Najczęściej wędkuję na Wisłoku w okolicach Rzeszowa. Występują tu wszystkie gatunki ryb drapieżnych jakie można spotkać na dużych nizinnych rzekach oraz pstrąg. Niestety większość z nich w stanie śladowym. O przyzwoitą rybę naprawdę ciężko, ale przy odrobinie szczęścia i samozaparcia można coś z tej wody wyciągnąć.

Moją sztandarową rybą jest boleń. Większość wypadów jest dedykowana tej cudownej rybie. Złowienie kilku boleni za jednym wypadem można już uznać za spory wędkarski sukces. Oczywiście przy okazji próbuję i inne ryby skusić do brania. Niestety brzegi w samym Rzeszowie to sam beton. Główek, przykos i tego wszystkiego co można spotkać nad dużą rzeką tu nie zobaczymy. Dopiero za granicami miasta brzegi zaczynają być dzikie i bardziej urozmaicone.

Wędkowanie najczęściej rozpoczynam w okolicach mostu Lwowskiego. Pod mostem jest duży przelew powstały w wyniku wysadzenia mostu w czasie wojny. Część przelewu została ułożona przez wędkarzy, którzy często okupują to miejsce. W tym miejscu można spotkać się z drapieżnikami karpiowatymi: jaziem, kleniem i boleniem. Na napływie i w warkoczu można liczyć na brzanę, szczupaka i sandacza. Następnie kieruje się w dół rzeki, aż do mostu kolejowego. Na tym odcinku dla każdego znajdzie się coś ciekawego. Są wypłycenia, na których widać lusterkujące świnki, jest kilka przelewów i rynien, w których spławiają się brzany. Można zaobserwować pojedyncze ataki bolenia. Przed samym mostem kolejowym znajduje się głęboka rynna, w której również można liczyć na królową rzeki. Odcinek ten jest najciekawszym miejscem na miejskim odcinku Wisłoka. Wszechobecny beton zastępuje już opaska, a wokół panuje cisza i zieleń drzew.

Tegoroczny sezon zacząłem jak na mnie bardzo wcześnie, bo już końcem marca. O dziwo powodzi w tym roku nie zanotowano. Pierwszy mój wypad to totalna klapa. Ogrzewany dość mocnym słońcem jak na marzec, wybrałem się o 7 rano tylko w jednej bluzie bez czapki i rękawiczek. Po ok. 20 minutach nad wodą, przemarznięty do kości uciekłem do domu z myślą, że nigdy więcej nie pójdę w marcu na ryby. Ale jak to bywa, kuszony namowami kolegi dzień później, tym razem wieczorem zameldowałem się znów nad wodą. Po ok. 3 godzinach wędkowania miałem na koncie pierwsze marcowe ryby w życiu. Nie były to giganty, ale cieszyły jak mało kiedy.

Od tego momentu sezon wędkarski rozpoczął się na dobre. Nad wodą meldowałem się codziennie rano przez okres jakiegoś tygodnia. Ryb wiele nie było, ale początki zawsze są ciężkie. Udało mi się skusić kilka kleni i pstrągów już wymiarowych, trafiła się nawet mała brzana. W połowie kwietnia do pstrągów doszły i jazie.

W międzyczasie jeździłem nad Strug w celu przechytrzenia tamtejszych potokowców, jazi i pięknych kleni. Jest to dzika i naprawę piękna rzeka, niestety mnóstwo śmieci niszczy jej obraz. Mierne pojęcie o pstrągach nie przyniosło spotkania z wymarzonym "Zbyszkiem". Na szczęcie Strug jest jeszcze stosunkowo rybną rzeką, więc innych atrakcji nie zabrakło.

Wreszcie nadszedł upragniony maj. Niestety pierwsze dni nie przyniosły kontaktu z boleniem. O szczupakach na Wisłoku nie wspominam, bo takiej tragedii jeszcze nie widziałem. W sobotę 6 maja, znudzony wykładami na uczelni, doszedłem do wniosku, że szkoda życia na głupoty. Wykonałem szybki telefon do mego towarzysza wędkarskich przygód Rafała i zadałem mu proste pytania: W domu? Jedziesz na ryby? Po uzyskaniu prawidłowych odpowiedzi szybko urwałem się z uczelni. Po godzinie już montowaliśmy spinningi. Celem naszej wyprawy były bolenie. Ja rozpocząłem wędkowanie od mego killerka 5 cm "siudaka", Rafał od starego, ale skutecznego ripperka mannsa, który obdarowywał nas pierwszymi boleniami w życiu. Już w ok. 10 rzucie poczułem potężne uderzenie. Ryba szybko spłynęła 10 metrów w dół rzeki, gdzie zaczęła murować do dna. W międzyczasie zaczął padać deszcz i odwiedziła nas PSR. Po ok. 5 minutach ryba była na brzegu. Jak się okazało boleń miał 70 cm i był największym jakiego do tej pory złapałem. Od jednego ze strażników dowiedziałem się, że oto złapałem ładną brzanę! :)

