* * *

Sklep w Fifty Lakes, małej mieścinie osiem mil na północ od miasta Crosslake, z krętą drogą, okrążającą jezioro Little Pine Lake, wyglądający zbyt ruderowato jak na rentowną firmę, z artykułami nieokreślonego wieku z przodu i różnorodnymi, aczkolwiek w niezbyt szerokim wyborze, artykułami żelaznymi z tyłu. Jako chłopiec, kierowałem się do kącika poświęconego sprzętowi wędkarskiemu, gdzie, moja uwagę niezmiennie przykuwał, przytwierdzony do ściany, gigantyczny szczupak. Nawet wtedy, z pożółkłymi płetwami, z wieloma rzędami ostrych jak igła zębami i zakurzoną zielonkawą skórą, wyglądał sędziwie i krucho. Musiał mieć ze 4 stopy długości. Przy nim blakły wszystkie moje złowione ryby, a nawet przyćmił swoją wielkością 10-cio funtowca, złowionego przez moją matkę. Był po prostu olbrzymi! Cóż się z nim stało, po zamknięciu tego sklepiku? Został sprzedany? Zerwany ze ściany i wyrzucony? Nie mam pojęcia, ale ciągle pozostaje on w mojej pamięci...

Ten szczupak pochodził z North Woods z wczesnych lat XX wieku, ery, której zmierzch datował się z początkiem lat 50., gdy zmęczeni wojną urlopowicze zaczęli masowo podążać na północ by powędkować i zbudować własne chaty wypoczynkowe nad jeziorem. Myślę o ówczesnych okładkach czasopism wędkarskich, na których widać ludzi łowiących z drewnianych łódek wiosłowych, używających mosiężnych kołowrotków z terkotkami, które hałasowały niczym drewniane kołatki i miedzianych błystek, fruwających nad powierzchnią jeziora.

Mój afekt do szczupaka ze ściany nigdy nie przygasł. Przez lata mojego dzieciństwa, duży szczupak ozdabiał maty na ścianach i podkładki pod szklanki, foldery i mapy turystyczne. Widok potężnego drapieżnika przecinającego lot przynęty reklamował „twór, który urósł z wielkim Północnym Zachodem”.

I właśnie kilka lat temu zobaczyłem to w telewizji: płynąca w oddali łódka patroluje brzeg. Przynęta leci łukiem w kierunku kamery. Głos: ”Crow Wing, Minnesota, to ogromne szczupaki”. Widać błysk szczęk i zębów i już po chwili wielkie rybsko wciągane jest na pokład. Następna scena: rybne filety, cytryny, piwo Old Milwaukee i wędkarze gładzący swoje opasłe brzuchy, rozkładający się na pomostach swoich domków letniskowych nad jeziorem. - Wiesz – mówi jeden – Nie ma nic lepszego niż to. (albo „nic tego nie przebije” - to stare hasło reklamowe piwa Milwaukee  – przyp. aut.).

I tak właśnie pokrótce wygląda historia okazowego szczupaka – zauroczenie, legenda i wreszcie upadek. Tam, gdzie kiedyś pływały potwory, teraz pływają „pistolety” i „ołówki”...

Populacja szczupaków zaczęła podupadać od czasów mody na kapelusze Fedora i przynęty Bass-Orenos. Jako dowód niech służą zapisy wyników zawodów wędkarskich sponsorowanych przez sklep żelazny Fullera i Sklep Wędkarski w Park Rapids. Earl Fuller rozpoczął konkurs wędkarski w 1916 roku. W ramach konkursu nagradzano tygodniowymi i miesięcznymi nagrodami duże ryby, zważone do najbliższej uncji i złowione w ponad 120 okolicznych jeziorach. Donald Olson i Paul Cunningham z Departamentu Zasobów Naturalnych przebadali wyniki konkursów rozgrywanych w latach 1930-1987. Efektem było doliczenie się 113 845 wpisów, wliczając w to 29 541 szczupaków. Badacze odkryli, że ilość wpisów niemal wszystkich gatunków ryb systematycznie malała. Liczba łowionych szczupaków o masie większej niż 9,5 funtów (ok. 4,3 kg) po drugiej wojnie światowej początkowo wzrastała wraz ze znacznie zwiększoną ilością łowiących. Wkrótce jednak liczba ta zaczęła spadać od prawie 300 sztuk okazów w szczytowym okresie (w 1950 r.) do ok. 100 sztuk w późnych latach 80. Średnia masa również spadła dramatycznie, z 10,1 funtów (ok. 4,6 kg) w latach 30. do 6,8 funtów (ok. 3,1 kg) w latach 80. Największy wpis (szczupak o wadze 29,4 funtów - ok. 13,3 kg)) złowiony został w 1946 r.

Co się zdarzyło? A cóż się zdarzyć mogło dużemu szczupakowi w Minnesocie – po prostu, zbyt wiele trofeów podano z piwem i cytrynami...

