Jako, że mój Tato we wrześniu tego roku skończył 60 lat postanowiłem Mu zrobić prezent urodzinowy w postaci wyprawy w morze i połowów dorszy. Odpowiednio wcześniej (2 miesiące) zarezerwowałem u ponoć jednego z lepszych szyprów - K. Dettleaffa z Jastarni 4 miejsca na wędkowanie. Zamówiłem również noclegi dla 4 osób, bo pojechaliśmy w składzie: tato z mamą i ja z żoną (2 pokoje z łazienkami). Dzień przed wyjazdem potwierdziłem wypłynięcie, noclegi itd. Wszystko wydawało się załatwione - jedziemy.

Po długiej i męczące podróży przez całą Polską (600km) docieramy na miejsce, do Pana Kazimierza pod dom. Gospodarz dopiero co wrócił z morza. Idziemy oglądać pokoje i tu pierwsze zaskoczenie. Małe kichy, że ciężko się minąć między wersalkami, o łazienkach można zapomnieć. Na moje uwagi, że nie tak jest jak zamawiałem, gospodarz wzrusza ramionami i stwierdza, że może u brata, po sąsiedzku będą wolne, albo u innego sąsiada... w ogóle traktując nas jak intruzów. Wciskał mi, że nie rozmawiałem z nim (dzwoniłem na komórkę) tylko z synem, albo jeszcze nie wiadomo z kim. Zachowanie tego Pana było iście jak z minionej epoki, co to letników traktowano jak "stonkę", która nad morze przyjeżdża i psuje miejscowym powietrze.

Decyzja mogła być jedna - zwijamy się do Władysławowa, na sprawdzone przy poprzednich wyprawach noclegi, gdzie atmosfera była miła i w pokojach, i otoczeniu czysto. Udało się, po telefonie mamy noclegi takie jak powinny być.

Teraz sprawa wędkowania. Po takiej akcji z noclegiem w naszej ekipie powstała obawa, że tak samo Pan Kazimierz Dettlaff potraktuje wędkowanie, czyli byle jak, choć to może było z naszej strony zbyt dalekie przekonanie. Powstał pomysł zmiany szypra i tak też zrobiliśmy. Zadzwoniłem w kilka miejsc i wolne miał w zasadzie tylko Pan Jarosław Kirszling, więc wsiedliśmy z Tatą (kobiety z obawy przed choroba morską zrezygnowały) na jednostkę Normandia i wypłynęliśmy. Podczas rejsu nie wiem, czy to dorsze rzeczywiście gdzieś uciekły, czy to "tylko" szyper Normandii jest zwykłym partaczem, ale na kilkunastu chłopa było ledwie kilkanaście (do 20 max) bolków. Ani jednej lepszej sztuki, czy choćby porządnego brania. Ogólnie mówiąc ogolili nas po 130 zł i pognali do domów. W maju tego roku Tato złapał dorsza 120 cm i 14,5 kg wagi. Było to na Stolemie (w nr 10 WW i WŚ jest zgłoszenie) - armatorem też był J. Kirszling. Nie mieliśmy żadnych podstaw, żeby spodziewać się takiego potraktowania.

Następnego dnia szukamy innej jednostki. Może wraki na Helu? Dzwonię - pech szyper ma akurat wesele chrześnicy i nie wypływa, ale poleca w zamian jednostkę CPT Morgan. Dzwonię pod uzyskany telefon i okazuje się, że mają wolne miejsca, płyniemy! O 5 rano jesteśmy na burcie statku. Jest z nami ekipa ze Śląska, która poprzedniego dnia połowiła z dobrym skutkiem (na 11 wędek było 33 dorsze 3-8 kg) u tego szypra, który polecił nam Morgana. Tym razem w nocy morze wzburzyło się do tego stopnia, że nie da się łowić, próbujemy łowić na wrakach, na dnie zatoki bardzo blisko portów helskich. Szyper dziwnie pływa obok wraków i sam o tym nam mówi pokazując, że wrak jest – Ooo, tu blisko! Mimo interwencji, nie napływa nad wrak tylko ciągle obok - tłumaczy, że nie może długo utrzymać się nad wrakiem, że urwiemy pilkery, że szkoda mu silnika, żeby stać nad wrakiem itd. Nie pomagają prośby ani spokojne, ani nerwowe... "Fryzjer" do kwadratu! Ogolił po 110 zł razy chyba 14 wędkarzy i pojechały szczury lądowe do domu...

Reasumując, weekend zepsuty, 1200 km i sporo kasy w plecy, a dorszy w zasadzie nie widziałem, same boleczki. Miałem za to spotkanie z "fryzjerami".

