Śmiercią wędkarza, który łowił ryby tuż obok nas. W momencie, kiedy dołączyłem do naszej ekipy nad Narwią, pierwszym, co usłyszałem, było to, że przed dosłownie chwilą był na naszym stanowisku wędkarz z sąsiedztwa, cały roztrzęsiony i pytał, czy nie widzieliśmy płynącego człowieka, jego szwagra, bo chwilę wcześniej wpadł do wody. Latał po brzegu ze szperaczem, oświetlał wodę gorączkowo wypatrując człowieka. Złapaliśmy latarki, każdy taką, jaką miał i zaczęliśmy szukać razem z nim, niestety nic to nie dało. Po kilku minutach usłyszeliśmy wycie syren wozu strażackiego i karetki pogotowia. Strażacy w ekspresowym tempie zwodowali ponton i wyposażeni w duże kotwice na sznurach, zaczęli grabić dno w pobliżu miejsca, gdzie wpadł ten nieszczęśnik. Na brzegu zebrała się wielka gromada ludzi, wielu z latarkami, tak , jak my, szukali, pomagali oświetlać wodę, aby strażacy mogli więcej widzieć. Bezskutecznie... Po kilku godzinach poddali się... Mieliśmy straszne humory, każdy z nas był przybity, koło nas umarł człowiek. Podobno biegł do wędki, potknął się i wpadł do wody. Zanurkował, po chwili wypłynął i zaczął płynąć przed siebie, w kierunku środka rzeki, tak, jakby stracił orientację. Jego szwagier skoczył za nim, ale nie dał rady do niego dopłynąć. Mężczyzna zniknął pod wodą...

Dziś od samego rana strażacy znów grabili dno w poszukiwaniu ciała, pomagała im ekipa PSR, oraz jeden mężczyzna własnym jachtem, wyposażonym w echosondę. Metr po metrze, kawałek po kawałku. To wszystko na oczach zrozpaczonej rodziny, która z samego rana przyjechała nad rzekę. Matka, ojciec, żona, córka, chyba teściowie, mężczyźni, którzy wczoraj łowili z nim ryby...

Ciało topielca zostało odnalezione przez płetwonurka dopiero około godziny 14. Piętnaście metrów poniżej miejsca, gdzie wpadł do wody. Na głębokości półtora metra. Tam, gdzie wpadł, było nieco powyżej pół metra głębokości. Gdyby nie spanikował i zachował zimną krew, mógłby normalnie stanąć i wyjść na brzeg!

Może przyczyną był alkohol, kto wie? W końcu na rybach wędkarze lubią sobie wypić to i owo. Prawie wszyscy, my też. I dlatego właśnie powinniśmy pamiętać o tym, że igramy z żywiołem. Że każda woda, jak się okazuje, nawet ta płytka, stanowi wielkie zagrożenie, szczególnie, kiedy jesteśmy w stanie po spożyciu. Nie róbmy głupstw, bądźmy rozsądni i pamiętajmy, że tylko się nam wydaje, że jesteśmy chojrakami, że potrafimy więcej, niż inni. Nie ma potrzeby sobie niczego udowadniać, nie musimy się popisywać. Alkohol nad wodą jest podwójnie niebezpieczny. To tak, jak w samochodzie. Wydaje się nam, że nic się nie może stać, a jednak jesteśmy narażeni i narażamy innych na wielkie niebezpieczeństwo. Ktoś, kto skacze do wody, aby nas uratować, może stać się sam ofiarą.

Ta tragedia uświadomiła mi, jak ulotne jest nasze życie, jak niespodziewanie i głupio może się skończyć. Jeden nierozważny krok, jeden błąd, przypadek i świeczka zostaje zdmuchnięta...I pozostaje tylko oszalała z rozpaczy rodzina, dla której już nigdy świat nie będzie taki sam, jak wcześniej. To był też moment, kiedy uświadomiłem sobie, że nigdy nie wiemy, czy wychodząc z domu, zobaczymy jeszcze swoich najbliższych, dlatego należy cenić każdą chwilę z nimi spędzoną i cieszyć się, że mamy ich przy sobie.

APELUJĘ!!! ZAWSZE ZACHOWUJMY NAD WODĄ SZCZEGÓLNĄ OSTROŻNOŚĆ, NIE PRZECENIAJMY SWOICH SIŁ I UMIEJĘTNOŚCI, ZWŁASZCZA, KIEDY ZDAŻY SIĘ NAM BYĆ POD WPŁYWEM ALKOHOLU!!! TO MOŻE UCHRONIĆ PRZED WIELKĄ TRAGEDIĄ NAS I NASZYCH BLISKICH!!

..15.08.2006...
Niech spoczywa w pokoju...

