Czy kiedykolwiek śniliście o rzeczach, które później wydarzyły się w rzeczywistości? To niesamowite i wspaniałe doznanie, szczególnie jeśli ma wędkarskie podłoże i pod warunkiem, że szczęśliwie się dla nas kończy.

Wszystko zaczęło się od snu mojej mamy, w którym to stoczyłem wspaniały pojedynek z wielką rybą. Niestety ani gatunku, ani wielkości sztuki nie udało się poznać, gdyż jak to często bywa, sen "rozpłynął się". Następnego ranka mama opowiedziała mi o swoim śnie i nawet zaoferowała towarzyszenie mi w następnej wyprawie wędkarskiej. Chociaż nie planowałem żadnego wypadu, to jednak ten sen nie dawał mi spokoju - miałem takie dziwne przeczucie, że ten sen mógł być proroczy. Zgodziłem się, ale postawiłem warunek: wyjedziemy nie później niż o 4:00 rano.

Dla osoby niewędkującej jest to czymś "znacząco odbiegającym od normalności" , więc po "mały proteście" mamy, przesunąłem czas wyjazdu o godzinę później. Dziwnym trafem, ojciec (również niewędkujący) też wykazał zainteresowanie "wyprawą po taaaką rybę". W taki oto sposób zyskałem wspaniałych kibiców wyprawy, w której to miałem udowodnić, że sny się spełniają.

W niedziele 15. Czerwca o godzinie 5:20 meldujemy się na "Małym Stawie" - zbiorniku powstałym na miejscu wyrobiska pożwirowego. Po uiszczeniu opłaty u właściciela, dowiaduję się od niego, że 3 dni wcześniej na tym łowisku został złowiony, a następnie z powrotem wypuszczony kapitalny karaś srebrzysty o wadze 3,55kg! Usłyszawszy tak dobrą nowinę, z animuszem zabrałem się do montowania i umieszczania w łowisku 2 zestawów gruntowych.

Pierwsze dwie godziny łowów to raczej delikatne skubnięcia i brak efektów u wszystkich łowiących. Po 7 trafiają mi się mały leszczyk i karaś, które niezwłocznie wypuszczam. Po tych rybkach nadal nic, ale nie przejmuje się. Obserwuję otaczającą mnie przyrodę: takie łowiska są najpiękniejsze, teren otoczony lasem, przy każdym stanowisku kosz na śmieci, wszędzie pełno drewnianych ławeczek i stolików, miejsce na ognisko, a wszystko to z dala od miejskiego zgiełku i zanieczyszczeń.

Ani na makaron, ani na rosówkę nic nie chce się skusić. Na ziemi w trawie znajduję kilka ziaren kukurydzy, dwa z nich zakładam na haczyk ("A nóż się coś połakomi"). I rzeczywiście po około 30. minutach mam zdecydowane branie, bombka wolniutko idzie do góry - zacinam. Ryba stawia silny opór, ale nie odjeżdża daleko, lecz muruje do dna. Staram się na siłę jej nie pompować, bo mogłaby zacząć szaleć, a moi sąsiedzi wcale nie kwapią się z wyciągnięciem zestawów z wody. Już po pierwszych targnięciach przeczuwam, że to karp. Kilka ich wyciągnąłem z tej wody, zazwyczaj sztuki w granicach 1,0 do 2 ,0 kg robiły bardzo szybkie, zdecydowane odjazdy. Ten chodzi bardzo ociężale, więc musi mieć trochę więcej, tylko ile to jest to trochę?

Po 10 min. karp ląduje w podbieraku, następnie zostaje dokładnie zmierzony i zważony. Jest piękny jak na mój gust, ma 66 cm i 5,65 kg. Jeszcze nigdy nie złowiłem tu tak wspaniale ubarwionego karpia, ma ciemnooliwkowe boki jak lin.

Po raz kolejny ta woda dowiodła, że jest warta częstszych odwiedzin. A ja czekam na następne wędkarskie sny mojej mamy.

Wojciech Kosiba *KeXy*



Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

Anguiler:
Gratuluję pięknego karpia! No i oczywiście życzę Twojej mamie więcej takich proroczych snów. Mi kiedyś śniło się, ze trzymam mocno wygięte, czarne wędzisko (to musiał okazać się mój Cormoran) a ryba ucieka w prawo-skos. Kilka miesięcy później złowiłem pięciokilogramowego karpia Po zacięciu poszedł w prawo, a trzymałem go na wygiętym czarnym Cormnoranie :-) Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie oraz Twojej mamy - Paweł
kofa:
Super, KeXy, super! Ciekaw jestem, jak wygląda ten Mały Staw? Wprawdzie na drugim zdjęciu widać jakieś tam zarysy w tle.. Tym karasiem to mnie zaszokowałeś - 3,55 kg. to kolos, jak na ten gatunek! Połamania, połamania, połamania! :) (Ja już zgadałem się z Flisakiem na trzy dni samotności nad Wkrą). Trzymaj się. kofa
ted:
Fajny artykuł tak jak i zdjęcia. Jak to nami wędkarzami te 3,55 to nie do wiary, ale wszystko się zdarzyć może? Trzeba by wagę wycechować. Szkoda, że nic mi się nie śni przed łowieniem a raczej po, przez całą noc nurkują spławiki. Teraz dwu cyfrówka Kexy, koniecznie a jak chcesz wyjechać wcześniej poprzestawiaj zegarki w domu a po powrocie z powrotem, bo do pracy rodziców wygonisz godzinę wcześniej.
isabell2809:
Wspaniała Mama!!! Gratulacje i Mamy - Tobie, i dla Mamy - Ciebie!!! I dla Taty też! Piękne!
KeXy:
Miałem jeszcze kilka fajnych zdjęć zrobionych podczas holu i wypuszczania ryby, ale nie umieściłem ich , bo były "za ciężkie" :) , "karasek" rzeczywiście piękny , taką wagę podał mi właściciel łowiska i jestem prawie przekonany ,że zostanie zgłoszony jako nowy Rekord Polski tego gatunku ...
wedkoholik:
A trzeba było dać te foty. Nie patrz na ciężar tylko dawaj ciekawe zdjęcia. Ja wysyłam niektóre o wadze ponad 0,5mega. Admini będą wiedzieli co z tym zrobić. Karaś piękny, ale Twój karp jest o wspaniałym ubarwieniu, no i całkiem już niezły. Należy przecież do tych od pięciu wzwyż. Och żeby moja Matula miała takie prorocze sny.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy