Rafy koralowe to nic innego, jak konglomerat drobnych, osiadłych organizmów zwierzęcych oraz roślinnych. Dużą rolę w rozwoju raf odgrywają mikroskopijne algi, drobne organizmy roślinne, które tworzą symbiozę z koralami dostarczając składników odżywczych dla kolonii w procesie fotosyntezy. Naukowcy twierdzą nawet, że 90% zapotrzebowania korali w pokarm jest zaspokajane właśnie przez owe malutkie, roślinne „baterie słoneczne”, więc przejrzyste i nasłonecznione wody wokół Florydy stwarzają optymalne warunki do rozwoju tego typu kolonii .

Florydzka rafa koralowa, zwana Pulley Ridge, należy do pięciu głównych formacji rafowych na naszej planecie i mimo, że nie jest tak spektakularna jak Wielka Rafa Koralowa u wybrzeży Australii, to jednak fascynuje swoim pięknem i różnorodnością żywych organizmów.

Przyjrzyjmy się więc jej samej oraz niektórym jej mieszkańcom.

Żółwie morskie, należą do stałych bywalców rafy. Spowodowane jest to po pierwsze tym, że zapewnia ona schronienie przed takimi drapieżnikami jak chociażby rekin tygrysi, który z upodobaniem na nie poluje. Kolejnym powodem jest dieta żółwi składająca się głównie z trawy morskiej oraz meduz. Chętnie więc wybierają one to miejsce na swoje żerowiska. Niestety postęp cywilizacyjny oraz zanieczyszczenie wód powoduje, że zwierzęta te wciągnięto pod ścisłą ochronę ze względu na zastraszający spadek ich populacji w ostatnich latach. Na przykład, istne żniwo wśród żółwi zbiera co roku zanieczyszczenie wody spowodowane plastikowymi torebkami lub kawałkami folii, które mylnie brane są przez nie za meduzy oraz konsumowane z wiadomym skutkiem. Byłoby niepowetowaną szkodą, by te piękne zwierzęta zginęły kiedyś z naszych wód.

Jest jeszcze jedno zagrożenie...

ich skorupy nie są wystarczająco twarde w konfrontacji z turbiną silnika łodzi motorowej, a ponieważ w przyrodzie nic nie ginie, do tak zastawionego stołu pierwsza zjawiła się rogatnica, którą w pełniej krasie widać poniżej.

Notabene rogatnice stanowią cenioną zdobycz wędkarską, gdyż mają bardzo smaczne mięso.

Niemal stałym bywalcem raf południowej Florydy jest rekin pielęgniarz.

Widoczna tutaj samica wypoczywa w cieniu, by nabrać siły na nocne polowanie. Niedawno zaobserwowano przebieg godów tych rekinów, a odbywa on się w bardzo gwałtowny sposób. Samiec chwyta zębami samicę za jej lewą płetwę brzuszną próbując przytrzymać szamocząca się partnerkę jak najbliżej siebie. Stąd też mogą pochodzić widoczne na powyższym zdjęciu szramy na płetwie rekinicy.

Rafa koralowa powstaje tam gdzie warunki terenowe na to pozwalają. Jeśli jakiś fragment dna stwarza możliwość stałego przytwierdzenia się do podłoża, tam zaczyna rozwijać się nowa kolonia

Widoczna poniżej gorgonia znalazła sobie bardzo dobre miejsce na zboczu podwodnej skałki.

Dobre miejsce do założenia kolonii to jednak materiał deficytowy w tropikalnych wodach, dlatego niektóre korale walczą ze sobą o każdy jego skrawek. Przyjrzyjmy się zdjęciu poniżej.

Dwie kolonie walczą o prawo do egzystencji, a robią to w bardzo wyrafinowany sposób. Korale, przez tysiąclecia, wykształciły mechanizmy obrony i ataku w postaci wydzielania złożonych toksyn organicznych, którymi podtruwają konkurentów. Tak więc intruz (ten po prawej stronie) uzurpując sobie prawo do części kamienia, używa broni chemicznej, by usunąć konkurenta w walce o byt.