Przestrzega
Wodnick

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ja jeszcze po strażaków wyjeżdżałem do lini lasu żeby wiedzieli jak dojechać, akurat tuż po tym jak Wodnicka, doprowadziliśmy na miejsce naszego obozowiska :(:(:(.
Ten komentarz został usunięty przez Administratora
Gdzie to się wydarzyło ? Byłem w nocy z 14 na 15 nad Narwią za Pułtuskiem i słyszałem nad wodą karetkę. Biegali też ludzie z latarkami na drugim brzegu.
No to widziałeś całą akcję. To było właśnie za Pułtuskiem.
Byłem nad wodą jakieś 2 km przed wsią Lipa, za dopływem Narwi (mostek na drodze na Ostrołękę)
Fakt, tekst nie jest \"łatwy\".. Ale pewnych tragedii mozna uniknać. Po to własnie relacja Mirka sie tu znalazła.
W ten sam weekend w Bieszczadach zginął jadąc motorem Ani bardzo dobry znajomy z dawnych lat.. Osierocił dwójkę dzieci (najstarsze 5 lat). W sobotę idziemy na pogrzeb.. Tej tragedii tez mozna było uniknąć..
Bezsensowna smierc i brak wyobrazni. Tekst Mirku, dobrze ze został Tu zamieszczony. Ciagła gonitwa....praca, rodzina, obowiazki a czasem miedzy tym \'\' chaotyczny \'\' wypad na ryby.Lekcewa czasem własne bezpieczenstwo W pospiechu. Warto sobie zdac sprawe ile niebezpieczenstw czai sie jednak wokół NAS...
Wstrząsające.
Niestety czasem niektórzy zapominają, że są \"śmiertelni\", a to pierwszy krok do tragedii.
Cytat:
Dodane przez tom76 w dniu - 2006-08-17 10:25:50
--------------------------------------------------------------------------------
Byłem nad wodą jakieś 2 km przed wsią Lipa, za dopływem Narwi (mostek na drodze na Ostrołękę)


To byłeś niemalże na przeciwko nas.
Tom76 - byłeś na główce z czerwoną boją? Czy na następnej? W każdym razie - byłeś niemal naprzeciwko.
Swoją drogą - jakżeś trafił w MOJE tajne miejsce?!! Pal licho. Niemniej trzym dzioba na kłódkę w sprawie dojazdu, bo i tak strasznie duży ruch się tam zrobił :(

Chyba nie tylko dla rodziny i przyjaciół Zmarłego nic już nie będzie takie samo. Myślę, że w nas też ślad pozostanie.
Koło takich tragedii, gdy się o nich czyta czy słyszy, przechodzi się dość obojętnie. Ot, współczucie, o którym wkrótce się zapomina. Lecz nie wówczas, gdy tragedia dzieje się tuż obok. :roll

Stachu, zastanawiasz się, czy niefart, czy głupota? W moim przekonaniu niefart. No, chyba że ktoś za głupotę uznaje spożywanie alkoholu nad wodą, przy ognisku, w dobrym gronie.
To nie byli głupcy. Ci ludzie znakomicie się bawili w swoim gronie. Cichutko, nikomu nie przeszkadzając. Pośliznął się człowiek, czy też potknął, spanikował...

Zdumiewające, ale i zachwycające, jak wielu ludzi przybiegło, usiłowało pomagać, umiało współpracować... Szkoda, że daremny był to wysiłek :cry
Pewnie to zabrzmi głupio, ale my myśleliśmy, że na drugim brzegu ktoś po prostu ciągnie dużą rybę. Z drugiego brzegu dochodziły do nas jedynie strzępki rozmów. Swoją drogą też tego dnia nie wspominam zbyt miło. Rozwaliłem miskę olejową w samochodzie.
Ale co tam miska,żałuję, że nie mogłem pomóc.
Bombelku, nie miałam nic złego na myśli... Sam nie należe do abstynentów i praktycznie po każdym przyjeżdzie nad wodę - dobywam browarka z przepastnych czeluści plecaka (lub malutkiej, turystycznej lodówki) i sączę sobie piwko obserwując wodę i obmyślając strategię połowu...

