Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie Jerzy Kowalski. Swoim stwierdzeniem, że "usieciowionych" wędkarzy znajdzie się kilka, może kilkanaście tysięcy. Mamy więc, wcale nie teoretycznie, spore możliwości. Na dowód informacja, na którą początkowo nie zwróciłem większej uwagi. Chodzi o siłę oddziaływania WCWI. Oto przed ok. dwoma miesiącami wyraziłem tu pogląd, iż może wskazane by było zakazanie bocznego troka. Jako metody skutecznej nawet w rękach neofitów, a morderczej dla ryb - w rękach nieco doświadczonych mięsiarzy. W komentarzach znalazłem i poparcie, i negację pomysłu. Niedawno doszły do mnie słuchy, że ponoć metoda ma być zakazana. MA BYĆ. Jako nieetyczna.
A informacja wyszła i rozgłosu nabiera od wędkarza, który czasem, tylko jako gość, zagląda do sieci. Przez ciekawość. Wieść zatoczyła spore koło, zanim do mnie trafiła. Oczywiście plotkarsko przekłamana. Wcześniej obiegając co najmniej kilkunastu innych wędkarzy. Dalej się roznosi. A wzbogacona o informację, że wymiar ochronny dla okonia "wskoczy" na 18, a może nawet 20 cm. Więc lepiej nie ryzykować, bo może już się coś w przepisach zmieniło i strażnicy "za konsekwencje" będą ciągnąć?

Widzicie? Mamy wpływ na kształtowanie i opinii, i postaw. Może i pianę czasem tu bijemy, do oczu sobie skaczemy, pewnie i przekonani bywamy, że nasze tu dysputy nam jedynie służą, naszej burzy mózgów. A przecież zostawiamy po sobie ślad w ludzkiej świadomości. I właśnie dlatego - ogromnie warto!

To nic, Siostry i Bracia po kiju, że nas tu tylko trzy tysiące. Trzy razy tyle jest Gości. Każdy z userów, również spośród Gości, to najmniej kilku kolejnych wędkarzy, do których możemy i docieramy w przypadkowych spotkaniach na przystanku, przy piwie czy przy świątecznym stole. Mamy siłę medialną. Powoli lecz ciągle rosnącą.

My tutaj nie tylko mówimy, jak rybę złowić, lecz przede wszystkim powiadamy, jak ją szanować i chronić. Mówimy, co to wędkarska etyka. Przeciwstawiamy się ogólnospołecznemu wizerunkowi nawalonego jak szpadel faceta w waciaku, co to jakieś "mózgotrzepy" ciągnie nad wodą z gwinta. Prezentujemy się jako grono ludzi rozumiejących i szanujących przyrodę. Dbających o nasze wspólne dobro, tak bardzo niezauważane przez politykierów wojujących o nasze głosy, a tyłami odwracających się na nas, gdy już w parlamentarnych ławach zasiądą.

Możemy coś zrobić? Już robimy!!! A że nasze głosy niekoniecznie są zauważane na Twardej? Być może są, choć niekoniecznie. A jeśli nie są, jeśli w Zarządach Okręgów też nie są, to tym gorzej dla związkowej góry. A przynajmniej - dla jej nieudolnej części.
Zapewne nie dokonamy żadnego znaczącego przewrotu. Ale może choć sprawimy, że jakaś część wędkarzy chłodnym, rozsądnym okiem zacznie spoglądać na "dokonania" nieudolnych zarządów kół. Że może choć kilkanaście związkowych akwenów przestanie być zarybianych tylko karpiem i tylko dlatego, że paru leśnych dziadków, prym wiodących, ma na myśli wyłącznie własny interes. Lub o niczym innym nie ma pojęcia. Może uda nam się sprawić, że na dole, w kołach, skrzykną się wreszcie ludzie myślący i zdołają postawić szlaban dla bezrozumnego wyławiania świeżo wpuszczonych ryb. A to wcale nie takie trudne, gdy się chce.

Podany przykład, po części trochę śmieszny, po części oparty na "niedoczytaniu"
i niezrozumieniu tego, o czym tu mówimy, jest niezłym dowodem na posiadanie przez nas owego wpływu. Fakt, błędna interpretacja słowa pisanego, równie błędnie przekazana, najzdrowszym zjawiskiem nie jest. Jednak spójrzmy na korzyści: oto kilku, może kilkunastu ludzi, wędkarzy raczej urlopowych, kierowanych podświadomym strachem przed ewentualną karą (o czym też tu gardłujemy), może z tego strachu właśnie odpuści sobie zabieranie okonków w rozmiarze przedszkolnym.
A dyskusja o prywatyzacji i przyszłości PZW? Nie dam sobie ręki uciąć, niemniej zdaje mi się, że to od WCWI rozpoczęła się dyskusja. Przetaczająca się teraz przez niemal wszystkie wędkarskie witryny. Co przecież nie może pozostać bez wpływu i echa w decydenckich sferach. I o to chodzi! Żeby "góra" wreszcie w pełni usłyszała głosy niezadowolenia, a "dół" wiedział, czego i w jaki sposób się domagać. I do dobrych zmian doprowadzać.