Kolejnym mieszkańcem rafy jest gray angelfish (pokolec szary).

Jest to jedna z największych ryb z tej rodziny dorastająca do bez mała 60 cm. Ryba popularna wśród akwarystów również w Polsce. Niektóre firmy oferują te rybki po 350 zł za sztukę! Wynika z tego, że tylko za jednorazowym odwiedzeniem rafy mijam tysiące dolarów przepływających nad, pod i obok mnie. To się nazywa „przepływ pieniądza”!

Czy chociażby ten nefrytek królewski (queen angelfish).

Cena na polskim rynku akwarystycznym to 500 zł. Mówią, że w Ameryce dolary leżą na ulicy. Mylą się. One pływają w wodzie.

Jednym z gatunków stale zamieszkujących rafy jest odyńczyk (hogfish).

Dorasta on w tutejszych wodach do ok. 1 m i stanowi cenne trofeum wędkarskie ze względu na swój wigor oraz wyjątkowe walory smakowe. A jeśli mowa o kulinarnych przysmakach to nie sposób nie wspomnieć tu o languście.

Zwanej tu po prostu lobster. Ciekawostką jest, że na początku naszego stulecia langusta (czy też jej północny odpowiednik homar) uważana była za „pokarm dla biedaków”, bo tylko ubodzy rybacy poławiali je i jedli z braku innych zdobyczy. Jednak czasy się zmieniają i to co kiedyś było tylko „robalem” teraz należy do najwykwintniejszych dań. Jeśli chodzi o florydzkie langusty, to nie posiadają one szczypiec jak jej kuzyni z okolic Maine (homary), więc jadalny praktycznie jest tylko ogonek. Ceny ogonków w handlu detalicznym wahają się pomiędzy $15 za $20 za sztukę. W restauracji cena jest odpowiednio wyższa. Przyznam, że langusta smakuje rzeczywiście wybornie.

Tak jak większość ryb również w stosunku do tych skorupiaków wprowadzono okres i wymiar ochronny, więc można je poławiać. „Łowienie” langust to zwykłe ganianie pod wodą wśród jam i zakamarków. Przypomina to trochę zabawę w kotka i myszkę. Jeśli jednak mamy odrobinę szczęścia to połów obficie wynagradza trudy polowania.

Myszkując na rafie w poszukiwaniu langust należy uważać na następnego lokatora tych ekosystemów – murenę.

Chociaż nie atakuje ona pierwsza to sprowokowana (np. ręką wsadzoną od jamy, gdzie aktualnie przebywa) potrafi dotkliwie pokąsać. Mureny u wybrzeży południowej Florydy nie posiadają gruczołów jadowych, jednak obecność dużych ilości bakterii gnilnych wokół ich szczęk i zębów powoduje, że ukąszenia są bardzo bolesne i trudno się goją.

Tak na marginesie, czasami słyszę zapytania o niebezpieczeństwa związane z nurkowaniem na rafie. Owszem są, ale nie te związane ze spotkaniami z rekinami czy innymi murenami. Poważnym niebezpieczeństwem są wszelkie problemy ze zdrowiem lub sprzętem nurkującego. Choćby awaria akwalungu i zbyt szybka konieczność wypłynięcia może spowodować wiele komplikacji od utraty przytomności do ryzyka dekompresji włącznie. Dlatego pierwsze i najważniejsze przykazanie płetwonurka brzmi: nigdy nie nurkuj samotnie. Rekiny rafowe natomiast, jeśli nawet się gdzieś pojawią, to i tak w większości przypadków mają nas w głębokim poważaniu (vide wcześniej zamieszczona fotka rekina pielęgniarza). Jeśli jednak za wszelką cenę chcielibyśmy się jakoś ukryć, to zawsze można się schować w pobliskich "krzakach".

Jeszcze jednym, dodam że bardzo wdzięcznym, obiektem zainteresowania podwodnego fotografa są ławice hemulonów. Czasami pływają one wyłącznie w swoim towarzystwie,

a czasami przemieszane z innymi gatunkami.

W tym przypadku z luszczykiem wirgińskim (porkfish).