Michał Kiziński *kazu*

PS. Wpisałem krytyczny tekst w księdze gości CPT Morgan na ich stronie internetowej niestety dwukrotnie został usunięty. Jakoś pozytywnych dla siebie wpisów nie usuwają :) Fajnie coooo? :)

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Nie zawsze brak ryb oznacza \"fryzjerstwo\"... Rybny \"zawód\" wpisany jest w nasze hobby. I niestety, nie zmienia tego ani przejechane kilometry, ani zapłacone pieniadze... Postawa - przejechalem 1200 km i zapłaciłem dużo, to mi sie należy niestety nie jest \"godna naśladowania\"
Oj, nie zgodzę się z Tobą, Arturze. Nie chodzi o żadną postawę roszczeniową. Chodzi o to, by nie robiono nas w trąbkę.
Gdy kupujesz jakikolwiek przedmiot czy usługę - oczekujesz dobrej jakości. Tak samo jest z wędkowaniem. Nie po to becelujemy grubą kasę, by armator wystawiał nas rufą do wiatru.
Zasranym obowiązkiem szypra jest dobrze napływać. Wędkarze wiedzą, że - przy łowieniu na wrakach - trzeba się liczyć ze stratami. A że silnik się np. nadmiernie eksploatuje? To wyłącznie sprawa armatora. Za to bierze od nas kasę. I tak ma się starać, by na swoje wyszedł. Uczciwie traktując klienta.

A co byś powiedział, gdyby np. taksówkarz wysadził Cię dwa kilomtetry przed domem twierdząc, że pod Twój adres nie dojedzie dlatego, że obawia się o zawieszenie? Bo na Twojej ulicy nawierzchnia jest dziurawa?
Opis zdaje się potwierdzać wrażenia Autora.
Stwierdzenia zaś o \"kasie w plecy, czy przejechanych kilometrach\" wpisuje się w wędkarską codzienność, która raczej takim \"rachunkom\" sie nie poddaje. Której takie obliczenia są wręcz obce...

Przy założeniu, że wrażenia Autora są słuszne to rzeczywiście padł ofiara \"cwaniaków\". Stąd konieczność wymiany informacji o \"dobrych\" i \"złych\" szyprach.

Pamiętać jednak musimy, że czasem (chyba nie w tym przypadku) po prostu \"rybów niet\"...
Oczywiście Andrzeju masz prawo do własnych osądów. Szanuje to...

Podczas rejsu nie wiem, czy to dorsze rzeczywiście gdzieś uciekły, czy to \"tylko\" szyper Normandii jest zwykłym partaczem, ale na kilkunastu chłopa było ledwie kilkanaście (do 20 max) bolków. Ani jednej lepszej sztuki, czy choćby porządnego brania. Ogólnie mówiąc ogolili nas po 130 zł i pognali do domów.
Może mi ktoś wyjasnić o co chodzi z tym napływaniem na wraki i eksploatacją silnika