Rozmiary wodnego monstrum. Szczupaki może są i smaczne, ale jest w nich coś więcej niż tylko smak. Są duże i pasjonujące, i łatwiejsze do znalezienia i złowienia niż jego bliski krewniak – muskie. Minnesota może i jest stanem spod znaku walleye (walleye - amerykańska odmiana sandacza – przyp. tłum.), lecz to szczupaki są najbardziej rozpowszechnionym gatunkiem sportowym, zajmującym wszelakie rowy melioracyjne na południu stanu i niemal każdy staw w Boundary Waters. Gdziekolwiek łowimy, mamy niejasne podejrzenie, że gdzieś tam w głębinie, gdzieś w pobliżu naszej przynęty czai się szczupak o rozmiarach wodnego monstrum gotowy do wystrzelenia z prędkością pioruna.

Szczupaki mają wygląd odpowiedni do roli „czarnego charakteru” odgrywanej w wędkarskim teatrze – wydłużone torpedowate ciało, oślizła powłoka, spłaszczony „kaczy dziób” i wystającą szczękę... Tak, i TE zęby...

Szczupak pływa w słodkowodnych rzekach i jeziorach po obu stronach Atlantyku. Jego wspólne imię – pike albo pickerel – odnosi się do włóczni ze stalowym grotem. Jego naukowa nazwa, czyli Esox lucius, prawdopodobnie może wywodzić się z łacińskiego określenia wilka. Angielski pisarz Izaak Walton, w swoim dziele „The Compleat Angler”, wydanym w 1653 roku, zaczyna jego rozdział o szczupaku następująco: „Potężny Lucjusz czyli szczupak jest uważany za tyrana, kiedy łosoś jest królem, słodkiej wody.” Walton nazywa go „słodkowodnym wilkiem” i opowiada o człowieku, który wprowadził swojego muła do wody: „szczupak ugryzł muła w wargi, na których tak mocno zawisł, że muł wyjął go z wody.”

W fińskim poemacie epickim Kalevala, jego bohater Vainamoinen, płynie swą łodzią w „ramiona szczupaka, ostoję wodnego psa.” Kowal Ilmarinen:
uderzył potwora,
tnąc w dół, pod łódź,
ale miecz rozpadł się na kawałki,
a szczupak nie zwrócił uwagi.

Fakty są jednak wystarczająco imponujące. Rekordowy szczupak z Minnesoty, złowiony w Basswood Lake w roku 1929, ważył 45 funtów 12 uncji (ok. 20,8 kg). Rekordowy szczupak USA pochodzi ze stanu Nowy Jork, złowiony w 1940 i ważył 46 funtów 2 uncje (ok. 22 kg). Światowy rekord wędkarski pochodzi z Czech i wynosi 55 funtów 15 uncji (ok. 25,3 kg). Istnieją jednak słabo udokumentowane połowy jeszcze większych ryb jak 58. funtowiec z Danii, czy jeszcze większy z Rosji i z innych krajów europejskich.

Ogromne przyśpieszenie. Gdziekolwiek żyje, szczupak jest drapieżnikiem polującym z zasadzki, czekając nieruchomo gdzieś w toni na przepływającą blisko ofiarę. Jego wysunięta dolna szczęka sugeruje dobre przystosowanie do łatwego chwytania zdobyczy od dołu. Szczupak nie jest bynajmniej tak szybki jak łosoś; ale jest jak dragster, wyspecjalizowany do szybkiego przyśpieszenia. Jego ciało jest wystarczająco gibkie, by zgiąć się w głębokie S, zaś 55-60% jego masy stanowią mięśnie. W odpowiednim momencie, szczupak wygina się na kształt litery C lub S i gwałtownie atakuje, chwytając ofiarę w połowie jej ciała, przy prędkości 5-10 mil/godz. Może to nie brzmi zbyt szybko, ale samo uderzenie – od początkowego wygięcia ciała do śmiertelnego ciosu - trwa zaledwie 0,1-0,2 sekundy! Nawet ślepy szczupak może chwytać ryby, używając samego zmysłu linii bocznej, wyczuwającego wibracje przepływającej obok ryby.

Język i podniebienie  szczupaków są wyłożone wychylonymi do tyłu zębami przeznaczonymi do przytrzymywania, podczas gdy długie zęby dolnej szczęki przebijają rybę. Ząb szczupaka ma wyraźnie zaznaczone ostrze i ostre jak brzytwa krawędzie, jest znakomicie ukształtowany nie tylko do chwytania ryb, ale i do przecinania żyłki i do kaleczenia palców nieostrożnego wędkarza. Szczupak nie marnuje swojego uzbrojenia na drobne kąski, ale często jego ofiary osiągają 30% jego długości. Dla przykładu, 53-funtowy szczupak złowiony w Irlandii miał w żołądku 30-calowego łososia (ponad 76 cm).

Współczesne mity. Z powodu ich budzącego grozę zachowania i wyglądu, szczupaki w dalszym ciągu są przedmiotem mitów. Przez jednych są uważane za szalenie destrukcyjny gatunek dla innych ryb. W istocie, ilość dużych szczupaków nie jest nigdy wystarczająco duża, by wywrzeć taki efekt.

Inny mit: szczupaki są trudne do złowienia w porze letniej kanikuły, ponieważ wówczas ich zęby wypadają. Rzeczywiście, tracą zęby, ale nie wszystkie jednocześnie. Zwyczajnie, są one stale zastępowane przez kolejne! Skąd więc taka trudność w ich złowieniu podczas lata? Odpowiedź jest kluczem do zagadnienia, dlaczego w jednych jeziorach szczupaki osiągają wielkie rozmiary, a w innych nie.

