Wybieram miejsce w porcie naprzeciw wygodnego, betonowego nabrzeża, zwykle obstawionego gruntówkami. Miejsce, które wybrałem, a raczej jedyne, które było wolne nie napawało optymizmem. Głębokość na trzynastym metrze ok. 1,0 m, piach, jednym słowem plaża. Dokładam krótki dopalacz na 13,5 m - trochę lepiej, głębiej o 20 cm. Nic więcej zrobić nie mogę. Trzeba brać się za przygotowanie zanęt.


Widok na przeciwległy betonowy brzeg

Dziś będę testował nowe zanęty Lorpio z serii Grand Prix, bardzo chwalone przez Adama Niemca. On jako pierwszy miał możliwość sprawdzenia ich skuteczności jeszcze zanim weszły na rynek. Ponoć są rewelacyjne. Zobaczymy.

Do wiadra leci 1 kg leszcza, 0,5 kg płoci i 0,5 kg Epiceine Sensas


Zanętę jeszcze trzeba przyciemnić brązowym barwnikiem


Do nawilżonej i zabarwionej zanęty dodałem Terre De Somme

Ryby w kanale uzależnione są od jokersa. Bez niego można zapomnieć o przytrzymaniu ryb w polu nęcenia. Nawet najlepsze zanęty w tej wodzie nie zmuszą ryb do długiego żerowania, jeśli nie znajdą w niej ochotki. W pierwszej kolejności ochotkę zanętową należy rozproszyć suchą glinką, a następnie „wpuścić” do przetartej przez sito gliny. Na kilka godzin łowienia wystarczy ok.0,5 kg jokersa i 4 kg gliny rozpraszającej zabarwionej na brązowo.


Ochotka zanętowa rozproszona suchą glinką


Glina rozpraszająca - nośnik jokersa

Po przygotowaniu zanęty i gliny trzeba się rozstawić ze sprzętem, a jest tego sporo. Kombajn muszę ustawić w wodzie, aby sięgnąć do miejsca, które namierzyłem gruntomierzem. Przygotowuję dwa topy z różnymi zestawami, na pierwszym zestaw 0,5 gr do łowienia z opadu, a na drugim 1,0 gr ze skupionym obciążeniem, żeby przebić się przez ukleje, których są tu miliony.

Sprzęt jest gotowy do użycia, pozostała najmniej przyjemna czynność - robienie kul. Na początek wrzucam 8 kul zanęty i 12 kul gliny z ochotką. Na donęcenie zostawiam ok. 15% całej przygotowanej porcji zanęty i gliny, którą podam za pomocą kubka zanętowego.


Klejenie kul


Necenie zanętą ciężką na szczytówkę wędziska

Na pierwsze branie nie trzeba było długo czekać. Po pierwszym wstawieniu zestawu jest pierwsza ryba, leszczyk, kolejny i następny, i stop. Brania ustały. Trzeba donęcić.


Pierwszy hol


Pierwszy ryba - szybkie zdjęcie i powrót do wody


Donęcanie kubkiem

Minęło sporo czasu od przyjazdu, złowiłem dużo ryb, mój „fotograf” pojechał do domu, pora i na mnie, teraz tylko to zwinąć.


„Tylko” to wszystko zapakować do samochodu i do domu

Dzień minął bardzo szybko, połowiłem całkiem dobrze, ale i tak czuję niedosyt i planuję kolejny wyjazd. Gdzie? Nie wiem. Ale na pewno zabiorę aparat i siatkę, o której zapomniałem tym razem.