Wiesz, wraki to raczej lotniskowce nie są.. A przy silnych prądach napłyniecie na wrak i utrzymanie nad nim jednostki na czas ciut dłuzszy, niz dotarcie pilkera na dno wymaga niezłej pracy szypra manerujacego silnikami (cała przód, lekko w tył, machania kołem sterowym itp.).. Taka troche \"corrida\"..
Czezie przyczyny sa różne. Czaem tylko jest to niestety dbałośc o komfort załogantów i zasobność ich pudeł z pilkerami. Najczęściej to dbałość o dobre łowiska, trzymane na lepsiejszych wędkarzy, znanych itp. Niestety. Rzecz jasna pomijam wraki tak odległe od brzegu, że np. gorsza pogoda uniemożliwia słabszym jednostkom dopłynięcie.
Chyba wszyscy jeżdżący na nasze morze doświadczyli podobnego potraktowania. Dla ludzi jadących z daleka i zwykle długo na rejs czekających - to ból podwójny. U mnie było trochę inaczej. Umawiamy się kilka miesięcy wcześniej na 16 września br do Władysławowa. U kpt Wiśniewskiego nie ma miejsc na sobotę, poleca nam WŁA-209. Śledzimy długoterminowe prognozy pogody bo podobno (tak twierdzi właściciel) tylko wiatr może zepsuć wyprawę. Wszystko dograne, sprzęt dopieszczony. Mamy jechać w piątek (450km). W czwartek telefon od pracownika z firmy Fala - niestety nie wypłyną bo nie mają jakiegoś dokumentu. Pytam czy znalazł jakieś miejsce na zastępstwo na innej jednostce - No nie ale może dać jakieś telefony..., które przecież powszechnie dostępne są w internecie... Przypominam, że na sobotę sami nie znajdziemy miejsc. Umywają ręce. Jaki morał - chyba trzeba rezerwować miejsca awaryjne odpowiednio wcześniej.
PS Wyprawa doszła do skutku dzięki przyjaciołom z Jastarni. Wypłynęliśmy we trzech na małej jednostce ale o tym jak to było w oddzielnej relacji.
Michał Orzechowski \"Michał_O.\"
Michał to czekamy na te relacje, szczególnie jestem ciekawy tych małych jednostek, ktorych coraz więcej nad polskim Bałtykiem.
Czez - potwierdzę to, co Artur (o konieczności perfekcyjnego manewrowania w trudnych warunkach) i Maciek (o \"oszczędzaniu\" łowisk dla \"równiejszych\") wspomnieli.
Przy manewrowaniu (niezależnie od stanu morza i prędkości wiatru) wystarczy różnica 20 metrów w kierunku dryfu, by na wraku stało się bezrybnie. Po prostu ryby siedzą wewnątrz wraku lub tuż obok. Z dwudziestu metrów, przy przejrzystości bałtyckiej wody, nie zobaczą dłubiących dno przynęt. Owszem, usłyszą dzięki linii bocznej. Lecz jeśli są akurat mało aktywne, to nie będzie im się chciało podpłynąć i sprawdzić.
Większość wraków to jednostki niewielkie. Najwyżej 50 m. Więc przy szybkim dryfie (silny wiatr) wystarczy minuty, nawet przy dobrym napłynięciu, by pilkery znalazły się poza zasięgiem mało aktywnych ryb.
Artur wspomniał o lotniskowcu. Kilka danych: stępka leży na 90 metrach, pokład startowy na 60. Długość to ok. 260 metrów. Więc niby jest gdzie powojować nawet i przy szybkim drygie wzdłuż podłużnej osi wraku.
Póki co - nie powala rybnością. Pewnie dlatego, że niemal zupełnie brak nadbudówek, a pokład płaski, bez kryjówek dla ryb.
Gdyśmy tam popłynęli na Admirale - ponad połowa wędkujących, po kilku napłynięciach, albo miała rybę, albo kontakt z rybą.
Myśleliśmy, że wędkarsko \"rozdziewiczamy\" wrak. Figa! Miesiąc wcześniej był tam, co najmniej raz, inny kuter. Przedwczoraj gawędziłem ze znajomkiem, który wówczas popłynął. Na ok. piętnastu wędkarzy na pokładzie nikt nie miał kontaktu z rybą. Więc ponad 5 godzin płynięcia w jedną stronę (to dość powolny kuter) okazało się tylko źle wspominaną wycieczką.
Nie poznamy odpowiedzi na pytanie, czy to błędy sternika, który nieumiejętnie napływał (bo może w poprzek kadłuba?), czy tylko ryby jeść nie chciały. Wykluczam brak umiejętności zanjomka. Bywa na Bałtyku i 10 razy w roku, ma ogromne doświadczenie, jest skutecznym wędkarzem.

Kolejny przykład: w pierwszy weekend września (o czym Kot_bury w swojej relacji) pływali na głębokim, wszystkie kutry uczestniczące w Festiwalu dorsza posżły na płytkie. Na każdym wyjęto w sobotę po ok. 300 ryb. Z czego ok. 60% to niemiarki.
Myśmy poszli na płytkie następnego dnia. Brań i ryb było do bólu rąk. A niemiarków trafiło nam się może z dziesięć, u wszystkich łowiących. Sam miałem na kiju ponad trzydzieści dorszy. W tym tylko jeden krótki.
Stojąc na rufie - widziałem delikatne, niemal niedostrzegalne zmiany pracy śrub napędowych. Olek tak manewrował, by jak najdłużej utrzymać jednostkę dokładnie nad wrakiem czy - na płytkim - nad górką.
Wcześniej, gdzie indziej, tego nie dostrzegłem. Choć staram się złapać miejscówkę na rufie, gdzie mi najwygodniej. Nie zauważyłem, by sternik podejmował podobne próby manewrowania.

Nie umiem określić, w jakich proporcjach oddziaływują poszczególne czynniki składające się na skuteczność wędkowania: dobra lub zła wola szypra, jego umiejętności, wreszcie aktywność żerowa ryb.
Oczywiście pozostaje jeszcze sprawa umiejętności wędkarza, doboru sprzętu itp. Ostatnio stał obok mnie gość, który nie miał nawet kontaktu z rybą, gdy wszyscy inni łowili skutecznie. Dopiero na koniec rejsu \"zlitował\" się nad nim jakiś przypadkowy, kilogramowy bolek.

