1 maja
Jak zwykle, po drodze układam wstępny plan działania. Najpierw spacer ze spinningiem i zasypanie wszystkich miejscówek – to już standard w moim wykonaniu. Przy moście jestem kilka chwil po jedenastej, sporo łowienia przede mną, a przecież w perspektywie jeszcze nawet trzy dni, o ile pogoda oczywiście pozwoli. A jeżeli wierzyć meteorologom, to wygląda, że każdego dnia będę się bawił w ganianego z przelotnymi deszczami i burzami. Wiaderko do ręki, żółta, niewielka gumka z obowiązkową stalówką i ognia! Zapał do spinningowania mija mi już po kilkunastu minutach. Kompletna pustka; nawet okonie nie ujawniają swojej obecności. Do tego bardzo bura woda sprawiają, że nie odwiedzam nawet drugiego brzegu i wracam po bambetle przystawkowe. Nie mogę zacząć w innym miejscu, niż to.

Dostrzegam sporo perełek, więc już się cieszę w myślach, że może jakiś gucio się zamelduje. Pęczak moczy się jakiś kwadrans i jest pierwsze branie. Niestety zacięcie minięte. Na drugie czekam ponownie kilkanaście minut. Znowu pudło. Co jest? Czy biorą tak delikatnie, czy ja może mało wprawiony po ponad półrocznej przerwie? Póki co odpuszczam Kołki i idę dalej. W Głównym zatrzymuję się tylko na chwilę – miejsce to od mojego pierwszego sezonu zmieniło się dość znacznie pod względem układu nurtu i to niestety na niekorzyść. Następne wypada jak zawsze Głębokie. Prawie od razu delikatny, klasyczny odjazd. Ryba spada w zasadzie od razu. Zaczyna mnie irytować moja nieskuteczność. Gucio poprawia dosłownie za chwilę; jest w końcu inauguracja.

Jak widać jeszcze ostry. Maszeruję do Starego Mostu. Tutaj nie dzieje się zupełnie nic. W ogóle wszędzie brak jakichkolwiek puknięć – co się dzieje z płotkami? Na przelewie próba grochowa również bezskuteczna. Tutaj też nurt dziwnie kręci, zupełnie niestandardowo... Nadchodzi wielka, czarna chmura. Na wszelki wypadek wycofuję się w stronę samochodu, aby w razie deszczu zapewnić sobie ucieczkę. Wracam zatem do Kołków. Od razu odjazd i jest pierwszy z Kołków.

Następne branie znowu zrypane. Pogoda się ustabilizowała, więc atakuję trzy miejsca za Przelewem, które wcześniej odpuściłem ze względów deszczowych. W Ostatnim próbuję w końcu na robaka i melduje się pasiasty grasancik.

Czas biegnie nieubłaganie, a ja jeszcze nie odwiedziłem drugiego brzegu. Po drodze ot, tak dla zasady próbuję w moim najlepszym miejscu. Znowu dopiero drugie branie przynosi efekt i trzeci egzemplarz zasila moje konto.

Dociera w końcu do mnie, że nawet dotychczasowy wynik przewyższa moje najśmielsze oczekiwania. A jeszcze sporo czasu przede mną – dopiero wpół do piątej. Czas zapolować na grochożerców, czyli obieram kierunek na drugi brzeg i okolice przelewu. Idę obejrzeć również Ostrogę, którą na wszelki wpadek zasypałem podczas spaceru ze spinningiem. Niestety, leżące drzewo wyłączyło ją zupełnie z użytkowania. Wracam zatem za Przelew, do miejsca bardzo efektywnego ostatnimi czasy. Groch moczy się kilka minut i jest pewny odjazd w nurt. Po zacięciu ryba spływa z nurtem kilka metrów przy jazgocie kołowrotka. Złażę niżej z podbierakiem, jeszcze jeden odjazd, ale już krótszy. Nogi mi się trochę trzęsą, bo grasant jak na razie prezentuje się całkiem nieźle. Po chwili okazuje się, że nie jest wcale taki duży, tylko niesamowicie silny. Jeszcze moment i kapitulacja.

Coś między 40-45 cm. Na pewno największy złowiony w Mojej Rzece; bardzo ładnie wypasiony – pewnie stąd taka moc... Narobiłem zbyt dużo hałasu, więc ewakuacja. Po drodze do samochodu spróbuję jeszcze dołka, gdzie wiosną upolowałem jednego z moich dwóch inauguracyjnych grasantów. Pęczak dosłownie moczy się parę sekund i spokojny, pewny odjazd. Zupełnie „niekleniowy”...

Sporo mniejszy od poprzedniego, ale nie zaryzykowałem podnoszenia na wędce. Znowu nadchodzi nieprzyjemna, czarna chmura. Tak więc ponownie na wszelki wypadek wędruję do Kołków. A tam mnóstwo perełek... Grzmoty powiadamiają mnie, że zaraz zacznie lać. Czy zdążę zaliczyć rybę przed deszczem? Szybko umieszczam przynętę w łowisku. Natychmiastowy odjazd. Pudło... Chyba mam czas na jeszcze jedną próbę. Robi się czarno. Jest branie, jest gucio, ale spina się niemalże natychmiast. Tym razem się nie udało. Uciekam pod most. W ostatniej chwili...

