Mieliśmy kiedyś z Estradem własną łódź, zmaterializowane marzenie jeszcze z lat studenckich, za wcale niemałą na tamte czasy sumę 90 rubli. A były to czasy o tyle odległe, że będące końcówką ubiegłego wieku. Zwodowana była przy najdłuższym na Litwie jeziorze Dubińskim vel Oświu. Lubiliśmy ją bardzo i odwiedzaliśmy przy pierwszej lepszej okazji i wolnej chwili. Każdej wiosny dopieszczaliśmy ją świeżutką smołą i pakułami, niezmiennie zieloną farbą i odnawianym numerem na burtach.

Ba! Wyrobiliśmy dla niej nawet paszport w Departamencie Żeglugi Wewnętrznej! Odwdzięczała się nam za to chyżym śmiganiem po falach jeziora, posłuszna na każde skinienie wiosła. Niestety, czas nieubłaganie robił swoje i po dziesięciu latach wiernej służby byliśmy zmuszeni poddać ją operacji amputacji dzioba.

Stała się powolniejsza, jak to emerytka po przejściach, ale jednakowo pływająca do przodu i do tyłu. W takim to stanie przesłużyła jeszcze kilka latek i definitywnie przeniosła się do Wiecznej Przystani.

Od tamtych czasów minęło lat kilkanaście… Odtąd faktycznie ani razu już nie byliśmy na rybach nad Oświem. Aż tu Marian regularnie zaczyna mnie kurstać względem wyjazdu do Bieliszek, położonych faktycznie o rzut – no, może nie beretem – a uszanką, od naszej niegdysiejszej przystani. Jakoś się to odwlekało, aż wreszcie stanęło nam na 18 września. Akurat zapowiadał się jeden z ostatnich cieplejszych dni tej jesieni. Z racji tego, że na rzece sezon spinningowy już się zakończył przed kilkoma dniami, postanawiamy tutaj pouganiać się za szczuką i okuniem.

Lekko po szóstej jesteśmy o bladym świcie na miejscu. Dłuższy czas szukamy po omacku w altance klucza od pływadła. Jak się okazało – syzyfowa praca, ponieważ gospodarz zapomniał go naszykować. Ostatecznie letko wkurzony Marian wyrywa go z porannego słodkiego snu, ekspropriuje odmyczkę i z lekkim poślizgiem czasowym jesteśmy gotowi do wypłynięcia na szerokie wody.

Na jeziorze całkowita, niczym nie zmącona, cisza…

 

 

Do miana pierwszej miejscówki kandyduje duża wyspa przy przeciwległym brzegu, dokąd i zmierzamy.

 

A solejczyk już zaczynał wyglądać nieśmiało zza lasu…

 

Jeszcze nie dopłynęliśmy do wyspy, a u mnie już coś ucięło ogon 12 centymetrowego rippera (jak się później okazało - był to jedyny kontakt z rybą). Słyszymy jak okonie buszują w szuwarach, Marian ma nawet kontakt wzrokowy z kompanią wypasionych garbatych. Jednak chyba już były po śniadaniu, ponieważ nie chciały ani gumek, ani blaszek, ani wobków…

No tak! Oni są po śniadanku, a my nie! Zatem Marian sięga do torby po kanapki i termos,

…a także inne naczynie, które wolałem zbytnio nie afiszować, by nie gorszyć młodszego pokolenia wucewujaków, niechybnie odwiedzające stronkę… :)

Pokrzepieni, płyniemy z „letkim prundem” i zdwojoną energią dalej, systematycznie i wciąż z nadzieją czesząc Oświe na przemian – to lekkimi, to ciężkimi kijkami.

Zresztą, kto łowi, a kto za szofera robi… :(

A łapska już jakby i odwykłszy ciut od wiosełek.

Wreszcie mam okazję do przetestowania kijaszka-shimanki HYPERLOOP, prezentu od Przyjaciół Wędkarzy, który dość długo czekał na swój chrzest bojowy. Przyjemnie leży w ręku.

I nieważne, że rybki na nas się wypięły… Podziwiamy piękne widoki, przypominamy znajome miejsca sprzed kilkunastu lat. Ba! Z ubiegłego wieku! To już aż takie jesteśmy pierniki?! :)

Po kilku godzinach desantujemy się na brzeg, by pozwolić „piątemu punktowi” przybrać znów obłe kształty po szlifowaniu ławeczek w łódce. Przy okazji sprawdzamy - jak tam grzybki. Te przynajmniej nie zawodzą!

Chwila zadumy…, nigdzie nie śpieszymy – cały dzionek przed nami!

Wyspa stąd wygląda uroczo…

Zostawiamy ją i płyniemy dalej…

Mamy nadzieję na pewną zatokę okoniową, która bywała niezawodna w TAMTYCH czasach. Przypomniałem też, że tam, na zarośniętym gęsto olszynami i dębami cyplu, pewnego razu znalazłem bez mała setkę borowików, właśnie tzw. „dębowików” z jasnymi kapeluszami. Musimy to sprawdzić! Trzeba było widzieć nasze miny, gdy wreszcie dopłynęliśmy i ujrzeliśmy te miejsca. Na cyplu pozostało kilka dębów…, trawniczki… i cała kolonia domków letniskowych. Przystań jak w porcie, łódź z silnikiem spalinowym (na Oświu zakazanym!), szereg beczek – zapewne do składania sieci… Na dodatek z najbliższego domku wyłania się jakiś łysol i pyta – co tu robimy i w ogóle skąd nas tutaj przyniosło! Ostrzega też, byśmy się mieli na baczności, bo tu się strzela do bobrów! I to ma być Park Regionalny?! No to połowiliśmy okonie, a i „dębowików” pozbierali! Moje mina chyba wszystko tłumaczy…

Kierujemy się byle dalej od tej enklawy miłośników przyrody… Trochę jeszcze łowimy, ale już chyba tak siłą rozpędu… :)

Czas mija szybko, czas grzebać nazad… Tym bardziej, że wiatr nabiera siły i jest niestety diametralnie przeciwny do naszego powrotnego kursu.