Otóż młode szczupaki występują licznie w płytkich i zarośniętych zatokach i tam spędzają większość czasu przez większą część roku. Jednak szczupaki o masie większej niż 6 funtów (ok. 2,7 kg) tracą na wadze w wodzie o temperaturze wyższej niż 75 st. F (ok. 24 st. C)! By się rozwijać, są zmuszone uciec do chłodniejszej, dobrze natlenionej wody, obfitującej w żyjący w głębinach i smakowity dla nich taki miękkopłetwy gatunek, jak tullibees lub ciscoes (Coregonus artedi - amerykański odpowiednik naszej siei, czy inne gatunki Coregonidae - siejowatych – przyp. tłum.). ”Im większy staje się szczupak północny (northern pike – dosłownie szczupak północny – przyp. tłum.), potrzebuje coraz chłodniejszej wody” - mówi Pete Jacobson, biolog ryb z DNR (Department of Natural Resources). W 1990 roku, Jacobson przeanalizował wiek i szybkość wzrostu ponad 3700 sztuk szczupaków pozyskanych w czasie badań z 112 jezior, by zrozumieć dlaczego w jednych jeziorach dorastają okazy, zaś w innych – nigdy.

– „Potrzeba chłodnej, dobrze natlenionej wody - wystarczająco głębokiej i wystarczająco chłodnej, by ryby z gatunku tullibees przeżyły” – powiedział - „A tylko jeziora z najlepszą jakością wody, mają w swoich głębokich częściach wystarczający poziom tlenu dla przeżycia tullibee”. Podczas, gdy ryby z gatunków yellow perch (amerykańska odmiana okonia – przyp. tłum.) i sucker (lokalne ryby z rodziny Catostomidae) wydają się być odpowiednią ofiarą dla szczupaków, to „jeziora, w których występowały siejowate, *produkowały* okazowe szczupaki 4-krotnie częściej niż te, w których siejowatych nie było”...

Szczupaki potrzebują jeszcze jednej ważnej rzeczy do osiągnięcia odpowiednich rozmiarów – ochrony przed wędkarzami! Szczupaki bowiem, chętnie atakują ich przynęty. Gdyby jest pozostawić bez tej ochrony, szybko popełniłyby samobójstwo na ich hakach. W dawnych czasach wiele jezior leżało daleko od utwardzonych dróg, były one dostępne jedynie dla przeciekających łodzi wiosłowych, które musiały być przeciągane przez gęste lasy i chowane nad brzegiem. Obecnie, za sprawą łatwego, publicznego dostępu oraz wszechobecnych domków letniskowych nad jeziorami, wędkarze eksploatują je w sposób niepohamowany. Zgodnie z jednym z badań DNR, dotyczącym 11. jezior w hrabstwach Itasca, Aitkin i Beltrami, wędkarze w okresie letnim zabili 30% populacji szczupaka o długości ponad 20 cali (ok. 50 cm), natomiast zimą polujący z kuszą wykończyli kolejne 11%. Pomimo niewielkiej presji wędkarskiej na jedno z jezior Ontario (jedynie 0,5 godz. wędkowania/akr/cały sezon), wędkarze złowili 50% rocznego przyrostu populacji dorosłych szczupaków.

- „To rodzaj dziedzictwa Minnesoty - duży szczupak nad barem” – zauważa Rod Pierce, biolog DNR i autor badań nad śmiertelnością ryb – „ale, by dostać rybę tej wielkości, należałoby bardzo poważnie ograniczyć pozyskiwanie ryb”.

Zabierany wozami. - To naprawdę zdumiewające, jak mało zrobiono, by chronić dużego szczupaka, nawet wtedy, gdy muskie stał się herbową rybą spod znaku catch and release.

Nawiązując do artykułu w Conservation Volunteer z 1941 roku:„częste relacje starych mieszkańców wskazują, że jak tylko szczupaki zaczęły się pojawiać na przedwiośniu, czyli tuż po zejściu lodu, podczas ich ciągu tarłowego w strumieniach, zabijano je i niszczono widłami, ościeniami, bronią palną, by potem wywieźć je wozami.”

Dzienny limit wynoszący w 1920 roku 25 szczupaków był stopniowo zmniejszany do 3 sztuk w 1948 roku, który to jest aktualny do dnia dzisiejszego.

Jako że stało się oczywistym, że duże szczupaki stały się coraz rzadsze, kierownictwo rybołówstwa DNR zajęło się odwróceniem tej tendencji. „Wciąż bowiem pokaźna grupa ludzi w stanie - mówi Pierce - jest zainteresowana poszukiwaniem i połowem dużych szczupaków.”

Jednak ich ilość jest wciąż niewystarczająca. Po wprowadzeniu bardziej restrykcyjnych regulacji na kilku doświadczalnych jeziorach, Departament Zasobów Naturalnych (DNR) w 2001 r. wysunął propozycję, by chronić wszystkie szczupaki w rozmiarach od 24 cali do 40 cali (ok. 61-102 cm) w całym stanie.Wielu wędkarzy z nienawiścią odnosiło się do koncepcji braku możliwości zatrzymania złowionej ryby w tych ochronnych rozmiarach.