Kwestią zasadniczą niezmiennie pozostaje tu jednak sposób, w jaki zostali potraktowani wędkarze - nabywcy usługi. Począwszy od zakwaterowania niezgodnego z opłaconym zamówieniem (i obietnicami), aż po traktowanie wędkarzy na pokładzie. Z którego przecież nie da się wysiąść :)
Kazu na Hel jezdzi sie na MIRE sądząc po opisie to szyper tego kutra miał wesele chrześnicy.Ostatnio szukam w necie i wsród znajomych informacji o kutrach które pływają na wraki ale o CPT Morgan nigdy nie słyszałem.A swoim zdaniem moze wystapili bysmy do redakcji WCWI o stwożenie zakładki na stronie gdzie bedziemy umieszczac FRYZJERÓW.W pazdzierniku zeszłego roku byłem na Normandi i miałem 12 szt a w tym roku 13 maja złowiłem tylko 1 szt ale szyper sie starał a ja i tak nie potrafiłem złapac,choc inni łapali i to całkiem całkiem.Tak juz czasem bywa ze wraca sie o kiju,wkońcu nie jestesmy rzeżnikami tylko wędkarzami i pływamy nie tylko po tybę ale i dla przyjemnosci.Jezeli ktoś tylko pływa dla ryby aby mieć więcej to zapraszam do REAL-a bo są w promocji, i na pewno znacznie taniej niz do Władka jechać.Ale coś tam złapaliście wiec honor został uratowany.Moze było błędem rezygnacja z Dettlaffa u niego zawsze wracają z rybą i to nie małą sam to widziałem wielokrotnie bo do Władka przyjezdzam zawsze koło 15 godz i pierwsze kroki kieruje do portu gdzie widzę spływające kutry i co przywozi który, wiem wtedy czego sie moge spodziewac łowiąc nastepnego dnia.
Podaj link do strony tego FRYZJERA CPT Morgan chetnie zobacze kogo sie wystrzegac.W zeszłym roku na Normandi szyprował ,,BLADY\" i uważam ze był w miare ok zawsze dał połowic , być moze zmienił sie szyper badz wytyczne armatora po co pływac po rybnych łowiskach ok 13 mil od brzegu kiedy za tą samą kase powoził was po pustyni oddalonej 5 mil od lądu.Ropa była wtedy droższa a kuter trochę tej ropy zjada dla ciekawych Normandia zjada 200-250 litrów na rejs ,przynajmniej tak mówił Blady w zeszłym roku
Kod: *Fryzjerstwo* morskie
Dodane przez b521 w dniu - 2006-09-27 20:40:40
--------------------------------------------------------------------------------
Podaj link do strony tego FRYZJERA CPT Morgan chetnie zobacze kogo sie wystrzegac.W zeszłym roku na Normandi szyprował ,,BLADY\" i uważam ze był w miare ok zawsze dał połowic , być moze zmienił sie szyper badz wytyczne armatora po co pływac po rybnych łowiskach ok 13 mil od brzegu kiedy za tą samą kase powoził was po pustyni oddalonej 5 mil od lądu.Ropa była wtedy droższa a kuter trochę tej ropy zjada dla ciekawych Normandia zjada 200-250 litrów na rejs ,przynajmniej tak mówił Blady w zeszłym roku


Według słów Krzyśka Armatora Admirała. Tenże admirał przy 11-u węzłach zjada 30-40l ropy na godzinę, ale wystarczy zwiększyć obroty silnika o 600 obrotów prędkość o ile dobrze kojarzę wzrośnie do około 15 węzłów (maksymalna Admirała to 18 węzłów) to spalanie rośnie do 160l ropy na godzinę. A trzeba pamiętać że przelotowa prędkość Admirała czyli te 11 węzłów to dla niemalże wszystkich pozostałych kutrów jest maks. O ile dobrze pamiętam to Nereida ma maksymalną prędkość przekraczającą 11 węzłów ale i tak jest dużo wolniejsza od Admirała. Olek szyper Admirała pokazał nam jego możliwości, przy silnej fali log pokazywał 14,5 węzła a Nereidę mineliśmy jak by prawie stała w miejscu :):):).
My wędkarze powinniśmy być przyzwyczajeni do tego, że czasem ryba nie bierze. Nawet jak przejechaliśmy 500 czy tez nawet 1000km i jeszcze zapłaciliśmy za rejs ok 130 zł. Nawet na naszych ulubionych łowiskach ryby czasem chcą współpracowac a czasem nie. Tyle, że na śródlądziu sukces w połowach zależy w dużej mierze od tego jak się przykładamy do wędkowania (pomijając inne czynniki). Natomiast na morzu na nic się zdaja wszystkie nasze umiejetności, gdy zawodzi szyper. Nawet najlepszym z nich też się zdarzają rejsy gdy ryba nie bierze lub niemożna jej znaleźć i to jest wg mnie normalne. Najgorsze jest to olewanie klienta. Gdy ludzie, którzy byli juz na dorszach conajmniej kilkanaście lub więcej razy widzą, że szyper ich olewa i nie chce mu się szukać ryby.
Ostatnio tez tego doświadczyłem na wspomnianej wcześniej Normandii. Cały czs kręciliśmy się po płytkiej wodzie 20-30m, a gdy tylko ktoś złowił malutkiego bolka to szyper gasił motor na 30-45 min(nachalne oszczędzanie paliwa) i zabierał się za picie browaru. A my tak jak te pajace mogliśmy sobie do woli próbowac kusić dorsze naszymi pięknymi pilkerami. Następnie dostawał cynk z innego kutra Kirszlinga, że u nich złowili 1-2 bolki i my natychmiast płynęliśmy w to miejsce by powtórzyć wcześniej opisany scenariusz. Dodam jeszcze,że to przecież motorniczy(zwany przez większość szyprem) powiniem wiedzieć kiedy dać sygnał do łowienia i nie robić tego gdy kuter jeszcze nie wychamował. Na dorszowych rejsach bywają przecież także ludzie niemający wiele wspólnego z wędkarstwem i brak im wędkarskiej wyobraźni-pilkery wędrują przedwcześnie do wody a potem rozplątywanie, cięcie wiązanie.
Kiedyś kilka lat temu przykładali się i na Normandii, teraz już nie. Ostatnio jest coraz więcej kurtów, które tylko wożą wędkarzy- mam nadzieję że nie przetrwają zbyt długo na runku usług wedkarskich. Ja i moi znajomi po kilku takich przypadkach na różnych kutrach \"wyleczyliśmy\" się już z Władysławowa. No może jeszcze spróbujemy połowić z Admirała bo jeszcze nie było nam dane łowić z jego pokładu.
Na szczęście jest jeszcze kilku prawdziwych speców, którzy na dodatek dbają o klienta. I nawet jak człowiek u nich spacjalnie nie połowi to przynajmniej jest zadowolony z miłej i fachowej obsługi. A w drodze powrotnej można co najwyżej ponarzekać na brak współpracy ze strony ryb.
Jak każda dziedzina gospodarki tak i ta przechodzi swoje różne chwile. Po okresie \"siewu\", gdy szyprowie starali się \"wyrabiając sobie nazwiska\". Nadszedł okres \"żniw\", który wykorzystują drobni cwaniaczkowie. Na szczęście obok nich pojawiać się będą PRAWDZIWI przedsiębiorcy, którzy wiedzą, że taka filozofia ma krótkie nogi. Cwaniaczkowie, za chwilę, wylecą z rynku (a wrócic bedzie ciężko) i znów będą w sytuacji z czasów \"rybaczenia\". Ze swoimi zdezelowanymi krypami. Pozostana uczciwi. takie sa prawa natury...
Rozumiem, że dorsz o długości 120 cm miał masę chyba 14,50 kg, a nie 4,5, bo to byłby ewenement na skalę kosmiczną! :grin
Bulba, to krzyzówka z beloną była :)
Jasne, dzięki Janusz, już poprawiłem!
Myślę, że taki dział by sie przydał.

FRAJERSTWO MORSKIE
ALBO DZIAŁ FRYZJERSTWO MORSKIE
Chciałbym dorzucić do tej dyskusji swoje trzy grosze,po pierwsze zapisu wraka na echosondzie nie mozna pomylić z niczym innym więc albo jesteśmy na wraku albo szyper jest kompletnym partaczem i nie potrafi dryfem trafic na wrak.Po drugie sposob w jaki dryfujemy nad wrakiem jest zalezny od kierunku wiatru oraz czasami od kierunku dryfu ktory czasami sie nie pokrywa z kierunkiem wiatru reasumujac dryfowanie wzdłoz wraku lub w poprzek nie jest w żaden sposob zalezne od szypra.Po trzecie według mnie fryzjer to szyper który nie szuka ryb tylko powtarza w nieskończonosc napływanie na to samo łowisko z ktorego w ciągu dnia wędkarze wydłubia pare ryb.Niestety i na morzu zdarzają sie dni gdzie ryba nie bierze lub jej nie ma, czasami jest to zależne od kierunku wiatru ,dobry szyper bedzie tej ryby szukał pływajac od miejsca do miejsca jak znajdzie to wszystko jest ok, jak zaliczy porazke to wedkarze go skrytykuja ze urzadził im rejs krajoznawczy, kończać powiem tylko ze wraki koło Helu są bardzo mocno wytrzebione przez duza presje jednostek wędkarskich Krzysztof
Krzysztof, no to nieco zburzyłeś mój pogląd na temat zależności kierunku dryfu od starań szypra (sternika). Przynajmniej zdawało mi się, że doświadczyłem czego innego :)