Trzeba będzie przeczekać. Przecież nie pojadę do domu, jak ryba szaleje w łowisku... Burza przechodzi dość szybko, ale deszcz niestety nie chce przestać padać. Po trzech kwadransach jestem już bliski spasowania, ale w końcu przejaśnia się i chwilę później już tylko ostatnie krople znaczą powierzchnię wody. Gdzieś koło wpół do siódmej rozpoczynam ponownie. Dziwnie agresywny odjazd. Ryba wygląda zupełnie „nieguciowo”.

Grasant w Kołkach. Tego jeszcze nie grali! No może nie do końca – kiedyś tam jednego nie udało mi się wyjąć, a innym razem jednego wyjąłem za bok. W każdym razie zdziwienie pełne. Nachlapał tak, że odpuszczam na chwilę i idę do Głębokiego. Wracam po kwadransie. Historycznie rzecz ujmując pod sam wieczór w Kołkach bardzo rzadko gucie podejmowały współpracę, więc powolutku myślę o powrocie. Moją analizę przerywa spokojny odjazd bombki od brzegu. Ponownie piegus.

Po raz siódmy użyłem podbieraka. Rekord. Czterech guciów również nigdy nie udało mi się złowić jednego dnia. Drugi rekord. A przecież jutro też jest dzień! Zwijam się kwadrans przed dwudziestą.

2 maja
Dzisiaj startuję trochę później, ale mam tę przewagę, że już wiem gdzie, co i jak w wodzie piszczy. Decyduję, że skupię się tylko na trzech najlepszych łowiskach z dnia wczorajszego. Oczywiście zaczynam w Kołeczkach. Dzień zaczyna się od niewielkiego deszczyku. Pierwsze branie dość szybko i nieoczekiwanie melduje się niewielka płoteczka. Po kilku minutach już bardziej książkowy odjazd i ponownie piegowaty gucio.

Sprawdzam Głębokie. Nic się nie dzieje. Znowu niewielki deszczyk. Próbuję go przetrzymać, ale niestety opad nasila się; decyduję się w końcu na ewakuację pod most. Trochę mnie podmoczyło, więc przenoszę się na suszenie do samochodu. Po kwadransie już po deszczu. Maszeruję do grochożerców za Przelew. Jakieś podskubywania – sprawdzam więc na pęczak i melduje się płoteczka.

Co się stało, że z dnia na dzień zaczęły brać? Kilku delikatnych brań nie jestem w stanie zaciąć. W końcu porządny odjazd i jest niewielki grasant.

Zostaję jeszcze trochę popróbować na groch, ale następuje odmowa współpracy. Wracam zatem do Kołków, zgodnie z planem zakładającym skupienie się jedynie na trzech miejscówkach. Jest kolejne porządne branie, ale to jednak nie gucio, ale piegowata płotka. Całkiem ładna.

W łowisku cały czas perełki. Znowu niezacięte branie. Zaczynam poważnie rozważać wymianę haczyka. Daję mu ostatnią szansę. Chyba się przestraszył, bo następna próba już bez pudła.

Pora na Głębokie. Co prawda wczoraj tylko jedna sztuka na początek, a potem nic, dzisiaj za pierwszym podejściem też nic, ale: "Rebe, Ty daj mi szansę...". Szansa wykorzystana!

Ponownie zaczyna do mnie dochodzić, że to kolejny rewelacyjny dzień nad Moją Rzeką. Ponownie dzień, którego naprawdę dawno nie było. Porządek musi być, więc pora na drugi brzeg i próby grochowe. Kilka minut marszu i jestem. Od razu są agresywne ataki, ale wygląda, że to kompletna gównażeria się zebrała. W końcu udaje mi się zaciąć płoteczkę, jak przypuszczam. Mylę się w tej kwestii, bo to inauguracyjny jasieczek.

Brania w zasadzie zupełnie ustają, więc wracam z powrotem. Nie wiem co mnie podkusiło, ale postanowiłem wziąć drugą wędkę i posiedzieć już do końca w Kołkach. A może ewentualnie odwiedzić jeszcze Głębokie? Może jedną na robaka, albo na groch?

A może jakieś ukryte pragnienie złowienia jeszcze ryby na moją starą, ukochaną wędkę? Na tę, na którą złowiłem chyba nadal jeszcze większość moich ryb? W każdym razie już nie umiałbym łowić na ten kij od szczotki. A kiedyś nie zamieniłbym jej na żadną inną... Pierwsze branie oczywiście psuję, gdy zakładam przynętę na drugim zestawie. Tak to bywa, gdy się łowi na dwie wędki. Przy drugim już sobie radzę, nawet bez wyciągania drugiego zestawu.

Na chwilę udaje się jeszcze do Głębokiego. Tam udaje mi się złowić jedną płoteczkę; wracam na ostatnie pół godziny do mojego najlepszego miejsca. Oba zestawy na pęczak – próby robakowe nie przyniosły rezultatu. Jest branie na ekstra dodatkowym zestawie. Gucio na moją starą, ukochaną wędkę!