Po kilku zdjęciach ryba trafiła do swego królestwa. Dalsze wędkowanie uniemożliwił nam deszcz. Od tego momentu średnio co dwa dni zjawiałem się nad wodą. Na następnej wyprawie zachęcony komentarzami Marcelinho, że na jego miejscówkach bolenie lubią pojawiać się po zapadnięciu zmroku postanowiłem, że i ja spróbuje. Wynik przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. W krótkim czasie udało mi się wyholować dwa bolenie po ok. 2 kg. Dwa dni później dołożyłem jeszcze jednego na ok. 3 kg. Nawet wyrośnięte klenie, jak na standardy Wisłoka, jakoś lepiej współpracowały. Niestety nie posiadam zdjęć z tych wypraw bo nad wodą byłem sam, a aparatu jeszcze wtedy nie miałem.

Od tamtego czasu przechytrzyłem jeszcze kilka ładnych boleni, kleni, świnek i brzan. Muszę przyznać, że w samym mieście grasuje jeszcze spora liczba brzan. Dają znać o sobie częstymi spławami. Niestety rzeszowscy "specjaliści" od pierwszych dni maja skutecznie je eliminują i nie ma tu znaczenia okres ochronny, a nawet wymiar. W tym miejscu pozwolę sobie na mała dygresje. Zdobyte doświadczenie na częstych wyprawach pozwoliło mi na zajęcie 2 miejsca w spinningowych mistrzostwach koła. Niestety nie obroniłem pierwszego z wcześniejszych zawodów.

Innym ciekawym miejscem, które często odwiedzam jest Zalew Rzeszowski. Jest to nieduży zbiornik o powierzchni kilkunastu hektarów. Średnia głębokość nie przekracza 2 metrów. Dno przeważnie jest muliste, ale można znaleźć jeszcze piaskowe blaty. Od zeszłego roku Rafał posiada ponton, co umożliwia nam staranną penetrację tej wody. Wędkowanie z brzegu odpuściłem sobie kilka lat temu. Można spotkać tu wszystkie ryby drapieżne wód nizinnych. Najliczniejszym przedstawicielem jest szczupak, choć lata świetności ma już za sobą. Jesienią można liczyć na piękne okazy okonia. Występuje również sum i sandacz, ale w ilościach śladowych. Kolega łowił na spławik malutkie sumiki, więc coś się może poprawi. Przy odrobinie szczęścia można skusić do brania bolenia, prowadząc malutką srebrną wirówkę wzdłuż zielska.

Moich wędkarskich miejscówek nie da się porównać z Wisłą, Odrą czy jakąkolwiek inną dużą nizinną rzeką. Na szczęście zacząłem z Rafałem długofalowe odwiedzanie Wisły w ok. Tarnobrzega. Mam nadzieję, że Królowa będzie dla nas łaskawsza.

Na końcu chciałbym gorąco podziękować Sławkowi Wszołkowi. Bez jego pomocy od strony technicznej nie byłoby tego tekstu.

Łukasz Sikora *Siksa*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Gratuluję debiutu :)
Zazdroszczę rybnych, czystych, urokliwych wód tuż pod nosem. Zazdroszczę, bo ja na swoje ulubione łowiska mam min. 40 km. A przez ostatnie dwa lata i tak nie miałem na spinningowym kiju tylu ryb, co na Twoich fotkach ;)
Bardzo ciekawie napisana relacja i fajne fotki. No i rybek tez Ci gratuluję!!
Szkoda tylko, że w centrum miasta ta rzeka jak kanał wyglada :?
Świetny artykuł.
Bardzo plastyczny.
No i zazdrość :)
Fantastyczny artykuł! Czekam na następne! Rozbawił mnie tekst o strażniku PSR.Dobrze, że brzany nie pomylił z sumem (w końcu też ma wąsy. :grin
Bardzo fajny tekst i super fotki! :)
Dzięki chłopaki. PikeHunter to jest kanał :(. BartekP to jest prawdziwa historia. Kiedyś inny dzidziunia kontrolujący mnie powiedział, że złapałem ładnego klenia a miałem bolenia:)Kilka lat temu na zawodach spiningowych w kole, chłopak przyniósł do wagi 26cm bolenia twierdząc, że to kleń. Skończyło się na jelcu :grin :grin
Czapki z głów Panowie. Siksa wspaniały materiał promocyjny :grin