„Ludzie patrzą na szczupaka na wiele różnych sposobów” - mówi Steve Hirsch, zastępca rybołówstwa DNR - niektórzy patrzą na niego jak na rybę – trofeum (jak muskie), a inni traktują je jak rybę spożywczą (jak walleye). Takie zróżnicowane podejście czyni szczupaka rybą trudną do objęcia zarządzaniem.”

W związku z tym, Departament Zasobów Naturalnych przyjął inną drogę postępowania. Menedżerowie zarządzający lokalnymi łowiskami sporządzili listę jezior zdolnych do utrzymania dużych rozmiarowo szczupaków, opartą na wcześniejszych badaniach. Agencja zaproponowała regulacje ochronne dla jezior najlepiej przystosowanych do wzrostu dużych szczupaków.– „Znaczący sprzeciw publiczny wyłączył niektóre jeziora spod tych regulacji” - powiedział Pierce - „ponieważ nawet niewielkie oszustwa przy wymiarach, uczyniłoby je nieefektywnymi.”

Nowe zasady. Począwszy od maja 2003 roku, specjalne przepisy zaczęły obejmować 66 jezior i jeden strumień, służąc ograniczeniu odłowów średniej wielkości szczupaków, w nadziei na ich dorośnięcie do rozmiaru prawdziwych trofeów. Nowe zasady obejmują:
- wymiar widełkowy od 24 cali do 36 cali (61 cm do 91,4 cm), limit dzienny i limit posiadania w ilości 3 sztuk poza tymi rozmiarami, przy czym tylko jedna sztuka może być większa niż 36 cali. Tego typu widełki obejmują jeziora, gdzie szczupak obficie przystępuje do tarła i gdzie mnogość małych szczupaków ma przyspieszać wzrost większych szczupaków.
- 30 calowy (72,6 cm) wymiar minimalny (na niektórych jeziorach), przy czym limit dzienny i limit posiadania to 1 sztuka. To minimum ma zastosowanie w przypadku jezior o małej lub średniej populacji szczupaków, które mogą dorastać do dość dużych rozmiarów
- 40 calowy (101,6 cm) wymiar minimalny zastosowano w dziewięciu jeziorach z największym potencjałem wzrastania dużych szczupaków (40 calowa ryba waży zazwyczaj 15 funtów - 6,8 kg - i więcej).

Jeziora leżą nawet daleko na południe, jak hrabstwo Carver, ale większość z nich znajduje się w centralnej i północnej części stanu Minnesota.

Pierce mówi, że jest przekonany, że nowe rozporządzenia pomogą ostatecznie rosnąć okazom. - „Spodziewamy się, że będzie to proces długofalowy. Dorastanie ryb do dużych rozmiarów wymaga trochę czasu. Szacujemy, że czeka nas minimum 10 do 15 lat monitorowania.”

Biorąc pod uwagę to, że upłynęło więcej niż 50 lat od czasów kiedy era dużych szczupaków stopniowo dobiegła końca, 10 lat jawi się niczym okazja. Jeśli wędkarstwo jest ceremoniałem pełnym nadziei i niespodzianek, przywoływaniem ducha jeziora z zasłony głębokiego cienia, to żadna ryba nie jest lepsza do rozwijania hobby niż szczupak.

Najlepsze miejsca do złowienia dużych szczupaków

Niektóre z jezior wciąż są miejscem dorastania okazowych szczupaków. Poniżej podano pół tuzina takich najlepszych jezior w stanie Minnesota, wg biologa DNR Roda Pierce’a.

Mille Lacs: ok. 53 629 ha, maks. głębokość ok. 14 m, wymiar widełkowy wynosi od 24 cali do 36 cali (61 cm do 91,4 cm); szczupaki objęte tym zakresem wymiarów należy bezzwłocznie wypuścić. W 2000 r. 42% szczupaków w próbie miało długość większą niż 29 cali (74 cm). Informacja telefoniczna: 218-927-3751.

Lake of the Woods: ok. 380 160 ha, maks. głębokość ok. 12,7 m, wymiar widełkowy wynosi od 30 cali do 40 cali (76,2 cm do 101,6 cm). W 2001 roku 39% szczupaków w próbie miało długość większą niż 29 cali (74 cm). Informacja telefoniczna: 218-634-2522.

Upper Red Lake: ok. 43 133 ha, maks. głębokość ok. 6 m, Na tym jeziorze nie obowiązują specjalne regulacje, ponieważ większość jeziora jest miejscem połowów lokalnych Indian. W 2001 roku 25% szczupaków w próbie miało długość większą niż 29 cali (74 cm). Informacja telefoniczna: 218-308-2339.

Vermilion: ok. 16 223 ha, maks. głębokość ok. 25 m, wymiar widełkowy wynosi od 24 cali do 36 cali (61 cm do 91,5 cm). W 2001 roku 12% szczupaków w próbie miało długość większą niż 29 cali (74 cm). Informacja telefoniczna: 218-753-2580.

Basswood: ok. 9 089 ha, maks. głębokość ok. 37 m, wymiar widełkowy wynosi od 24 cali do 36 cali (61 cm do 91,5 cm). W 2000 roku 7% szczupaków w próbie miało długość większą niż 29 cali (74 cm). Informacja telefoniczna: 218-753-2580.

