Bolek towarzyszył mi w dwóch wyprawach zakończonych złowieniem wielkiego szczupaka zwanego tutaj w USA muskellange lub w skrócie musky. Za każdym razem była to niezwykła przygoda, bo nie na takie ryby się nastawialiśmy.

Był upalny lipiec. Pojechaliśmy wcześnie rano (około 12 w południe) na Greenwood Lake do przystani z łódkami spędzić dzień na drewnianym pomoście ze spławikiem, robaczkami i panfish (patelniaczkami). Z jednej strony pełny relaks, bo ryb mnóstwo siedziało pod pomostem i nawet nie trzeba było zarzucać zestawu, a jedynie zatopić obok fotelika, a z drugiej strony bezustanne zdejmowanie ryby i zakładanie robala. Około 3 po południu w lipcu, w stanie Nowy Jork robi się ta pora, kiedy trzeba pomyśleć o pizzy i piwie w przyjemnie klimatyzowanym pomieszczeniu, bo żar na dworze sam przypala papierosa. Bolek zaczął nosić foteliki i bambetle do samochodu, a ja zmontowałem spinning i postanowiłem przed odjazdem przejechać ze trzy razy wzdłuż pomostu. Przejechałem raz i tuż przed wyciągnięciem przynęty (ołowiana główka z żółtymi farfoclami) pojawił się za nią naprawdę duży szczupak. Wrzasnąłem do Bolka: „Ale szczupaka widziałem!!!” Bolek na to jak zwykle się uśmiechnął i powiedział: „Jak się napatrzyłeś to przynieś do samochodu siatkę z rybami”. Drżącymi rękoma zmieniłem przynętę na największego Meppsa w biało-czerwone paski. Rzut dokładnie wzdłuż pomostu – bestia musiała siedzieć w cieniu za którymś słupkiem... kilka ruchów korbką i jeeest!!! O kurna!!! Darłem się do Bolka – „Dawaj podbierak!!! Mam go!!!”. Bolek na to: „Przecież nie mamy podbieraka!” Odkrzyknąłem: „Stój na brzegu! Będę go holować do ciebie!”

To były piękne chwile... bestia co parę sekund nurkowała, aż kołowrotek gwizdał, a za moment szła w bok i tylko żyłka pokazywała gdzie ucieka. Po paru minutach podciągnąłem go pod powierzchnię... gejzery i fontanny... a ja tylko myślałem: „Żeby nie wypluł blachy”. Na moment osłabł i zobaczyłem cielsko największego szczupaka jakiego miałem na wędce. Powoli zacząłem iść pomostem w kierunku brzegu. Kiedy Bolek go zobaczył, krzyknął: „Co ja mam robić? Ja się go boję!”. Mówię: „Weź go wyrzuć na brzeg”. Zanurzył ręce pod rybą i machnął ją na trawę tak energicznie, że ledwie zdążyłem zwolnić kabłąk, bo poleciałbym za nią. Był nasz...

Bolek, pomost i ja na 5 min. przed moim pierwszym musky.

Był zaledwie wymiarowy – 92 cm (musky ma wymiar ochronny 36 inczy).

Muskellange to jedna z odmian szczupaka na kontynencie amerykańskim. Jest ich w sumie 6 albo więcej, bo ciągle się hybrydują. Ten największy – musky wzbudza emocje wśród Łowców Okazów już od stu lat. Rekord należy do Louisa Spraya ustanowiony w 1949 roku – 69 funtów przy 67,5 inczach (170 cm) długości.

Louis Spray ze swoim rekordem, a ja ze swoim. Różnica tylko 54 funtów.

Oficjalne odnotowywanie rekordów rozpoczęło się w 1911 roku przez „Field & Stream”. Pierwszym uznanym rekordem był musky Dr. Whitinga, który ważył 48 funtów (czyli mniej więcej tyle co rekord Wacława Biegana).