Rekord czterech guciów wytrzymał ledwo jeden dzień – od dzisiaj to już pięć sztuk! Zwijam się koło dwudziestej i ponownie – jutro też jest dzień :)

3 maja
Przykra niespodzianka, ale o tym dniu zbyt wiele napisać się nie da... U grochożerców tylko jedno porządne branie zaraz na początku.

W Kołkach bez brania, jak zresztą i we wszystkich innych miejscówkach. Jakieś tam delikutaśne skubnięcia... Po prostu dostałem porządną, kilkugodzinną lekcję pokory na koniec. Analizując wszystkie za i przeciw ostatecznie odpuszczam ranne łowienie w niedzielę. Ale i tak jestem niesamowicie zadowolony, no bo kto by nie był na moim miejscu!?

Sebastian Krzemień *Kwantyl*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

no to troszke widze połowiłeś, musze kiedy wpaść na kołeczki na jeden wieczorek. Gratki Seba
Kapitalna majówka. Aż zazdroszczę. ;) Pzdr
Majówka, jak ta lala :)
Gratulacje , Seba!
Kiedy lecimy na wiadomą rzeczkę?
Coś pięknego. Gratuluje.
Świetny wynik, Seba, jeżeli chodzi o białoryb, nikt na Bzurze nie dotrzyma Ci kroku :grin Gratulejszyn!
Seba i dobrze zrobiłeś z tą niedzielą obraz taki jak z ósmej fotki. Twoja relacja przeważyła szalę kompletuję sprzęt do spławika. Wielkie gratulacje z połowu pokazałeś klasę. Szkoda że takie klenie nie biją w moje wobki :roll Ale popracuję nad tym :)
Kwantyl gratki, połowiłeś więcej niż więkoszość wucweujaków razem wzięta :)
Z relacji widzę, że w końcu zostałeś nad Bzurą.. i dobrze :) Jak widać nieźle zapunktowałeś. Takie chwile nie trafiają się często. Trafiłeś w czas i w miejsce idealnie. A teraz... cóż, będzie zwyczajnie, czyli jak 3 maja. Ale gonimy zajączka dalej, bo taki nasz cel. Duże Jasie coś wymiotło, czyżby zmieniły miejsce, a może już za późno. W tym roku chociaż nie było zimy, to wszystko spóźnione... U mnie też w jeziorach cisza, a płoć dopiero gromadzi się w tarliskach. Pewnie na Mazurach jeszcze gorzej. Poczekamy na czerwiec. Jeszcze raz gratulacje. Bardzo dobra relacja! Oby takich więcej.
Gratulacje!
@Wodnick, masz na myśli gdzieś na Mazowszu ? Z mojej strony najwcześniej w czerwcu :(
@Kwantyl, spokojna głowa, mamy czas ;)
Seba a kiedy na Prosnę zawitasz? chętnie bym się czegoś od Ciebie nauczył :) pozdrawiam serdecznie
Graty Seba :grin Może kiedyś w realu połowimy :? Pzdr
Pan Kwantyl musi być na tym portalu ani chybi jakąś ważną personą. Żadnych negatywnych komentarzy odnosnie złowionych ryb. A w galerii pan X. dostałby zjebkę, aż się patrzy.
Panie Kwantylu, ja jako sporadyczny uzytkownik WCWI nieśmiało się Pana zapytuję, czy np. w trakcie uprawianego przez Pana \"tarła\", że tak to ujmę, chciałby Pan dostać np. kopa w d... od osoby trzeciej, gdyż według mojego doświadczenia \"tarlica\" tego raczej (?) zrobić nie może? Jesli nie to po co Pan łowi leszcze na tarle. Zakładam, że świadomie Pan to robi, a jeśli nieświadomie, to tym bardziej jesteś Pan \"leszcz\".
Panie Kwantylu, niech mi Pan powie, czy zna Pan RAPR, bo ja tak, aczkolwiek oglądając galerię WCWI dokształciłem sie w tym zakresie jeszcze bardziej, dzięki użytownikom, których pseudonimów niestety nie pamiętam. Pamiętam jednak co oni pisali i znam ten RAPR, a on stanowi, że ryby niewymiarowe nalezy niezwłocznie wypuścic do wody, a nie zakleszczać w jakiś Pana usciskach i fotografować.
Dziwię się tym gratulacjom i pochwałom z powodu tego co napisałem wyżej, ale jeszcze bardziej z powodu tego co czytałem wcześniej w komentarzach i artykułach na WCWI.
Tak mi się zdaje, że tutaj to obowiązuje zasada cudzemu przyp...ol, swojego nie ruszaj i zachwalaj.
Przepraszam za te szczere słowa, ale przy tym lizodupowatym deszczu pochwał być może moje skromne refleksje dadzą Panu do myślenia, a jak nie to trudno.
Pozdr
Marek
Może się mylę, nie jestem ichtiologiem ale... od kiedy to leszcz się trze na początku maja?? Marek, możesz wyjaśnić to zagadnienie?
I jeszcze jedno: te leszcze wg mnie SĄ wymiarowe...
Stefan leszcz moze trzeć się na początku maja,tym bardziej że wiosna jest wcześniejsza albo jak kto woli zimy nie było.Nie mniej jednak Marek szuka dziury w całym.
Dlatego też z pewną dozą nieśmiałości zadałem to pytanie. Łowiłem leszcze w połowie czerwca na spining przy okazji szczupakowania. Wtedy były całe w tarłowej wysypce... Ale to jest półtora miesiąca później. :eek
Bardzo lubię wyczerpujące komentarze... takie jak Marka, odpowiem, bo lubię też wyczerpujące odpowiedzi... :)

