Zaczęło się na środowym spotkaniu krakowskiej ekipy WCWI w pubie "Piekło i niebo" na krakowskim Kazimierzu. Zachęcony zaproszeniem Bagpipera zawitałem tam punktualnie o 19.00, gdzie nie bez problemu rozpoznałem Plastika, Emesa i wspomnianego już Bagpipera. Chłopaki raczyli się browarem, więc od razu przystąpiłem do odrabiania strat. Szybko też doszliśmy do wniosku, że trzeba jak najszybciej zorganizować wspólny wypad nad wodę. Padło kilka propozycji, jednak najbardziej przypadła do gustu wszystkim wyprawa nad Wisłę w okolicach ujścia Raby.

Jeszcze w piątkowy wieczór robię sobie rozgrzewkę pod tamą w Przewozie, gdzie telefonicznie znajduje mnie Plastik. Krótkie ustalenie szczegółów jutrzejszego wypadu i nie pozostaje mi nic innego jak przygotować zestaw przynęt i nastawić budzik.

W sobotę rano szybka kawa, ostatni rzut oka czy wszystko zabrane i wychodzę. Z Plastikiem spotykamy się jeszcze po ciemku. Niestety Emes i Bag nie mogli do nas dołączyć. Tak czy inaczej uciekamy od zgiełku miejskiego i przedzieramy się przez miasto, które, jak na tę porę w sobotę wydaje się być mocno ożywione. Dobrze zorientowany w okolicy Plastik pruje skrótami swoją czerwoną strzałą. Jeszcze kilkaset metrów polnymi drogami i zaraz po 7.00 jesteśmy na miejscu.

Pierwsze głębsze wdechy świeżego, rześkiego powietrza. Pełni energii i nadziei biegniemy w stronę rzeki. Od razu rzuca się nam w oczy mnogość miejscówek.


Idziemy w górę...?


...czy w dół?

Zachęceni takimi widokami zbroimy sprzęt. Wyposażony w dwa przyzwoite kije Plastik bije mnie w tym względzie na głowę. Ilość przynęt jaką posiada jest także imponująca. W swoim arsenale ma przede wszystkim woblery i gumy. Ja się chwalę swoimi samoróbkami.

Zajmujemy stanowiska na jednej z setki główek, jakie się znajdują na tym odcinku kilku kilometrów rzeki. Ustalamy, że naszym celem jest zbadanie jak największej ilości miejscówek. A jest tego od groma! Gdzie nie spojrzeć na rzece tworzą się ciekawe miejsca: brzegi najeżone główkami, są także opaski, przelewy, zakola, starorzecza, rynny, doły, bystrza, burty, ujście rzeki. Słowem: wszystko!


Na pierwszym planie Plastik, w tle ujście Raby


Przeciwległy brzeg także wygląda zachęcająco


Ze szczytu główki łatwo można było dosięgnąć środek rzeki, ale tutaj akurat była płycizna


Piękny łuk


Przy mocno rozmytych główkach woda drążyła potężne doły

Uzbrojony w dwa kije Plastik szukał na przemian przelewowych kleni na woblerki i sandaczy na cięższe gumy. Ja rozpocząłem zielonym kopytem Relaxa. Zwróciliśmy uwagę na bardzo niski stan wody. Niektóre główki były całkowicie odkryte, a w klatkach nie było wody. W wyraźny sposób uwidoczniły się wszelkie doły i zwary, które podczas normalnego stanu wody nie są tak łatwe do zlokalizowania. Teraz można im się było przyjrzeć rzece w pełnej krasie.


Wymyta jama przy główce widoczna dzięki niskiemu stanowi wody


Na pierwszym planie resztki ostrogi, z której za moment Plastik zapoluje na klenie


Kolejna zwara

Po mniej więcej godzinie łowienia, na piaszczystej łasze zacinam niewielkiego sandacza. Szybka fotka i ryba wraca do wody.


Portret drapieżcy

Obławiamy kolejne miejscówki. Praktycznie z każdej główki musimy oddać po kilka rzutów. Poniżej jednej z nich lokalizuję gruby zaczep, na którym zostawiam kilka gum.

