Skąd się tu wziąłem? Ano w grudniu ubiegłego roku stałem się szczęśliwym posiadaczem stałego łącza i przez swoje niedoświadczenie nie bardzo wiedziałem gdzie uderzyć. Odwiedzałem różne strony, ale nic mi nie podchodziło i wtedy przyszedł mi z pomocą mój serdeczny kolega Krzysiek vel Kryskon. Za jego namową trafiłem na WCWI. I to było to o co mi chodziło. Po kilku miesiącach bytności na WCWI zmusiłem się w końcu na pierwszy poważny debiut i korzystając z okazji braku dostępu do sieci (po raz kolejny zawiódł dostawca usług) postanowiłem opowiedzieć coś o sobie i krótkiej historii mojego wędkarstwa.

Mam 37 lat. Mieszkam i pracuję w Białymstoku w jednej z największych sypialni tego miasta - osiedlu "Zielone Wzgórza". Od niepamiętnych lat byłem i jestem zwolennikiem turystyki. Gdy przychodzi lato nie mogę usiedzieć w domu, wiecznie mnie gdzieś gna. Aby dalej i aby przed siebie. Tym sposobem zwiedziłem niemal całą Polskę. Potrafiłem oczywiście "za kawalerki" z jednym kocem i paroma złotymi w kieszeni stanąć na rogatkach i "Stopem" podążać od miasta do miasta poznając uroki naszego Kraju. Teraz jest inaczej, bo moich dwóch synów Pawła i Rafała (piętnaście i trzynaście lat) do turystyki i wędkarstwa nie ciągnie, są na etapie gierek komputerowych.

Żeby rozpocząć swoją opowieść muszę cofnąć się w czasie o kilka lat. Wtedy to siedząc w "kuflu" przy zimnym piwku zmuszony byłem zostać wędkarzem. Dlaczego zmuszony? Ano dlatego, że do tej pory wolałem wypoczynek bierny - namiot, jeziora, leżak i piwko, a wieczorkiem coś mocniejszego, towarzystwo i śpiewy do białego rana przy ognisku (amatorsko gram na gitarze). Również wtedy dziwiłem się tym wszystkim napaleńcom, którzy w strugach deszczu stali wytrwale przy wędkach i z uporem maniaka zakładali robale na haczyki mówiąc niejednokrotnie - Co ci wariaci w tym widzą.

Wracając do tematu. Niestety i na mnie przyszła przysłowiowa kryska. Do mojego stolika podszedł "mocno potrzebujący" jegomość i położył przede mną wędkę z kołowrotkiem prosząc o postawienie mu piwa w zamian za tego "fanta". Postawiłem mu oczywiście więcej i od tego momentu zaczęła się moja wędkarska przygoda, a był to 1993 rok.

Żeby nabrać wprawy w posługiwaniu się nią musiałem "zasięgnąć języka". Udałem się więc do eksperta w tej materii mojego serdecznego przyjaciela Stasia O. Wychował się on w Ełku nad jeziorami dlatego ten fach nie był mu obcy, zważywszy że od najmłodszych lat jego dziadek i ojciec zabierali go na rybki. No i zaczęły się trudne lekcje wiązania przyponów, opanowywania i zapamiętywania co do czego służy, a w czasie wypraw nad wodę uczenia się pod czujnym okiem mojego "Guru" na własnych błędach oczywiście.

Ileż to razy ukręciłem "brodę" na szpuli kołowrotka albo zaczepiłem haczykiem o coś za sobą w czasie wyrzutu. Kolejne trzy lata spędziłem na gromadzeniu niezbędnego sprzętu i poznawaniu okolicznych łowisk. Przyszedł rok 1996. Latem podczas urlopu nad jeziorem Sajno koło Augustowa (od lat moja stała miejscówka na biwaki) poznałem przesympatyczną parę z Krakowa i okazało się, że mamy z Namysławem i Elżbietą, bo takie mają imiona, wspólne tematy - rybki, podróże itp. itd.

Po roku odwiedziłem ich w Krakowie, ale na Wiśle nie dało się łowić, bo jak pamiętacie w tym roku była powódź. Spożytkowaliśmy więc ten czas na turystykę, a jest na południu Polski co zwiedzać. Również w roku 1997 postanowiłem zalegalizować swoje wędkowanie. W tym celu odwiedziłem Koło miejskie PZW, gdzie otrzymałem kartę wędkarską. Kolejny wypad do Krakowa w 1999 roku i oczywiście wspólne wędkowanie z Namkiem na Wiśle przy ujściu Nidy i nieco wyżej koło miejscowości Nowy Korczyn. Niestety Królowa Polskich rzek nie obdarzyła nas rybkami. Wróciliśmy do Krakowa o kiju.

Następne wspólne wypady odbywały się na przemian to u nich to u nas. Któregoś lata, bodajże w 2000 Namek stwierdził, że czas najwyższy zmienić miejscówkę na biwaki i znad Sajna po jego rekonesansie przenieśliśmy się nad jezioro Hańcza do miejscowości Błaskowizna, gdzie zapoznaliśmy miejscowych autochtonów Basię i Klemensa.

