Posmak Big Game
Dzisiaj nie ma chyba już ani jednego większego portu rybackiego na naszym wybrzeżu, w którym nie można by wynająć kutra mustrującego wędkarzy głodnych wielkiej przygody. Kiedy stało się jasne, że do Unii wejdziemy i pociągnie to za sobą określone konsekwencje, jak ograniczenie połowów, a tym samym ilości kutrów należących do maszoperii czy do firm rodzinnych, które będą wymagały złomowania, niektórzy postanowili nie poddawać się i dalej łowić. Inni dostrzegli możliwość zarabiania na turystyce wędkarskiej. I to przez cały rok! Ale żeby stało się to realne, trzeba było mieć kuter na własność. I nagle bliskie złomowania ze starości rybackie stateczki, stały się towarem poszukiwanym.

Wędkarstwo morskie było jeszcze kilkanaście lat temu niezbyt popularną formą spędzania wolnego czasu przez polskich wędkarzy. Ferment zaczęli siać ci, którzy posmakowali już potężnych dawek adrenaliny i prawdziwych morskich przygód na Adriatyku, Morzu Północnym, Śródziemnym albo jeszcze dalej. Trudno było także nie dostrzec profesjonalnie zorganizowanego wędkarstwa morskiego w tych krajach, które miały dostęp choćby do kawałka brzegu. To oni zaczęli opowiadać o swoich przeżyciach z rekinami, marlinami czy tarponami nie tylko na łamach polskich czasopism wędkarskich i spędzać sen z powiek tym, którzy z sieciowych połowów na Bałtyku żyli coraz gorzej. Szuwarowo-bagienni, czyli jeziorowi i rzeczni poszukiwacze przygód zaczęli marzyć o przydomku wilka morskiego.

Ale w kraju nie można było kupić sprzętu do wypraw na bałtyckie głębie. Więc importerzy ruszyli na rynki Europy. I tak zaczęło się w Polsce rodzić wędkarstwo morskie, a co za tym idzie, wyspecjalizowana turystyka nastawiona na hobbystów. Za niepowtarzalny smak adrenaliny polski wędkarz gotów jest już dzisiaj zapłacić niemal każde pieniądze.

Polscy armatorzy, którzy nastawili się na ten biznes i rodzimych wędkarzy zrozumieli, że rosnąca konkurencja - wystarczy chociażby obejrzeć strony ogłoszeniowe w pismach dla wędkarzy - nie pozwoli im windować bez końca cen. Nawet, jeżeli podczas wyprawy, oferują posiłek i napoje. Potrzebne były nowe emocje. Więc kilkudniowe wyprawy na duński Bornholm, albo dalej, z noclegami na pokładzie? Czemu nie?!

A to oznacza, że zaadoptowany na prędce rybacki kuter już nie wystarczy. Polski wędkarz będzie potrzebował wyspać się w piżamie w przyzwoitych warunkach, wziąć rano prysznic, ogolić się, zjeść w mesie gorący posiłek, napić się świeżo zaparzonej kawy, przechować w lodówce wyfiletowane przez załogę ryby, wieczorem obejrzeć telewizję, zamówić w barze drinka. I to powoli się już dzieje!

Dorsz prawdę ci powie
Wędkarzy łowiących na Bałtyku nie obowiązują ograniczenia rybackie. Takie właśnie przepisy są stale iskrą zapalną między armatorami nastawionymi na całoroczne wyprawy wędkarskie, a rybakami, którzy uparcie nie chcą się poddać unijnym propozycjom. Rybacy sieciowi z uporem twierdzą, że wędkarze łowiąc cały rok, podczas gdy oni mają letni zakaz w czasie tarła, masowo odławiają dorsze i to właśnie wędkarze przyczyniają się do dalszego redukowania stad. Ale ci podlegają jednak kryterium siedmiu sztuk na dobę nie mniejszych niż 38 cm.

Zainteresowanie połowami sportowo-rekreacyjnymi dorszy zaczęło się w roku 1987, kiedy to Klub Wędkarstwa Morskiego z Koszalina rozpoczął eksploatację dwóch kutrów. Wkrótce był jednak zmuszony sprzedać je z powodu ogromnych kosztów utrzymania. Kolejny etap zainteresowania dorszowymi połowami wędkarskimi przypadł na początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy zanotowano najniższe połowy sieciowe dorszy na Bałtyku. Ustalane niskie limity i ich szybka realizacja doprowadziła do pierwszego czasowego wstrzymania połowów dorszy w roku 1993 dwa miesiące przed okresem ochronnym, zaczynającym się w czerwcu, w celu obliczenia stopnia wykonania polskiego kontyngentu. To właśnie skłoniło kilku armatorów z Kołobrzegu i Łeby do oferowania w sezonie turystycznym rejsów wędkarskich. Ceny rejsów były jednak wysokie, co w połączeniu z kosztami dojazdu nad morze i utrzymania, nie sprzyjało rozwojowi tego rodzaju turystyki. Wszystko zaczęło się zmieniać w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych.

Z danych dostępnych w kapitanatach portów, które prowadziły rejestr wyjść kutrów w morze wynika, że pionierami byli szyprowie z Łeby. W roku 1999 zanotowano około cztery tysiące wypraw wędkarskich z tego portu. W tym samym roku w Darłowie doszło do skutku niespełna pięćset rejsów, a we Władysławowie jeszcze mniej. Dwa lata później Łeba biła rekordy popularności. Zanotowano bowiem aż jedenaście tysięcy wyjść w morze, podczas gdy w Darłowie nieco ponad dwa tysiące, a we Władysławowie około półtora tysiąca. Jeśli przyjąć, że na każdy kuter mustrowało się przeciętnie dziesięciu "unikalnych" wędkarzy, to na Bałtyku łowiło w tych latach około sto pięćdziesiąt tysięcy wędkarzy. Liczba ta była z pewnością większa, bo brak danych z pozostałych portów, oraz z jachtów. Sytuacja uległa diametralnej zmianie już w roku 2004, gdy szyprowie z Władysławowa osiągnęli prawie dwanaście tysięcy wyjść w morze, w Darłowie zarejestrowano zaś ponad dziesięć tysięcy wypraw, a w Łebie niespełna osiem tysięcy. W portach tych, według danych Morskiego Instytutu Rybackiego z Gdyni, zaewidencjonowano w roku 2004 łącznie 30826 wędkujących. Ze względu na brak statystyk, liczbę wędkujących w Kołobrzegu założono jak w Łebie, a z Ustki jak we Władysławowie, gdyż wzięto za podstawę tę samą liczbę kutrów we wszystkich portach. Ostateczna liczba wędkujących, przyjęta do przeliczenia złowionych dorszy w roku 2004, wyniosła niemal pięćdziesiąt tysięcy. Ilość dorszy na wędkarza oszacowano jako iloczyn liczby wędkujących zaewidencjonowanych przez kapitanaty portów i średniej masy połowu dorszy przypadającej na wędkującego, którą uzyskano na podstawie wyników z trzech rejsów badawczych z wędkarzami, przeprowadzonymi w roku 2004, w których uczestniczyli pracownicy Morskiego Instytutu Rybackiego. Średnia masa połowu dorszy przypadająca na wędkującego wyniosła trzy i pół kilograma!

Ostateczna wielkość połowów wędkarskich dorszy w roku 2004, wyniosła 174 tony, co stanowi zaledwie 1,3 procenta polskiej kwoty połowowej oraz 0, 25 procenta połowów tego drapieżnika we wschodnim Bałtyku! Nawet gdyby wszystko pomnożyć przez dwa, to i tak chyba nikt już nie ma wątpliwości, że taka ilość tego wątłusza odławiana przez wędkarzy, to po prostu przysłowiowa kropla w naszym szelfowym morzu!!

