STYCZEŃ
Zapewne stali bywalcy naszego portalu pamiętają moje zapytania na forum o Drwęcę i ryby w niej pływające. Plan był ambitny, mieliśmy powitać nowy rok w Lubiczu, niestety planowanie wzięło w łeb za sprawą załamania pogody i choroby niemal wszystkich niedoszłych uczestników wyprawy. Cóż może innym razem się uda. Nie pozostało nic innego jak fotografowanie wytworów natury, które poczyniła na szybach mojego okna.

Dopiero w drugiej połowie miesiąca była szansa na wędkowanie z lodu, testujemy z Romanem elektroniczne ustrojstwo, które w zasadzie w niczym nam nie pomaga.

Pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu, sezon już otwarty, a mnie jakoś bardziej ciągnie do pstrykania przez okno, niż do mormyszkowego drgania. Brrrrry...

LUTY
Wyjazdów jak na lekarstwo, ryby biorą niemrawo, jedynie jakieś płotki desperatki.

Niekiedy trafiają się jazgarze giganty, a może to sandacz?

Znów oddaję się drugiej pasji. Chodzę po lasach, łąkach i brzegach rzecznych pstrykając z podchodu wszystko co się przed obiektyw nawinie.

Próbuję także swych sił w krętactwie wszelkiej maści. Jig made in Gemba.

Kotwiczka do jaziowej obrotówki. Hmm... Może być.

MARZEC
Pogoda i ryby nie rozpieszczają, nie pozostaje nic innego jak wyszukiwanie obiektów do fotografowania. Żurawie wysoko szybujące nad głowami zmuszają do odłożenia wędki, chwycenia za aparat. Wracają wspomnienia, a w nich taniec godowy pary żurawi obserwowany z zapartym tchem kilka lat temu. Prawdziwe misterium przyrody, to trzeba zobaczyć na żywo. Opisać się tego nie da.

Jedyna wyprawa pstrągowa przynosi kilka fotek do albumu. Niżówka wcale, a wcale nam nie pomagała.

Doznajemy szoku znajdując nad brzegiem małego ciurka brzanę, niedużą co prawda i martwą, ale wskazówka to drogocenna na nowy sezon.

O rybach w marcu nie będę wspominał.

KWIECIEŃ
Kolejny miesiąc, gdzie pogoda płata figla za figlem. O normalnym łowieniu za sprawą wysokiej wody nie można mówić, ale próbować trzeba. Testuję wobki Sorga, chyba jeszcze na nie za wcześnie.

Dopiero w połowie miesiąca można zobaczyć pierwsze symptomy nadchodzącej wiosny. Przebiśnieg - znak to niepodważalny.

Przyroda ruszyła z kopyta wyłaniając spośród szarości i brązów coraz to nowe barwy.

Zaskoczeniem był Darkowy przyłów podczas ganiania na Prośnie za okoniami. Bolek jak się patrzy, dobrze wiedział biorąc, że przepisy go chronią.

Wędkarsko to ostatnia niedziela kwietnia za sprawą amnestii na kaczodziobe przyniosła ładny komplecik. Pierwsze, większe ryby sezonu od razu lepiej na duszy. Gołuchowska zaporówka nie jednego zaskoczy swą rybnością.

MAJ
Woda wysoka ucieka z koryta, a łowić się chce. Poluję na warciane bolenie, które olewają moje podchody. Łowię leżąc, siedząc czy kucając. Woblery, gumy, obrotówki i nic. Jedynie przyroda kipi wiosenną gonitwą ku prokreacji. Rzadki bocian czarny wpadł mi nawet w kadr, co prawda z daleka, ale to jak szczupak dziewięćdziesiątka z Warty.

Zarówno w wodzie jak i pod wodą życie wszystkich istot tętni w najlepsze. Niektóre gatunki, już oczekują potomstwa.

Wędkarsko maj darzy mnie półmetrowymi szczupłymi z Warty i Roszkowskiego bajora. W przerwach między rzucaniem poluje na łyski.

CZERWIEC
Na reszcie ciepło, wszystko wybuchło zielenią. Miło łazić nad wodą szukając ryb i przy okazji focąc po trosze.