Parę miesięcy wcześniej 11-letni chłopak wybrał się z kumplem na ryby. Miał tylko duży haczyk i kawałek cienkiej linki. W lesie wyciął kawałek kija na wędkę, a łódkę pożyczył od farmera. Na brzegu złapał żabę i z tym „wyszukanym” sprzętem zaczęli zygzakiem wiosłować po jeziorze ciągnąc za sobą przynętę. Nagle olbrzymi szczupak zaatakował żabę aż chłopak wypuścił kij z ręki. Popłynęli do brzegu i wrócili z farmerem. Kij pływał po powierzchni z ciągle zahaczonym szczupakiem. Po emocjonującej walce (bez kołowrotka, a linka była długości kija) wyciągnęli 46,5 funtowego szczupaka. Gdyby został wtedy zgłoszony do rekordów „Field & Stream” mógł zostać pierwszym oficjalnym Rekordem Świata. Chłopak miał na imię... Louis Spray.

W 1939 roku Louis Spray został po raz pierwszy oficjalnym Mistrzem z rybą o wadze 59,5 funta. Jego rekord utrzymał się tylko 3 miesiące i został pobity przez J. Colemana, który zarazem przekroczył magiczne 60 funtów. „Musky King”, jak nazywano Louisa Spray’a, odzyskał tytuł rok póżniej ze szczupakiem 61 funtów. W międzyczasie dużego zamieszania narobił niejaki Percy Haver, któremu dwukrotnie przyznawano rekord, a następnie dyskwalifikowano go za oszustwa i naciąganie ryby. W 1947 roku rekordzistą zostaje A. Hanser z 64,5 funtowym szczupakiem. Okazuje się, że to kolejny oszust. Dwa lata póżniej zostają złowione dwa musky, które dystansują całą resztę, zarówno tą prawdziwą jak i fałszywą i pozostają rekordami do dziś. Cal Johnson łowi 67-funtowego drapieżnika, a Louis Spray trzy miesiące póżniej poprawia na 69 funtów i 11 uncji. Muskellange Spraya został zastrzelony z pistoletu u burty łodzi, co było legalne w tym czasie. Dopiero w 1966 roku zakazano strzelania do złowionych ryb – były wypadki, że wędkarze strzelali do siebie na łodziach, a łowcy musky mieli opinię szaleńców w pogoni za rekordem.

Cal Johnson ze swoim 67-funtowym Rekordem Świata oraz Louis Spray i jego 69-funtowy rekord z 1949 roku nie pobity do dziś.

Ken O’Brien i 65 funtów musky złowiony w 1988.

Do dnia dzisiejszego zostało zdyskwalifikowanych 30 szczupaków zgłoszonych jako ponad 50-funtowe, w tym 3 ponad 60-funtowe oryginalnie uznane jako rekord świata.

Len Hartman – rekordzista... bo został zdyskwalifikowany aż 13 razy.

Art i Ruth Lawton z połowem jednego tygodnia w 1957 roku. Bestia w środku została zgłoszona jako 69 funtów i 15 uncji. Uznana jako Rekord Świata i dopiero po 35 latach w 1992 roku zdyskwalifikowana. Rodzina Lawton była dyskwalifikowana tylko 12 razy.

Najnowszy Rekord Świata – ponad 70 funtów. Może mnie nie zdyskwalifikują... ;-)

Emocje związane z polowaniem na rekordowego szczupaka nie są mi obce. W rok po złowieniu mojego pierwszego musky ląduję z Bolkiem na tym samym pomoście i zamiast moczyć robaka jak Bolek przykazał, uzbrajam spinning... znowu w biało-czerwonego Meppsa. Teksty typu: „Chyba nie spodziewasz się, że znowu tu siedzi jakiś zębaty” trwały parę chwil. Dokładnie z tego samego miejsca mam uderzenie i tym razem Bolek asystuje mi za plecami pod osłoną podbieraka. Po paru minutach walki szczupak 36” ląduje w siatce. Historia lubi się powtarzać... z małymi wyjątkami. Bolek tym razem zrobił mi aż 50 fotek nad wodą... jak się później okazało... nie włączając aparatu. To poniżej to jedyny dokument, kiedy w mieszkaniu zaczął się zastanawiać czemu flesz nie błyskał nad jeziorem.