Bardzo często kolonie korali przybierają niesamowite kształty i formy np.:

- kory mózgowej

- kominów

- przewieszek skalnych

- krzaczków

czy bazi, w których schronienie znalazła ryba trąbka.

Tak oto, w przeraźliwym skrócie, przedstawiają się uroki podwodnego świata raf koralowych południowej Florydy. Czasami na pytanie, czy mam akwarium odpowiadam: oczywiście – po czym dodaje – jest opodal domu i jest tak ogromne, że można wejść do środka.

Tekst: Krzysztof Szymoniak *Megalodon*
Zdjęcia: Otto Prusa, Krzysztof Szymoniak

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

:eek :eek :eek :eek :eek :eek :eek :eek bez komentarza próbuje złapać oddech. Bajka
Tak wygląda prawdziwy świat. Bez kaczek...
Brakuje tam tylko sandaczy! :) Ale i tak zazdroszcze! :)
Nic nie powiem, bo nie wiem co mam powiedzieć :eek Nie no powiem, KRZYCHU DAWAJ NASTĘPNE TEKŚCIORY OKRASZONE FOTKAMI!!! Dzięki Twoim tekstom przestałem w TV obglądać programy przyrodnicze!!! :eek :grin
Jeszcze, jeszcze!
Mega, zapomniałeś chcoćby wspomnieć o okazie z ósmego zdjęcia od dołu? Czy to homo megalodonus shark catcher sapiens??? Coś o godach itp, itd :grin ;)

P.S. Niesamowity materiał...
Jak zwykle - super sprawa :grin
A gdzie jest Nemo?
I po co tu cośkolwiek komencić... Zbyt maluczcy jeszcze jesteśmy, by się wypowiadać w takich materiach z inszego świata...
Polejlama - a coś ty taki upolityzowany? Dziwie się, że ciebiego to bawi...
Megalodon - no cóż, WIELKIE brawa!!! :) Wspaniała relacja, a do tego dla mnie - nutka wspomnień... ;)
...ale Megalodon na tym zdjęciu to jakiś taki do siebie niepodobny z twarzy. Gdyby nie charakterystyczne majciochy, to bym nie poznał, że to on! ;)
Niesssamowite ... na wielu zdjęciach woda jest czyściejsza niż powietrze którym oddycham w Nowym Jorku. Odbyłem właśnie pełne zanurzenie i dzięki Tobie, Krzychu, nie wypuszczając bąbelków ani flaszki Żywca z ręki. Piękny, kolorowy świat pełen dziwnych stworzeń. Podziwiam Twoją wiedzę na temat tego co się rusza u Was pod wodą (nie miałem na myśli pogryzionych płetw rekinicy ;) ) Fajnie jest mieć swojego człowieka (wędkarza) na Florydzie. :)
Sam nie wiem... Czy wolałbym w wolnej chwili powędkować, czy ponurkować.

Nurkowałem w Bałtyku, byłem dumny i blady. Cieszyłem się, że dostrzegłem setki babek, padniętego węgorza i flądrę, że obejrzałem wraki.
Jak porównać oglądanie rafy z oglądaniem bałtyckiego dna? Chyba jak zwiedzanie Luwru z oglądaniem, po ciemku, wejścia do niego. ;)

Dawaj więcej :)
Bombel, pod tym względem jesteśmy trochę podobni do siebie. Tak jak Ty, za każdym razem kiedy widzę setki babek na plaży gęba mi się śmieje od ucha do ucha. :)
Przychodzi baba z plaży do lekarza i ma Bombla na plecach ... :grin
A spadajcie ze mnie, żartownisie :(
Wam to tylko flądry i inne babki we łbach :P
Nie wiem co napisać, żeby się nie powtarzać EXTRA :grin :grin :grin
A woda ciepła w tym akwarium jak mniemam i jeszcze biletu nie potrzeba jak na basen. Czy ty z raju te relacje piszesz?
Ted, podaje stan na dzień 8 października AD 2007 godz 1:09 am: jeszcze nie jestem w raju, jestem ciągle wśród żywych :)
Artykuł - perełka :)