Czerwiec to sandacze, które niestety wymiotło ze sprawdzonych miejscówek. Nie połowiłem wcale, ludzi pełno nad wodą, prawdziwe szaleństwo. Szybko uciekłem nad Wartę, tam mamy spokój, gwar nadwodnych ostępów i ryby.

Kijanka dostarcza Darkowi niezłej jazdy, na deser dostaje jeszcze szczupłego i warcianego sandacza. Szczęściarz, to chyba jego rok. Mi musi starczyć radość z pstrykania.

Koniec miesiąca to organizacyjny zamęt, zawody Drapieżnik Warty 2006, których byłem organizatorem, pochłonęły mnie bez reszty. Sukces organizacyjny był dla mnie najlepszą nagrodą.

Chcąc odreagować trud organizacji udałem się... gdzie? Nie trudno się domyślić - na ryby. Wieczorne łowy przynoszą upragnionego warcianego bolenia. Polowałem na nie ze zmiennym szczęściem od początku maja. Miara wskazała 64,5 cm. Co ciekawe ta główka od jakiegoś czasu darzy nas bolkami.

Ostatnie dni miesiąca to warciane podchody, prawdziwa przygoda. Opowiem pokrótce co przeżyłem, wiem że niewiarygodne, ale zapewniam prawdziwe. Poluję na poranne bolenie. Miejsce wybrałem na wewnętrznej części zakrętu. Głęboka jak na niżówkę rynna otoczona jest płytkimi łachami. Gdzie niegdzie pochylone niemal do samej wody drzewa, o karczach w nurcie nie wspomnę. Łowię uparcie w tym trudnym technicznie miejscu. Wszystko wygląda schematycznie. Rzut tuż za karcz, wypuszczenie woblera na płyciznę i miarowe ściąganie wzdłuż rynny. Siedzę wtopiony w otaczający mnie świat. W polaroidach widać żółty piach płycizny i głęboczek przy karczach. Plątanina korzeni jest azylem dla uklei, płoci i krąpi, które buszują tam bez opamiętania. Raz po raz ich spokój zakłócają patrolujące to miejsce bolenie. Niesamowity widok, odprowadzenie woblera, nawrót i a piać od nowa - następne dwa, trzy patrolowce. Zmiana wobka na prezent od kolegi z WCWI – Mishki przynosi nieoczekiwany zwrot akcji. Zaraz po wypuszczeniu woblera, niemal po drugim obrocie korbki czuję walnięcie. Narastający ciężar pobudza wyobraźnię. Już widzę kolejnego warcianego bolenia. Siła jednak jakby nadprzyrodzona ciągnie na środek rzeki. Nie mogę sobie pozwolić na zbyt duży opór przy mojej szesnastce. Popuszczam sprzęgło hamulca. Próbuję iść za rybą wzdłuż brzegu, konary przeszkadzają. Kładę się na pochylone drzewo, przekładam wędkę i tak cztery razy. Dzięki tym ekwilibrystycznym poczynaniom udaje mi się przejść około czterdziestu metrów. Ryba wciąż w natarciu wysnuwa cienką żyłeczkę. Nagle staje na środku rzeki, za karczem jak mniemam. Ani rusz, czuję jedynie delikatne pulsujące podrygiwanie, więc wciąż siedzi. Przeciąganie cieniutkiej niczym nitka żyłki nie trwa długo. Luźnie zwisający koniec żyłki pozbawił złudzeń. Poszła. Emocje puszczają. Nawet nie mam siły na jęk zawodu. W głowie kotłuje się jedno słowo. Dlaczego.

Powracam na wygodną miejscówkę nie liczę już na brania. Chcę jedynie porzucać, odpocząć. Niespodziewanie moją uwagę przykuwa popłoch wśród drobnicy. Nagle znikają jak kamfora. Na żółtym tle piaszczystej płycizny widzę około metrowe cielsko z wielką mordą i wąsami. Sum. Nieruchomieję. Ani drgnę. Odprowadzam wzrokiem rybę, która znika równie niespodziewanie jak się pojawiła i tak chyba ze sześć razy, nie pamiętam z wrażenia. Dla takich chwil warto być wędkarzem.