Faktycznie panująca tu zasada jest taka, że są równi i równiejsi (chyba to gdzieś powieszę koło regulaminu). My, to Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, czyli ludzie, którzy znają się z realnych wypraw i spotkań, poza tym coś robią dla portalu (łącznie z jego finansowym utrzymywaniem), a Wy to pozostali. Prawa są równe, zjebki także, z tą wszak różnicą, że między nami wysyłamy je sobie prywatnie lub telefonicznie (bo się znamy), reszta otrzymuje je tekstem otwartym.

Co do \"leszczy\" i leszczy... Nieprzyjemna to chwila, kiedy jak piszesz ktoś trzeci wchodzi w paradę podczas spółkowania, tym bardziej, kiedy nie preferuje się trójkątów :) Niekoniecznie musi to być kelner z pobliskiej restauracji, bo trzeba Ci wiedzieć, że niewielu jest ludzi, którzy w czasie orgazmu wpieprzają kiełbasę. Podobnie jest z rybami... Kwantyl nie wyciągał ich za łeb, za skrzela, czy za ogony z krześliska podczas rozpłodowej orgii. Zwyczajnie wędkował i od czasu do czasu wyciągał normalnie pobierającą pokarm rybę. Niektóre z nich miały wysypkę tarłową, bo w przeciwieństwie do np. ludzi, nie pozbywają się jej jak środków zapobiegawczych jednym ruchem ręki, ale pływają z nią nawet kilkanaście dni. Konia z rzędem temu, kto zgadnie, czy są przed, czy po, bez miętolenia ryby w okolicach odbytu.

A co do zdjęć, które robi Kwantyl... No właśnie, tu trzeba znać gościa, żeby widzieć jak on to robi. RAPR-owskie \"niezwłocznie\", w polskim wydaniu wygląda właśnie tak, jak u nas w galerii. Ryba po odhaczeniu ląduje w trawie, później następuje poszukiwanie aparatu, jego ustawianie, a potem przerzucanie ryby, pod kołowrotek, pod pakę fajek, czy inną ustawkę. Kwantyl robi to tak, że życzyłby takiego \"niezwłocznego\" wszystkim wędkarzom. Możesz to sobie wyobrazić i taktować na 3. Hol, podebranie lewą ręką, odłożenie wędziska na podpórki, wyhaczenie ryby prawą ręką, uniesienie odhaczonej już ryby na wysokość wzroku, podniesienie prawą aparatu z torby przy stołku lub z kieszeni kamizelki, pstryk, wypuszczenie ryby. Może te zdjęcia są śmieszne, jednolite i nieartystyczne, ale to jest relacja, a nie pokaz mody, a ryby były traktowane w odpowiedni sposób, nie przekładane z ręki do reki i nie rzucane, a jeśli miały wrócić do wody, to wróciły.
Jak pisałem, trzeba to widzieć na żywo, żeby nie mieć obiekcji do autora, ale Ty takiej możliwości nie miałeś, wystarczyło jednak skojarzyć, a nie szukać \"łosia\"... jak wczoraj większość warszawskich służb.

Na koniec, fajnie że komentujesz, lubimy komentarze, nawet jeśli są chybione, to jest szansa na wymianę informacji. Zachęcam do pisania, fotografowania i zamieszczania uwag w portalu.
Panie TJ, bardzo lubię odpowiedzi na moje chybione komentarze, nawet jeśli te odpowiedzi są chybione.
W długi weekend leszcze i płocie na znanych mi mazowieckich łowiskach się tarły. Sam z najwyższą przyjemnością odkładałem swój spinning i przyglądałem się temu zjawisku. Najgorsi gumofilce spod znaku najpierw rybka, potem sprzedaż, a potem alpaga ich nie łowili. Oczywiście na łowisku na którym łowił Pan Kwantyl mogły być już wytarte. W takim razie przepraszam.
Wystarczyło napisać w artykule, że leszcze i płocie były już po tarle.
Co do niewymiarowych ryb, to nie pisałem, że leszcze były niemiarowe, ale chyba nikt nie będzie mi tu pisał, że okonek i kielonki są miarowe? Bardzo się cieszę, że Pan Kwantyl fotografuje je z prędkością światła i RAPR jest przestrzegany, ale jak to się mówi, albo rybki, albo pipki. Pisze Pan Panie TJ \"Konia z rzędem temu, kto zgadnie, czy są przed, czy po, bez miętolenia ryby w okolicach odbytu.\" to ja dam Panu dwa konie z trzema rzędami, jak mi Pan odróżni zdjęcie niemiarowej ryby wykonane z prędkością światła od zdjęcia wykonywanego tak jak Pan to opisuje, czyli przez 5 minut, albo i więcej. Jeszcze raz, albo rybki, albo pipki. Albo się fotografuje niemiarki, albo nie i nie ma tu co filozofować, że Pan Kwantyl robi to szybko, a Pan X. rąbany w galerii wolno.
Pozdr
Marek
Drogi Marku, nie ma sposobu, żebyś odróżnił \"odrzutowego\" Kwantyla od innego autora zdjęć niemiarków, boś nie widział go w akcji. Dlatego opisałem Ci jak to Kwantyl robi. Autor nie napisał, że ryby są po lub przed tarłem, bo tego pewnie nie wiadomo. Wiemy, że to robią, jeśli akurat ten spektakl oglądamy. U mnie np. przyjdzie mi poczekać na tarło leszczy jeszcze ze 2 tygodnie. A na południu Polski ryby już o tym zapomniały. Filozofii nie dorabiamy, a wręcz przeciwnie. Jeśli jesteś przygotowany do zdjęcia, można pogodzić i rybki, i pipki. Ja nie jestem, więc rzadko w ogóle robię zdjęcia rybom, a niewymiarkom wcale.