Czeka mnie solidna porcja machania piórkami (wiosełek).

Jakoś damy radę! Nawet z takim solidnym bagażem na rufie w postaci Estrada! A ten siedzi sobie i tylko fotki pstryka – przynajmniej jakiś pożytek!

No i jesteśmy z powrotem. Chociaż i bez trofeów, tym niemniej w pełni zadowoleni z odwiedzenia po latach Oświa w pięknej złotojesiennej scenerii. Jeszcze tylko ostatnia fotka na pamiątkę.

Naskrobał - Kliwo
Napstrykał - Estrad

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Super wyprawa, a jezioro kapitalne. Trudno uwierzyć, że nie ma w nim metrowych ryb... Chociaż biorąc pod uwagę koczujących troglodytów wszystko jest możliwe! Na Mazurach niestety jest podobnie, zwłaszcza szlak WJM zadeptano do imentu. Powoli sytuacja się zmienia na lepsze, ale chyba nie dożyję do czasu, żeby w lasach w okolicach Mikołajek było więcej grzybów niż \"papierzaków\".
Zdjęcia fajne, jezioro fajne, miło Wam zleciał dzień.
Robert-dlaczego trudno uwierzyć że nie ma metrówek?
A u nas w takich ładnych jeziorach są?
Napisałem tak, bo nie wiem jak wygląda presja wędkarsko-rybacka na Litwie. Jeśli jest tak jak w Polsce, to nietrudno :cry
Metrówki tam są z pewnością, ale u nas od początku września trwa totalny strajk szczupłych, do którego dołączyły i garbate! Wszyscy, na jakie jeziora by się nie wybrali, wracają wkurzeni na maxa i bez wyników... Może trzeba jeszcze zaczekać na większe ochłodzenie?... :?
zajefajna relacja, woda pikna ino rybek brak, moze by warto postrzelac do troglodytów
Hubert - szkoda amunicji, a korzyści mniej niż z bobra...
Wojtek, nie bądź mięsiarz. Przecież polowanie to frajda i zabawa. ;-)
Piękne jezioro, że nic nie skubało, to nie ważne, może rybki wypoczywały
Super. A co do napoju - i tak czapeczka wszystko zdradza ;-)
Pzdr
O tyle, o ile....
No Kliwciu, wreszcie coś wyskrobałeś za pomocą fotek Estrada. Bajeczna opowiastka
Fajowe czytańsko ! a i fotami mocno okraszone ! Super !
Dodatkowo
Jak się okazuje \"Team Uć\" istnieje dłużej niż wspominał @Novis
A co do magicznej kwoty 90 rubli to pozwolę sobie wspomnieć jak w latach osiemdziesiątych poznałem siłę tej waluty....
Jadąc do kuzyna do Mińska na dworcu w Brześciu, idąc do restauracji (przerwa w związku ze zmianą szerokości rozstawu kół, oddałem płaszcz do szatni (obowiązkowej). Oddając płaszcz rozglądałem się za cennikiem usług szatniarskich i jakoś nie znalazłem...
Po przywitaniu z kuzynem w Mińsku, zachwycony wschodnią gościnnością i manierami opowiedziałem rodzince jak po oddaniu \"marki\" zza kontuaru wyskoczył Pan szatniarz i osobiście ubrał mnie w mój płaszczyk, poczym jeszcze chwilkę mnie odprowadzał w kierunku peronu życząc przyjemnej podróży.
Nie znając ceny \"szatniowania\" i nie chcąc wyjść na buraka do \"marki\" dołączyłem rubla.
Wot była siła w walucie.... :-)
Za 1 rubla przy stojaku można było wypić 4 bokały i otrzymać jeszcze 12 kopiejek zdaczy. Co prawda - najcieńszego - \"Żygulowskiego\" (2,8%). Można było za rubla zjeść przyzwoity obiadek z stołówce, a jeżeli w zakładowej, to i podwójny. Można było wziąć w sklepie flachę (0,97 rub) \"Portwejna\".....
http://pivolyub.ru/fakti-o-pive/pivo-v-sssr.html
dla ruskokumatych - tagdasznim piwku
\"Żygulowskie\".... i kolejne wspomnienie - tym razem \Moskwa Pietuszki\".... ażek się rozżewnił....
Płacz, Tomek, nie wstydź się, bo jak prawdziwy chłop płacze, to musi być święto......
Dobrze, że są Święta. Znalazłem czas nie tylko na pisanie, ale również poczytanie opowieści znajomych. Nie bardzo wiem, co bardziej podziwiać?
Treść, formę czy zdjęcia? Wszystko to stanowi piękną całość!
Dzięki Gienek za miłe słówka! Przesadzasz....