Że kierunek i siła prądu czasem kłóci się z kierunkiem wiatru - to nie dziwne. W takich warunkach (wiatr swoje, prąd swoje, a długa, martwa fala też po swojemu) jeden jedyny raz zdarzyło mi się karmić Neptuna tak, że mało własnego jelita grubego nie wyrzygałem :grin

A poza tym - nie strasz. I tak pojedziemy ;)
...i na dodatek zrobimy zawody.
Wtedy trzeba będzie balast zrzucać. :grin
ad Agrabi

Oczywiscie setki razy byłem na rybach i również setki razy wracałem o kiju, na Baltyku tez łowiłem nie raz ale po raz pierwszy na Morganie spotkałem sie z takim podejciem do wędkarzy. Ponoć pływaja z wedkarzami a nawet skrzynek na ryby nie mieli (okazało to sie dopiero jak jeden z wędkujących wyjał boleczka), nawet nie mieli kawałka rurki żeby pomóc urwać pleconkę przy zaczepie ...
Nie mam postawy roszczeniowej aczkolwiek jeżeli za cos płacę to wymagam od zleceniobiorcy przynajmniej należytej postawy oraz tego żeby tan komu płacił choć troszke starł sie wykonac nalezycie zlecona usługę.
ad vocem
Wedkarstwo to hobby i niepowodzenie jest czyms normalnym przy wędkowaniu.
Co do napływania i manewrowania silnikiem. Pewnie nie mam takiego doświadczenia jak zawodowi szyprowie ale pływam juz 25 lat na róznych wodach słodkich i słocnyhc i dajcie mi wiarę ze da sie zatrzymać sie w miejscu wzgledem dna w 99% miejsc w ktoryc chcemy stanąć. Trzeba tylko odpowiednio manewrować silnikiem, płetwą sterową ( choc ja preferuję żagle).
Jak mi moj poźniejszy wywiad doniósł ryba była w Zatoce i dało sie ja znaleźć lecz trzeba było tego chcieć.
ad b521
Oczywiscie na Mirę do p. Edka pojade jak sie uda jeszcze w paździrniku.

Pozdrawiam i zyczę połamania kijów.
I do spotkania na Bałtyku !
Wielkie dzięki za relację!!!
Panu Kaziowi i innym w dupach się poprzewracało, niestety wielu chętnych na morskie łowy powoduje, że nie szyprowie (armatorzy) nie obawiają się bezrobocia.
Smutne, bardzo smutne.
Postawa tego Kazia świadczy po prostu o jego poziomie jako człowieka i usługodawcy.
Dla mnie skandaliczne jest to, że w balona są robieni ludzie, który zasuwają po 500- 600 km.
Zdaję sobie sprawę, że morze jest kapryśne- czasami daje durzo, a czasami nic, ale nic nie usprawiedliwia lekceważenia drugiego człowieka, który płaci za normalą usługę.

Ja też mam niemiłą informację- jedyny człowiek morza , który (wg mnie) jest godny zaufania Adam Miller już nie pływa, mam nadzieję, że chwilowo.