Podsumowując, jestem podobnego zdania jak Ty, Szanowny Marku, że nie ma potrzeby robić zdjęć rybom, które na to nie zasłużyły. Tak samo, jak ograniczyłbym się do jednego, dwóch zdjęć leszczy. Trzeba Ci jednak wiedzieć, że Kwantyl to relatywnie młody chłopak i to, co go spotkało nad Bzurą nie zdarzyło się wcześniej. Bardzo się cieszył i w tym uniesieniu starał się z nami swoim szczęściem podzielić. Dlatego też, a dodatkowo znając go dobrze, staję okoniem i próbuję przedstawić jak to wygląda. W tym przypadku należy, bo niewielu znam tak etycznych wędkarzy jak Kwantyl właśnie.

I na koniec, mów mi TJ :)
Mogę potwierdzić, że mazowieckie leszcze tarły się jeszcze w kwietniu i na początku maja. Taki rok. Czasem różne rzeczy dzieją się w przyrodzie.

Ja poddaję jednak pod rozwagę adminom słowa Marka. Moim skromnym zdaniem adekwatne do tekstu. Chyba właśnie Ci równiejsi, tworzący elitę portalu nie powinni w swoich tekstach zamieszczać zdjęć niewymiarowych czy wysypanych ryb. Rozumiem, wyjątkowo jakieś jedno dla okrasy gdy na wyprawie była wędkarska bryndza. Bo kiepsko się czyta relację z takiej wyprawy bez zdjęcia ryby. Ale cały tekst szprycować takowymi....... :?
Wychodzi na to, że w ogóle nie powiniennem zabierać głosu, no chyba, że po to by chwalić i już. Ja nie mam nic do Pana Kwantyla, a nawet powiem, że widziałem już inne jego relacje znad Bzury i cieszą one mnie strasznie. Kiedy byłem raczkującym chłopakiem wędkarzem, Bzura była jednym wielkim ściekim zatruwanym przez zakłady chemiczne \"Boruta\" w Zgierzu. Mieszkałem nad Bzurą kilka lat i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że życia bilogicznego to tam nie było. Ja się jechało pociągiem przez Sochaczew to smród był nie do wytrzymania. Dlatego relacje Pana Kwantyla strasznie cieszą moje oko. Ta cudnej urody rzeka żyje wreszcie. Ale zdjęcia niemiarków i ryb odbywających tarło (jeśli się mylę to ponownie przepraszam) mnie nie cieszą. To wszystko. Więcej już nikomu tu głowy zawracać nie będę swoimi chybionymi komentarzami.
Pozdr
Marek
Masz prawo jako użytkownik, i POWINIENEŚ właśnie zabierać głos i komentować Marku, nie tylko jak Ci się podoba, a tym bardziej w sprawach kontrowersyjnych. Liczymy na takie komentarze i staramy się do nich odnosić. Jak już pisałem, osobiście wycofałbym się z łowiska, a na dowód pobytu z wyprawy zamieściłbym ze 2-3 zdjęcia, ale to moje zdanie i moja filozofia (zresztą robiliśmy tak wiosną wiele razy, na co mam świadków). Kwantyla znam od lat i wiem, że rybom krzywdy nie zrobi, i życzyłbym sobie całej takiej wędkarskiej Polski. Gdyby było inaczej, miałbym podobny do Twojego komentarz. Często zresztą tak jest, kiedy przychodzi mi komentować "nieszczęsne" zdjęcia w galeriach.
Panie TJ, ja doskonale wiem, że mogę do Pana mówić per TJ, co nie zmienia faktu, że poniekąd ja jestem taki porucznik Zubek z serialu \"07 - zgłoś się\", czyli jak się wódki z kimś nie napiję to mówię per Pan. Nie mam ani wpływu, ani żadnych pretensji do tego, że Pan mówi/pisze do mnie per Marek.
Ja Panu powiem tylko jeszcze jedną rzecz, że literatura polska zna przypadłości, z których się Pan tutaj usiłujesz wymigać, pisząc w \"obronie\" Pana Kwantyla. Pani Gabryjela była uprzejma to napisać, w książce o niejakiej Pani Dulskiej.
Powiem krótko, ryb na tarle i ryb niewymiarowych niepokoić nie uchodzi. Nie uchodzi - rozumiesz to Pan???? Bo Pan Kwantyl z pewnością nie. Nie wiem, czy Pan Kwantyl jest młody wiekiem, duchem, ciałem, czy stażem wędkarskim. KOmpletnie mnie to nie interesuje. Stwierdzam tylko fakt.
Jest takie powiedzenie \"szlachectwo zobowiązuje\". Znasz Pan je Panie TJ? Zakładam, że tak. Jeśli Pan Kwntyl to wędkarz tak doskonały i etyczny jak Go Pan opisujesz, a zarazem jak już wspomniałem tutejszy kreator życia portalowego, to ta relacja jest totalnym obciachem i już. Tu nie ma nad czym dyskutować.
A to, że ktoś tam uważa, że szukam dziury w całym, podpierając się byciem ichtiologiem, mnie całkowicie nie zraża. Panie ichtiologu, popiera Pan łowienie ryb w trakcie tarła i takie, a nie inne obchodzenie się z niemiarkami? Jeśli będzie Pan tak uprzejmy, to proszę mi powiedzieć dlaczego? Jestem jak to się mawia, głodny wiedzy i grzecznie przyjmę uwagi co do mojego sposobu zachowania.
Pozdr
Marek
Novis, pamiętasz o co mnie pytałeś wczoraj na spotkaniu? No to w powyższych kilku komentarzach MarkaZ masz kolejny argument. Pozdrawiam Pana Panie Marku, zaznaczając jednocześnie, że nie zgadzam się z Pana wywodami.