Zadekowaliśmy się u nich na podwórzu. Mieszkają na działce z dostępem do jeziora i ich zabudowania stoją na skarpie. Natomiast za zabudowaniami jest kawałek placu porośniętego trawą co stanowi idealne miejsce na rozbicie namiotów. Trzy metry dalej jest już jezioro z linią brzegową porośniętą drzewami.

Zaprzyjaźniliśmy się z nimi do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie lata bez wypadu do nich. W tymże roku miałem swój pierwszy znaczący sukces wędkarski. Ze starorzecza Narwi koło wsi Złotoria wyciągnąłem swoją pierwszą "dużą" rybkę.

Był to karaś "Japoniec" o wadze 1.1 kg. Walka nie trwała długo ale miałem w czasie holu co robić ponieważ "przezornie" nie rozłożyłem podbieraka (kolejna nauka na błędzie) i w tym samym momencie musiałem holować i rozkładać podbierak.

Następne lata nic wielkiego nie przyniosły. Cały czas poświęcałem na doskonalenie rzemiosła i wypróbowywanie nowych metod łowienia. Aż w ubiegłym roku postanowiłem wybrać się do stryja, który mieszka nieopodal rzeki Bug we wsi Gąsiorowo koło Małkini. Szczerze przyznam, że zakochałem się w tej rzece. Każdy weekend od wiosny do późnej jesieni poświęcałem na wędkowanie na Bugu. Jak zobaczyłem jakie ryby tam pływają nie mogłem sobie odpuścić. W efekcie tego, w czasie kolejnego wypadu Namka na Mazury w drodze powrotnej do domu umówiliśmy się na wędkowanie na Bugu.

Wyruszyliśmy w drogę jednocześnie, ale Namek chciał jeszcze po drodze do domu powędkować w tej rzece. Z mapą w dłoni wytłumaczyłem mu gdzie się spotkamy, a sam pojechałem do Białegostoku odwieźć rodzinkę i klamoty z biwaku. Około 18.00 wyruszyłem na Bug. Dojechałem tam o 20.00 Więc za dnia jeszcze, aby móc rozstawić się ze sprzętem. Namek już na mnie czekał z zaklepaną miejscówką.

Rozstawiliśmy się na końcu zakola naprzeciwko wjazdu do wsi Gąsiorowo. Bug płynie tam S-ką, która później przechodzi w prostkę i do wysokości Małkini rzeka płynie w miarę prosto. Lubię tą miejscówkę dlatego, że trzyma się jej duża ryba, a większość miejscowych omija ją z daleka ze względu na okropne zaczepy, podwodne karpy, których nie widać nawet przy niskim stanie. Sam straciłem tam parę kilogramów ołowiu. Noc była ciepła - koniec sierpnia.

Zarzuciłem zestawy, bo Namek już od dłuższego czasu łowił i czekamy co nam nocka przyniesie. Brania były wtedy mizerne. Zresztą nastawiliśmy się na duże ryby. Około północy brzęczenie kołowrotka Namka wyrwało nas z błogiego letargu. Chwila prawdy, zacięcie, wędka wygięta w kabłąk, siłowy hol i parę metrów od brzegu ryba się wyczepia. Namek jest wściekły, ale za chwilę kolejne rosówki wędrują do wody.

Czekamy znowu. Po dwóch godzinach branie na mojej wędce. Kołowrotek zaczyna terkotać. Podbiegam, wyrywam z podpórki własnej roboty i czuję bardzo mocny opór. Ryba zaczyna odjeżdżać pod prąd. Dociskam hamulec bo non stop wybiera mi żyłkę. Wtedy zaczyna murować, ale po chwili udaje mi się oderwać ją od dna. Za moment zaczyna mi uciekać na skos pod prąd do brzegu. W tym momencie o niczym nie myślałem z wrażenia.

Postawiłem na jedną kartę. Siłowy hol i za parę sekund Namek pomógł mi ją podebrać łamiąc przy tym podbierak. Kiedy zobaczyłem co siedzi w podbieraku nogi zrobiły mi się wiotkie.

Złowiłem brzanę 80 cm długości o wadze 3.3 kg. Dotychczas to największy okaz jaki udało mi się wyciągnąć, ale myślę że te największe są jeszcze przede mną. Od tej wyprawy minął prawie rok, a mi wciąż drżą nogi i ręce na samo wspomnienie.

Brania w tym miejscu miałem iście piekielne, do tego stopnia, że łamało mi wędki i tryby w kołowrotku. Niestety większość rybek albo się wyhaczała albo urywała przypony. Mam nadzieję, że "Pani Rzeka" obdarzy mnie jeszcze nie raz swoją hojnością.

I to byłoby pokrótce tyle odnośnie historii mojego wędkowania. Co mi dała przygoda z wędką? Z czasem bardziej zacząłem zwracać uwagę na przyrodę - doceniać ją, a nie tylko ryby. Którejś nocy wpadła do mnie na kanapkę nawet wydra. Ciekawskie stworzenie. Mogę powiedzieć, że jadła mi prawie z ręki choć na oswojoną nie wyglądała. Niezapomniane wrażenia. Polecam gorąco nocne zasiadki. Dużo się wtedy dzieje, nawet gdy nic nie bierze.