Wspomniał Jerzy o potrzebie drukowania najlepszych, najważniejszych części naszych tu dysput. Przekazywania wydruków tym, którzy dostępu do netu nie mają lub czasu im brak na surfowanie po sieci. Przekażmy przyjaciołom i znajomkom całą wielobarwność prezentowanych tu poglądów. Dajmy bodziec, dajmy czas na myślenie, wyciąganie własnych wniosków. By skonkretyzowały się poglądy, zanim na walne zebrania pójdziemy. Byśmy idąc tam - szli bogatsi o wiedzę. Byśmy nie szli na pokorne wysłuchanie lukrowanych sprawozdań o tym, że jesteśmy cacy i cacy będziemy.
Byśmy np. umieli zobligować zarządy miejskich kół do odbycia spotkania z prezesami sądów grodzkich. Aby wytłumaczyć, jak wielkim złem jest kłusownictwo. Więc - by sędziowie zaczęli wreszcie korzystać z danych im instrumentów prawnych, a orzeczenia stały się adekwatne do rzeczywistej szkodliwości popełnionych czynów.
I wcale nie będą to próby wpływania na niezawisłość sądów. To spowoduje, że strażnicy odnajdą sens swojej wrednej roboty, a dranie poczują bat nad bezkarnymi dotychczas tyłkami. My zaś, wędkarze, przestaniemy biadolić nad częstą bezsensownością wpłacanych składek, a też i nad ubezwłasnowolnieniem szarej, wędkarskiej braci. I nad bezkarnością kłusoli. I... Sporo się jeszcze znajdzie tych "i".

To nie jest szczególnie trudne, a na pewno nie jest niemożliwe. Wystarczy tylko chcieć. I umieć się dogadać z ludźmi myślącymi podobnie, chcącymi choć w połowie tak mocno. By nie bunt czynić czy rewolucję, a tylko porządek. Określony prawem już ustanowionym.