LIPIEC
Kilka razy poluję na kolegę z wąsami ze sprzętem big, ale woda strasznie poszła w dół psując dobrą stołówkę drapieżników. W przerwach w wędkowaniu focę, tym razem jaskółka.

Odwiedzam wodę bez względu na pogodę i porę dnia. Ganiam za jaziami, które o dziwo polubiły moje obrotówki.

Lato to fantastyczna pora można spotkać wiele ciekawych ptaków i zwierząt. Udaje mi się uchwycić dzięcioła czarnego, kruka, czaplę, czy kukułkę.

Na podwórku poluję na gnieżdżącą się w bluszczu pleszkę.

Rośliny też rozwijają się w najlepsze, mniszkowe słońce świeci swym złotem.

Nad jeziorem Powidzkim udaje mi się zbliżyć do gęsiej rodziny. Fantastyczna sprawa pstrykać będąc niemal cały zanurzony w wodzie. Efekt kilkudziesięciu minut moczenia się w krystalicznie czystej wodzie jeziora.

SIERPIEŃ
To czas urlopu, niestety pogoda nie dopisała. Miała być orgia brań, wyjazdów i sukcesów. Zakończyło się na kilku szczupaczkach w granicy 60 cm. Z fotek to natura nieuciekająca, która na dodatek poszła w kosmos niemal w całości podczas awarii komputera. Szkoda.

WRZESIEŃ
Czas okoniowych żniw nad Wartą zdarzają się garbusy dobrze ponad 30 cm. Wracają stare dobre czasy, gdy okoń stał niemal przy każdym kołku. Na deser dają nabrać się na moje przynęty białe drapieżniki. Nie są za wielkie, ale jazie i bolki to jedne z moich ulubionych rybek. Szczupaki łowione podczas brodzenia w Jeżewie są dopełnieniem wędkarskich efektów. Jednym z ogromnych sukcesów to spływ warciany, nasza Pontoniada stała się faktem, a wszystko dzięki uporowi, pogodzie i chęci przeżycia przygody. Fotek nie będzie, bo tańczą z gwiazdami. Pozostaje tylko pamięć, tych chwil. Było jak nigdy. Napiszę o tym i rozwinę temat już wkrótce - obiecuję.

PAŹDZIERNIK
Odwiedzamy Odrę, przeżycia na zawsze będą miłym wspomnieniem biorą szczupaki do 70 cm, klenie, bolenie i okonie.

Zwiedzamy Lubów, ujście Baryczy, okolice Ciechanowa.
Wszystko było by super, gdyby nie poczynania Darka, który swoim połowem powalił wszystkich na kolana.

LISTOPAD
Stoi pod znakiem pracy, rybki schodzą na drugi, a może nawet czwarty plan. Wstyd się przyznać, że nie byłem przez cały miesiąc nad wodą.

GRUDZIEŃ
Wyhamowałem z pracą koło świąt. Nieliczne wypady nad Białobrzegi i nad oczka wodne w okolicy śluzy na Prośnie przynoszą mi ładne garbuski. Zdarza się, że niektóre przekraczają trzydzieści centymetrów.

Kończymy sezon w sylwestra, symbolicznie, bo u nas sezon trwa wciąż.

Minął kolejny rok, ryb, przygody, odpoczynku i pstrykania. Czy był udany? Zawsze jest udany, bo nad wodą z wędką w ręce i aparatem na szyi.

Krzysztof *Gemba* Gembalski

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Cudowne zdjęcia! Wspaniałe! Przepiękne!
Pięknie! To miałeś bogaty sezon wędkarski. :)
Cytat:
Z fotek to natura nieuciekająca, która na dodatek poszła w kosmos niemal w całości podczas awarii komputera. Szkoda