Postanawiamy zrobić sobie przerwę na śniadanie. Plastik konsumuje dwie kanapki, ja dwa piwa. Po porannym kapuśniaczku nie zostało ani śladu. Wypogodziło się i zaczęło lekko dmuchać w kierunku wschodnim. Klimat fantastyczny. Patrzymy na rzekę i dzielimy się doświadczeniami, ja jeszcze skromnymi, na temat technik połowu, sprzętu, łowisk... Już planujemy z Plastikiem kolejne wyprawy, mimo, że przecież to nasz pierwszy wspólny wypad, a dziś jeszcze przed nami sporo atrakcji.

Tyle do powiedzenia, a tu czas biegnie nieubłaganie. Wędki w dłoń. Ruszamy wreszcie w dół rzeki, obierając sobie punkt docelowy oddalony od nas na oko ze trzy kilometry.


Pod tym wzgórzem na horyzoncie zakończyliśmy wędrówkę

Na jednym z przelewów Plastik zacina klenia. Jak widać na fotce spodobał mu się żółty kolor. Szkoda tylko, że ten wobler skończył swój żywot na jednym z wielu zaczepów dosłownie kilka rzutów później.


"Plastikowy kleń"

Potem jeszcze u Dawida na wędce melduje się mały sandaczyk. Z nakazem przyprowadzenia prapradziadka wraca do wody.

Znów się chmurzy... Już nie wstępujemy na każdą główkę. Te mniej atrakcyjne omijamy. Zaczynamy czuć w nogach te kilka kilometrów przebyte wzdłuż rzeki. W pewnym momencie kończy się droga, kawałek dalej także ścieżka. Podejmujemy decyzję o kontynuowaniu eskapady. Przedzieramy się przez chaszcze, skaczemy po kamieniach, wspinamy się na strome burty, ryzykujemy kąpielą w poszukiwaniu jeszcze ciekawszych miejsc.


Po rękawie Plastika widać jaki przeszkody musieliśmy pokonywać

Na koniec obławiamy obiecujący przelew i wymytą w brzegu jamę. Bez efektów.


Po lewej stronie pod drzewem z pożółkłymi liśćmi znajduje się kres naszej wyprawy


Jeszcze tylko 100 metrów przez krzaczory i jesteśmy u celu

Trzeba wracać... Czas tak szybko mijał, że nie wiadomo kiedy minęła godzina 13.00, a do przejścia mieliśmy jeszcze spory kawałek... Zmordowani okrutnie, ale szczęśliwi, co obaj podkreślamy w drodze powrotnej do samochodu, docieramy na miejsce po prawie 40 minutach marszu. Pakujemy się czym prędzej i próbujemy się dostać na asfalt. I tutaj niespodzianka: asfalt wyszedł do nas! Od przybycia na miejsce po godzinie 7.00 polna szutrówka przemienia się w drogę asfaltową! Dzielni drogowcy od rana zdążyli pokryć ze 100 metrów drogi mieszanką bitumiczną! Tylko jak teraz się stąd wydostać?! Całą szerokość drogi tarasuje sprzęt do wytwarzania masy asfaltowej. Panowie tylko wzruszają ramionami i dalej uklepują pobocze sztychówką. Cóż, wsteczny i hajże przez łąki i pola. Na szczęście bez większych problemów udaje nam się dotrzeć na pewniejszy grunt.

Wyprawa, mimo że nie obfitowała w dużą ilość ryb, bardzo nam się udała. Szkoda tylko, że Emes i Bagpiper nie mogli z nami jechać. Ale co się odwlecze... Z Dawidem już ustalamy terminy na tegoroczne drapieżniki, a w dalszej perspektywie przyszłoroczne zasiadki z feederkiem czy spiningowe wypady za winkiel nad Wisełkę. Bo i odległość między naszymi miejscami zamieszkania i Wisłą jest tak niewielka, że - mam nadzieję - takie wypady staną się chlebem powszednim.