Pozdrawiam z Poznania
Jadę na MIRE 28 pazdziernika czy ktoś sie wybiera w tym terminie??
A ja sobie tak czytam te wasze żale... I tak sobie myślę...
Paręnaście lat temu stwierdziłem, że w Polsce nie ma szczupaków godnych uwagi. Podliczyłem koszty i wyszło mi,że 3 weekendowe wyjazdy na Mazury kosztują tyle samo co tygodniowy wypad do Szwecji. Pojechałem raz, drugi, enty.... Zaszczupaczyłem się.
Teraz tak sobie liczę... 3 wyjazdy weekendowe na dorsze po circa 400 zetów od łba dają tydzień w Norwegii przy 4 osobach. Nie mówię o ekstraklasie norweskiej ale o miejscach, które sam wyszukuję w internecie. Więc przestańcie biadolić. Zacznijcie liczyć. Czy nie lepiej odpuścić 3-4 wyjazdy do \"fryzjerów\" i pojechać tam, gdzie szanują człowieka i jego pieniądze??
Chyba warte przemyśleń...
Kolego Argrabi w zaden sposób nie bronie Cpt Morgana w kazdych warunkach mozna przedryfowac nad wrakiem to fakt ale zeby to zrobić trzeba po pierwsze mieć pozycje wraka ,postawienie sie w dryfie zeby trafic przynętami we wraka wymaga troche kalkulacji widac z opisu ze szyper ww jednostki tego nie potrafi ,niestety mozemy tylko dryfowac nad wrakiem z predoscią ktorą wyznacza sila pradu w tym miejscu , jachtem motorowym z paroma wedkarzami mozna postawic sie nad wrakiem i dłuzszą chwile nad nim postać ,jest kolosalna roznica w manewrowaniu jachtem motorowym a statkiem z 12 wedkarzami na jednej burcie ,prawidlowe i idealne postawienie statku w dryfie widac po plecionce jezeli jest protopadle do burty to jest ok jezeli szyper coś przeoczył to ucieka gdzies na bok .Manewry Olka w trakcie dryfu zwracam sie tu do Andrzeja miały na celu unikanie sytuacji bocznego znoszenia naszych przynet .Opis rejsu na Cpt Morganie swiadczy o tym ze jednosta ta jest kompletnie nieprzygotowana do prowadzenia rejsow z wedkarzami ,szyper to pewnie gosc z łapanki ,z dorszem na zatoce jest problem gliniane i piaszczyste dno powoduje ze dorsz jest tam zadkim gosciem, miejsca jego stałego pobytu to wraki, niestety sa przelowione zdarzaja sie sytuacje gdzie trzeba sie ustawic w kolejce do wraku, mowie tu o wrakach wokół Helu .Fryzjerstwo morskie to zajęcie bardzo krotkotrwałe,opinia idzie w swiat .Na koniec pochwale sie dzisiaj Olek złowił dorsza 118 cm - 15kg Pozdrawiam Krzysztof
Tak sobie czytam i czytam... i zastanawiam sie kiedy wreszcie ktoś zauważy, że nie tylko dorsze są tu najważniejsze. Jedziemy setki kilometrów po co? Po mięso? Nie, jedziemy popływać za dorszem. Za swoje \"dudki\" oczekuję bezpieczeństwa, pewnej dozy komfortu, miłej atmosfery, zaangażowania szypra w szukaniu ryby i na końcu ryby.

Sorry ale rejs z najlepszym szyprem, łajbą zagrażającą memu życiu mnie nie interesuje. Rejs jednostką, na której w razie złej pogody nie będę miał się gdzie schować też nie. Ja jade dla przyjemności a nie za karę.

Od szypra oczekuję tylko dwóch rzeczy: umiejętności i chęci. Jak na razie znam tylko dwie jednostki z takim szyprem, co nie znaczy, że są tylko dwie bo pewnie jest znacznie więcej.
witam Panów, współczuje kazowi, w piatek 06.10.2006 wypływam z Kołobrzegu Poszukiwaczem, na pewno podzielę sie relacją bo to pewnie nie będzie fryzjerstwo. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów bo to moje pierwsze wejście na wcwi
Poszukiwacz to klasa smam w sobie. Oczywiście chodzi mi tylko o ryby.
Kocie Bury na wedkowanie wcale nie jeżdżę po mięso jeżdzę dla przyjemności i dlatego wymagam od szypra starania się o dobre wyniki dla wedkarzy którym świadczy usługę. Jezeli ktoś nie umie to nie powinien podejmowac sie wykonania usługi

