Kiedyś robiąc porządki znalazłem stare pudło ze sprzętem wędkarskim. Wróciły wspomnienia z czasów mojej młodości, gdy niedostatki sprzętu i umiejętności rekompensowały zapał i rybne wody. Przeglądając te stare graty zastanawiałem się, czy coś z tego można wykorzystać dzisiaj i wtedy wpadł mi w ręce ruski kołowrotek - tak zwana katuszka, używany kiedyś do szczupakowej żywcówki, w bardzo dobrym stanie. Zakręciłem szpulą: kręci się gładko i lekko. Do czego by się nadał? Już wiedziałem - do wypuszczanki. Zmontowałem zestaw i poszedłem kilka razy testować go na Rudawę.

Rudawa to podkrakowska rzeczka wpadająca do Wisły, mam do niej blisko i często tu bywam. Jej dolny, uregulowany odcinek, od jazu w Mydlnikach do ujścia to długie prostki poprzedzielane progami (przegrodami rumoszowymi). Szerokość 6 – 10 m, a przeciętna głębokość 1 – 1,5 m, choć trafiają się i głębsze dołki. Płynie pomiędzy wałami, nad wodą zaś z rzadka rosną kępy olszyny. Można powiedzieć - długie odcinki łąkowe.

Z ryb, dzięki połączeniu z Wisłą oraz stawom hodowlanym ulokowanym wzdłuż jej biegu, możliwe jest prawie wszystko: płotki, karasie, klenie, okonie, jelce, szczupaki, pstrągi, karpie, ukleje i kiełbie. Te ryby łowiłem różnymi metodami począwszy od muchy przez spinning i przepływankę, a na pikerku kończąc. I mimo, że nie pływają tu rekordy Polski, to czasem łowi się coś godnego uwagi. Jednak łowienie ryb tutaj nie jest łatwe ze względu na otwarte brzegi, w miarę czystą wodę i sporą liczbę wędkarzy wędrujących wzdłuż wody. Ryba jest ostrożna i przynętę trzeba wypuścić dosyć daleko. Wypuszczanka to idealna metoda na taką rzeczkę.

Wędka do odległościówki 3,90 – 4,20, dosyć sztywna o szczytowej akcji nadaje się idealnie, łatwo nią prowadzić zestaw nawet środkiem rzeki i dobrze się nią zacina. Kołowrotek: (u mnie to ta stara katuszka) ważne, by kręcił się bez żadnych oporów. Żyłka 0,20 – 0,22, mało rozciągliwa i koniecznie pływająca, przynajmniej w 100 m odcinku. Tak grubą pływającą żyłkę dobrze widzę na powierzchni wody, dzięki czemu mogę ją utrzymywać maksymalnie prosto pomiędzy wędką a spławikiem, co ma znaczenie przy zacinaniu ryb.

Spławik, drugi po kołowrotku ważny element w tej metodzie, gdyż to on płynąc wyciąga żyłkę z kołowrotka. Waga od 2 do 6 gramów z grubą, dobrze widoczną anteną, mocowany dwupunktowo rurką igielitową (oczka wklejane w korpus przy silnym zacięciu są wyrywane). Przypon od 0,10 do 0,18, długość zależna od głębokości danego odcinka, najczęściej 25 – 40 cm, ale przy łowieniu z powierzchni nawet 2 m, o czym za chwilę.

Haczyk raczej o krótkim trzonku, dostosowany wielkością do przynęty: 16 – 18 do białych robaków, 10 – 8 do kukurydzy, 4 – 2 do rosówki, grubość przyponu dostosowana do wielkości haczyka. Przynęty możliwe do zastosowania powinny pewnie siedzieć na haczyku i nie spadać z niego przy pustym zacięciu oraz być odporne na obskubywanie przez drobnicę, a więc raczej wszelkiej maści robaki, twarde ziarna czy owoce, a nie ciasto.

Montując zestaw staram się tak dobrać spławik, by możliwie jak najmniejszy powodował gładkie obracanie się szpuli kołowrotka pamiętając, że mniejszy lepiej sygnalizuje brania. W gotowym zestawie grunt ustawiam od pół wody aż po przynętę wleczoną po dnie.

Łowienie jest bardzo proste, staję sobie na tle jakiegoś krzaczka albo przyklękam wśród traw, zestaw wkładam do wody i pozwalam mu płynąć, nie ma potrzeby zarzucania. Szczytówką prowadzę zestaw bliżej lub dalej od brzegu, a szybkość spływu reguluję przytrzymując szpulę palcem. Co jakiś czas wstrzymuję spływ, by wyprostować żyłkę i zagrać przynętą. Zestaw wypuszczam nawet na 40 – 50 m, jednak przy dalszej odległości mam kłopoty ze skutecznym zacięciem. Po skończonym spływie powoli zwijam zestaw z powrotem, przesuwam się o kilka, kilkanaście metrów i rozpoczynam kolejne wypuszczanie. Innym razem wypuszczam zestaw na 20 – 40 m i schodzę w tempie spływu w dół rzeki. Mogę tą metodą śmiało wprowadzić przynętę nawet pomiędzy krzaki, muszę tylko pamiętać, że tam na dnie leżą patyki, a holowanie ryby z takiego stanowiska nie jest łatwe. Zacinam dość obszerne, by zniwelować luzy żyłki i ewentualną jej rozciągliwość.