Napisz teraz jak i gdzie dokładnie (charakter miejscówek) łowisz te ryby i jadę do Ciebie w odwiedziny ;) Pozdrawiam :)
Jeśli to są Twoje pierwsze kroki w pisaniu artykułu, to z przyjemnością czekam na kolejne.. Naprawdę bardzo fajnie i przystępnie opisałeś swoje spinningowe miejscówki.
Fajnie się czyta, udany debiut :)
Kurcze, sądziłem że na Wisłoku jest lepiej z rybką...
Ferret cale życie żyłem w przekonaniu o rybności tej wody. Przynajmniej jakiej takiej rybności. Zmieniło się to drametrialnie po pierwszym wypadzie na Wisłę. Teraz jestem pewien ryb na Wisłoku nie ma. Chodzi mi o okolice Rzeszowa.
Rafał, szpeniocha z Ciebie. Liczę, że się kiedyś zjedziemy nad jakąś wodą. Mamy z Siwym miejsce, gdzie można wyjąć na spina 4 brzany w ciągu godzinki. Spotkajcie się kiedyś w Rzeszowie i uzgodnijcie jakiś wypad, ale jednak poza miastem.
Jarku, Łukasz jestem. Rafał to mój kolega od rybałki i nie tylko. Gadałem z Siwym, planowalismy wspolny wypad ponizej mostu Lwowskiego. Niestety nic z tego nie wypalilo i to z mojej winy. Po tej rozmowie na rybkach nie bylem ponad miesiac, wybralem barowe zycie. Temat upadl ale mysle, ze cos z tego jeszcze wyjdzie. Dla jednej brzany na spining warto sie spotkac. Pozdrawiam
Super napisane a do tego ryby piękne.Gratulacje :)
Bardzo fajny reporterski debiut, życzę Tobie abyś kiedyś zasmakował łowów w pięknej Odrze.
Łukasz, myślę że tym artykułem nik Siksa zdobył ostrogi i poważanie wędkarskie. A uczelni nie zaniedbuj ... jak pomyślnie zdasz wszelkie egzaminy to za dobrą naukę będziesz mógł pić, palić i wędkować do woli. ;)
Łukasz, przepraszam za pomyłkę. Wyłaź z baru, szkoda życia, a jeśli chodzi o wspólne wędkowanie, to mnie nie jest szkoda spotykać się z przyjaciółmi- wędkarzami, nawet dla jednego okonka :grin
Kapitalne zdjęcia świadczą o szacunku dla matki natury, a zwłasza dla złowionych ryb. Zdjęcia złowionych ryb robione na tle akwenów z których zostały wyjęte są zdecydowanie lepsze od zdjęć wędkarza w samych slipkach, prezentującego swą zdobycz na tle łazienkowej glazury. Pozdrawiam kolegów wędkarzy, sukcesów nw weekewndowej wyprawie. wodom cześć.
No, no, Łukaszu! Niezły debiut :). Domyślałem się, że często bywasz nad wodą, ale Twój fotoreportaż nieco mnie zaskoczył ilością fotek! Tyle, że teraz tak zaostrzyłeś mój apetyt, że już nie mogę sie doczekać na kolejne relacje :grin !

PS. Co do pomocy, to było jej tyle, co kot napłakał :P ! Po prostu, od tego ma się kolegów :) !
Sławku, ta pomoc była nieoceniona. To ona nadała rozpędu temu wszystkiemu. Duża ilość zdjęć w artykule nadaje kolorytu i przez to sprawia, że czyta sie lepiej. Jeszcze raz Dziekuje.
A zatem, polecam się na przyszłość :) .
Bardzo fajna fotorelacja i artykuł dotyczący interesujących łowisk. Zazdroszczę autorowi czasu, który spędza nad Wisłokiem. Znam te miejsca z autopsji i wiem, że można się tam wykazać w łowieniu ładnych ryb :)

Od siebie polecam spróbowania sił w walce z kleniami, brzanami, szczupakami i sandaczami również w Wisłoku, ale powyżej Rzeszowa w okolicach Lutoryża. Spining do ręki i biczować wodę ;)

Mam nadzieję, że wrócą jeszcze te czasy kiedy łowiłem tam kilka razy w tygodniu.

Pozdrawiam autora!
Na początku pozdrawiam i autora i czytelników.

Świetna relacja i idealnie trafiająca w moje aktualne potrzeby, ponieważ niedawno zamieszkałem w Rzeszowie i byłem ciekaw jak jest z Wisłokiem, z rybami. Mam nadzieję, że Łukasz nie poprzestanie na tym jednym artykule i doda kolejne, bardziej szczegółowe.

Nie odmówię, jeśli dostanę propozycję wspólnego wypadu nad wodę... :grin

Pozdrawiam i do zobaczenia nad Wisłokiem
gratuluje artykułu, przyjemnie się czyta.
patrząc na zdjęcia można się \"napalić\" na tą wodę, ale rzeczywistość niestety wszystko weryfikuje. nie jestem doświadczonym wędkarzem, przez ostatni rok bywałem nawet kilka razy w tygodniu w miejscach które opisałeś i niestety, ale były tygodnie bez kontaktu z rybą. czasami miałem okazję łowić na większych rzekach tam jest znacznie lepiej... ale bywają także ciężkie dni. PikeHunteR i BartekP chyba wiedzą o czym piszę. podczas ostatniego zlotu, chyba 15 wędek w wodzie i prawie zerowe efekty.

pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą ;)