Radek Wysocki *człenio*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Dla mnie takie łowienie to egzotyka.. Ale gratuluje i cieszę się z udanych połowów.
Dla mnie nie mniejsza (egzotyka), ale z ciekawością przyglądam się (o ile mam możliwość) wszelkim takim zmaganiom. W tym roku nawet Sielawa Blues odbywa się spławikowo (stwierdzili, że drapieżników niet, lub jak na lekarstwo w Szelągu, więc się wygłupiać nie będą).
Podziwiam za determinację w dzwiganiu i rozkładaniu mnogości sprzętu, ale rozumiem, dlatego też zazdroszczę skuteczności! Fajny tekst, Radek pisz więcej o wyczynie, coś poradnikowego także, o zanętach, o sposobach, może masz własne patenty, których zdradzenie nie spowoduje, że ktoś Cię zdeklasuje na zawodach. Na WCWI ta metoda traktowana jest dość fragmentarycznie, każdy tekst jest cenny.
Kurczę, jak widzę te wszystkie bambetle, to mnie to przeraża :) Ale obserwowałem kiedyś przez parę godzin tyczkarza nad Narwią i doszedłem do wniosku, że w zasadzie to jest kwestia przyzwyczajenia i zamiłowania. Cały mandżur rozłożył gość w parę minut, kilkanaście minut przygotowywania zanęty i ognia! Łowił jedną rybą za drugą, podczas, gdy obok ludziska siedzieli bez brań. Ale to chyba nie dla mnie raczej metoda... :grin
takie wielkie ilosci zanéty ládujácej w wodzie to jest dla mnie chore .Przeciez to trucie wody jest .rozumiem sypnác garsc pszenicy czy péczaku ,ale tu idzie na kilogramy .juz wiele wód zamkniétych zostalo doslownie zasyfione przez zanéty tam wrzucane . co do wédkarstwa to nie bédé sié wypowiadal bo to nie mój ulubiony sposób wédkowania .ale z tego co widac na zdjéciach to na trzy godziny lowienia trzeba przyjechac ciézarówká bo inaczej sié tych klamorów nie da zabrac.
pozdrawiam !!!
Krzysztof
Ano właśnie, różnie się o tym pisze i mówi. Radku masz obserwacje z pierwszej ręki, może pomogą jeszcze Yelcyn i Skarbnik. Jak to jest z ilością zanęty wrzucanej do wody? Na zawodach i towarzysko? Jakieś półprawdy i mity krążą, dobrze byłoby coś napisać w tym temacie... Zachęcam :)
Krzysztof46 czy zadałeś sobie kiedyś trochę trudu, by przyjżeć się zawodnikowi i zapytać z czego składa się zanęta, którą wrzucił do wody? Chyba nie, bo nie wygłaszałbyś wtedy tyrad, nad wyższością ekologiczną przenicy nad zawodniczą zanętą. Winę za zasyfienie wód zanętą ponoszą niedouczeni wędkarze, którzy coś tam podpatrzą na zawodach (przeważnie dużo zanęty wrzucone w ciągu trzech godzin). Potem ładują do wody wiadra najtańszych kupnych zanęt, \"wzbogaconych\" chlebem, ziemniakami i parzonymi ziarnami i zamiast ryb oglądają pianę z serwatki na wodzie. Tymczasem na 17 litrowe wiaderko zawodnika (więcej zanęty używać na zawodach nie wolno) wchodzi góra 2 kg zanęty spożywczej i max 1 litr robali z czego 75 % stanowi ochotka zanętowa. Resztę stanowi mieszanka ziem lub glin, które dla środowiska są absolutnie obojętne. Jeśli ryby nie wyjedzą od razu ochotki, stanowi przecież ona naturalny pokarm ryb, występujący w każdej wodzie. Natomiast sama dobra zanęta spożywcza, przygotowana przez zawodnika składa się z wyprażonych i bardzo drobno zmielonych składników, które na pewno nie będą zalegały na dnie i zakwaszały wody. Sam osobiście niezmiernie rzadko zużywam 2 kg spożywki. Dzieje się tak tylko latem na bardzo rybnej wodzie. Przeważnie na zawodach zużywam ok. 4-8 kg ziemi lub gliny, od 0,5 do 1 kg zanęty oraz od 0,25 do 0,5 kg robaków.

W kwestii pojazdu, którym przyjeżdżam na ryby. Może lubię jeździć ciężarówką, ale nie krzywię się, jeśli komuś wystarczy hulajnoga, wędka i pudełko robaków. :) Byle nie niszczył drzew na \"ekologiczne\" podpórki. Wędkarstwo to wolne hobby.
No proszę fachowo wyjaśniono, tym co w nieświadomości (ja też nie słyszłałem o tym ograniczeniu do 17kg, za to słyszałem o 10kg i innych wartościach) odnośnie wyczynu. A to jest ogólnopolska regulacja, czy zatwierdzana odnośnie zbiornika, czasu itd.?
Nie ma to jak wędka, podpórka i podbierak w prawą rączkę, pęczak, groch i krzesełko w lewą rączkę, torba z aparatem na ramię i do boju...

