Nie wierzę w regularne i obfite łowienie jeziorowych okoni na spinning. W wielkie, pojedyncze lub zdubeltowane garbusy owszem, ale nie w okoniową kolację co wieczór... Tylko żywcówka, charakterystyczna, okoniowa, odpowiednio skalibrowana. Łódź, dla nie znających jeziora może przydać się też echosonda. Tych, którzy łowiska znają na pamięć, sonar tylko będzie wkurzał buczeniem i pokazywaniem na ekranie głupot.

Szuka się górek podwodnych. Nie po to, aby na nich łowić, ale po to, by precyzyjnie zlokalizować spad do najpłytszej głębi. Dno jeziora bowiem nie spada z wypłycenia do plos o takiej samej głębokości. Warto odnaleźć najpłycej położony blat. Okonie nigdy nie żerują na górkach zbyt długo. Mowa, oczywiście, o okoniach wartych skrobania i położenia na patelni. Po szczycie kręcą się tylko maluchy do 20 cm.

Patelniaki i prawdziwe garbusy na górkę wpadają jak burza, na kilka, kilkanaście minut, a potem bez pośpiechu wracają na swój blat. Na jeziorach morenowych okoniowe blaty leżą z reguły na 6-10 m. Wystarczy 3-5 metrowej szerokości półka, by okonie mogły sobie tam odpoczywać. Na ogół przebywa na takim blaciku kilka rozbójniczych stad. To jest więc właściwe miejsce na stawianie przynęty. Okonie tam są zawsze. Nie wiem dlaczego, ale lekceważą kompletnie najbardziej wymyślne przynęty spinningowe. Może zagryźć jakiś pojedynczy, na ogół niebrzydki, ale nie ma mowy o jakimś regularnym i pewnym łowieniu. Nawet dendrobeny, pęczki czerwonych robaków i apetyczne rosówki bardzo nieregularnie przynoszą na jesieni obfite połowy. Jedyna pewną przynętą, której okoń nie popuszcza są malutkie, 4-6 cm kruche i miękkie rybki wierzchowe - stynki, słonecznice i uklejeczki. W tej właśnie kolejności ustawione w okoniowej karcie dań.

Prawdę mówiąc nie ma najmniejszego sensu jednodniowa wyprawa na jeziorowe okonie nawet na znane łowisko. Weekend jest tym minimum, które należy sobie na taką wyprawę zarezerwować. Piątek służy - mimo doskonałej znajomości łowiska - na zweryfikowanie echosondą lub zapuszczaniem zestawu rewiru, w którym przebywają te przeurocze rybki. Jezioro się pod spodem nie zmienia, ale zmieniają się ryby, inny może być wiatr i w rozmaitej partii szczytu główki przebywać może drobnica. Okonie wtedy potrafią zmienić miejsce wypoczywania i na przykład przenieść się na blat po innej stronie górki, nawet na głębszy czy płytszy o kilka metrów od standardowego. Sonar jest najlepszym narzędziem do szybkiego zlokalizowania okoni, szczególnie dla kogoś, kto potrafi odróżniać już okonie od leszczy po sygnałach z wyświetlacza.

W piątek wieczorem należy oznaczyć bojkami z butelek po coli (fajny, czerwony kolor i nie schodząca pod wpływem wody naklejka - ciemne świństwo można wyjąć, byle z dala od jeziora). Na ogół po zlokalizowaniu takich miejsc udaje się jeszcze dość dokładnie ustalić grunt, z którego najlepiej biorą te ryby. To będzie ta głębokość, od której zacznie się łowienie w sobotę.

Zestaw jest prosty jak wędka dzieciaka, ale kompletowany i montowany z szacunkiem dla okoni. Opowiem o swoim - łowiłem nań zarówno 25 cm patelniaczki, ale trafiło mi się kilkanaście kabanów powyżej czterdziestki, a kilka razy udało mi się nań bez kłopotów wyjąć szczupaka pod 5 kilo. Jako wędziska używam dobrej mitchellowskiej matchówki Privillege o długości 3,90 m z firmowym kołowrotkiem Quarz, który uważam za nieco przebajerowany, ale nie narzekam na niego od 4 lat, ostrzegając jednak, że ze względu na dużą ilość urządzeń usprawniających należy utrzymywać go w niesamowitej czystości i przynajmniej dwa razy w sezonie konserwować starannie. Ja łowię niemal wyłącznie z łodzi, którą utrzymuje w porządku zbliżonym do sali operacyjnej, więc dla mnie ten młynek jest fantastyczny. Kręci bardzo płynnie, ma ciekawy system naprężania żyłki, równo ją nawija, niespecjalnie skręca. Poza tym ma chyba najciekawszy na świecie system wymiany szpul, a raczej ringów z żyłką oraz precyzyjnie pozwalający się regulować hamulec. Najczęściej korzystam z ringu z żyłką 0,18, ale niekiedy sięgam po szesnastkę lub nawet dwudziestkę.

W zestawie najbardziej interesujący jest spławik - wytoczyłem go samodzielnie z modelarskiej beleczki z balsy, osadzając ją w wiertarce Celmy, wkładając między uda i obrabiając ją paskiem płótna ściernego. Spławiki mają średnicę ok. 1 cm i od 10 do 15 cm długości, bardzo drobne oczko przelotowe wklejone distalem - ze względu na wąskie przelotki matchówki, stoperek jest miniaturowym supełkiem wiązanym z nitki i przeciągniętej lakierem do paznokci. Spławiki mają wyporność ok. 10 g, co pozwala zanurzyć malutką rybkę bardzo szybko na poziom gruntu, przypon ok. 10 cm, haczyk nr 4 raczej o wąskim łuku i długim trzonku, między przyponem z żyłki tej samej grubości co podstawowa, a żyłką główną - krętlik, na którym opiera się czarna lub granatowa rurka antysplątaniowa nieco dłuższa od przyponu, potem oliwka..

Brania są niesamowite - jest spławik i nagle go nie ma. Zacinać szybko, z czuciem. I teraz dopiero zaczyna się zabawa.

Mikołaj Juźwin

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Bomba, ciekawie i dokładnie. Uwielbiam łowić okonie, a spiningować nie lubię :)