Ogon dla znakomitego fotografa, czyli sprawiedliwy podział zdobyczy.

Musky jak wygląda, każdy widzi. Taki duży szczupak z marmurkowym wzorkiem na ciele.

Szczupaki na kontynencie amerykańskim podzieliły się aż na 6 grup: Grass Pickerel (8-15 cali), Redfin Pickerel (6-10 cali... miniaturka drapieżnika), Chain Pickerel (15-20 cali – bardzo popularny... Esox Niger), Nothern Pike (25-36 cali – nasz Esox Lucius !), Tiger Muskellange (24-38 cali – hybryda Luciusa i Bestii) oraz Bestia, czyli Muskellange (30-46 cali). Różnią się jak widać wielkością. Mają jeszcze różne plamki i pręgi oraz łuski na policzkach albo ich brak, ale kto by to spamiętał. W zasadzie jak złowię szczupaka około 20 inczy, to go odkładam na kupkę z Pikami, a jak ma 2 metry to idzie do wora z Musky ;)

Przynęty na muskellanga są różne-różniste... ważne, żeby były duże. Wielki szczupak atakując ofiarę zużywa sporo energii. Nie stać go na długi pościg. Jeśli nie trafi zębami w cel to wraca do kryjówki. Dlatego zwykle przeprowadza błyskawiczną kalkulację, czy ofiara jest wystarczająco duża, żeby warto było się na nią rzucić. Kiedy zobaczyłem w sklepie dział z przynętami na musky, pomyślałem, że to są cepeliowskie ozdoby do postawienia za szkłem, a nie prawdziwe przynęty. Niektóre miały prawie pół metra długości. Najbardziej popularne są ciężkie obrotówki (przy nich Mepps nr 5 to maleństwo) z dużym ogonem z włosia i woblery ok 30 cm.

Woblery na musky mają długość nogi od krzesła – 25 cm.

Najwięcej rekordowych szczupaków łowi się w stanie Wisconsin nazywanym Musky Country, ale i w New Jersey potrafią wyciągnąć 25 kilo ryby za jednym zamachem. Poniżej kilka fotek okazów z różnych stanów.

Po złowieniu dwóch musky nabrałem apetytu na Rekord Świata. Na jakiejś imprezie dostaję od znajomego namiary na niesamowicie zaszczupaczone jezioro pod Kanadą. Polski ośrodek na samym brzegu, niedrogie i wygodne domki z łódką, a ryby wielkości łódki. Znajomy opowiedział mi też historię grupy studentów, którzy przy pomocy echosondy robili mapę dna jeziora. Otóż zafascynowały ich niesamowicie duże kształty czasami przesuwające się po ekranie. Natomiast właściciel domków ma na ścianie fotografię z 36-funtowym szczupakiem. Tego było za wiele. Namówiłem Bolka i parę dni póżniej byliśmy w drodze na tygodniowe polowanie na okazy. Pierwszy dzień na jeziorze spędziliśmy blisko przystani. Dwa brania i dwie stracone ryby. Po 10 minutowym holu pękała żyłka o wytrzymałości 12 funtów... kiedy ryba była już blisko łodzi. Następnego dnia pojechaliśmy do sklepu i zakupiliśmy żyłki o wytrzymałości 16 funtów. Znowu to samo... jedno branie i żyłka pęka jak nitka. W ciągu pięciu dni złowiliśmy kilka małych szczupaczków, ale nie po to przyjechaliśmy.