Leech: ok. 44 611 ha, maks. głębokość ok. 50 m, wymiar widełkowy wynosi od 24 cali do 36 cali (61 cm do 91,5 cm). Jezioro rozważane do objęcia regulacjami dot. szczupaka. W 2001 roku 2% szczupaków w próbie miało długość większą niż 29 cali (74 cm). Informacja telefoniczna: 218-547-1683.

Tytuł oryginału: "For the Love of Pike. The average size of Minnesota's northern pike has been on the wane for decades". Artykuł ukazał się w Minnesota Conservation Volunteer, Maj-Czerwiec, 2003. Autorem jest Greg Breining publikujący wydawca periodyku „Volunteer” oraz autor książki „Fishing Minnesota”, wznowionej przez wydawnictwo Uniwersytetu Minnesota. Źródło: http://www.dnr.state.mn.us/volunteer/mayjun03/pike.html

Tłumaczenie: Sławek Wszołek, Jerzy Kowalski

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Miejmy nadzieję, że tak jak mnie ten artykuł utwierdził w przeświadczeniu, że zabieranie dużych ryb(czyt. również ogólnie zabieranie ryb)jest złe i potrzebne do odbudowania populacji, kogoś natchnie do tego żeby przestać zajadać się wszystkim co złowi. Tak w ogóle to mamy tak dużo sklepów rybnych, że na prawdę możemy odpuścić rybom łapanym na wędkę...Pomyślmy nad tym czy nie bardziej ekscytujące jest łapanie dużych sztuk, a nie dużo drobnicy...Bardzo dobry tekst.
Rzeczywiście świetny tekst.
Ja mam tylko nadzieję, że artykuł sprawi, że przynajmniej część \"wędkarzy\" i pseudowędkarzy przestanie być hipokrytami i przyzna, że zmniejszająca się populacja ryb (szczególnie szczupaka) to nie jest tylko i wyłącznie wina rybaków.
Do Karola - jaki jest wpływ na liczebność ryb w wodzie zjadania ryb kupionych w sklepie a nie złowionych przez siebie? Przecież to może być dokładnie ta sama ryba. Nie myślisz chyba, że ryby w sklepie wyprodukował sprzedawca z np. mąki czy innych okruchów. W miejsce sprzedanej w sklepie ryby natychmiast pojawi się następna i następna i następna. Nazywa się to popyt i podaż. Takie zapatrywanie też z lekka trąci hipokryzją i populizmem.
3 x TAK
Proszę prześlijcie tą publikację do mędrców z PZW tylko koniecznie przetłumaczoną :grin
Kod: Przez jednych są uważane za szalenie destrukcyjny gatunek dla innych ryb. W istocie, ilość dużych szczupaków nie jest nigdy wystarczająco duża, by wywrzeć taki efekt. - przetłumaczcie to prezesowi mojego koła proszę :sigh
Dopiero dzisiaj zabrałem się do tekstu, przeczytałem, przemyślałem.
Widzę to tak. Patrząc na rybę (niech będzie omawianego szczupaka) z punktu widzenia sportu, wędkarzom zależeć powinno na stosunkowo jak największej ilości ryb dużych. Wiadomo, że środowisko ma pewną pojemność dla takich osobników i tego nie da się przeskoczyć. I teraz tak, zabijając ryby okazowe, ograniczamy prawdopodobieństwo złowienia okazu. Logiczne. Ale przecież jeśli wędkarze będą odławiać ryby mniejsze to także będzie to miało wpływ na ilość ryb największych. No bo stosunkowo mniej ryb dożyje \'sędziwych\' rozmiarów. Zakładam, że presja jest wyraźna, ale nie destrukcyjna.
A więc trzeba zarybiać. Ale czym? Dużą ilością drobiazgu, czy też rybami podchowanymi, a może już rozmiarem \'konsumpcyjnym\'? Długo się nad tym zastanawiałem, ale moja wiedza, jest zbyt mała i za dużo dodatkowych pytań się pojawiło. Jednocześnie pierwszą i poniekąd ostatnią myślą było, że najlogiczniejsze jest chyba uzupełnianie tym, co zostało zabrane, a więc rybami konsumpcyjnymi.