Dane te, wydaje się, jednoznacznie rozwiewają bujdy i bałamutne alarmy kierowane do różnych decydentów przez łowiących sieciami rybaków, że to właśnie wędkarze w znacznym stopniu dewastują stada dorsza, a szyprowie, którzy wymyślili te diabelskie rejsy, niszczą polskie rybołówstwo i zabierają chleb rybakom sieciowym.

Czy Bałtyk umiera?
Prawda, a propos niszczenia, jest inna. Bałtyk został straszliwie przełowiony jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Niektórzy pamiętają pewnie ideę ówczesnych władz, że dorsz ma być rybą strategiczną, więc w sklepach rybnych malowano hasła: "Przez masowe spożycie dorsza, do socjalizmu!" Konsekwencją tej bezmyślnej polityki były olbrzymie zakwity pochłaniających tlen sinic. Łańcuch był prosty: gigantyczne redukcje stad drapieżników, a więc głównie dorszy, spowodowało ekspansję ryb śledziowatych, które zjadały z kolei w ogromnych ilościach plankton zwierzęcy, co skutkowało niekontrolowanym rozrostem planktonu roślinnego. Efekt do dziś można obserwować każdego niemal roku, gdy do polskich plaż docierają ogromne ławice cuchnących glonów.

Niektórzy ekolodzy twierdzą, że sytuacja jest już nieodwracalna i Bałtyk skazany jest na powolną zagładę. Jako morze wewnątrzkontynentalne, ma bardzo ograniczoną możliwość wymiany coraz bardziej zanieczyszczonych wód. A tylko to zapewnia zredukowanie rozwoju sinic. Optymiści uważają, że wystarczy wstrzymać się z sieciowymi połowami dorszy na kilka lat. Tylko, kto podejmie taką decyzję? A nawet gdyby, to każdy kuter wracający z morza, gdzie oficjalnie mógłby odławiać tylko śledzie, szproty, belony, dobijaki czy flądry, musiałby podlegać kontroli. To przecież nierealne, chociaż kto wie? Inne kraje europejskie poradziły sobie z tym dosyć sprawnie. Kontrolerzy wchodzą na pokład i lustrują ładownie kutrów i trawlerów nie tylko w portach, ale jeszcze w morzu, co zmusiło rybaków do wypuszczania złowionych w sieci ryb podlegających ochronie. No tak, ale do tego potrzebni są fachowcy i specjalistyczne jednostki pełnomorskie. I kto miałby za to płacić? Co zrobić z dorszem odławianym na wędkę, gdy wędkarz nie zabiera go do domu? Czy właściciele smażalni lub restauracji mogliby odkupić te ryby w okresie ochronnym dla rybaków i sprzedawać je już upichcone wczasowiczom? Za dużo pytań?

A może zacząć wędkować właśnie u sąsiadów? Przyczyną popularności Władysława na niekorzyść Łeby mogła być nie tylko jakość usług, co sugerowali niektórzy, bo z tym różnie bywa, ale zasobność łowiska, czyli głębi Gdańskiej, w której złowienie dwudziestokilogramowego i większego dorsza wcale nie należy do rzadkości. Zapewne teraz właśnie kusi wędkarzy głębia Bornholmska, a została jeszcze trzecia największa na Bałtyku - Gotlandzka. Godna uwagi jest też niemiecka wyspa Rugia z licznymi cyplami, przylądkami, cieśninami i zatokami, duńska wyspa Lolland i szwedzka Olandia z przyległościami. To wcale nie mrzonki. Jeśli polska całoroczna turystyka wędkarska będzie się nadal rozwijać w takim tempie, przy stale rosnącej jakości usług - a konkurencja to w końcu wymusi - możemy w krótkim czasie stać się europejską atrakcją. Głównie dla wędkarzy z tych krajów, które nie mają dostępu do morza.

Oby to nie było tylko słynne polskie pięć minut!

