Świat rozsypał mu się w ciągu kilku sekund. Choroba uderzyła podstępnie, bez bólu, bez jakiegokolwiek sygnału ostrzegawczego. Diagnoza lekarza nie pozostawiała złudzeń: rak. W umyśle zakołatało mu gdzieś dawno usłyszane zdanie: rak nie ostrzega, nie boli. Jego też nie ostrzegł. Jak to? To już koniec? Przecież jeszcze tyle życia mi zostało! Nie, nie zostało! Zostało parę miesięcy, może rok z tych wszystkich lat, na które jeszcze rachował. Wrócił do domu, w czterech ścianach jak ranne zwierzę w mateczniku szykował się na śmierć. Właściwie nawet z jakąś dziwna rezygnacją pogodził się z tym, że odchodzi. Nie chciał chemii, nie wierzył w sens leczenia tak zaawansowanej choroby. To tylko dodatkowe cierpienie, a lekarz nie daje gwarancji powodzenia. Prawdę mówiąc daje tyko nikłą pięcioprocentową nadzieję. Pogodził się z tym, wybrał drogę. Tylko... tyle rzeczy jeszcze chciał zrobić... tylu rzeczy żal mu było zostawić. Spędzał jałowe dni na wspomnieniach, przeglądał zdjęcia. Życie zapisane w obrazkach. Znajome twarze, znajome miejsca.

Łowiska... Tęsknota szarpnęła mocniej. Zajrzał do szafki ze sprzętem. Wędki stały jak zawsze, obojętne wobec jego tragedii. Dotknął ręką dolnika. Znajomy kształt, gładkość korka idealnie pasującego do dłoni... Czy jeszcze kiedyś... Czy zdążę jeszcze chociaż raz... Nie, nie będę czekał. Decyzja zrodziła się nagle, lecz nieodwołalnie. Jadę, póki jeszcze mogę, póki mam dość siły. Choćby po to, żeby się pożegnać z ukochanym łowiskiem, żeby raz jeszcze poczuć zapach wody, tataraku, posłuchać trzciny, poczuć na wędce znajomy ciężar walczącej ryby. Chociaż ten ostatni raz...

Spakował się szybko, w końcu tyle lat wprawy. Zanętę i robale kupi po drodze, przecież jakieś sklepy są otwarte. Na stole zostawił kartkę dla syna: nie czekaj z kolacją, wrócę późno, jadę na ryby. Kartkę, nie sms-a. Kartka zostanie...

Dwie godziny później siedział na krzesełku. Spławik kołysał się delikatnie na nieznacznej falce. Powietrze pachniało już jesienią. Patrzył głodnymi oczyma i chłonął każdy szczegół krajobrazu: lecącą czaplę, bociana brodzącego na łące, perkoza... Czy jeszcze je zobaczy? Nagle spławik zanurkował. Bez namysłu, odruchowo, gestem ćwiczonym przez lata zaciął. Ryba nie była duża, ale waleczna. Po chwili na brzegu trzepotał złocisty karaś, taka „półkilówka”, jak ocenił. Nowy gnojaczek i zestaw wrócił do wody. Słońce grzało leniwie, lekki wietrzyk dotknął mu czoła. Żyć, nie umierać - pomyślał jak zwykle w takich okolicznościach. Skurcz ścisnął mu gardło, kiedy sens myśli dotarł do niego. Żyć. Jak bardzo... Spławik znów poszedł pod wodę. Tym razem walka była zacięta i trwała dłużej. Złocisty ślicznot ważył dobrze ponad kilogram. Pokrywy skrzelowe błyszczały jak tarcze wojownika. Dziękuję ci, mały, za tę chwilę - pomyślał z wdzięcznością. Może to już ostatnia taka walka z rybą?

I nagle, gdzieś w najgłębszym zakamarku duszy narodził się bunt. Dlaczego ja? Dlaczego ja mam odejść? Dlaczego ma mi być odebrane to wszystko? Nie! Skoro karaś walczy do ostatniej chwili, do ostatniego ruchu skrzeli... Uklęknął na kolana i łagodnie wpuścił rybę do wody. Ona wygrała życie. On też wygra. To co, że tylko 5 procent szans! To aż pięć. Karaś nie miał nawet tyle. Bzdury gadam... No i co z tego? Może i bzdury... Ale tych bzdur nie dam sobie odebrać.. Gdzieś przed nim, tuż pod powierzchnią błysnęła złotem łuska.

Siedział nad wodą dokąd w gęstniejącym mroku widać było antenkę spławika. Ryby brały jak na zamówienie, ale żadnej nie załadował do siatki. Mgły pełzły znad łąk, różowo-złote, srebrno-modre, pachnące polami i dymem... Zabrał to wszystko, co oczy ułowiły głęboko do serca. To jego broń na przyszłą walkę. To stąd będzie czerpał silę. I wróci. Wróci na swoje łowisko. Może już nie tej jesieni. I pewnie nie tej zimy. Ale wróci. Na marcowe karasie stanie nad brzegiem…