Latem łowię z powierzchni na konika polnego lub skórkę chleba i jest to mój ulubiony sposób, brania podobne są do łowienia na suchą muchę. Spławik to spora stosina z gęsiego pióra mocowana dwupunktowo bez żadnego obciążenia, płynąca płasko po wodzie, długi przypon i haczyk dostosowany do wielkości przynęty. Konika polnego prowadzę przy samych trawach od czasu do czasu nim smużę.

Skórka chleba wymaga przygotowania. Kupuję chleb o ładnie wypieczonej skórce, najlepszy jest wczorajszy. Kroję go na kromki, a te w kostkę mniej więcej centymetrową. Nad wodą zakładam jedną skórkę na haczyk i pozwalam jej spływać jak najbardziej naturalnie, pozostałe kostki wrzucam niewielkimi partiami do wody jako zanętę, ale naprawdę niewielkimi, żeby nie przekarmić ryb.

Chleb bardzo dobrze wchłania wszelkie aromaty, mogę więc poeksperymentować i dodać do woreczka z kostkami chleba kilka kropli płynnego atraktora np. waniliowy aromat do ciasta. Niezużyty chleb mrożę czasem w zamrażarce, a po rozmrożeniu dalej skutecznie używam.

Zacinam, gdy zauważę zassanie przynęty lub nienaturalny skok spławika. Nie staram się przyciągnąć ryby pod nogi - raczej utrzymuję ją w miejscu zacięcia i zwijając żyłkę schodzę do niej. Ryba po kilkudziesięciu metrach holu najczęściej nie nadaje się już do wypuszczenia.

Na pewno wielu z Was ma w domu starą katuszke, a i niewielkie rzeczki też pewnie płyną w pobliżu, spróbujcie więc kiedyś wybrać się na ryby z wypuszczanką.

Wypuszczał
J_A_J

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

przypomniales mi nauki ojca kiedy bylem szczawikiem i lowilem na wkrze w okolocach pomiechowka...;-)
Ten komentarz został usunięty przez Administratora
Kilka lat temu nad Gwdą w centrum Piły byłem świadkiem pięknego żerowania kleni \"na chlebie\", który wrzucała starsza pani kaczkom. To co umnkelo ptakom, przepięknie zbierały kleniska:) Ech, przydłby mi się w owym czasie zestawik do wypuszczanki i kilka kromek przynęty:) Bardzo dobry tekst! Pozdrawiam!
Super to wszystko ujołeś , czyta się wspaniale i przy okazji w myślach powspomina . Pozdrawiam :)
Hehehe, stara katuszka... W ub. roku kolega z Kanady przysłał mi w prezencie katuszkę do wypuszczanki. Będę to ćwiczył na wiosnę. Głównie na Wkrze i dolnej Rawce.

Stara katuszka Raven Classic kosztuje w kanadzie od nowości 249 dolarów. Położona na stole i mocno zakęcona obraca się ponad... 3 minuty.

Kołowrotki do wypuszczanki wytwarzane w manufakturach angielskich, niekiedy o 100 letniej tradycji, kosztują też 250. Ale funtów.

Za oceanem ostatnio trwa szaleństwo Float Fishing, ale np w Kanadzie wolno tak łowić na wodach górskich pstrągi, sleelheady i inne tłuszczaki.
Wiem, że center piny są bardzo drogie, ostatnio na targu u zaprzyjaźnionego ukraińca widziałem nowy model \"katuszki na łożysku, ale i ta stara, której używam spisuje się nieźle i choć łowione ryby nie oszałamiają wielklością, to spacer nad rzeką jest bardzo fajny.
Jacku, nie pisałem o cenach, żeby odbierać przyjemność komuś łowiącemu \"taniej\", ale by pokazać, że jest to technika połowu darzona na Zachodzie ogromną estymą.
Witam,ja również łowiłem tą metodą na rzece Prośnie w miejscowości Praszka.Ale ja jako przynęte stosowałem muchy żywe.Brały na nie jelce wprawdzie nieduże ale dla mnie szczawika (lata 70-te)to była frajda. Pozdrawiam
Na Krutyni była to moja ulubiona i najbardziej skuteczna metoda połowu jazi i krasnopiór. Mój wój i dziadek w ten sposób w Iznocie łowili 4 kilowe klenie (dawne to czasy:()Na Świdrze klenie łowione na skórkę to była główna atrakcja podczas wakacji (do czasu zrobienia zalewu, o czym kiedyś pisałem). Kiedyś skórkę podsubywaną przez uklejki zaatakował mi spory szczupak, zabierając ją razem z hakiem.
To piękna metoda, bardzo finezyjna i widowiskowa. Fala zbliżająca się do spływającej przynęty to niesamowity kop adrenaliny.
Tyleż wspomnień z nad Rudawy.... Tez łowiłem w ten sposób. Mozna było iść bez przynety, koniki łapało się na bieżąco, ale najlepsze były larwy stonki które zbierałem na przylegajacych ogródkach działkowych - ku radości włascicieli. Z tych ogródków zabierałem tez sliwki od mirabelek przez wiśnie na wegierkach skończywszy. Ta rzeka była wspaniała. Mój najwiekszy kleń miał 62 cm, a pstrąg 57(złowiony 2 lata temu) ogromne płocie. Teraz niestety obnizenie wód gruntowych sprawiło że o dołek ciężko, ryba nie zostaje juz do jesieni po tarle - większość wraca do Wisły. Pozdrawiam Krakusa!
Tak, sympatyczny artykuł, równiez we mnie obudziły się wspomnienia i widok ojca który łapał ta metoda piekne klenie.
Osobiście próbowałem bez zadnych skutków. Metoda ta uczy pokory i cierpliwości ale sam moment brania jest niesamowity. Pozdrawiam