Janusz Niczyporowicz

Bałtyckie głębie:

  1. Alandzka - 405 m
  2. Arkońska - 50 m
  3. Botnicka - 294 m
  4. Bornholmska - 105 m
  5. Gdańska - 118 m
  6. Gotlandzka - 249 m
  7. Landsort - 459 m

PS. Patrz: "GW" 5 maja 2006, "Dziennik"- 5 stycznia 2007.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Dzięki Janusz za ciekawy problemowy artykuł. Jest jednak coś czego nie ująłeś (no bo przecież nie można wspomnieć wszystkiego - to normalne). Mówi się i sądzi w niektórych kręgach, że wędkarze choć niewiele łowią, to jednak jakościowo są znacznie szkodliwści od rybaków, wyławiają bowiem z okolic wraków najlepsze tarlaki. Czy tak jest w istocie? Nie wiem, słyszałem, próbuję zachęcić do dyskusji :)
Dzięki, Bulba, za ten tekst :)
Ze szczególnym uwzględnieniem tego cytatu:
Cytat:
Ostateczna wielkość połowów wędkarskich dorszy w roku 2004, wyniosła 174 tony, co stanowi zaledwie 1,3 procenta polskiej kwoty połowowej oraz 0, 25 procenta połowów tego drapieżnika we wschodnim Bałtyku! Nawet gdyby wszystko pomnożyć przez dwa, to i tak chyba nikt już nie ma wątpliwości, że taka ilość tego wątłusza odławiana przez wędkarzy, to po prostu przysłowiowa kropla w naszym szelfowym morzu!
Pozdrówka serdeczne :)
W końcu naprawde rzeczowy tekst dotyczący wędkarstwa morskiego.Pierwsze słysze że najlepsze tarlaki trzymaja sie wraków .Rybacy łowiący netami stawiają je na wrakach wiec szkodliwośc wedkarska jest tylko wydumanym problemem .Pozdrawiam Krzysztof
Dzięki Ci, Krzysztofie.
Za to, że może Twoja wypowiedź da \"ekoterorystom\" coś do myślenia.
A być może da do myślenia tym, którzy po Bałtyku nie pływali, w ogóle to używają wędek o roku czy dwóch, ale wszystko wiedzą lepiej.
#Andrzej, używanie wędek rok lub dwa daje takie samo prawo do jaśnie objawionych tekstów jak 10 czy 15. Chyba nie będziesz próbował forsować tezy, że staż ma znaczenie dla poziomu wiedzy?
Bombel, teraz powinienem pojechać z Twojego cytatu, czyli: \"pieprzenie w bambus\". Trzy rejsy, podczas których statystycznie wyszło 3,5kg mięsa rybiego na łebka. No super, cóż za dokładne wyliczenia... Nie od dziś wiadomo, że są małe kłamstwa, duże kłamstwa i statystyki. A ta statystyka nie miała nawet wystarczająco dużej ilości prób.
Mekamil@ Nie wkurzaj się na Bombla bo przypadkiem przyznajesz mu rację, że nasze badania naukowe są \"g\" warte. Niestety jak sam zauważyłeś takie badania to \"o kant d... rozbić\" i teorie bomblowe o przewadze praktyki nad nauką nabierają w tym momencie sensu.
Admin mnie w kozi róg zapędził...
Wszystkie naukowe badania Natury są do kitu, jakkolwiek by ich nie przeprowadzać, jak dokładnie i jak długo. Bo nie da się uwzględnić wszystkich czynników. Dlatego w eksploatowaniu zasobów Ziemi musimy zachować zdrowy rozsądek, a nie działać na zasadzie: \"widzę, że dużo pływa to mogę to wyłowić\", czy \"widzę, że ekosystem doskonale się miewa to można coś pozmieniać i nadal będzie dobrze\".
Andrzeju, na forum właściwie za każdym razem negujesz badania naukowe twierdząc, że są bezpodstawne, nieuzasadnione, błędne i niegodne Twojej uwagi. A badanie we fragmencie, który zacytowałeś? Też pewnie takie jest, ale potwierdza Twoje zdanie, czyli jest w porządku...(?) Przyznaję, mi też czasami zdarza się naginanie faktów pod siebie, ale zanim wyślę post, czytam go kilka razy i często zmieniam, niejednokrotnie łapiąc się przy tym za głowę jakie bzdety napisałem.