TJ, przeczytaj to raz jeszcze, ale tak z punktu widzenia zwykłego użytkownika (nie-TWA użytkownika):
Faktycznie panująca tu zasada jest taka, że są równi i równiejsi (chyba to gdzieś powieszę koło regulaminu). My, to Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, czyli ludzie, którzy znają się z realnych wypraw i spotkań, poza tym coś robią dla portalu (łącznie z jego finansowym utrzymywaniem), a Wy to pozostali. Prawa są równe, zjebki także, z tą wszak różnicą, że między nami wysyłamy je sobie prywatnie lub telefonicznie (bo się znamy), reszta otrzymuje je tekstem otwartym.
Najchętniej napisałbym w takim razie, że nie należę do TWA, ale jeżdżę na spotkania (i chciałbym nadal), więc pochylam głowę i przyznaję się do winy...

A Sebastianowi oczywiście gratuluję, bo jest czego. Świetny wynik, a i relacja miła do czytania.
W życiu się tak nie nagadałem jak teraz, ale trudno, pogadam jeszcze trochę. Panie Mekamilu niech Pan mi wyłuszczy, z którymi to moimi wywodami sie Pan nie zgadza. Jak na razie pisałem o:
1. Niełowieniu ryb w trakcie tarła.
2. Niefotografowaniu ryb niemiarowych.
3. Niebyciu Panią Dulską.
Wychodzi na to, że lubi Pan łowić ryby w trakcie tarła, fotografować niemiarki i chce Pan zmienić płeć. Z tą płcią to oczywista przesada, ale pseudonim na Medulska zamiast Mekamil można raz - dwa zmienić.
Nie wiem czy dysputa zamarła ot tak sobie, czy w skutek odgórnego lub oddolnego polecenia na priv, o którym pisał Pan TJ. Ale tym razem juz na koniec napiszę tylko takie frazesy.
Otóż sa pewne kanony zachowań i to bynajmniej nie stworzone po to by się nad nimi specjalnie zastanawiać. Przykłady mozna mnozyć. Po wyjściu z toalety winniśmy myć ręce. A po co? Po to m.in. by nie zapaśc na jakieś zaraźliwe choróbsko. Zęby powinniśmy myć co najmniej dwa razy dziennie? A po co? a po to by jak najrzadziej siadać na fotelu dentysty. Ryb w trakcie tarła i niemiarków nie powinniśmy łowić? A po co? A po to by móc je w ogóle łowić, albo większe lub miarowe łowić.
Tu nie ma żadnej filozofii, żadnych dyskuzji o mięsiarzach, sklepikarzach, rybakach i nokilach.
Moim oponentom życzę wszystkiego najlepszego, a Panu Kwantylowi odrobiny rozsądku.
Pozdr
Marek
Marek, zaczynasz marudzić. Twoje argumenty są rzeczowe, wielu może się z Tobą zgodzić, wielu nie zgodzić. Wolna Polska. Ci, którzy znają Kwantyla, wiedzą doskonale, że tym rybkom na milion procent nie stała się najmniejsza krzywda, niemniej jednak faktem jest, że za podobne zdjęcia w galerii, niejeden dostał po łbie.
Jednak uważam, że czepianie się Mekamila, dla samego czepialstwa jest mocno naciągane. Tak, jak to Twoje Pan wiesz, Pan widzisz, Pan piszesz w stosunku do TJ\'a. Nie jest to forma w najmniejszym stopniu grzecznościowa. Trąca raczej lekceważeniem i opryskliwością. Taka forma wypowiedzi umniejsza jej wartości i znaczeniu. Nie podoba mi się to. Jak tak dalej pójdzie, to zostaniesz porucznikiem Zubkiem na WCWI do końca, bo raczej wódki nie będziesz miał się z kim napić.
Pozdrawiam
Przepraszam Panie Wodnick, w różnych częsciach kraju się rodzimy i w różnych wychowujemy. Różnych też mamy wychowawców. Dla mnie forma \"piszesz Pan\" itp. jest podstawowym wyrazem kurtuazji dla drugiej osoby. Nie akceptuję natomiast zwracania się do mnie per \"Marek\", ale w internecie nie robię z tego niczego szczególnego. Proponuję więc więcej wstrzemięźliwości w ocenianiu mojej osoby pod kontem kultury w stosunku do osób trzecich.
Obiecuję również, że więcej już tutaj głosu nie zabiorę. Więc masz mnie Pan Panie Wodnick z głowy. Jak Pan będziesz łaskaw jeszcze coś napisać, to zważ Pan, pisząc cokolwiek, że piszesz Pan tuż pod zdjęciem niemiarowego kielonka (bo tak sie tu pisze komentarze), co jak mam nadzieję polepszy Panu humor. A jak nie ten kielonek, to może moje niezabieranie głosu. W każdym razie miłego dnia życzę.
Pozdr
Marek
\"Ceterum censeo Carthaginem (Kwantyl) esse delendam\". Ufff! Chyba jednego Katona mamy z głowy!
\"Dla mnie forma \"piszesz Pan\" itp. jest podstawowym wyrazem kurtuazji dla drugiej osoby.\"