Od czasu pierwszej awarii mojego kompa archiwizuję wszystkie fotki na dyskach CD, naprawdę warto. :grin
Super aż miło poczytać. No i te fotki genialne. To jest to co tygryski lubią najbardziej.
Kapitalne zdjęcia i świetnie napisany tekst.
Wspaniała relacja z całego sezonu. Czuć z niej miłość do wędkarstwa, ryb, przyrody, całej otoczki. Super krajobrazy, zdjęcia nadwodnej przyrody i fantastyczne ryby. Szacunek :)
Wspaniały rok miałeś Krzysiu. Życzę, bu 2007 był jeszcze obfitszy i w ryby i ujęcia :)
Bardzo mi się podobał artykuł. Zaś zdjęcia to już mnie powaliły... z krzesła na podłogę. Foto pleszki wspaniałe - jeżeli nie masz nic przeciwko powisi ona u mnie jako wallpaper. 1) Jak się spisują Darkowi wodery - mam takie same? 2) Czy potarfisz coś więcej powiedzieć n/t powidzkiego, rybostanu, miejscówek? Byłem 1x tam w ubiegłym roku i możliwe że zawitam i w tym.
Nie jeden z nas chciałby mieć tak bogaty wędkarski sezon jak ty, a zwłaszcza jeszcze tak poparty fotkami (wspaniałymi).Moje najszczersze gratulacje za fotki i relację -super. Z pozdrowieniami Kaz. :)
Czym focisz ?
Po prostu super relacja, świetne fotki - brawo!
Dzięki wszystkim za przyjazne komentarze. Miniony sezon można uznać za naprawdę udany, najgorsze są dylematy, bo nieraz trudno wybrać łowić czy pstrykać, pstrykać czy łowić. Niekiedy przez to ani jedno ani drugie nie wychodzi jak by się chciało.
Picolo - Polak mądry po szkodzie. Po stracie prawie płakałem, takie świetne ujęcia straciłem. Teraz wszystkie fotki zgrywam u siebie i siostry, a oprócz tego zgrywam na CD, szkoda że tak późno to robię konsekwentnie.
Dziubek – nie ma problemu niech zawiśnie jako wallpaper. Co do woderów po kilku latach intensywnego użytkowania na zgięciach parcieją i delikatnie przepuszczają. Spędziłem tam w zeszłym roku kilka dni urlopu, z lenistwa nie wykupiłem zezwolenia i tylko obserwowałem innych. Z obserwacji mogę powiedzieć: woda kryształ, nieco podwodnej roślinności - mogą być kłopoty z łowieniem z gruntu. Z pomostu z samego rana dało się obserwować nieduże okonie, leszcze i całe stada uklei. Z tego co mówią łowiący lata swojej świetności to jezioro ma już za sobą.
TheGamer – wszystkie zdjęcia za wyjątkiem Darkowego bolenia zostały zrobione Olympusem C-740 UZ. Świetny, sprawdzony sprzęt. Dałem za niego cztery lata temu kupę plnów, ale wart był tych pieniędzy. Teraz można go kupić już poniżej 500-400 zł. Niezłym następcą jest też Olympus SP-500 UltraZoom. Teraz choruję na lustrzankę, ale te ceny mnie hamują.
Dlaczego rok ma tylko 12 miesięcy??? Przy grudniu zrobiło mi się przykro,że więcej zdjęć nie bedzie... FOTOGRAFIE PRZEPIĘKNE!!Zwłaszcza ptaków.Gratuluję oka,ręki i \"TEGO CZEGOŚ\" co posiadają tylko nieliczni..
Jakkolwiek z wielką przyjemnością czytam Twoje teksty, to Twoja umiejętność fotografowania, mnie po prostu powala na kolana :)! To naprawdę rzadka umiejętność, której Ci szczerze zazdroszczę... Bo te fotki w Twoim wykonaniu, to prawdziwa fotografia artystyczna!
Czekam z niecierpliwością na Twoje kolejne teksty i fotki :) .
Widać, że jesteś pasjonatą wędkarstwa i fotografowania pełną \"gembą\" :) Gratuluję wspaniałych zdjęć i równie pięknych ryb. Życzę dalszych sukcesów.
Widać, że jesteś pasjonatą wędkarstwa i fotografowania pełną \"gembą\" :) Gratuluję wspaniałych zdjęć i równie pięknych ryb. Życzę dalszych sukcesów.
Wspaniałe zdjęcia, cieszy to że są jeszcze wędkarze którzy oprócz wędkowania potrafią zobaczyć piękno przyrody. Tak trzymać. :)
jesteś niezły kolego - czapka z głowy 8)
Też fotografuje nad wodą ale jesteś lepszy dużo lepszy.
Do zobaczenia nad wodą Edmund