PS. Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki :grin
Wiesz Sebastian, nie ma to, jak wędka w rękę, plecak z woblerami na plecy i hajda, gdzie oczy poniosą.. Co nie przeszkadza czasami z podziwem przypatrywac sie \"kucharzom\"...
Zawsze podziwiałem wędkarzy łowiących na tyczkę, bata czy jak to się tam zowie. I powiem szczerze że zawsze miałem problem i do dnia dzisiejszego nie mogę zrozumieć co jest fajnego w łapaniu rybiego drobiazgu w kilogramach bo to przecież dominujący połów. Zdecydowanie preferuję spinning torba z przynętami i spacer do najbardziej niedostępnych miejsc jakie uda mi się zlokalizować. Sam widok ilości sprzętu i przygotowania wpływa na mnie strasznie nużąco. :zzz
Sebastian-mottle: Sorki, ale dlaczego piszesz o łowieniu rybiego drobiazgu na tyczkę? Owszem, na tyczkę nie złowisz suma czy (rekordowego) szczupaka, ale NICZYM ta metoda nie różni się w kwestii wielkości poławiania ryb od innych. Czy spinning jest metodą połowu TYLKO wielkich okazów? Nigdy nie złowiłeś frytki, kleniczka czy szczupaczka niewiększego od woblera?
człenio: gratuluję! Tym bardziej mi miło, iż to chyba ja byłem tym, kto zdopingował Cię do napisania artykułu. :)

Szkoda tylko, że nie wybrałeś się z kolegą na testowanie zanety. Gdy z moim kumplem testujemy nową mieszankę to siadamy 10 m od siebie i na tej samej głębokości łowimy - każdy na swoją. Wynik zawsze jest nieobiektywny, ale pogląd na \"nową\" zanętę jakis daje :)
Zanęty i ich ilość: Mepsik napisał wszystko. Kiedyś też mnie wkurzało jak widziałem te kule lecące do wody. Teraz gdy wiem co wrzucam to zupelnie inaczej na to patrzę. Dziadek z chlebkiem może naprawdę więcej szkody wyrządzić niż wieeelkie wiadro z zanetą tzw. \"zawodniczą\".

p.S. człenio: dużo dodajesz Terre De Somme ? Nigdy nie stosowałem... :?
jak dziadki z plecakiem na ryby chodzili to tych bylo(ryb) pod dostatkiem i nikt nawet nie pomyslal ze moze byc tak jak teraz czyli bezrybie .niestety nie przekonuje mnie ze to tylko dwa kilo wyprazonych produktów a reszta to ziemia lub glina .zamkniéty akwen przy troché wiékszej presji tez mozna zasyfic .przeciez zawiesina taka zabiera tlen wodzie .
chcialem zaznaczyc ze nikomu nie chcé dokuczyc ,wypowiadam tylko swoje zdanie .
Pozdrawiam !!!
Krzysztof
@Yelcyn: Grzesiu, ja wprawdzie latam w podobnej kategorii wagowej, ale mam nieco inne spostrzeżenia...
Po pierwsze, wyniki wspólnego testowania zanęty są zazwyczaj zbieżne i w miarę donęcania, pojawia się pewien mistyczny element, obrazujący jej skuteczność :grin ... Druga rzecz, która mi wybitnie nie odpowiada, dotyczy 10-cio metrowego dystansu od testującego zanętę kolegi :) . To zbyt dużo dla mnie, bo ja jestem towarzyski chłopak :grin .

Ps. Dobrze, że na takich zawodach jest limit zanęty, ograniczony do 2 kilo zanęty spożywczej :grin ... Tylko po co te robale :? :? ?
Radek fajnie opisałeś , gratuacje :P
Sławek: 17 litrów! :P To nawet na naszą kategorię wagową całkiem sporo :grin