W rejonie gdzie się wychowałem (przemyskie)i w mieście w którym teraz mieszkam (Kraków) ta forma jest stosowana przez osoby niewykształcone lub chcące kogoś obrazić.

Takie pseudo grzeczne \"Panowanie\" działa na mnie podobnie jak pisanie postów bez używania wielkich liter, lub forma Ty pisana z małej litery. Po prostu ignoruję takie wypowiedzi.

No ale skoro snujesz spiskowe teorie o powiadamianiu na priv przez TJ żeby się nie wypowiadać, to masz moją wypowiedź: szkoda z Tobą gadać, bo Ty już doskonale wszystko wiesz.
Wodnick,Hiljot,Ferret amen.Przecież możemy zająć się czymś(kimś) przyjemniejszym :grin Pzdr
Chciałem skomentować poczynania pana mareczka, ale cóż... Otrzymałem polecenie odgórne (uderzenie w głowę) jak i oddolne (coś musiałem niestrawnego zjeść) i nie skomentuję. Napiszę tylko ogólnie, tak do nikogo, że najbardziej to mnie denerwuje zniewieściały, dwulicowy leszcz, który niczym trol nie znając człowieka, nie znając okoliczności i nie rozróżniając relacji od chwalenia się w galerii \"Trofea i zasiadki\" próbuje oczerniać kogoś, sobie zupelnie nieznanego. Szkoda też, że wojny punickiej nie będzie. Tym razem byłby inny wynik.
Ale udała ci się ta majówka, gratuluję połowu. Naprawdę dobrze napisane i ładne zdjęcia, a krytykant to zawsze się jakis znajdzie. Sam nie pisze ale innych szkaluje.
Miałem napisać więcej, ale tylko krótko:
1) Okoń może jest wymiarowy, może nie; wszystkie klenie prócz ostatniego (ten rzeczywiście może być na pograniczu wymiaru) wyciągałem podbierakiem, więc o ile wymiar się nie zmienił...; jasio jest oczywiście niewymiarowy.
2) Wyznaję zasadę, że skoro bierze, to się nie pomnaża.
3) Co do fotografowania jaśka, to nie widzę w tym nic złego; wiem że większość może się z tym nie zgadzać - temat na dłuższą dyskusję.
4) Robert, ja już jestem dużym chłopcem. Jeżeli za n lat spotka mnie podobna historia, to zapewne też ją opiszę. Bo ja wiem, może rzeczywiście za dużo takich samych (podobnych) zdjęć ? Z drugiej strony skoro cały czas łowię w tych samych miejscach, to może dać sobie spokój w ogóle ze zdjęciami ?
5) Marek, cynizm można zastąpić spokojną i rzeczową argumentacją.
6) Darek, do przejmowania mi daleko, ale... może innym razem coś na forum skrobnę.
Miałem napisać krótko, że \"jest to sympatyczna relacja, która przywodzi mi na myśl niejedną moją wczesnowiosenną wyprawę z plecakiem wzdłuż Wkry ... pełną rozczarowań (małe okonki), zaskoczeń (leszczyk z wysypką) a czasami emocji i zawodu (niewymiarowy szczupaczek w okresie)\". Wracałem do domu na ostatnich nogach zziębnięty z dwoma krąpiami i opowiadaniami ile to miałem brań i ile ryb wypuściłem bo były za małe albo w okresie ochronnym. Złościły mnie powątpiewające uśmieszki rodziców i kolegów ... wszystko przez to, ŻE NIE MIAŁEM APARATU FOTOGRAFICZNEGO.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wysyłania fotografii do Galerii Trofeów ryby niewymiarowej lub w okresie ochronnym, niemniej reportaż Sebastiana nie nosi znamion eksponowania połowów a jedynie zapis wydarzenia ... bardzo sympatycznej wyprawy, Panie Marku Z.
Łowienie ryb jest ciągle nieprzewidywalne jak wygrana w pokera albo innego toto-lotka ... i w tym jest urok. Artykuł Kwantyla to zapis rozgrywki, którą się po prostu z nami podzielił, Panie Marek.
