Wspomnienia zawsze trudno zacząć, bo chociaż je pamiętamy, to jednak jest w nich tak silny, emocjonalny ładunek, że niekoniecznie to co dla nas ważne, takim samym okaże się dla czytających.

Siedziałem dzisiaj przed domem i zakręciła mi się łza w oku, większa część życia już za mną, utraciłem jak i my wszyscy wędkarski raj. Jeśli taki istnieje to musi wyglądać tak jak wody z mojego dzieciństwa, krystalicznie czyste i bezwstydnie rybne. Pierwsze łowienie ryb, a właściwie powrót z niego pamiętam jak przez mgłę. Bukowy, porośnięty ogromnymi drzewami las, prześwietlony promieniami słońca, leśna dróżka i ja na ramie roweru wieziony przez ojca. W ręce kurczowo trzymałem siatkę pełną dorodnych pstrągów. Drogą dedukcji wywnioskowałem, że wracaliśmy wtedy z wędkowania na Białej Przemszy w okolicy wsi Golczowice, w górnym biegu rzeki o czystej wodzie i piaszczystym dnie. Miałem szczęście urodzić się i dorastać w regionie otoczonym przez takie właśnie i do tego rybne rzeki: wspomnianą Białą Przemszę, Dłubnię, górny bieg Pilicy, Szreniawę, Mierzawę, Centurię... Jednak w okresie, o którym teraz wspominam jedynym środkiem lokomocji były moje nogi i rower. Wody stojące to leśne dołki pełne karasi, linów i mnóstwa szczupaków. Mini jeziorka Rudnica z jej Zielonym i Czerwonym Stawem, „oazy” na Pustyni Błędowskiej, Jandy, Szopy i usytuowany na granicy Pustyni staw Bielny.

Pamiętam zwłaszcza szczupaki z Bielnego. Zielone kolorem świeżej sałaty z bledszymi cętkami. Te stawy to już historia. Po wybudowaniu kopalni zniknęły, a pozostał po nich piach i szkielety ryb, które w nich żyły. Pamiętam tamtą decydującą wiosnę, wybrałem się właśnie na Bielny z kolegą. Przeżyliśmy szok. Brak wody, dno usiane niezliczonymi szkieletami ryb, dużych ryb, sterczące z martwych już szczęk zęby szczupaków i drobne ząbki węgorzy, o których nawet nie wiedzieliśmy, że żyły w tej wodzie. Smutno mi nawet teraz, kiedy o tym piszę. Od dziecka obserwowałem proces niszczenia środowiska naturalnego. Cieki wodne i zbiorniki znikały, w pozostałych ubywało ryb trutych przez przemysł. Przysłowiową kropkę nad „i” postawiło PZW, które zaczynało wtedy prowadzić „racjonalną gospodarkę zarybieniową”.

Z czasem trzeba było urządzać coraz dalsze wyprawy na ryby. Najpierw z ojcem, skuterem Osa, potem motorowerem, samochodem zapuszczałem się w coraz dalsze regiony. Łowiłem na Wisłoce, najczęściej w okolicy Dębicy, na Dunajcu w okolicy Pilzna i na Zalewie Rożnowskim, Nidzie w okolicy Buska. Następne lata to coroczne wyjazdy nad morze do miejscowości Łazy i połowy w morzu, w jeziorach Jamno i Bukowo, kanały, torfowiska w lesie za ośrodkiem wczasowym. W morzy łowiliśmy węgorze, ogromne leszcze i jazie, duże płocie. Trafiały się okonie, sandacze, czasami belony i łosoś. Jezioro Jamno darzyło sandaczem, węgorzem i okoniem oraz leszczem. Kanały obfitowały w olbrzymią populację wyrośniętych, migrujących z morza płoci i żerujących na nich szczupakach. Niestety to było i minęło.

Ostatnie dziesięciolecia to wędkowanie w sztucznie zarybianych zalewach, sporadyczne wypady na pstrąga. To już nie to, co najmilej wspominam. Wypadałoby teraz napisać o tym, czym się kiedyś łowiło, o zapomnianych przynętach, o niezapomnianych przygodach... Obiecuję, że i o tym napiszę!

Bogusław Kwinta *miętus*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Wcale nie dziwię się, że minione czasy wspominasz z rozrzewnieniem. Oczywiście nie chodzi tu o okres w ogóle, bo przez niego dzisiaj mamy to co mamy (w sensie społeczno-gospodarczym), ale o ten odbiór, o to czucie. Powtarzam swoim dzieciom, żeby ze swojego dzieciństwa zapamiętywały każdą chwilę spędzoną w naturze, bo ta zmienia się bezpowrotnie.

Zadziwiłeś mnie tymi wodnymi oazami na Pustyni Błędowskiej! Byłem tam tylko raz i miałem mieszane odczucia. Nie wiedziałem, że były tam oazy. Podobno teraz ten obszar pustynią nie jest i biolodzy, ekolodzy myślą jak przywrócić jej pierwotny charakter. Chętnie dowiedziałby się więcej, a jak byłby jeszcze jakieś zdjęcia to powstałby świetny reportaż.