Reasumując, wydaje mi się, że aby nie mieć żadnego wpływu na populację (a raczej mieć jak najmniejszy, bo jakaśtam interakcja będzie zawsze), a jednocześnie zaspokajać potrzeby i sportowe, i kulinarne wędkarzy, obok wymiaru widełkowego (który z wiadomych powodów chroniłby ryby okazowe) powinno być prowadzone zarybianie rozmiarem, który jest z wody wyławiany, ale nie raz, czy dwa do roku, a zdecydowanie częściej, bardziej systematycznie, a mniejszymi \'porcjami\' - co tydzień, dwa i też nie w jednym miejscu, a w różnych punktach łowiska. Wydaje mi się, że takie bieżące uzupełnianie zasobów ekosystemu byłoby najbardziej racjonalne, ale zapewne też najdroższe (a dla naszego PZW zapewne niewykonalne), co odbiłoby się na wysokości licencji wędkarskich, jednak dało realne (pierwotne) szanse na spotkanie z \'rybą życia\'.
W sumie nawet, jeśli łowisko byłoby zupełnie objęte zasadą C&R to i tak przy dużej presji niezbędne będzie dorybianie (bo, odnosząc się do wcześniej publikowanych u nas tłumaczeń badań naukowych, pewien procent śmiertelności jest zawsze i o ile przy małej presji można to zrzucić na naturalną selekcję, tak przy wzroście tego procenta zaburzenia w populacji będą wyraźniejsze).
Podkreślam - to mój punkt widzenia.
Kamil dobrze kombinujesz, bo w zasadzie zależy właśnie na tym, aby ryby mniejsze miały szansę doróść do rozmiarów okazowych. Tych okazowych nigdy nie będzie dużo, bo naturalna selekcja i wędkarska presja zrobi swoje. Tu jednak wprowadza się limity (jak czytałeś - 2-3 sztuki, w tym także jeden np. ok. 100 cm). Spotykany jest także wyższy limit dla szczupaków do 60 cm, czyli wg mnie ryb o najlepszych właściwościach kulinarnych. Przedział od 60 do 90 cm rośnie sobie spokojnie poddawany tylko wpływowi naturalnemu. Co ważne jednak jeziora traktuje się indywidualnie, bo każde jest na swój sposób inne. Pracują nad tym wszyscy: właściciele-dzierżawcy, naukowcy, rybacy, wędkarze, bo mają żywotny interes, aby zadowoleni byli niedzielni wędkarze, zadowalający się rybami konsumpcyjnymi i łowcy okazów, bo jest szansa na potwora (większa niż gdzie indziej). Jurek dawał też przykłady artykułów opisujących jeziora, na których widełki (slot) wprowadza się w zakresie dopuszczającym do wędkowania i zabierania... Czyli ochrona szczupaczków (i innych gatunków) do rozmiaru niżej wartości widełek (np. do 50 cm) i powyżej, czyli powyżej np. 80 cm. Takie działania są podejmowane po rozpoznaniu struktury wiekowo-wielkościowej populacji. Jak wiadomo po rozpoznaniu akwenu.
A u nas... 40, 50, 60 cm i wszystko co powyżej w łeb i do worka... Nikomu nie zależy, nikt tego nie monitoruje, a jeśli już to w zakresie daleko niewystarczającym. A moglibyśmy, bo wszystkich chętnych mamy o niebo więcej niż Amerykanie, wędkarzy, naukowców, rybaków przypadających na 1 ha wody... Każdy z nich znalazłby pracę, pod warunkiem, że by chcieli i żeby w naszym kochanym kraju zaczęto najpierw myśleć, a póżniej liczyć, a nie odwrotnie...
Panie prezesie(79),

Prosze nie sądzić, że te artykuły są wyszukiwane i tłumaczone oraz publikowane, a także dyskusje prowadzone dlatego, że komuś się nudzi i nie ma nic innego do roboty, albo chce pokazać, że \"wie lepiej\". One są do wykorzystania i Koledzy zainteresowani swoimi wodami wykorzystują je dobrze. To dotyczy zarówno artykułó publikowanych tutaj, jak i tych z NaMuche.pl czy z innych miejsc w sieci.

One wszystkie służa temu, żeby dać na przykład Panu możliwość wydrukowania takiego tekstu, spotkania się z kolegami, rozdania im egzemplarzy, omówienia tego, co wynika z treści. Taka wiedza może pomóc w rozmowach z ludźmi, którzy podejmują decyzje, albo w zastąpieniu ich przez ludzi, którzy zapoznali się z wiedzą przełamującą funkcjonujące stereotypy.

Proszę więc wydrukować ten artykuł, kolejny o efektach zarybień w zależności od różnych czynników, oraz dyskusję na forum o efektywności zarybiania, do której nawiązaniem są oba opublikowane artykuły. Proszę jke rozpowszechnić w sposób jaki uzna Pan za najlepszy. Tyle dostaje Pan do ręki, gotowe, do wykorzystania. Zachęcam do współpracy.

Jeżeli tych publikacji i zawartych w nich argumentów jest za mało, to proszę powiedzieć czego brakuje, to postaramy się wskazać miejsca, w których inne wiadomości są dostępne.

