Zaledwie kilka dni marcowego słoneczka sprawiło, że nawet Estradowi zaczęły rączki swędzieć do kija. Ustaliliśmy przeto, że nadszedł czas na deblowe otwarcie kryzysowego sezonu gliździarskiego 2009 – singla już odegrałem równo przed miesiącem, akurat na Walentynki – 14 lutego. Wyprawa doszła do skutku – byliśmy, kija zamoczyliśmy, co prawda – nic nie złowiliśmy... Ale czy to najważniejsze? Liczy się przede wszystkim fajnie spędzony czas na łonie przyrody i kolejne spotkanie z Naszą Rzeką...

Po powrocie zasiadłem do relacyjki i złapałem siebie na myśli, że chyba nie warto z roku na rok pisać o tym samym i zanudzać szanowne wucewujowskie towarzystwo. Postanowiłem więc ograniczyć się do skromnego fotoreportażu z lakonicznymi komentarzami lub wcale bez takowych – skoro mamy kryzys :):


Na miejscu jesteśmy skoro świt


Powietrze na wschód słońca całkiem nie wiosenne – sześć kresek poniżej zera


Przyszło więc przeprosić rękawiczki, bo ręce marzły całkiem zimowo


Estrad też wtulił słuchy w kominiarkę


Próbujemy najpierw na białe...


...potem sięgamy po „tajną broń” w postaci apetycznej ochotki, jednak bez skutku


M.in. ten niepozorny teleskop służy mi wiarą i prawdą już dobrze ponad 30 lat... (to taka dygresja :))


Z braku brań przełączamy się na obserwowanie przyrody i utrwalanie widoczków na matrycy pstrykadełka. Na pierwszy ogień poszedł... szron


I jak taka piękność wytrzymała przymrozek?!


... nadrzeczne wierzby doczekały się zbawczych promyków wschodzącego solejczyka...


Zmieniamy lokalizację, próbujemy szczęścia na Końskiej Jamie...


... skąd roztacza się widok na odrestaurowany przedwojenny most strategiczny i rodzinkę


łabędzi...


Sprawdzamy jeszcze miejscówkę koło leśnictwa – na drugim brzegu. Tutaj rybki też wyglądają na syte, czego nie możemy powiedzieć o sobie


Z Estrada ogniomistrz nie wyszedł, musiałem przejąć inicjatywę i zaraz paróweczki zaskwierczały na patykach


Do tego musztarda i...


małe „co nieco”


Pycha!


Zatem grzejemy dalej!


Czyż nie apetycznie wygląda?

Pokrzepieni duchowo i brzuchowo wracamy, odprowadzając wzrokiem kolejnego łabędzia, pewnie też powracającego do swego domostwa...

PS. Świadomie w tym reportażu pozwoliłem sobie na pewien żarcik... Ciekawem – kto go wykryje?

 