Czekamy na dalsze wspomnienia :)
Też mam wspomnienia z tzw leśnych jeziorek...Cudne one były. Były, bo dzisiaj albo wyschły i po prostu ich nie ma albo są zadeptywane i zaśmiecane przez leśnych \"spacerowiczów\". Oj, kręci się łezka w oku...
TJ zdjęcia? to były lata 55, 57 i następne. Stawy z Pustyni zniknęły na początku lat 70. Nawet dat dokładnych nie pamiętam. Pustynią niepodzielnie władało wojsko i naprawdę trzeba było uważać aby nie stracić głowy w jakimś ostrym strzelaniu Mig-ów, a na Staw Jandy i Szopy trzeba było dymać na piechotkę. Tylko do Bielnego dało się dojechać jako że leżał na granicy lasu i Pustyni.
W roku 70 rozminowywałem dla ciebie tę pustynie.Ponieważ obaj już jesteśmy dużymi chłopcami lecisz mi flaszkę.Oczywiście przy okazji.Pozdrawiam BYNIEK
Masz flaszkę Byniek, nawet dwie bo do jednej szkoda siadać. Jeśli stacjonowaliście w Kluczach to pewnie widziałeś Staw Jandy i Rudnicę z jej stawem Czerwonym i Zielonym. O których zapomniałem napisać, ale też były urokliwe. Usuwaliście niewybuchy czy też rzeczywiście miny?
Boguś w latach 65/75 to mnie się bardzo mocno zmienił smak.Wędkarstwo nie smakowało mi w ogóle.W latach69/70 stacjonowałem w Krakowie na Czyżynach.Na pustyni usuwaliśmy niewybuchy i miny ćwiczebne w powłoce betonowej.A wypady robiliśmy rzeczywiście z Kluczy.Pozdrawiam.
W 71 służyłem w 6 PDPD, stacjonowałem w Krakowie na ulicy Ułanów i kilka razy desantowałem na Pustyni rozminowanej przez Ciebie :)
Najmocniej przepraszam miało być bomby lotnicze \"takie500\" kg. a nie miny.
Ułanów się zgadza 6PDPD się zgadza. W moim przypadku 11 samodzielna k.sap.Zdrówka stary dywersancie, młodszy służbą.
Boguś! Jak służyłeś w 6 PDPD, to czy służył tam jeszcze płk Marian Jeżewski, z-ca dow. dyw. od spraw zaplecza, mechanizacji, czy coś podobnego? A może już poszedł do cywila?
Do spraw śrubek i kulek podpułkownik Bulek. Tak się mawiało więc pewnie nie. Pamiętam nazwisko dowódcy zwiadu w jednostce bo był moim szefem. Wtedy porucznik N nie podaję nazwiska bo cholera wie....
Sorry Hilary przyjacielu. W ferworze wymiany zdań palnąłem \"bobola\"
Biała Przemsza, Centuria, Sztoła, Tarnówka, Pustynia...
Moje tereny, moje klimaty, choć ja znam te miejsca od 10 lat, a historię to znam z książek, których niestety bardzo mało...
Miętus, odezwij się na PRIV, albo zajrzyj na naszą stronę www.bialaprzemsza.pl. Jesienią w Sławkowie regularnie spotykamy się w Austerii, napijamy się, mędrkujemy co i jak poprawić dla naszej rzeki, robimy warsztaty z wiązania much itp.
Bardzo, bardzo chętnie pogadałbym z Tobą o tym co było... Może część z tego uda się przywrócić? Może chociaż jakąś namiastkę ;)

Pozdrawiam
Piotr
Pitfish wielkie dzięki za zaproszenie. Ja obecnie mieszkam pod Wrocławiem wiec ciut daleko. Co do rzeki. Istniało, a może nadal istnieje Stowarzyszenie Gmin Szansa Białej Przemszy, pilotował tą inicjatywę burmistrz Bukowna p Nawara. Były zlecane opracowania na temat rewitalizacji rzeki, plany dotyczące ochrony środowiska itp. Jak to się skończyło i czy nadal program jest realizowany sam nie wiem. Fundusze z UE to jest szansa na takie właśnie przedsięwzięcia, ekologia to jeden z priorytetów. Cieszę się że wędkarze biorą sprawy w swoje ręce i życzę powodzenia. Jeśli mogę w czymś być pomocny pisz śmiało. Pozdrawiam Ciebie i kolegów.
Pozdrawiam weteranów wędkarstwa. Fajne te wasze wspomnienia wędkarsko wojskowe. Pisz Boguś pisz chciałbym powiedzieć, bo troszkę marazm wkradł się na WCWI. Cieniutko u nas z nowymi artykułami.
Cytuję: Miałem szczęście urodzić się i dorastać w regionie otoczonym przez takie właśnie i do tego rybne rzeki: wspomnianą Białą Przemszę, Dłubnię, górny bieg Pilicy, Szreniawę, Mierzawę, Centurię.
No właśnie to zdanie najbardziej uzmysłowiło mi,że kiedyś też podobnie myślałem chociaż w mojej okolicy nie ma tak znanych rzek, ale ryb było więcej niż wody. Pisz Boguś pisz, bo takie zwierzenia warto ocalić od zapomnienia.
Pozdrawia Ciebie dziadek Tadek
witaj Ted na pewno jeszcze coś napiszę, o sprzęcie, zapomnianych przynętach i o nie zapomnianych przygodach....... Pozdrawiam serdecznie.