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia

Jerzy Kowalski
Panie Kamilu,

Na każdą wodę trzeba popatrzeć odrębnie, odnosząc się do warunków w niej panujących. Nie w każdej wodzie mogą żyć ryby duże, nie każda ma potencjał do wychowania „okazów”. Zresztą, proszę popatrzeć na wyniki zamieszczone w tym artykule – 300 „okazowych” szczupaków ze 120 jezior w latach 50-tych, 100 w 80-tych…
Są takie sytuacje, w których trzeba usuwać ryby duże, żeby mniejszych rosło więcej w sztukach i w ogólnej masie. Takie badania też są prowadzone w jeziorach „nieokazowych”…
Wymiar „widełkowy” chroni populację reprodukcyjną, a nie największe osobniki. W ogóle rzadko, niezwykle rzadko stosowany jest wymiar, powyżej którego nie można zabierać ryb. Jeżeli już, to jak w tej publikacji opisano, rozciąga się wymiar minimalny do dużych rozmiarów, pozwalając odławiać największe ryby, a zachowując populację tarłową.
Zarybianie też nie jest „panaceum”. Wszechobecne zarybianie bierze się z kalkulacji hodowlanych, z monokultur rybich, prowadzonych pod nadzorem. W środowisku efekty zarybień bywają opłakane. Poprzedni artykuł wskazywał na to, że jeżeli wpuści się narybek z hodowli, większy niż naturalny, to ten wsiedlony zeżre efekty tarła naturalnego. Z kolei jeżeli wsiedlany jest mniejszy niż naturalny, to ten wsiedlony zostanie zeżarty. A w dodatku ten rosnący jest pokarmem dla większych osobników. Każdy rodzaj zarybienia, każdy gatunek wymaga nieco innego podejścia przy zarybianiu. Nie każdy gatunek pozwala na wyhodowanie ryb w rozmiarach dużych.
Zaś zarybianie rybami wyrośniętymi, jeżeli możliwe, jest w efekcie najtańsze i pozwala na największe wykorzystanie łowiska. Właśnie tak, jak Pan napisał – małymi porcjami a często, z rozprowadzeniem po łowisku. Bardzo często śmiertelność w okresie wzrastania sprawia, że zarybianie młodymi formami, pozornie tańsze, w efekcie bywa wielokrotnie droższe niż wsiedlanie dużych ryb z hodowli. Powiedziałbym, że PZW nie stać na zarybianie narybkiem, ale tego nie widać, więc można nie przekładać takiego sposobu zarybiania na koszty zagospodarowania pokrywanego ze składek. Może licencje w cenach opłat dla niezrzeszonych pokrywają koszty gospodarowania, bo składki na pewno nie są w stanie zapewnić jego racjonalności. Są „listkiem figowym” dla rabunkowej eksploatacji. I to wszystko jedno, czy „kill” czy „no kill”.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
Indywidualne traktowanie róznych łowisk doprowadziło Amerykanów do wprowadzenia kategoryzacji jezior na trzy grupy - 1) o dużej gęstości populacji szczupaków (>20 osobników/ha), ale osobników małych, 2) o sredniej gęstości (10-20/ha), ryby o średnich rozmiarach, oraz 3), o małej gęstości (
\"(...)Zarybianie rybami wyrośniętymi, jeżeli możliwe, jest w efekcie najtańsze i pozwala na największe wykorzystanie łowiska.

Tak, Panie Jerzy. Tyle, że w pale się nie mieści, coby do wody wrzucać coś, co może iść prosto na patelnię. Gdzie sens? gdzie logika? -jak zapytywał mały Jasiu, gdy nauczycielka wyrzuciła go z klasy za pierdzenie. :grin

Przecież aktyw posunąłby prezesa z paragrafu o zdrowiu psychicznym!
Hmmm... coś mi pożarło większość komentarza ...

Indywidualne traktowanie róznych łowisk doprowadziło Amerykanów do wprowadzenia kategoryzacji jezior na trzy grupy - 1) o dużej gęstości populacji szczupaków (>20 osobników/ha), ale osobników małych, 2) o sredniej gęstości (10-20/ha), ryby o średnich rozmiarach, oraz 3), o małej gęstości (
Chyba znak mniejszości odcina resztę.

Indywidualne traktowanie róznych łowisk doprowadziło Amerykanów do wprowadzenia kategoryzacji jezior na trzy grupy - 1) o dużej gęstości populacji szczupaków (>20 dorosłych osobników/ha), ale osobników małych, 2) o sredniej gęstości (10-20/ha), ryby o średnich rozmiarach, oraz 3), o małej gęstości (poniżej 10 ryb/ha), mające potencjał wzrostu największych ryb ...
W tym pierwszym przypadku eksploatacja jest pożądana, choć mała, bo ryby mało atrakcyjna. W tym drugim - roczna eksploatacja na poziomie 20-40% populacji ryb dorosłych jest możliwa, zaś w trzeciej grupie jezior -
w trzeciej grupie jezior – mniej niż 10% populacji można odłowić w ciągu roku, czyli mniej niż 1 rybę z hektara (poniżej 10% z mniej niż 10 ryb/ha). To pokazuje jak wrażliwy jest ten ekosystem. Te niektóre jeziora, mające warunki dla największych ryb, są w stanie usatysfakcjonować niewielką liczbę wędkarzy. Szacunkowo - zakładając CPUE na przeciętnym poziomie 1 ryby dziennie, przy 10 dniach łowienia w roku, 1000 hektarowe, duże jezioro może \"zaspokoić\" 100 wędkarzy. Nie więcej.
Najbardziej istotnym elementem wymagającym kontrolowania jest wielkość presji wędkarskiej, czyli liczby \"dni wędkowania\" na hektar wody. Z tego wynika ilu wędkarzy może odwiedzić jezioro bez szkody, nie doprowadzając do nadmiernej eksploatacji zasobów. Żadne limity, wymiary itp. nie zrównoważą tego. W sytuacji kiedy wody są łatwo dostępne, niechronione przez trudny czy daleki dojazd, presję trzeba limitować przez kontrolowanie liczby korzystających z łowiska. Wbrew przezwyczajeniom ukształtowanym przez dziesięciolecia \"powszechności wędkowania\".