Ewa Ćwikła *Stynka*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Naprawdę piękny tekst dający wiele do myślenia. Podejrzewam że nie zrodził się jako twór fikcyjny i to trochę smutne. Piękno rzeczy błahych dostrzegamy dopiero wtedy kiedy te błahe rzeczy zaczynają nam bezpowrotnie umykać.
Pozdrawiam
Smutne, ale wynik tej walki jest ważniejszy. Dasz radę
Brakuje z lewej strony ekranu komentarzy takiej buźki, którą chciałbym wstawić.
W ciągu ostatnich kilku lat spotykam GO chorego. To mój guru wędkarski, nauczył mnie wszystkiego na temat ryb i wędkowania. Najczęściej bywa w szpitalu, choć często na ulicy, w domu rodziców, na towarzyskim spotkaniu. Kibicuję MU bardziej niż Justynie Kowalczyk, czy Adamowi Małyszowi, życzę zwycięstwa. ON walczy, jest twardy jak bazalt, zazdroszczę MU tego charakteru, choć współczuję powodów.
W tamtym roku był ze mną w Norwegii, na morzu. Walczył, nie pozwolił się złamać, nie wstydził się. Wypił nawet parę kielichów, jak był sztorm, i szczerze powiedział, że jest chory. Stanął twarzą w twarz z rakiem. Walczy od trzech lat, choć pierwsza diagnoza była wyrokiem. Jest nadzieja, że w kwietniu wyzwoli się.
Co powiedzieć? Będzie ciężko, ale warto walczyć, zwycięstwo jest w nas.
Ja osobiście jak przeczytałem teraz komentarz Bartka to jako ze jestem wierzący pomodlę się za to kwietniowe wyzwolenie i będę pamiętał, będę ściskał kciuki.
Powodzenia i życzę sił do walki.
Koledzy wiele już napisali, mnie pozostaje ... życzyć uporu, wiary, nadziei aż do zwycięstwa. Pozdrawiam serdecznie A
Ewo - nie będę komentował..., jakoś nie dobierają się słowa..., a co chciałem powiedzieć - i tak dobrze wiesz......
Do zobaczyska na jakichś tam karasiach! 8)
Dziękuję...
Stynko,mam nadzieję, że to tylko fikcja, piękna i wzruszająca ale fikcja.
,,Od niespodziewanej śmierci wybaw nas panie\" nad tym zastanawiam się od czasu do czasu i boję się takiego wyroku jak w artykule. Ale kiedyś moja chrzestna córka dostała taki wyrok mając 18 lat. Mamy lekarza w rodzinie. Zawyrokował że zostało 5 lat życia. Ale była walka, dwa lata walki i już od choroby minęło 16 lat. Wyszła za mąż urodziła dwie córki, chociaż nie mogła zajść w pierwszą ciążę i wszystko jest ok. Nigdy nie mów nigdy. Nigdy nie poznamy ostatniej daty i dobrze. Zawsze trzeba mieć nadzieję.
Czytam ten artykuł po raz kolejny i znów okoliczności przykre. ON prawie wygrał, komórek rakowych nie ma, ale ślady zostały, bardzo uciążliwe.
Dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że ONA, ma raka piersi. Walczy, nie poddała się, ma dla kogo, 7-mioletnia córa plus młodsze bliźniaki. Jest dla kogo żyć. Druga chemia odebrała JEJ chęć do życia, ale podniosła się z upadku. W maju komunia córy, trzeba wytrwać, w peruce, będzie po trzeciej chemii, jak pocieszać. Może udawać, że wszystko jest ok?
Cholera, myślałem że jestem twardy, ale ............ Nie pojadę na tą komunię, zrzucę to na żonę, ona musi, jest chrzestną. Nie umiem tego robić.
Wierzę,że uda się IM pokonać to przekleństwo, mają dla kogo żyć. Bartek, myślę że następna inf będzie bardzo dobra,wyobrażam sobie jak IM jest teraz ciężko...
Witajcie. Dziś znów miałam odwagę wrócić do tego opowiadania. :)
Nie wiem, jak ONI, ale z serca życzę im wszystkiego, co najlepsze. Mnie się udało, choć było chwilami bardzo ciężko a życie wywróciło się do góry nogami. Jeszcze nieśmiało, ale już z wiarą mogę to napisać. Nigdy nie będę całkiem wolna, bo to nie jest możliwe, ale wąziutka ścieżynka zmieniła się w polną drogę, a tą już można iść przed siebie. Do końca dni pod kontrolą, ale to niska cena za to, że można posiedzieć znów nad wodą, posadzić kwiaty w ogrodzie,powitać kolejną jesień i poczekać na kolejna wiosnę.... Życie jest piękne. I smakowite. Zwłaszcza dla tych, którzy byli tak blisko drugiego brzegu :) Dziękuję .......
:) :) Stynko, nie wiedziałem co napisać , gdy za pierwszym razem przeczytałem to opowidanko. Smutne, a zarazem tak przepełnione nadzieją ... . Wierzyłem, ze życie dopisze jakiś dobry epilog. Znam to uczucie czekania na ... , nie wiadomo na jaki finał. Mojemu ojcu podarowano wbrew pierwszemu medycznymu wyrokowi 17 lat życia (i nadal ten dar zwieksza! :grin).!). Warto, jak widać wypuszczać ryby ... . Czasem któraś okaże się tą złotą, jak w bajce, i spełni choć jedno, jedyne życzenie, jakie w danej chwili mamy, prozaiczne, niematerialne ... . Taki trochę handel z losem, opatrznością, Bogiem ... w co kto wierzy - życie za życie :) :) :)