Oczywistym jest również, że w dobrym gronie, na całonocnej zasiadce przy ognisku rózne trunki spożywamy... (i w tym również nie ma nic złego!) Natomiast, jeżeli ktoś chce/lubi zalać się nad wodą w przysłowiowego \"trupa\" - to (podobnie jak z kierowcami samochódów) musi się liczyć z tym, że z przysłowiowego trupa szybko może się stać realnym trupem... I to już jest... hmm... po prostu przykre (żeby uniknąć słowa \"głupie\")

Co do ilości osób zaangażowanych w akcję ratowniczą - to rzeczywiście budujące! Dobrze, że w takich chwilach nie myślimy tylko o własnej d*** i pomagamy na ile potrafimy/możemy...

pozdrowienia
Stachu - też za kołnierz nie wylewam ;) Rzecz jedynie w tym, by każdy znał granice, do których nie wolno się zbliżyć. To przychodzi z doświadczeniem. Niestety, niekiedy bazującym na dziejących sie w pobliżu tragediach :cry

Tom76 - pozostaję ze złośliwą nadzieją, że fakt rozwalenia miski powstrzyma Cię od ponownego wjeżdżania na te wertepy :grin Szczególnie po deszczach.
Aha, ja też tam kiedyś zawadziłem miską. Miska wytrzymała. Za to pękł blok silnika :grin
Bombel - chyba prędko tam nie pojadę. Samochód po takiej podróży wygląda jak rajdzie Paryż-Dakar.
Sam nie wiem jak mój złomik dał radę tam wjechać.
Może się kiedyś spotkamy :-)
Bombel, masz rację! I mnie również właśnie o to chodziło! Wszystko jest dla ludzi (!), tylko wszystko trzeba robić \"z głową\". Mam też nadzieję, że będziemy mieli okazję \"zrobić\" wspólnie jakieś pyfko - np. na barce, lub nad wodą na rybach... ;)

pozdrawiam!
Trudno być wyrocznią w takich sytuacjach. Takie tragedie dzieją się niezmiennie bardzo często w powiązaniu z nadużywaniem trunków nad wodą. Dobrze Mirku, że opisałeś taki fakt, bo dla wielu jednak może być przestrogą. Latem woda zbiera żniwo najobficiej, zawsze tak było i będzie. Nie mamy na to wpływu, pozostaje nam tylko współczuć rodzinie i znajomym.
Amen(*) Ostatnio przejeżdżałem obok masy metalu w której było trzech młodych chłopaków śpieszących się do rodzinnych domów.. nigdzie już nigdy nie pojadą.. Tylko szkoda, że dopóki nie dotknie to nikogo bliskiego to tak szybko zapominamy i znowu zaczynamy chojrakować.
Jako, że w tekście opisującym niewątpliwą tragedię pojawiło się domniemanie wątku alkoholowego, w komentarzach zaś jego rozwinięcie, pragnę zaznaczyć, iż spożywanie alkoholu nad brzegami większości jezior i chyba wszystkich rzek jest zakazane... A może się mylę?

PS
Zna ktoś może definicję „miejsca publicznego”?
Tu może nie chodzi o ilość spożytego alkoholu ale o przypadek. Sam kiedyś się przewróciłem w \"śpiochach\", z trudem wstałem cały przemoczony. Było tylko trochę śmiechu i zalana komórka.
U nas na Litwie takie smutne fakty także są regularnie notowane. Tyle że mają inną specyfikę - najwięcej ich bywa wczesną i późną zimą, na pierwszym i ostatnim lodzie i przyczyna najczęściej jest oczywiście ta, o której większość z Was wspomina... A spirytusik też zbiera swoje żniwo. Kiedyś gospodarz, u którego z Marianem zostawialiśmy łódkę, opowiadał o takich dwóch, których widział siedzących na lodzie cały dzień w tym samym miejscu. Zaintrygowany ewentualnością dobrego brania poszedł sprawdzić. Siedząc nad przeręblami zignorowali jego kilkakrotne pytania. Gdy podszedł bliżej to zobaczył, że obaj są już zesztywniali w takich pozycjach. Obok walało się kilka pustych po \"ognistej\"... Nawiązując do koment. Bombla - do granicy możemy się zbliżyć, najważniejsze NIE PRZEKROCZYĆ!!!
Na moim zbiorniku (Witulin dla wtajemniczonych) też utopił się człowiek. Zapewne nie wędkarz ale ktoś kto przyjeżdżał tam co weekend, pił piwko i kąpał się w jeziorze. Może nie jest to głęboki akwen ale wytarczy przez przypadek zanurkować w ziele i nie wyplątać się z niego na czas. A mniejsza część zbiornika była wykonana pod kątem kąpieliska - wyłożona została folia, wysypano piach ze żwirem. Teraz pozostał jedynie krzyżyk na drzewie, kilka zniczy i zakaz \'kąpieli i wjazdu na wały\'...
Głupia śmierć....:(
Cytat:
Dodane przez slavecky w dniu - 2006-08-24 23:32:28
--------------------------------------------------------------------------------
Głupia śmierć....

A która jest mądra??
Nie prorokuj że to alkohol.A może to sen i ciemność. Totalną głupotą jest jechać na ryby nieraz daleko i pić. Można robić to w domu. To moje zdanie i moich kumpli po kiju.