Ostatniego dnia pobytu miałem już na kołowrotku żyłkę 30 funtów, najgrubszą jaką mieli w sklepiku. Trochę zrezygnowani niepowodzeniami w walce z dużymi rybami kręciliśmy się znowu około 100 metrów od brzegu. Rzuciłem jak zwykle biało-czerwonego Meppsa i po dwóch skrętach korbką poczułem uderzenie. Od pierwszej chwili wiedziałem, że to był duży szczupak. Opór jakbym ciągnął worek cementu, a żyłka powoli sunie na bok, a nie w kierunku łodzi. W pewnej chwili zwrot i widzę żółto-zielony kształt ze dwa metry długi (zawsze kiedy to opowiadam pokazuję rękoma te dwa metry) pod samą powierzchnią, jak powoli płynie w kierunku naszej łodzi. „Wyciągaj kotwicę, bo bydlę idzie prosto na sznur!!!” – krzyknąłem do kumpla. Bolek jak zwykle uśmiechnął się... spojrzał w kierunku mojej żyłki, zbladł, zatrząsł wszystkim co nosił w portkach po czym... nauczył się palić papierosy. W kierunku łodzi posuwał się tuż pod powierzchnią największy muskellange jakiego razem udało nam się upolować... To wyglądało jak scena z filmu „Szczęki”. Wielka torpeda dopłynęła może 5 metrów od łodzi i zanurkowała pod nią. Szczytówka wędki była już pod wodą... poluzowałem hamulec i zacząłem kombinować jak wymanewrować wędkę. Z lewej strony silnik, z prawej lina z kotwicą, a bestia idzie na otwartą wodę spod łodzi, kołowrotek tylko gwiżdże. Bolek oprzytomniał trochę, bo krzyknął: „Nie kołysz tak łodzią bo wypadnę”. Odpowiedziałem mu: „Zaraz sam cię wypadnę jak nie wyciągniesz kotwicy”. Złapał za sznur i ciągnie. Na kołowrotku zostało mi już tylko może 20 metrów żyłki... zaczynam się denerwować... Co z tą cholerną kotwicą? W tym momencie Bolek mówi: „Na lince od kotwicy jest oplątana jakaś żyłka”... bierze scyzoryk i tnie... Ciach!... Raz w życiu utopiłem wędkę z kołowrotkiem..., bo nie trafiłem w Bolka... tak mi ręcę drżały.

Jeszcze tego samego roku miałem kolejną walkę z Muskellangem. Późna jesień, ten sam pomost co z Bolkiem. Tym razem na łodzi z Andy. Andy był starym (skończył 30 lat) wędkarzem znad Sanu i żadne leszcze nie były mu obce. Kiedy podpłynęliśmy do „mojego” pomostu opowiedziałem mu historię dwóch dużych szczupaków, które tam trafiłem. Andy na to: „To zmieńmy miejsce, bo tu już wyłowiłeś wszystko”. Po trzecim rzucie, jak zwykle biało-czerwoną obrotówką, maaaaam!!!. Po paru minutach odjazdów podciągam cielsko blisko łódki i Andy krzyczy: „Podbierak jest za mały!”. Mówię: „Podbieraj od łba... może wlezie jak się szarpnie”. Pierwsze podebranie i musky zrobił taką fontannę, że nic nie widzieliśmy przez chwilę... Andy spudłował. Szczupak poszedł pod łódż i o zgrozo... żyłka owinięta dookoła podbieraka. Mówię do kumpla: „Odplątuj żyłkę – on cały czas siedzi!”. Po chwili podbierak znowu w wodzie, a ja zaczynam ponownie wyciągać bestię do góry. Tym razem wjeżdża łbem do siatki, zaczepia kotwicą od blachy o obręcz podbieraka i Andy wciąga go cudem do łodzi. Po późniejszym zważeniu okazało się, że to był mój nowy rekord – 15 funtów. Na brzegu, przystaniowy trochę nas zgasił... godzinę przed nami facet wyciągnął ponad 30-funtowego.