Naskrobał: Tomek Czaczkowski *Tomfunk*
Fotki: Dawid Gdula *Plastik*, *Tomfunk*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Brawo Panowie, super wyprawa, a Wisła... piękna. Chyba już wiem, gdzie zajrzę wiosną w pierwszej kolejności :)
Dzięki za bardzo zgrabną relację. Tak trzymać!
Pieknie, pieknie.. Tyle lat namawiania do wspólnych spotkań w realu zaczyna wreszcie przynosić efekty.. Oby tak dalej!
Hmm...trochę załuję, że nie udało mi sie w piątek wpaść na spotkanie, moze wybrałbym się z Wami :sigh Może następnym razem... :)
Przepiękna ta Wasza Wisła! Ależ różnorodność miejscówek! Toż to normalnie rozpusta!
Tomku, fajnie opisałeś Wasze wędkowanie, bo relacyja jest zgrabna, jeno wymagająca wielokrotnych powtórek :) !
Pozdrawiam wszystkich Krakusów :) .
PS. Chłopaki z Łodzi wiedzą już, co oznaczają wspólne wypady na łowiska :) .
Chłopaki z Łodzi wspólnie spotykają się przy browarku :) .
Tyle, że chłopaki z Łodzi nie mają TAKIEGO łowiska pod bokiem :( ! I dlatego TJ, ani nikt inny nie chce do nas przyjechać :( ...
Mieszkałem w Krakowie prawie 2 lata i nigdy nie było mi dane oglądać, ani tym bardziej łowić w tak urokliwym miejscu. Tylko pozazdrościć.
Panowie,
Piwo pijemy wspólnie prawie w każdą środę (no chyba, że ktoś \"pauzuje\" ;) ), na rybki też coraz częściej udaje nam się wspólnie wyrwać. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby dołączyli \"nowi\" bywalcy małopolskich spotkań WCWI i do piwa, i do wędkowania. :)
@Ziomal ---> nie klikaj tyle, ino zbieraj się na następny wspólny wyjazd ;p
Sławek (przy okazji najlepsze imieninowe - o ile się nie mylę?) ja do Was mogę przyjechać w dowolne miejsce :) Za wyjątkiem wód stojących. Ale przecież Bz(d)ura może być, Pilica ale przed S., a nawet Ner, szemrać musi, zakręcik jakiś, gałązka i korzonek w wodzie i już TJ jedzie :)
Dziękuję wszystkim za dobre słowo. Trochę obawiałem się debiutu, ale po takiej wyprawie musiałem coś napisać, tym bardziej, że z Plastikiem łowiło mi się bardzo przyjemnie. Co do miejscówki to oddalona jest od centrum Krakowa około 40km. W tym roku zawitałem tam dopiero po raz drugi i żałuję... że dopiero po raz drugi. I to na sam koniec sezonu :upset W tym momencie jestem już pewien, że będę tam zaglądał częściej. I mam nadzieję, że nie sam ;) Na wiosnę zapraszamy wucewujków do Galicji! Może jakieś większe spotkanie?
Ekhmm - no no no, ladna ta wisla, sory chlopaki ze nie dalem rady ale no nie moglem, ale w piatek jedziem na 100%!
Wszystko ustalimy w srode w piekle i niebie hahah ;)
Noooo super relacja... już wiem gdzie jedziemy w weekend Panowie!
Czy autorzy mogliby wiecej powiedziec (jesli to nie tajemnica) o tej miejscowce .
Jestem z Krakowa i chetnie bym tam podechal, jak tam dotrzec , czy dojscie/dojazd trudny. Lowilem na wisle ale jednak zawzse troche wyzej. To miejsce wyglada na wspaniale !
@mkuczara: opisana miejscówka to okolice ujścia Raby. Jak widzisz oba brzegi są bardzo atrakcyjne z wędkarskiego punktu widzenia. Dojechać tam można z Krakowa przez Nowe Brzesko. Tu jest ostatni most na Wiśle przed ujściem. Na lewym brzegu Wisły mijasz mi
Cuś chuda ta Wisełka. Trzeba przy rzucaniu uważać, żeby nie trafić krowy pasącej się na drugim brzegu