Czasami miewam chwile zrozumienia dla tych rodzących ikrę leszczyc powieszonych na moim chytrym haku z robalem oraz biednych, nieletnich okonków, którym wbiłem sprytnie kotwicę w malutki pyszczek mojej łownej błystki. :sigh To jest nic w porównaniu do uczucia kiedy ... po tarle daję w łeb leszczycy albo obdzieram ze skóry wymiarowego tatę osieroconego przeze mnie okonka. :eek No cóż ... myślę że Dobry Stwórca miał jakiś cel dając mi zdolności w posługiwaniu się wędką i za cholerę nie potrafię robić na drutach.
Nie jeżdżę ostatnio na ryby ponieważ ważne zajęcia mi nie pozwalają i z tym większą przyjemnością przeczytałem reportaż znad Bzury. Jutro moja córka przystępuje po raz pierwszy do Komunii Świętej, jestem świeżo po spowiedzi i nie powiem nic do PANA Marka Z. Przypominam sobie tylko kogoś o tym nicku, kto nieźle przed laty tutaj mieszał. Wszystkich wędkarzy pozdrawiam z Podkarpacia.
Uważam, że Sebastian pojechał na ryby tak jak wielu wędkarzy to czyni. To, że trafił akurat na tarło leszcza to wcale go nie dyskredytuje.
Przedstawił na wspaniałą relację oprawioną w piękne zdjęcia. Bardzo mi się podobają zdjęcia kleni, są naprawdę piękne wyraźne, szkoda tylko, że nie miałeś „pomocnika,”bo można je było bardziej wyeksponować.
Wiem ze Sebastian za zwyczaj wypuszcza ryby wiec nie rozumie, po co te „halo”?
I na zakończenie, chciałbym się doczekać, jakiejkolwiek relacji z wypraw wędkarskich tych największych oportunistów i krytykantów łowienia i zabierania ryb. Jest to moje subiektywne zdanie i proszę je uszanować.
Kwantylu! Dzięki za relację :) Przepiękne bzurowanie!
MarekZ! Mam pytanie do Ciebie. Jesteś fanem RAPR-u czy etycznego, śiwdomego wędkarstwa? Czy większą wartością jest dla Ciebie literalne wykonywanie zapisów RAPR-u czy rzeczywista dbałość o wodę?

Bo ja bardziej lubię gości, którzy pstrykną szybką fotkę i rybę wypuszczą, niż tych, którzy zgodnie z RAPR-em złowią komplet i wezmą go do domu.
Panie MarkuZ, proszę zajrzeć tutaj: http://www.pogawedki.wedkarskie.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1741#28178

Czy również Pan sądzi, że w tym przypadku łowieniem ryb zajęła się ekipa bezetycznych farfocli? W każdym razie wskazują na to zdjęcia nr 2 i 3.

Wiem, że nie jestem do tego uprawniony, ale mimo wszystko zalecam Panu umiar w ferowaniu wyroków i ocenie internautów. Szczególnie, jeżeli jest to czynione w sobie tylko wygodny sposób. Niestety, to co widzimy na monitorze, jest tak naprawdę malutką cząstką całości, niekoniecznie prezentującą ogół w sposób obiektywny. Argumentów mogę przytoczyć z tysiąc, ale mam wrażenie, że są one Panu wszystkie doskonale znane...

Z wędkarskim pozdrowieniem - adalin i wcale nie pan, bo... \"Panowie to byli przed wojną, a potem PGR-y\" ;)
Leszcz niema ani wymiaru, ani okresu ochronnego.
Cześć kwantyl ,ja lubię czytać o Bzurze. mógłbyś coś świeżego wstawić.
Sam wędkuje od czterech lat na Bzurze ,łapie szczupaczki, okonie, płotki,jazie,karasie,i leszcza.Cztery lata temu złapałem nawet pstrąga,ale to był uciekinier z hodowli.Nie którzy się zemnie śmieją bo nie wierzą że w
Bzurze są ryby bo pamiętają ją tylko jako ściek.Mieszkam koło łęczycy i ciesze się że mogę łapać tu rybki
Napisz czy woda u ciebie jest niska i czy to dla ciebie coś zmienia?
Napisz na co łapiesz płocie?
I czy u ciebie też są kiełbie ?
Pozdrawiam i czekam na artykulik.
kurde,coś pięknego takie wyprawy to \"miód\"jedynie pozazdrościć życzę sukcesów,proszę o kolejne \"sprawozdania\"pozdrawiam