Greenwood Lake - Facet godzinę temu ze swoim 30-funtowym :(

Mój rekord – 15 funtów.

Portret bestii.

Louis Spray złowił swojego pierwszego dużego szczupala (49 funtów) na haczyk od kowala, kij leszczynowy z lasu i kawałek sznurka. Byłem ostatnio w sklepie Cabelas po taki sam sprzęt na dużego szczupaka, ale nic z tych rzeczy nie mieli. Wcisnęli mi kij St.Croix, plecionkę i najnowszą wersję PhotoShopa. Jaki sprzęt takie okazy...

Tiger Musky.

* Wszystkie zdjęcia zostały wykonane jakiś czas (5-50 lat) przed narodzinami WCWI, co mam nadzieję, przyniesie ulgę estetykom fotografii wędkarskiej.

Piwoniusz

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ken O\'Brien swojego muskie złowił na ujściu Moon River do Georgian Bay na jez.Huron w Ontario.
Sporo weekendów i 3x tygodniowe pobyty tam zaliczyłem łowiąc bassy ale też polując na muskie.
Niestety żadnego muskiego na oczy nie zobaczyłem ale dwukrotnie nawiązałem kontakt z rybą.
\"Kontakt\" niewiele sobie robił z tego że coś go próbuje ciągać w odwrotną stronę :roll i płynął tam gdzie chciał.Raz odwineło mi całą żyłkę ze szpuli a raz puścił węzeł.
Tylko jednego dociągnąłem do łódki przy połowie bassów ale tylko dlatego że bassa w pysku trzymał i nie chciał oddać,ale mały był-może trochę lepiej jak metr.Kolega próbował go podebrać podbierakiem na bassy czyli wielkością zbliżony do takich jakie noszą muszkarze :P
Oczywiście nic z tego nie wyszło :cry
Super zdjęcia, a teraz trzymaj się.... Ci,którym brak własnych, szczególnych osiągnięć lubują się w nadgryzaniu cudzych. Tak to u nas jest i w wędkarstwie i w polityce... :)
Krzyśku, niezła historyjka o tym Waszym amerykańskim esoxie :)! Przeglądnąwszy sporo stron o tym gatunku, chciałbym delikatnie zaakcentować fakt, że TAKICH sztuk, jak imć Spray złowił, obecnie już się nie łowi (myślę o sztukach 60+)... Poza tym,ów rekord jest poddawany w wątpliwość :roll.
@Sandau: zapewniam Cię, że mam na swoim koncie naprawdę niezłe osiągnięcia, więc wcale nie muszę nikomu dogryzać z tego powodu.
Sławku, zgadzam się z obydwoma delikatnymi akcentami. W USA też istnieje tzw. presja wędkarska na wielu zbiornikach i sztuką jest, żeby w nich szczupak osiągnął okazały wymiar ponad 60 funtów. Mamy też swoje błędne decyzje w zakresie gospodarki rybackiej. W jeziorze, na którym łowiłem te szczupaki (praktycznie od niechcenia) oraz mnóstwo dużych bassów, od paru lat jest trudno złowić cokolwiek. Jest to wynik stosowania chemii do niszczenia wodorostów. Wodorosty przeszkadzały właścicielom łodzi motorowych, którzy lubili powędkować. Teraz mogą pływać bez przeszkód w śrubach ... i bez przeszkód wyciągać błystki bez ryby.
Rekord mister Spraya jest poddawany w wątpliwość od dawna ale zauważ, że robią to dokładnie tak jak to się już zdażało na WCWI - analizą porównawczą elementów zdjęcia (z 1949 roku)... typu \"rozmiar kapelusza w stosunku do cienia ryby\". Proporcje wędkarza i ryby (na domiar w perspektywicznym ujęciu) są czasami bardzo złudne. Dlatego, przy moim wzroście 180 cm i wadze 100 kg) w życiu nie będę miał zdjęcia z \"wielką\" rybą. ;)
Mam też swoją teorię na temat osiągania przez ryby dużych rozmiarów. Stress w wodzie. Te hałasujące motorówki ponad głową naprawdę nie sprzyjają przy spożywaniu lunchu i obrastaniu w tłuszczyk. Mojego największego bassa złowiłem w jeziorku w górach mniejszym od Morskiego Oka, gdzie trzeba było się wspinać i przedzierać przez krzaki ponad godzinę od parkingu.
Pozdrawiam.
... \"zdarzało\" ... :roll sorry.
Ufff! Samym miodem smarujesz moje serce erratą pod postem z godz. 16.19.38. (\"purysta\") ;) :grin
Drogi Sandauku,czy ktoś tutaj miał zamiar napisać coś brzydkiego?Zasadniczo mnie to ani ziębi ani grzeje(pisze o Twoich przepowiedniach),jednak na część kolegów może zadziałać jak płachta.Piwoniuszu,dziękuję za ten tekst,zaciekawił mnie bardzo.Wybacz,ale wole Cię takiego.Piwoniuszu i szczupaku w łóżku,nie idźcie ta droga :D.Tak jest o wiele ciekawiej.
witam Piwoiusz milo zobaczyc relacje z regjonow w ktorych ja tez wedkuje choc na Greenwood lowie proktycznie tylko w zimie jesli mozesz to podaj nazwe tego jeziora i osrodka pod Kanada pozdrwaiam i zycze dalszych skcesow
Dla mnie bomba, tez bym tak chciał:D
Czekamy na tę czterdziestkę (myslę o funtach).
Pozdrawiam.