W roli odźwiernych nowego sezonu wystąpili:
Estrad
Kliwo Wilia

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

No ja na razie nie widzę obrazków. Wykryłem żarcik ?:-)
Nooo, to już nie ja, a Szanowny Admin zajajał!
Ja pikczersy wysłałem, a co z nimi dalej było, to nie wiem! :(
Tiaaa...., faktycznie mocno kryzysowo to wygląda... :roll
buuuuuuuu :cry :cry
Są już fotki... umęczony jestem całodzienną szychtą i źle zalinkowałem, sorki Wojtku.
czyżby ten żarcik to te plastikowe kwiatki
A z paróweczek folijkę zdjeliście, a może to był ten żarcik. :-)
Wszamałbym taką kiełbaskę prosto z ognia, oj wszamał... Aż się głodny zrobiłem ;-)
A mnie osobiście najbardziej podoba się...ochotka. Toż to mutant jakiś:-)
Po powrocie zasiadłem do relacyjki i złapałem siebie na myśli, że chyba nie warto z roku na rok pisać o tym samym i zanudzać szanowne wucewujowskie towarzystwo. :roll
Mnie nie zanudzasz fajna relacja,
Pozdro ;-)
smętnie się jakoś zrobiło...
Paweł - dlaczego smętnie? :?
Marian - dlaczego mutant? Po pierwsze - tam są dwie, po drugie Twój imiennik makro na maxa wrąbał!
Ten fotoropertaż ma jakiś taki dziwny klimat. Trochę to chyba kwestia światła, które ciekawie gra, gdzieś w tle zdjęć, trochę kwestia wileńskich okoliczności przyrody, trochę kwestia ujęć (które bardzo przypadły mi do gustu - mina Estrada z kubeczkiem - BEZCENNA!). Kolejność zdjęć też ma niebagatelne znaczenie.
Niby zwykła fotorelacja, ale jakoś (może to chwilowa predyspozycja zawodnika) czuję, ten Wschód (tu proszę bez stereotypowych negatywnych konotacji) z jego (tu proszę spojrzeć na Estrada z kubeczkiem)) specyficznym spojrzeniem na świat. Wesołym i smutnym jednocześnie, zadumanym... stąd wcześniejszy komentarz.
No fajna ta relacja jest!
Z przyjemnością obejrzałem Twoją rzekę i wyprawę. A nawet z zadrością. Tydzień temu odbyłem podobną wycieczkę nad Passaic River. Jaka różnica. Brzeg dostępny tylko w miejscach nielicznych parkingów. Śmieci tyle ile może wyprodukować kraj wysoce cywilizowany. Co parę minut miałem zaczep i wyciągałem obrzydliwą, zamuloną plastikową torbę. Na brzegu wszystko co się okazało niepotrzebne w wyprawie na ryby ... puste butelki, stare buty, szmaty ... a nawet miska klozetowa. Woda szaro-bura nie sprawiająca wrażenia, że coś w niej żyje. Po całym dniu machania spinem jednak wyjąłem sporego bassa. Postanowiłem wziąć go do domu w celu eksperymentu - jak może smakować ryba z takiej rzeki ? ... Leżał sprawiony 2 dni w lodówce a ja wybierałem do testu kotleta albo kurczaka ... jakoś zabrakło odwagi. Na trzeci dzień dałem rybę kotom ... scykorowałem. Dwa z nich powąchały a następnie bawiły się kawałkami podobno kociego przysmaku. Przyszedł mocno wygłodzony dzikus obrabiający okoliczne śmietniki i zjadł.
Naprawdę zazdroszczę Ci Kliwo, chcę czy nie zostałem się C&R na mojej rzece. :sigh
Hehe, czy tym żartem jest na jednym ze zdjęć zielony przeciwny brzg rzeki? taką ma zieloną trawkę:-)))
Krzysiu - mam czemuś takie przeczucie, że jeszcze kiedyś razem pobiczujemy Wilia River!
Paweł - w porę Ci jakieś eseje zadumczywe zacząć pisać! 8)
Wojtuś, why not ... z lubościom i przyjemnościom. :-)
Kliwo, nikt jeszcze nie zgadł żartu ? ... Były plastikowe kwiaty, zielone brzegi ... hmmmm ... Ja bym stawiał, że na trzecim zdjęciu od dołu to wcale nie jest parówka ...
No, fakt. Dwie. A ja się oszukałem, myśląc iż to ciemne, to od haczyka, a łepek ma schowany.
Dlatego myślałem mutant - olbrzym.
Kto odgadł żart - powiem nieco później, gdy któraś z podanych wersji zdobędzie przewagę.
A mnie ułożenie ochotki wpisuje się w ...logo WCWI.
Kryzys na Litwie.. Dziurawe kiełbasy.. I to spojrzenia Kliwcia: \"Zabiję, a nie dam\"
Piekna Rzeka Wojtuś, fotki również, a gdzie kartofli pieczone aaa?
Dżon - u nas nie taki już kryzys, jak twierdzi Polejlama, pyrów z ognia jeszcze nie żrem! U mnie personalnie - to co inszego, MEGAKRYZYS!
Polejlama - m.in. te kryzysowe kiełbasy były made in Lechistan!
No jasne, że piekność się utrzymała, bo była plajsticzana!
Polejlama - m.in. te kryzysowe kiełbasy były made in Lechistan
Kliwciu, z przeceny brałeś?
PS. Kryzys nie kryzys, ale smaka narobiłeś...
Polejlama - to nie ja brałem, a Estrad. Mniego - bezrobola nawet na te z przeceny nie stać! :cry Czekam byle do pierwszych uklejek - wsio co z wody wygarnę - do wora pójdzie! :roll
No, Lelo i Paweł mieli rację - te edelwajsy w samej rzeczy nie były tak do końca prawdziwe... Ale \"kwitły\" akurat wtedy nad Rzeką!
jisus... zarąbiście... zazdroszcze jak nie wiem co :-))))
eee tak rybki, chumorki mają na wiosne ale kiełbka w takim momencie pierwsza klasa! :-)))
i taka wyprawa na 100% zaliczona :-)))
a tak a propos kryzysu, dotknął on bogaczy i paru z nas jesli chodzi o ich firmy ale my wędkarze walimy to bo rybki będą brały niwiele gorzej bo PZW i tak nic nie dorybił więc lepiej być nie może... ale dużo gorzej nie koniecznie...
Kotecku - nie tak całkiem do końca masz rację z tym optymizmem antykryzysowym. Co do rybek, to może i tak... Ale ja się głowię, jak wymienić żyłki na wszystkich kręciołach, a niektóre z nich mają nawet po trzy szpule zapasowe... Chyba pójdę nocami rabować...
...albo jak tu pewien chłopaczek w ubiegłym roku (chyba pamiętacie?) - stanę z kapeluszem przed Szanowną Społecznością Wucewujowską... :cry
Mesdames et Messieurs! Sans la capture de poissons en six jours :cry
Cześć Kliwo. Zazdroszczę Ci wycieczki nad wodę. Relacja pierwsza klasa. Ja od czterech tygodni nie mogę wyjść z domu. Bardzo poważnie skręciłem nogę. Zachciało się staremu dziadowi uprawiania sportu, he he, \"sport to zdrowie\". Najgorsze jest to, że nawet w domu robota nie daje chwili wypoczynku. Choć Ty pewnie marzysz o tym \"problemie\". Mam na myśli nadmiar roboty, a nie uszkodzone kopyto.
Przekaż uściski Estradowi i całej litewskiej ekipie.