciekawe miejsca jak i sposoby na ryby.

Piotr Antonik *laredo*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Sympatyczna woda, wizualnie z fotek nieco przypomina naszą Żejmianę. A z \"patykiem\" kiedyś i ja bywszy spotkawszy się w dzieciństwie nad Wilią. Tyle, że tam był szczupak... Mamy więc co powspominać...
Nida to ładna woda - jak studiowalem w Kielcach czesto bywalem - ma tylko jeden minus, latem nie da sie na niej lowic, robi sie plytka i pieronsko sie nagrzewa.
Najlepiej obławiac ja wiosna i jesienia - tyle od siebie :)
Bardzo zgrabnie opowiedziane..
Życze złowienia rekordowego \"konara\"!! I na przyszłość - najpierw niech \"weźmie\" - o reszte bedziesz martwił sie później :)
Nida piękna rzeka. Byłem raz nad jej brzegami w okolicach miejscowości Czarkowy. Spędziłem tam dobę, bez specjalnych efektów. Z gatunków, które udało mi się wraz z kompanem złowić, a Ty o nich nie wspomniałeś była m.in. certa, jedyna w moim wędkarskim życiorysie i mikroskopijnych rozmiarów miętus. Potwierdzam fakt plagi komarów. Jest ich mnóstwo nad Nidą. Mimo to koniecznie chcę odwiedzić Nidę w tym roku.
Tomek, i ja chciałbym nad Nidę. Rozmawiałem z Cezoratorem i Kapslem - oni też chcieliby... Myślę, że w okolicach cieplejszych miesięcy, żeby sum i brzana były po tarle, należałoby wrzucić temat na umawialnie :) Może nie ekipa się zbierze szersza...

Znam parę miejscówek, kilka ray tam łowiłem, więc mogę to i tamto pokazać :) Rzeka piękna, ale sakramencko trudna. Chyba, że ktoś nastawia się na krąpie - te są zawsze ;)
Pit, super, jestem za. Myślę, że trzeba uskutecznić ten plan. Może sierpień, wrzesień.
Miłośc ma wiele twarzy. Ta- ma toń Nidy.
Ciekawy tekścik. Zaostrzył mi apetyt na zasiadkę, nad brzegami Rzeki... Panowie, macie kolejnego narwańca, który wyprawy nad Nidę nie przepuści... :) :grin
Wielkie dzięki ... już myślałem że mnie zwyzywacie za niezłowienie ryby :). Rzeka śliczna ... polecam
:upset :upset :upset
to za niezłowienie ryby ;) :grin pzdr Laredo



Myślę, że sierpień, wrzesień, a konkretnie umówimy się jeszcze 8)
Widzę znajome klimaty:).Interesuje mnie ta fotka poprzedzająca most. W jakiej miejscowości była robiona? Most to napewno w Czarkowach:)
Witaj opowiadanie bardzo mi się podoba. Nida to piękna rzeka. Mogę powiedzieć że to moja rzeka bo mieszkam kilka kilometrów od niej. Proponuję obejrzeć jej bieg z góry to znaczy na mapie satelitarnej- cudo. Prawdą jest to że co roku w letnich miesiącach poziom wody jest tak niski że można miejscami przejść o suchej stopie. Od czasu gdy Nidę uregulowano w okolicach Pińczowa ryb w rzece jak na lekarstwo. Zanim Nidę uregulowano w środkowym biegu w okolicach Pińczowa właśnie były tam piękne naturalne miejsca do tarła. Kłusowników bez karty nad Nidą pełno. A wędkarze z kartą- wystarczy zagadnąć to zaraz zaczną opowiadać jak to jeszcze kilka lat temu jednego dnia wyciągali z wody po 5-6 dużych szczupaów- wszystkie oczywiści do zjedzenia. Znam takich ktorzy opowiadają że w ciągu roku z 200 i więcej szczupłych złowili. Stażników nad rzeką nie widzialem nigdy, moi koledzy rownież. Jesli chodzi o rybostan to pewnie wielu z Was czytało artykuł, który dostępny jest w sieci, w którym to Nida opisana została jako rzeka miodem i mlekiem płynąca- raj dla nas wędkarzy. Po tym artykule Nida przeżyła prawdziwy najazd wędkarzy z człej Polski, też z zagranicy. To co było prawdą o jej rybostanie jeszcze kilkanaście lat temu teraz to fikcja. ci wędkarze zrobili takie spustoszenie że ludzie, ktorzy stale wędkowali nad Nidą przestali chodzić na ryby. Tak jak można powiedzieć że w stawie hodowlanym po odłowieniu ryb na sprzedaz zostanie kilka dużych karpi, które wymkneły się z sieci tak samo jest teraz z Nidą. a co do karpi to w grudniu zeszłego roku ze stawów hodowlanych w miejscowości Młodzawy wandale? wypuścili do Nidy sporą ilość kroczka karpia, którego następnie miejscowi panowie spod sklepów z tanim winem na rosóweczkę wyciągali po kilkaset sztuk dziennie( cytat bierom panie jak gupie tylko sie do wody glizde na haczyku wrzuci i w ciemno się karpika wyciąga) i sprzedawali za flaszeczkę do zarybiania prywatnych stawow.- to taka moja mała dygresja. Ze względu na uregulowanie rzeki ryby nie mają miejsc do tała. Ta brzana ktorą opisujesz prawdopodobnie miała w sobie ikre z poprzedniego sezonu bo ze względu na brak wody zdarzają się brzany np(oczywiście pojedyncze sztuki i wiem to tylko od kolegow bo sam jeszcze dużej brzany nie złowiłem że we wrześniu( czytaj do nasępnego tarła) mają jeszcze ikrę w brzuchu=brak wody - ryby się nie trą). jest w Nidzie troszke krąpia ale takiego skarłowaciałego, małe płotki uklejki, jazgacze drobny okoń a opowieści o rekordowych szczupakach, sumach czy sandaczach to dziś już tylko historia i tyle. Zainteresowanych wędkowaniem nad Nidą odsyłam do komentarzy na stronie www.onet.wedkarstwo.pl tam od wędkarzy dowiecie się jak jest na prawdę z rybostanem nad Nidą.(to tak żebyscie nie mówili że sobie to wszystko wymyśliłem) NIDA TO MARTWA RZEKA:( a szkoda. Chciałbym bardzo doczekać chwil gdy Nida znow się odrodzi, tylko pytanie kiedy
Dużo prawdy w tym co piszesz, ale też nie do końca:). Wychowałem się nad ta rzeką i dalej się wychowuję:). Odcinek Czarkowy az do ujścia. Ryba jest nad rzeką, ale już nie to co przed kilkoma laty kiedy ryby siedziały w rzece przez cały rok. Teraz można jedynie dobrze połowić w okresie wiosennym, kiedy woda jest podwyższona. W okresach zimowych tez nie narzekam, ale przeważnie sa to klenie do 40cm. Ten ostatni rok byl kiepski nad Nidą(poziom wody strasznie niski). Regularnie łowię nad tą rzeką i mam do dziś dobre wyniki, choć zeszły rok był bardzo słaby. Ale jeszce w 2005 roku łowiłem piękne jazie i klenie na spinna oczywiście:)Zdjęcia do wglądu na innych forach:)
Czasami trafiła się brzana(spinn), ale rzadko. Jedno jest niepodważalne-Nida to przepiekna rzeka!!!!
p.s Skąd jesteś Kdziewirz?
Mam zamiar w tym roku wybrać się nad Nidę :)