Ps. Piękny ten \"tygrys\". Pierwszy raz takiego widzę
Janku, tego \"tygrysa\" to nawet najstarsi ichtiolodzy jeszcze nie widzieli. ;) Gdyby został jednak uznany za nowoodkryty gatunek to mam dla niego nazwę - Esox Wucjusz. :grin
Wiem Krzyś, wiem, a...nazwa gatunku też doskonała :grin ;)
Dla mnie akcje, zdjęcia i opinie Piwoniusza często bywają naprawdę ciężkostrawne, subiektywnie jednak przyznaję że ten artykuł jest nie tylko dobry ale i naprawdę interesujący. Przeczytałem z dużą przyjemnością. Dzięki.
bestie zapierajace oddech,sliczne,szczere gorace gratulacje.alez ja Wam zazdroszcze tej przygody :)
niezłe rybcie, wymiar powinny łapać chyba... :)
Kolejny rekord swiata muskie moze byc z Kanday. Najbardziej stawiam na Georgian Bay, potem na Rzeke Św. Wawrzyńca, Winnipeg River, Ottawa River, Lac Seul.
Szkoda, tylko, ze nie wysztkie muskie wracaja do wody i laduja w kuchni...

Muskie O\'Briena zlowiny byl dokladnie na Blackstone Harbor, niedaleko Moon River.

26 listopada 2000 roku, jeden z moich klientow, Lorne Yurichuk, byl swiadkiem zlowienia drugiego najwieksszego muskie w Kanadzie przez Martina Williamsona na Honey Harbor. Zrobilem z nim wtedy nawet wywiad, a od Richarda Garasa dostalem zgode na publikajce zdjec. Wymiary ryby: waga - 61,4 funta, długość - 53,5 cala, obwód - 31,5 cala. Jak bede mial chwile wrzuce cala historie z fotkami.
marzenie każdego kolegi po fachu...ładna galeria 8)
wita piekne sztuk pare latek lowie ale naiwiekszego udalo mi sie wyciagnoc48cali to jes122cm mam nadzieie ze bedzie wiekszy
twoje tłumaczenie jest żałosne, pozostaje tylko Ci współczuć.
Odniesienie spóźnione o rok jest żałośniejsze i raczej beznadziejne. Daruj sobie, młodzieńcze!