Spójrz na 2-gie zdjęcie od dołu: kubek z zanętą można podać tyczką...
Grzegorz Yelcyn piszę to co widzę a kilka razy miałem okazję spotkać osoby które właśnie za pomocą tej metody mieli w siatce 4 kg uklejek po 6 kg małych płoteczek nie mylić z płotkami. I właśnie dlatego ta metoda kojarzy mi się z rybim drobiazgiem. Oczywiście nie twierdze że tą metoda nie da sie złowić ładnego leszczyka czy ładnej płotki chodź by nawet twoje z wypadu jakiś czas temu ale jakoś nie mogę odnaleźć nic co by mi się podobało w takim sposobie łowienia.
Seba (pisałem Sebastian mottle aby nie było wątpliwości, że odpowiadam Kwantylowi): kilka razy to troszkę za mało, aby wyrobić sobie pogląd na metodę. Szczerze mówiąc, to przez ostatnie kilka lat nie widziałem żadnej naprawdę dużej ryby złowionej na spinning w \"realu\". Może dlatego tak lubię oglądać w galerii (w tym Twoje) zdjęcia dużych ryb? Największą płoć, jazia, klenia i leszcza jakiego w zyciu widziałem łączyło jedno: były złowione na tyczkę. Wydaje mi się, że zawody gdzie padają tysiące uklejek odbiły złe piętno na tej metodzie (która nota bene bez zawodów by nie powstała). Założę się o każde pieniądze, że nawet ci, których widziałeś, że mieli 10 kg drobiazgu w siatce, na pewno nie zabierali tych ryb, tylko po zważeniu wypuszczali. Jak wielokroc pisano: nie sama tyczka łowi, bez dobranego idealnie gruntu, odpowiedniego zestawu (kształt spławika, jego wyporność, rozkład obciążenia i milion innych elementów) żadna tyczka nie złowi nic...
Szczerze powiedziawszy, nie zależy mi na propagowaniu zawodniczego wędkowania. Wręcz tego nie chcę, bo jest ono niesłychanie skuteczne, polskie wody przełowione, a etyka i poszanowanie przyrody, spotykanych przeze mnie nad wodą wędkarzy rekreacyjnych żadna.
To dla wszystkich, którym są ostatni, by poznać prawdę o wędkarstwie wyczynowym, za to są pierwsi, by je krytykować, za sadystyczne zacięcie do poławiania drobiazgu między innymi...

http://wyczyn.pl/galerie/2007/opole_2/12.jpg
http://wyczyn.pl/galerie/2007/opole_2/17.jpg
http://wyczyn.pl/galerie/2007/opole_2/25.jpg
http://wyczyn.pl/galerie/2007/opole_2/26.jpg
Zapomniałem dodać: Umiejętność łowienia takich ryb i nastawianie się na nie podczas zawodów to podstawa na każdych liczących się imprezach. Zdjęcia pochodzą z www.wyczyn.pl z tegorocznej II LIGII GP Polski 2007 Puchar Opolszczyzny, kanał Ulgi, 19-21.05.2007.
Niezwykle etyczny leszcz z wysypką tarłową w wiadrerku... ;)

Nie żebym się czepiał ;) ...ale taką rybę się odpina i bezzwłocznie wypuszcza. Przynajmniej w moim mniemaniu :).

Wyczyn widuję na codzień, pare razy próbowałem(nie na zawodach, ale z użyciem zawodniczego sprzętu). Przyznaję, że metoda skuteczna, ale łowiłem raczej średnio...leszczykdo 0.7 kg, za to płoc brała ładna :) od 25cm.
Jednak póki co...i tak pozostanę przy swoich linkach, sumkach, szczupaczkach itd. ;)w moim przypadku, większe sztuki sa łowione na spining, ale wynika to pewnie z nieumiejętnego posługiwania się tyczką, tudzież braku większego doświadczenia w tej metodzie.

Pozdrawiam.