Nic to moze uda sie zoorgazowac wyprawę jeszcze w tym roku ........
z Poszukiwaczem w piątek nie wyszło, bo fala jak cholera, do tego rzęsisty deszcz i tylko jeden dorsz na dziewięciu, w sumie na morzu tylko trzy godziny. Szyper Mirek mówił, że ryba jest na 12 mili a tam piekło bo wiatr z południa był i czym dalej tym gorzej, a my byliśmy na piątej. ja bym łowił jeszcze ale organiztor wycieczki podjął decyzje o spłynięciu do portu. ale nic to szef skasował za trzy godziny. juz rezerwacja złożona na 9 grudnia. a może w czwartek wybiore się do Darłowka na Gacka , może ktoś był bo chyba pływa od niedawna
Szkoda, że tak piękna rzecz, jak wędkarstwo morskie, zakażona jest \"fryzjerstwem\". W tym roku wypoczywałem w Łebie i oczywiście nastawiłem się na dorsze. Jak to często bywa,nic z tego nie wyszło. Na pocieszenie łowiłem śledzie z falochronu i codziennie rano widziałem kutry wypływające z wędkarzami.Obok mnie łowili miejscowi i to od nich dowiedziałem się o sposobach na ogolenie \"cepra\".Oni rozmawiali między sobą, ja stałem obok...Repertuar podobny do opisywanego wyżej: szkoda silnika, krążenie wokół wraku, próby zabierania GPS-ów. Lipa.Ja połowiłem i jestem zadowolony,czego i Wam życzę. Robak
Chyba w każdym porcie są fryzjerzy, czasami zdarza się że szyper staje na głowie by były wyniki ale nie zawsze wychodzi. Dla mnie osobiście liczy się podejście do wędkarza nie jakieś ściemnianie tylko jak na miejscówce nie ma ryby to nawet jak założysz pilka ze złota to i tak nic nie weźmie. Denerwuje mnie u niektórych szyprów napływanie na jedną stronę. Do tej pory jeżdziłem na Hel, do Łeby i Władysławowa i twierdzę że to ostatnie jest mocno przereklamowane.
... Przeczytałem wszystkie wypowiedzi dość staranie i chciał bym rzucić trochę nowego światła na dość istotne sprawy. Wypadało by przytoczyć parę cytatów z Państwa wypowiedzi, które są dość trafne i do których należało by się odwołać. Myślę iż można było by napisać książkę na temat wędkarstwa morskiego....

Dalsza część komentarza ukaże się jako artykuł w tym dziale... - TJ
Panowie! Ja widzę tutaj inny obraz sprawy, co jest bardzo zaskakujące i niegodne. Wielokrotnie pływałem na jednostkach różnych szyprów, również tych o których piszecie, i muszę zaprzeczyć opinii Pana Michała, a nawet doszukuję się tutaj złożyczenia. Wymienieni szyprowie z półwyspu to poważni ludzie, i nie narażą swojej reputacji przez takie rzeczy jakie są tu opisywane. Co więcej, możliwe iż zawiść innych szyprów doprowadziła do wypisania tej opinii, która jest wielokrotnie opisywana na łamach innych serwisów wędkarskich. Zwyczajna nieuczciwa konkurencja! To wszystko co mam do powiedzenia w tym temacie.
Zbyszku, być może masz rację i mamy tu do czynienia z oczernieniem, ale nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. W związku z tym stosujemy zasadę, że każdy może tu napisać od siebie co uważa, także sam cytowany i opisywany. Ma prawo prostować, dementować itd. W internecie stosuje się zasadę równowagi, jednak często nie korzysta się z tego. Dlatego dziękuję za Twoją uwagę i inne podejście do tematu.
Rownież się zgodzę ze Zbyszkiem, co do opinii na tamat statku Kapitan Morgan. Również we wrześniu ubiegłego roku (weekend 8-10 września) spędziłem wspaniały weekend wędkując na pokładzie tegoż statku wraz z kilkoma kolegami. Zabawa przednia, a ryby jakto na morzu - \"taaaaaaaaaaaka ryba\". W piątek wybraliśmy się na połów nocny sandacza. Doświadczony kapitan jednostki wiedział oczywiście gdzie ta ryba żeruje, i momentalnie łowiliśmy kolejne piękne okazy. Sobotę spędziliśmy łowiąc dorsza na okolicznych wrakach, których jest tam multum!!! I ku mojemu zdziwieniu, i tym razem Kapitan Morgan zachwycił nas wspaniałymi połowami, bez wspomnianych kombinacji z \"silnikiem\" :). Polecam rejs z Panem Abdrzejem, kapitanem tego statku, każdemu spragnionemu dużej ryby wędkażowi!
Drodzy koledzy wędkarze! Ten niesłychany artykuł skłonił mnie do napisania tego komentarza. W zeszłe lato spedziłem 2 weekendy na Captain Morgan i zapewniam że to profesjonaliści. Cekaw jestem czy autor artykułu zaryzykowałby uszkodzenie statku?? Niestety siły natury wygrywają, i należy to zrozumieć. Morze to nie wanna!!! Autor tekstu powinien się Cieszyć że wogóle ktoś się odważył wypłynąć w taką pogodę. W końcu dla klienta wszystko, ale bez przesady!!! Kto później zapłaci za szkody???