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
Panie Tomaszu,

Tam, gdzie rozsądni ludzie zastąpili \"aktyw\" sprzed dziesięcioleci (i jego kontynuatorów) sprawy mają się zupełnie inaczej i tam prezes umie liczyć i ludzie podejmujący decyzje również ... ;-)

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
Jurku, znak mniejszości odcina resztę, bo treść po tym znaku kwalifikuje jako link, których ze względu na spam nie można dodawać, ale widzę, że sobie poradziłeś :)
Robercie,

Poradziłem sobie. Dziękuję za wyjaśnienia przyczyny tego zjawiska. :-)
\"Prosze nie sądzić, że te artykuły są wyszukiwane i tłumaczone oraz publikowane, a także dyskusje prowadzone dlatego, że komuś się nudzi i nie ma nic innego do roboty, albo chce pokazać, że \"wie lepiej\".\"

Panie JKowalski, może i mój poprzedni komentarz nie był zbyt wylewny
i trafny w uwadze, ale nie posądzałem Panów broń Boże o nudę, czy wymądrzanie się. Proszę tego tak nie odbierać.

\"One wszystkie służa temu, żeby dać na przykład Panu możliwość wydrukowania takiego tekstu, spotkania się z kolegami, rozdania im egzemplarzy, omówienia tego, co wynika z treści. Taka wiedza może pomóc w rozmowach z ludźmi, którzy podejmują decyzje...\"

I znowu napiszę może trochę z przekorą, ale nie mam niestety kolegów w ZG PZW :grin
Oczywiście jestem świadomy po co powstają takie opracowania i wierzę, że rzeczywiście znajdują się ludzie, którzy potrafią je sprawnie wykorzystać do ochrony wód. Moim skromnym zdaniem zmiany powinny pójść jednak od samej góry (zmiana RAPR - np. wymiary widełkowe).

Co do prezesa własnego koła i drukowania mu owych materiałów, z przykrością muszę stwierdzić, że brał On udział w przygotowaniu wielu operatów i taka wiedza \"na pewno\" mu się nie przyda. Jeżeli wie Pan co mam na myśli.

Proszę jednak nie odbierać tych uwag jako złośliwości, czy krytykę. Cenię wszelkie publikacje i pracę w nie włożone. Dziękuję za chęć współpracy i pomocy.
Pozdrawiam
Jarek
Panie Jarku, prezesie 79,

Po co Panu koledzy w ZG? Przecież ZG nie ma nic do zagospodarowania obwodów rybackich, które Pan wraz z kolegami dzierżawi jako okręg. To okreg decyduje o regulacjach regulaminowych w tych obwodach, a nawet w ich częściach, jeżeli powoła w nich odrębne łowiska. Wprowadźciez w Waszym okręgu wymiary widełkowe, byle \" z głową\", regulujcie presję na łowiska, itp. itd. Wszystko w ramach racjonalnego gospodarowania w dzierżawionych wodach.

Zmieny \"od góry\" już dawno są, są decyzje umozliwiające podejmowanie różnorakich rodzajów działaności statutowej, gospodarczej, rolniczej, tylko trzeba to robić, chciec i umieć ... W demokratycznej, samorządnej rzeczywistości istotą rzeczy jest wykorzystywanie istniejących możliwości, a nie czekanie na nakazy i przymus. Zaś robienie tylko tyle ile się musi \"pod przymusem\", jest \"zakopywaniem talentów\" jak w ewangelicznej przypowieści.

Jakiego prezesa sobie wybraliście, takiego i macie. Dlatego napisałem, że szukanie innych, którzy zrobiliby robotę za Was, trochę nieprzyzwoite jest. ;-) Jeżeli sami nie zorganizujecie się lepiej to nikt Wam nie da ...

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
Panie Jerzy,
Może się troszeczkę rzeczywiście zagalopowałem z tymi kolegami w ZG.
Muszę przyznać, że użył Pan teraz argumentów faktycznie mocnych i przekonujących. Szkoda tylko, że ciężko tak o tych ludzi co chcą i umieją.
No ale może zacząć od samego siebie.
Pozdrawiam serdecznie
Panie Jarku, prezesie 79,

Zdecydowanie jestem zdania, że warto zacząć od siebie ... Zdaję sobie sprawę, że o takich ludzi trudno, dlatego staram się podsuwać informacje, które mogą przyczynić sie do powiększania ich liczebności ... ;-)

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
Panie Jarku,

Ma Pan \"pod bokiem\" ludzi, którzy zdecydowali się \"zacząć od siebie\", a i w Pańskim lub sąsiednim okręgu są wprowadzane, lepiej lub gorzej, ale są, regulacje specyficzne dla miejsca gospodarowania ....

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
Cóż Sławku :roll Tempo Twojej resocjalizacji mnie zaskakuje :grin ;)
Chociaż zdaję sobie sprawę z siły działania praw rynku, jednakoż zdaję też sobie sprawę jako \"fakultatywny\" hodowca i obligatoryjny nabywca różnej wielkości materiału zarybieniowego szczupaka, że pomiędzy potrzebami wód i możliwościami odchowu wspomnianych większych form szczupaka istnieje pewna niezwykle trudna bariera hodowlana (max.!!50kg/ha szczupaka NJ). Już na obecnym etapie zarybień praktycznie cały szczupak jesienny(25-600g/szt i większe) jest \"wysysany\" ze wszystkich gospodarstw rybackich. Szczupakowi niestety brak niektórych stadnych cech pstrągów, sandaczy czy nawet sumów. Odczuuwam to boleśnie każdej jesieni w czasie zarybień.