A poza tym to życzę sobie, mieć przyjemność zderzyć się z Tobą w realu na KKNN!
Bombel wymięknie i nie pojedzie :P
Bardzo fajny artykuł i profesjonalnie napisany.
Ps. Na podstawie pomiarów meteorologicznych z lat ubiegłych powinno być mroźno i chyba nawet zima .... Ale czy wszystko da się oszacować dokładnie ?
Brawo Janusz Brawo wreszcie jakieś konkrety i może decydenci ruszą trochę mózgownicą żeby tylko nie przeszkadzać :)
Poczekajmy... Może Stowarzyszenie Armatorów się wypowie na temat limitów, obecnych przepisów i PLANOWANYCH zmian przepisów...
Liczę tu na odzew Krzyśka Plewki i.... ;)
Robercie, w odpowiedzi a to:
Cytat:
Chyba nie będziesz próbował forsować tezy, że staż ma znaczenie dla poziomu wiedzy?
Ma. Ogromny. Nawet przy zbieraniu znaczków
Ale forsować tezy nie zamierzam. Nie chce mi się. :)
Niech się kręci, jak się kręci.
Ręce i majtki mi już opadają.
Chwilowo odpuszczam więc wojowanie z tymi, którym się wydaje.
Bardzo potrzebny artykuł, kierujący naszą i oby powszechną uwagę na problemy coraz bardziej rozwijającego się wędkarstwa morskiego, które z jednej strony może dać chleb jakiejś części zawodowych rybaków odchodzących z różnych powodów od połowów sieciowych, a z drugiej -zaspokoi marzenia wędkarzy o \"taaakiej rybie\", przynajmniej tych, których stać będzie na takie wyprawy. Jednak odrazu widzę kontrowersje komentatorów na temat prawdziwości oceny wyników połowowych wędkarzy i wynikające stąd skutki - nazwijmy to - ekologiczne. Stąd rodzi się pytanie, wynikającej z mojej niewiedzy na ten temat: czy istnieje w kraju instytucja podobna do olsztyńskiego IRS-u, zajmująca się problemami rybołówstwa morskiego? I czy to nie ona powinna prowadzić badania n/t wędkarstwa morskiego przedstawiając ich wyniki w formie odpowiednich publikacji, jak to czyni IRS? Resumując - artykuł nie powinien zniknąć po paru dniach w archiwach WCWI, jak to się zazwyczaj dzieje, ale należy go stale uzupełniać o nowe elementy tego wielkiego i dla wielu nowego tematu, jakim jest wędkarstwo morskie.
Aha! Przy okazji zapytam: kiedy ukaże się książka Jacka Kolendowicza (zdaje się) pt. \"Wędkarstwo morskie\", bo coś \"Multico\" (też zdaje się) za długo marudzi!?
#Andrzej, staż to wykonywanie jakiejś czynności w określonym okresie, stąd można za przeproszeniem \"przebomblować\" nawet 20 lat z wędką nad wodą i nic z tego nie wnieść do swojej \"wędkarskiej mądrości\". Ta ostatnia jest pochodą wiedzy i doświadczenia, zakładając że aby je porównać talent jest constans :)
W tym wątku chodzi mi jedynie o to abyś(zgodnie z Twoim noworocznym planem) nie starał się deprecjonować młodych ludzi, których w swoich wypowiedziach spychasz do roli \"czytaj i ucz się, bo jesteś g... i nie masz nic do gadania\". Bywa, że mają wiedzę znacznie większą, bo dynamicznie odświeżaną, a umysł ćwiczony. Czyli jak zwykle chodzi o tolerancję.
Jak przyjdą mrozy to opadające gacie można przytrzymać kalesonami :D
#Krzysztof - dzięki za uwagę, odnosiłem się do tych informacji (o wyławianiu tarlaków) dość sceptycznie, bo morze to nie rzeka, ale dobrze, że napisałeś o swoim punkcie widzenia.