Niestety dokumentacja fotograficzna dotycząca mojego wędkarstwa jest strasznie uboga z prostej przyczyny - na rybki przeważnie jeżdżę sam i nie miał mnie kto złapać obiektywem. Postaram się w przyszłości nadrobić zaległości.

 

Sylwester Modzelewski *Modzel*




Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

wedkoholik:
Moja dokumentacja zdjęciowa jest jeszcze uboższa. Trochę szkoda tych nieutrwalonych rybek i wypraw. Kupiłem cyfraka, to trochę nadrobię. Gratuluję debiutu.
modzel:
Serdeczne dzięki i niech się aparat dobrze sprawuje. Ja używam starego sprzętu ze stałą ogniskową. Ratuje mnie w miarę dobry skaner.
Kasia:
Fajne to Twoje wędkowanie...... Pozdrawiam!
jaj:
Fajnie, że jesteś.
Rysio:
Przymknij synom gierki! Przerzucą się na rybki;-) Gratuluję debiutu!
modzel:
To może byłoby wyjście, ale oni twierdzą, że gierki refleks rozwijają, a może jeszcze do wędkarstwa nie dorośli. Jednak trzeba coś nie coś pojąć. Pozdrawiam.
Marinero:
Super opis, i zdjęcia są OK, może kiedyś się spotkamy na Bugu, ja przeważnie wędkuję koło Mielnika.
modzel:
Dzięki za opinię. Co do spotkania Kryskon wspominał mi o wypadzie do Osłowa - to o rzut beretem od Mielnika, tak że wszystko przed nami i bardzo możliwe. Pozdrawiam.
aureli:
Gratuluję ładnej brzany - jeszcze jej nie złowiłem na Bugu, a ryby rwące przypony przy braniu i niszczące sprzęt fakt są tu.
modzel:
Dzięki. Te większe zostały w wodzie, ale do czasu. Pozdrawiam.
Lupus:
Wiesz co Modzel... Gratuluję i zazdroszczę (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) wspaniałych wypadów. A w sprawie synów, jeśli bardzo chcesz ich namówić do rybek, to mnie ostatnio wciągnęła gierka "Matt Hayes Fishing". Może poskutkuje? ;-)))
Pozdrawiam, Tomek.
modzel:
Dzięki Tomek. Z tego co kojarzę też jesteś z Małopolski. Z tą gierką spróbuję, może wypali. Pozdrowienia. Ukłoń się ode mnie Wawelskiemu Smokowi.
Belmondo:
Gratuluję pięknej rybki, zdjęcia są też fajne. Myślę , że kiedyś spotkamy się na Bugu w tych stronach, bo i ja tam też wędkuję tylko troszkę dalej Ołtarze lub Podgórze Gazdy, oczywiście lubię i tą miejscówkę, ale w sobotę lub w niedzielę jest po prostu za głośno jak dla mnie na wędkowanie. Do zobaczenia nad wodą. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w połowach jeszcze większych okazów.
modzel:
Dzięki za uznanie i życzenia. Nie widzę przeciwwskazań co do spotkania. Gdy będę wybierał się do stryja wrzucę posta na umawialni. Pozdrawiam.
ted:
Świetnie opisałeś swoje wędkarstwo. Taki początek jak z filmu. Miał pewnie ten wędkarz duże pragnienie kiedy wędkę zamienił na piwo, albo miał dość wędkarstwa, gdy nie brały ryby. Zaraźliwe to to, jak cholera. Pozdrawiam.
modzel:
Dzięki. Nie wiem czy był wędkarzem ale pragnienie miał po kiju. Co do brań, na Podlasiu jest coraz gorzej i pewnie będzie jeszcze bardziej. Pozdrawiam również.
PaKa:
Cześć Sylwku! Muszę przyznać, że Twoja dokumentacja fotograficzna jest mimo wszystko okazała, ja nawet takiej nie mam, a sukcesy też masz niemałe. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów. Ewelina.
modzel:
Dzięki Ewelino, ale nie zawsze przyjdzie mi do głowy zabrać ze sobą aparat. Jak to mówią "Skleroza nie boli tylko nachodzić się trzeba". Pozdrawiam Cię.
Arturro:
Gratuluję debiutu! Piękna rybka. Moje wędkowanie zacząłem również nad Bugiem. To wspaniała rzeka! Pozdrawiam, Artur z Grodziska.
Kryskon:
Sylwajster ty draniu tyle lat się znamy a nie sądziłem że tak pięknie umiesz pisać!
modzel:
Dzięki Krzychu za uznanie. Mam jeszcze parę niespodzianek w zanadrzu. Pozdrawiam.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

pozdrawiam pana sylwestra modzelewskiego wakacje w gąsiorowie sa najpiekniejsze jeździmy tam co roku mamy tam rodzinę a mąz wyławia tam rybki kocham to miejsce wioletta swierżewska może pan napisz na moje gg? 8722653