Ps. Fajny artykuł, lubię patrzec na ten cały Wasz sprzęt :), podziwiam zaparcie w wożeniu tego wszystkiego itd. Jak ktoś ma do fajnej wody kawałek, to sobie siada w samochód ładuje sprzęcior i jedzie...a że ja mam do rzeki 300m, to pewnie bym nawet tego wszystkiego nie ładował ;)...z lenistwa :P ...
Aleś wyparzył tę wysypkę. Masz rację! Zatem uważam, że powinno się wprowadzić zakaz połowu ryb na wędkę wszelkimi metodami od 1 IX (w organizmach ryb zaczynają rozwijać się gonady) do 15 VII (późne tarło suma), aby nie było wątpliwości, że żadnej rybie nie przeszkodzono w rozrodzie.
Szkoda, że nie skrytykyje się \"normalnych wędkarzy\", którzy w kwietniu targali płotki i leszczyki z przeznaczeniem: - to do zamrażary, to do octu, to dla kota. Ale oni nie łowili tyką. Wina niewspółmierna w stosunku do zbrodni faceta, który na zawodach złowił w maju leszcza, pozwolił go zważyć, zrobić fotę i dopiero wtedy wypuścił. To łotr!
@Mepsik, wybacz, ale mam nieodparte wrażenie , iż Twój komentarz miał odnosic się do mojej wypowiedzi. Proponuję, kubeł wody na głowę, zanim podpiszesz się pod postem kogoś, kogo nie znasz...
Jeśli zacząłeś temat to odpowiem. Dla mnie wędkowanie to nie tylko chodzenie z \"kijem\" ,jestem ponad 300 dni w roku nad wodą (40m do starorzecza, 300m do rzeki Bug...)Wraz z nadejściem Października, moje wędki, wędrują na stojaki, nie łowię zimną ( miałem, zapalenie płuc przez 2,5 miesiąca...trzeba było wybrac, wybrałem zdrowie.)Do wędkrastwa budzę sie dopiero w czerwcu. Nie chodzę na ryby w maju, nie poluję na szczupaki. Płoc mnie nie intere, dlatego nie mam problemu z jej połowem. W czerwcu zaczynam łowy linowe ( oczywiście z przerwą na tarło), a od lipca poszukuje suma. Nie mam problemu z weryfikacją mojego kodeksu postępowania. NIGDY nie łowiłem ryb z wysypką tarłową, kiedy taką trafiałem, uwalniałem je w wodzie. Nie liczy się dla mnie \"masa\" ryb, czy też ich rodzaj. Łowię dla przyjemności, tak, aby większośc ryb mogła w spokoju wrócic do wody. Haki w kotwicach bezzadziorowe, pod ręką płaszcz, do umieszenia dużej zdobyczy, i to wszystko. Omijam skrupulatnie tarła, gdyż wiem dokładnie kiedy, i gdzie wystąpią one na \"moich\" terenach. Cóż, pozostaje zaprosic do Woli na lipiec :). Nie ma sensu opisywanie mojej etyki. to, że więcej obserwuję niż łowię, to, że mieszkam nieopodal rzeki niczego nie zmienia. Był bym rad, gdybyś przyjechał do Woli w lipcu :) , wtedy swoje słowa...potwierdzę czynami :)

Pozdrawiam :)
Marcin.
@człenio,
Dżisssuusssss.....
Ty masz więcej gratów na parę godzin niż ja na 2 tygodnie na Norwegię... :grin
Panowie komentujący, zwłaszcza Mepsik i MarcinS44. Chciałbym zauważyć, że gracie w jednej drużynie! Nie ma więc powodów, żeby jeden drugiemu dogadywał i się tłumaczył. Wierzę, że obaj macie pojęcie o tym co, jak i kiedy łowicie. Marcin nie napisał o wysypce ze złośliwości, stwierdził fakt. Chcę bardzo aby wędkarstwo spławikowe w wydaniu skróconym zaczęło się upowszechniać na WCWI, głównie po to, żeby rozwiać krążące stereotypy i mity na temat tej metody. Takimi komentarzami sprawę niestety kierujecie na boczny tor, bo w istocie sprawę ryb w tarle wielkokrotnie omawialiśmy. Być może kiedyś w Polsce do decyzji o okresach ochronnych dojrzejemy, także do otwartego spojrzenia na to, co warto łowić i kiedy. Można do tego podchodzić bardziej elastycznie i rozsądnie, co nie oznacza, że z pobłażaniem. Moim zdaniem, zawodów w okresach, kiedy ryby się rozmnażają nie powinno się organizować, a jeśli się trafią ich klasyfikować. Doceniam jednak fakt wypuszczania ryb, bo w tej metodzie to raczej reguła, brakująca wielu innym zawodom.
MarcinS44 nie gniewaj się. Nie wątpię w Twoją etykę. Martwi mnie natomiast fakt, wielkiego uprzedzenia do wędkarskiego wyczynu występującego na tym portalu. Wyczynowiec? A fe! Truciciel wód!; Wyczynowiec? A fe! Tyle sprzętu!; Wyczynowiec? A fe! Morderca uklei!; Wyczynowiec? A fe! Łowca tarlaków... itd. :(
Mepsik, ja w żadnym wypadku nie jestem przeciwnikiem wyczynu, o ile jest on racjonalny.
Widzisz...Ty uczestniczysz w zawodach, gdzie ryba wraca rzeczywiście do wody ŻYWA ( a przynajmniej tak wnioskuję...), a ja naoglądałem się już wypuszczania ryb z zawodów...niestety niższej rangi. Gdzie 70% wypuszczonych ryb jest zjedzonych przez rybitwy. Oczywiście nie generalizuję, ale dużo ( jak nie wszystko) zależy od sposobu organizacji zawodów. Jeśli Zwiazki w poszczególnych okręgach, dojrzeją do prawidłowego( czyt. ryba wraca do wody i ma szanse na przetrwanie)organizowania zawodów to sam może sił spróbuję ;). Wierzę, że w wielu okręgach, zawody organizowane są na wysokim poziomie, a i etyka wędkarzy jest zdrowa. Na dzień dzisiejszy, nie startuję itd. nie z tego względu, iż potępiam wędkarzy - wyczynowców.Nie startuję dlatego, że w moim okręgu,zawody i ich organizacja, są sprzeczne z moimi przekonaniami. Nie po to latam całą wiosnę przenosząc z \"dołków ryby\", nie po to szukam sieci, żeby potem jakiś idiota wziął ryby z wagi( na której spędzą minutę, bo waga krzywo stoi bo to bo tamto...) i z rozmachem wyrzucił do wody...a takie sytuacje obserwowałem wielokrotnie. Do bzdur typu \"zaśmiecanie zawodniczą zanętą\" się nie ustosunkuję ;), bo sprawa jest oczywista. Szanuję wyczynowców, tych, którzy zasługują na ten tytuł :) i mają niezbędną wiedzę w tej dziedzinie, bo nie każdy kto startuje w zawodach wyczynowcem tytułowac się może :) Nie jest wyczynem złowienie pięciu, kilogramowych leszczy, wyczynem jest zwrócenie ich środowisku w taki sposób, by nie ucierpiały, a z tym niestety na dzień dzisiejszy bywają problemy...do wyczynu trzeba dorosnąc, może kiedyś i w Polsce, będzie wysoka świadomośc wędkarska, na wzór np. UK. A odnośnie fotki leszcza z wysypką...to stanowisko moje pozostanie takie samo :), nie była to zlośliwośc wymierzona w wędkarzy wyczynowych :), tak samo zareagował bym, gdyby ktoś umieścił fotkę z \"niedzielnego wypadu\". Konkludując, zabawa w wyczyn to duża odpowiedzialnośc, jeśli ktoś chce uczestniczyc, musi wejśc w arkana tej formy współzawodnictwa, najlepiej pod okiem doświadczonego \"oświeconego\" wyczynowca :)

Pozdrawiam Serdecznie!

@TJ, wybacz, rzeczywiście niepotrzebnie odbiegłem od meritum sprawy. G woli ścisłości...nikt nikomu nie dogaduje ;)...ja spokojny człowiek jestem :)
A propos zawodów i etyki. Jeśli tylko aura na to pozwala, bywam na zawodach podlodowych. Na wszystkich, w których do tej pory uczestniczyłem, uzgadniany z sędziami był warunek, że złowione ryby lądują w wiaderkach z wodą. Zawodnicy mieli obowiązek podmian wody podczas tury, tak by nie zamarzła i była odpowiednio natleniona. Ryby po imprezie wracały do przerębla. Pomysł uważam za bardzo dobry, choć niezgodny z regulaminem, który ryby złowione pod lodem nakazuje natychmiast uśmiercać. Jak widać, czasem chcąc być etycznym, trzeba łamać regulamin...
Do wszystkich komentujących: człenio opisał metodę! Nie zawody, nie wyczyn, po prostu jedną z metod spławikowych. Pochodzi od wyczynu? Pochodzi, ale tak naprawdę co nie pochodzi? Najlepszym przykładem spinning - wiekszość z nas uwielbia tą metodę, ale przecież gdyby nie wyczyn to nie mielibysmy pojecia o np. troczku-zboczku (który nota bene jest tym samym dla mnie co łowienie uklei). Uwielbiam tyczkę i chętnie bym się nauczył od człenia nowych dla mnie rzeczy np. powtórzę moje pytanie: człenio - dużo dodajesz Terre De Somme ? No i jakie jest jej główne zadanie.
Terre De Somme jest glinką,a raczej ziemią rozpraszającą,której zadaniem jest stworzenie smugi i szybszego opadania zanęty do dna.Kule po opadnięciu na dno rozkaładają się jak dywan i dodatkowo smużą,przyciągając ryby w łowisko.
W różnych warunkach i łowiskach stosuje się różne proporcje.Najbezpieczniej jest dodać do pięciu części zanęty (nawilżonej)dwie części Terre De Somme
Najczęsciej łowię na spining, na spławik od \"święta\" więc o technice nie wypowiadam się bo po prostu się nie znam. Jednak wiem że w wodzie płynącej ryby trudno przenęcić. Mój znajomy na Odrze leszcze nęcił kukurydzą i pęczakiem codziennie 3\\4 15l wiadra do wody. Leszcze brały medalowe i wyżerały wszystko, a pewnie pomagały im całe hordy innych ryb. Wszystko działo się na przełomie lipca i sierpnia, a mimo to nic nie kwaśniało w wodzie bo ryby brały tam i po nęceniu.
Już dawno sie nosiłem z zamiarem napisania kilku artykułów na temat wyczynu ale widzę, że w dalszym ciągu atmosfera jest niesprzyjająca i nawet w takim osobnym dziale scierwojady :grin anty wyczynowe się pojawiają wiec wybacz TJ ale nie czas i nie to miejsce jeszcze. Na priw mogę powiedzieć gdzie moje artykuliki można poczytać i gdzie Admini stworzyli tylko dla mnie taki dział. A szkoda bo WCWI zasługuje aby mieć ten dział i to dobrze prowadzony.
Jarku, nie denerwuj mnie :upset ... Ja z chęcią poczytam o skutecznych połowach na wędkę/B] :) .
Czy o 300 uklejach na godzinę też???? :grin
Wolałbym jednak cuś o łowieniu czegoś sensowniejszego rozmiarami :grin ...
W wyczynie to są bonusy, bo jak jest łowisko uklejowe to nastawienie się tylko na duże ryby może być ryzykowne.
Jarek:
...wiec wybacz TJ ale nie czas i nie to miejsce jeszcze...