Z tego co mi wiadomo, to te dane autor zaczerpnął stąd: http://www.mir.gdynia.pl/pliki/wed/index.html
A Wędkarstwo Morskie J.Kolendowicza oficjalnie ukaże się 22.02.2007, chociaż wcześniej miało wyjśc.
Kolego Stefanie nie należe do stowarzyszenia armatorów.Przepisy dotyczące limitów dorsza podobno w tym roku nie zmienią sie .Od dłuższego czasu obserwuje jak atakuje sie armatorow oraz szyprow jednostek wedkarskich i obwinia sie ich za nieprzestrzeganie limitów dotyczących wędkarzy bedących ich klientami.Zawsze najwygodniej zepchnąc odpowiedzialność na osoby trzecie .Ostatnio złapala mnie drogówka próbowałem im zasugerować zeby mandat wystawili na producenta mojego auta bo to przecież jego wina ze wyprodukowal auto ktore łamie przepisy ,niestety mandat wypisali mnie usmiali sie z takiej argumentacji.Temat jest ostatnio bardzo goracy i wypowiedzi moga bardzo zaszkodzić nie tylko osobie ktora sie wypowiada ale i jego dzieciom mogą zostać przejechane na pasach.Kolego Stefanie zapraszam do mnie na pokład Admirala tam możemy do woli dyskutować i wymienic sie opiniami .Od 31.12.2006 jestem codziennie na rybach efekt jadna nieduza troc.Warto myśle podyskutować na może troche inny temat :co zrobiono z Słupia,Parsęta,Wieprza wyniki na tych rzekach katastrofalne ,nawet telewizja nie miało nic w tym roku do pokazania .Pozdrawiam Krzysztof Plewka
Krzysztof, jeżeli cię uraziłem to przepraszam :?
Nie znam się na badaniach. Natomiast skądinąd wiem o planowanych zmianach przepisów dot. armatorów jednostek zabierających wędkarzy na dorsze. Chciałem tylko by osoba bardziej kompetentna ode mnie się wypowiedziała....
Ps. Na Admirała przyjadę jak tylko pogoda pozwoli i podtrzynasz zaproszenie
Stefanie w żadnym wypadku nie zostałem urazożony tylko ten temat jest ostatnio bardzo męczący.Koledzy ktorzy mieli odwage szczerze sie wypowidziec zostali obrzuceni wyzwiskami .Nie mam zamiaru toczyć wojen, temat jest jak morze gleboki, dobrego rozwiązania nie widać na horyzoncie .Jedyną zmianą jaką zamierzali wprowadzić było wprowadzenie okresu ochronnego na dorsza w terminie jaki maja zawodowi rybacy.Dzięki aferze z taśmami podobno nie bylo czasu na uchwalenie tej zmiany.Pozdrawiam Krzysztof
Odnośnie badan to na jeśieni został sprzedany statek badawczy Doktor Lubecki.Jego następca niestety nie znam nazwy zostal wyczarterowany przez rosjan do badan dna pod gazociąg Rosja-Niemcy.Sam sie zastanawiam na jakiej jednostce beda prowadzić te badania moze MW pomoże.Krzysztof
Sprawa limitów wydaje się stosunkowo prosta acz bolesna. Jeżeli \"badania\" wykazały, że wędkarze łowią 1,3% naszej kwoty połowowej, choć według mnie jest to pewnie nawet do 5%, to wystarczy o tą ilość zmniejszyć kwoty rybakom i zlikwidować limity wędkarskie. Protest rybaków będzie mało zasadny bo nie są lepsi od właścicieli kutrów wędkarskich. I jednym i drugim trzeba sprawiedliwie dać żyć z ryb. To, że rybak łowi siecią a szyper kutra wędkarskiego \"wędkarzem\" nie oznacza, że ten drugi nie żyje z ryby i nie ma prawa do udziału w kwotach połowowych.