Panowie. To żart był. Jestem przyzwyczajony do mojej Królowej rozlanej na 600m i dlatego pozwoliłem sobie. Relacja super i szczerze zazdroszczę takiej ilości miejscówek. Pozdrawiam :)
Przeczytałem tę relacje z przyjemnością. Fajne są takie spotkania, przyjaźnie najpierw wirtualnie zawierane. a potem kontynuowane na żywo.
A Wisła pod Krakowem? Piękna - trochę inna, mniejsza bardziej kameralna od mojej warszawskiej. I jednocześnie bardzo \"wiślana\"...
No i zdjęcia - bajka. Ogląda się z prawdziwą radością. Cieszą oko :)
@mkuczara - a możeby tak spotkać się przy piwku, w knajpie, we środę wieczorem i pogadać osobiście o wspólnym wyjeździe?! bo w to, że wędkujesz nie podlega wątpliwości a w to, że piwka nie pijasz to raczej nie wierze ;)
@erwin - chuda?!?!? \"chudą\"
Takie miejscówki, że się reszta chowa.
Nie przenoście się wszyscy,do Krakowa.
Niech łowią sobie w spokoju i ciszy.
Może coś o tym jeszcze się usłyszy.
To przecież, pierwsze koty za płoty
I tekst ładny i przepiękne foty.
@plastik - dzieki za zaproszenie, czemu nie. Jaka knajpa?
Od dziś mówię dzwoniącym headhunterom, iż jak zmiana to tylko Kraków lub Niepołomice! ;) Super relacja, świetna wyprawa.... i jeszcze na koniec dodam z zazdrością: jak Yelcyn idzie na ryby to już zdarzyło się, iż mu sołtys asfalt zwinął! A u Was na odwrót! :)
@mkuczara - są spotkanka cykliczne , przy piwku. W tą środę jest o 19:00 w którejś z Kazimierskich knajp. Ale to jest do obgadania. Po prostu wpadasz na Kazimierz w okolice ul. Szerokiej , a tam się ewentualnie zdzwaniamy. Mój tel: 888319009. Więc wpadnij
Tylko pogratulować cała Polska idzie w siłę. Oby tak dalej, takich miejscówek tylko pozazdrościć :)
@Emes - dzieki za info i zaproszenie. Jesli dam rade mam nadzieje sie pojawic. Gdybsycie planowali jakis wislany wypad z sobote/niedziele to chetnir bym dolaczyl
gg:233198 (w pracy 8-17 mam wlaczone)/608634732/mkuczara@gmail.com.
Pozdrowienia zza biurka
No i proszę, kolejny zapaleniec się znalazł... ;) Brawo!
Mieszkam od urodzenia w Krakowie i nawet na mysl mi nie przyszło ze wisła moze być taka urokliwa i to nie daleko Kraka. Szkoda ze nie mam autka bo juz bym tam dawno sie stawil... :cry ale cuż trzeba poczekac.Fajny artykuł i super foty! Pozdrawiam!
Sandacze typowe dla Kakowskiej Wisły zwłaszcza w ostatnih latach ciężko o większego. chłopaki dajcie znać jesli będziecie spotykać się kolejnm razem.
@dejv: spotkanie dziś na ul. Szerokiej o godz. 19 w jednym z tamtejszych lokali. Zapraszamy. Zapowiada się gruuuuuuba frekwencja. Powyżej są namiary na Plastika, mój nr tel. 602 750 797, gg 8666428.
ło żesz kurna , jak Tomek da radę to będzie historyczne spotkanie! Czekamy! AAAAA i przypominam żelazną zasadę : nowi stawiają kolejkę ;)
Emes Ty się tak nie rozpędzaj, bo skończysz jak Bag ostatnio czyli z pękającą od bólu głową!
ale...to bylo co innego :P one mnie z przemeczenia bolala ;)
Przy takiej frekwencji nastepnym razem moze cos zarezerwowac wczesniej :)?
Jak najbardziej. Następnym razem będziemy rezerwować, czy przyjdzie nas 3 czy 30-tu. Zawsze to pewność, że nasze szacowne 4-ry litery będą miały gdzie klapnąć... ;)