Jarku, skoro tak uważasz... Widzisz, jeśli będziemy mieć takie podejście, to właściwie WCWI pełne mogłoby byc linków i nic poza tym. Kazdy pisałby: tu publikowałem tam publikowałem, ale tu macie tylko link, bo i tak nic nie kapujecie... A jednak mamy ponad 4 tys. artykułów, bardzo dużo merytorycznych. Dlatego zawsze komentuje, żeby pisać, bez względu na to czy się komus podoba czy nie, a admini zadbają o poziom tolerancji. No chyba, że ktoś ma słabe serce, to zanim się wojenka przetoczy, może nie dotrzymać :)
To zrobię to dla Ciebie :grin ale łatwo nie będzie :upset
Jarku, skup się na sprzęcie, a na te tysiące uklejek spuścimy zasłonę milczenia :)
Na poważnie, póki będziemy tylko dywagować (nie wyczynowcy) zawsze tak będzie, że dyskusje będą toczyły się w nieskończoność. Można polemizować, czy to sport, czy ma sens, ale obroni się zawsze jako metoda wędkarska, przecież nie tylko na ukleje. Stynka i wielu innych wędkarzy, a często wędkarek z powodzeniem łowią znacznie większe ryby. Jako wykształceni wędkarze powinniśmy wiedzieć o innych metodach, a nie tylko podtrzymywać mity.
Witam wszystkich.
Popieram wszystkich kolegów łowiacych na tyczkę.
Sam łowie tyczka juz jakis czas,mogę powiedzieć że pokochłem ta metodę .Teraz gdy tylko mam chwilkę odrazu pakuje cały \"majdan\" i ruszam nad Odrę .Troszke wiecej przygotowań nad wodą ale super zabawa.W 99% ryby które złowie wracaja do wody po zważeniu i zmoerzeniu.Będąc na nocce również łowię na tyczke. Przyjemność połowu ta metodą jest nieporównywalna z łowieniem na bolonkę czy pikera.Tu po zacięcu jest przyjemny kontakt z rybą ,czuć jej wielkosc ,opór,walke o przetrwanie . Nie do opisania jest przyjemność z zacięcia i holu dużej ryby,zwłaszcza gdy łowi się w rzece o dużym nurcie.Tam potrzebne są umiejętności jak i dobry sprzet. A co do tej gliny \"TERRA DE SOME \" też ją stosuje jest bardzo dobra. POZDRAWIAM WSZYSTKICH
również jestem z Warszawy i bardzo często łowie tyczką na kanale żerańskim na 1 basenie, może się kiedyś widzeliśmy ;)