Niestety w ramach demokracji i w imię ochrony Bałtyku te dwie grupy muszą podzielić się kwotami połowowymi. Na dzień dzisiejszy to rybacy mają monopol i to właśnie oni będą zmuszeni do oddania części swojego rynku. Z punktu widzenia gospodarki wędkarze są warci oddania im części kwot połowowych gdyż genereują zatrudnienie dla wielu osób: załóg kutrów, personelu pensjonatów i punktów gastronomii. Dodatkowo są nad morzem przez cały rok. Zmniejszenie dostaw do przetwórni o 5% nie spowoduje zaś ich upadku.
W odpowiedzi na pytanie a co będzie jak za ileś lat wędkarze bedą odławiać nie 5% a np. 20%? Proste, będzie to oznaczało, że potrzeba więcej kutrów wędkarskich, noclegów i posiłków. Oznaczać to będzie również spadaek popytu na ryby w sieciach sprzedaży, czyli reasumując zmieni się model pozyskiwania ryb w Polsce. Oczywiście nastąpi też jakiś punkt równowagi pomiędzy połowami sieciowymi i wędkarskimi i właśnie to będzie normalne w gospodarce rynkowej.
Kocie, masz rację, tak zwana \"ciemna cyfra\" czyli prawdziwe wyniki połowów wędkarskich są pewnie trzy-cztery razy wyższe. Dziennikarze, którzy piszą o wędkowaniu w morzu, proszeni są przez szyprów i armatorów (wiesz o kim mówię z pewnością)aby nie pisać o ilości złowionych dorszy.I wszyscy o tym wiedzą. Limity to fikcja. Najgorsze, że Komisja Europejska przymyka na to oko. Ale jakichś statystyk trzeba sie trzymać, bo wiatru się nie da! I problem jest!
A może nie limity w szt. tylko limity w kg fileta jak w Norwegii?
Jak wiesz Witku tam ten limit dotyczy \"exportu\" i zawdzięczamy go głównie Niemcom. Ja staję się wrogiem limitów dla wędkarzy, jako nieegzekwowalną fikcją, na rzecz uwzględnienia tych ilości w kotach połowowych nam przyznawanych. Odpada w tej sytuacji problem wyrybiania Bałtyku przez wędkarzy. Pozostanie faktycznie problem niemiecki lecz nasz Bałtyk jest chyba mniej atrakcyjny dla nich niż fiordy norweskie.
Januszu, nie mam pretensji, że się trzymasz takich danych jakie są dostępne. Artykuł ten raczej stał się powodem do mojego nowego spojrzenia na sprawę, czyli szero przez pryzmat gospodarki a nie tylko z punktu widzenia wędkarza czy rybaka. To wolny rynek musi zadecydować jak będziemy korzystać z morza a badania, kwoty połowowe mają służyć tylko ochronie jego zasobów.
Jarku problem niemiecki niestety to nie tylko Norwegia.Na bałtyk codziennie wyplywa z niemieckich portów kilkadziesiąt jednstek.Limity tam ich nikt nie przestrzega a wymiar to fikcja generalnie wszystko u naszych zachodnich sąsiadów trafia do skrzynek.Mam znajomych w niemczech których razi zabieranie naprawde małych dorszy ale takich ludzi jest tam niewielki odsetek.Krzysztof
Witam Panów,
Nareszcie normalna rzeczowa dyskusja, a nie bluzgi i wyzwiska jak po ostatnim artykule w dziale Łowienie w morzu, na tym wg. mnie ma polegać idea forum WCWI, a nie na wzajemnym obrażaniu i \"dowalaniu\" kto jaki przestępca czy pirat drogowy. Mam nadzieję że artykuł ów da początek zmian zachowań co niektórych forumowiczów i przyczyni się do działań władz od morza (może ktoś to czyta w Min. Gospodarki Morskiej) zmierzających do zmian prawnych dotyczących połowów dorsza na Bałtyku
Ciekawe , jak się mają statystyki morskie do statystyk \"słodkowodnych\". Z tego, co wiem, rybacy morscy nie zgłaszają wszystkich złowionych ryb. A \"nasi\" okręgowi słodkowodni rybacy ? Taaaaak, zgłaszają sporo krąpi, leszczy i płoci. Bo pozostałe gatunki \"omijają\" sieci !