Bombel




Wybrane komentarze
Wolff napisał:
Podpisuję się rękami i nogami!! Jeżeli to co piszesz jest prawdą to musię się w końcu coś ruszyć. Więc krzyczmy na wszystkich dostępnych forach, wbijajmy im szpile w te zatwardziałe dupska! Jednocześnie nie bójmy się zabierać głosu na zebraniach bo milczenie może oznaczać tylko akceptacją obecnego stanu rzeczy. Nie jestem utopistą i wiem że nie od razu będzie można naruszyć ten "beton" ale w perspektywie czasu wszystko jest możliwe! W końcu jest nas kilkaset tysięcy zarejestrowanych wędkarzy i myślę że więcej niż połowa z nas ma takie same zdanie na stan naszych wód i całego PZW. Ubolewać należy że nie wszyscy wędkarze mają dostęp do internetu. Myślę że niezależna prasa wędkarska też powinna, w szerokim słowa tego znaczenu, włączyć się do ogólnej krytyki działania a raczej niedziałania zarządów PZW. Oby tylko cała para nie poszła w gwizdek, ale to zależy już tylko od nas samych!
Sorg napisał:
Bardzo dobry i potrzebny tekst, faktem jest że coś trzeba robić,że jesteśmy tu po to by nasze spostrzeżenia przekazywać dalej,żeby ludzie wchodzący na nasz portal dostrzegali istotę problemu ochrony wód, zarybień.Jesteśmy wielką siłą która powinna i musi wydostać się z czeluści światłowodów.Piszą tu doświadc zeni, dobrzy etyczni wędkarze z pomysłami z pomysłami które mogą przyczynić się do poprawy polskiego wizerunku wędkarstwa.Kiedyś rzuciłem pomysł może i utopijny ja wiem ale jednak żeby zebrać odpowiednią liczbę podpisów(100 tyś ) i iść z tym do sejmu - chodziło o kłusoli, bo to nie jest tak że wędkarze to jakiś tam dziwny ludek żyjący we własnym dziwnym świecie,światek bezsensownie wpatrujący się w spławik,dzisiejsze wędkarstwo to ogromny przemysł i każdemu z nas powinno zależeć na ochronie wód, nad tym żeby ścigać kłusowników złodziei, bo nikt mi nie powie że tych 460 panów zasiadających i reprezentujących nas nic to nie obchodzi.Owszem są problemy gospodarcze ale nie zapominajmy że plaga kłusownicza i inne problemy polskiego wędkarstwa to nie problemy.Napisałeś Bembelku o troku jaki pogląd ja mam na to chyba większość z was wie, bo dla mnei trok to nie bezsensowne łapanie tylko "małolatów" na trok dużą rybę też można przechytrzyć i jak na złość wyświetlił mi się wchodząć na wcwi artykuł o troku:){Poza tym twierdze, że w przypadku łowienia na trok niekonieczne jest stosowanie zadziora przy haku( zresztą w wielu przypadkach można odstąpić od stosowania zadziora)i nikt mi nie powie że trok wtedy byłby nieetyczny.Zresztą można by tak gdybać bo czy szybkościowe łowienie uklei jest czymś etycznym?Ktoś powie ale ukleja to nie okoń, ale ukleja to też ryba tak samo jak jazgarz, tak samo jak sumik karłowaty patrzący swoimi ślepkami w nasze ślepia:) Mamy wiele do zrobienia Bombelku i to nie ulega wątpliwością,wędkarze to siła a w dzisiejszych czasach internet no cóż ma chyba największą siłę przebicia !!!
Sławek napisał:
Argumenty krytyczne powoli sie wyczerpuja. Znacznie trudniej zaproponowac cos konstruktywnego:-) Brak mi szczegolowej wiedzy o stanie finansowym PZW, ale powaznie podejrzewam, ze pieniedzy od wedkarzy nie wystarczy na poprawe sytuacji naszych wod. Zaznaczam, ze nie tlumacze w ten sposob rozmaitych marnotrawcow i zlodziei , ktorzy kreca sie wokol zwiazkowej kasy i o czym slychac duzo nie tylko w internecie.Ukrucajac te zjawiska mozna pewnie wygospodarowac dodatkowe srodki np 20% (moze jestem optymista?). Jesli rzeczywiscie nie wystarcza pieniedzy to nalezy stworzyc plan lepszego zagospodarownia tych , ktore sa. Po pierwsze mozna odpuscic sobie zagospodarowanie i dzierzawe czesci wod. Z pozostalych mozna wydzielic wody bardziej atrakcyjne i wydzielic na nie lwia czesc funduszy na zarybianie i ochrone. Kosztem niestety jakies "gorszej" czesci wod, na ktorej bedzie panowal zywiol tak jak dzisiaj:-) i lowienie bez oplat dodatkowych. Na tej wybranej do "intensywnego" gospodarowania wodzie nalezy wprowadzic: 1/duze zarybienia 2/dodatkowe oplaty 3/etatowa efektywna straz 4/przynajmniej w poczatkowym okresie (2-3 lata) bezwzgledne catch&release. To zmniejszy koszty zarybien i przyblizy okres wytworzenia podstawowego stada tarlowego na takiej wodzie, a takze zmniejszy koszty licencji. Pozniej mozna stopniowo pozwalac na bardzo ograniczone zabieranie miesa. System i ilosci ustalany elastycznie w porozumieniu z ichtiologiem. Mam jednak nadzieje, ze na czesci lowisk C&R zostanie predzej czy pozniej zaakceptowane przez wedkarzy ,a zadoscuczynnieniem za brak miesa bedzie mozliwosc spotkania duzej ryby i lowienia w rybnej wodzie:-) Na jakiej powierzchni lowisk bedzie mozna gospodarowac w taki sposob, to oczywiscie zalezy od posiadanego budzetu, wplywow dodatkowych za licencje i reakcji tzw. masy zwiazkowej. Mam jednak wrazenie, ze innej drogi po prostu nie ma. I zaznaczam, ze nie chodzi mi o tworzenie nowych glinianek z karpikami. Nic nie stoi na przeszkodzie, zeby takim programem objac np. 50-70 km nizinnej Wisly, albo wybrany system jezior. A jezeli masy i PZW wybiora inaczej? Wtedy wspierajmy prywatnych dzierzawcow o podobnym programie:-) PZW i tak nie da sobie rady ze wszystkim:-) pozdrawiam Slawek P.S. Chwilowo przestaje was wspierac i udaje sie od jutra do 18 grudnia na rybki, gdzies gdzie PZW nie siega:-)))
Bombel napisał:
Sam do swojego tekstu dodatkowy komentarz zrobię, bo dyskusja się już tak zegęściła, że miejsce trudno znaleźć:-))). Zrobię poprzez stwierdzenie nieco prowokatorskie, niemniej - mam nadzieję - bazujące na prawdzie. Popatrzmy wspólnie na rozwój polemiki. Czyż nie można wysnuć wniosku, że oto poprzękuje gdzieś w tle kolejny element naszej rodzimej mentalności? Mam na myśli to, że znacząca część głosów wyraża przede wszystkim obawy i zastrzeżenia. A tymczasem jedną z podstaw sukcesu, o ile ku czemuś dążymy, jest wpierw nakreślenie celów i choćby zrębów programu działania. Dopiero obok, mniej czy bardziej równolegle, należy myśleć o potencjalnych zagrożeniach. Jako o czymś, co trzeba pokonać. Więc i intensywnie myśleć, jak się za to wziąć. Tymczasem... chyba zbyt wiele miejsca zajmuje przejmowanie się na zapas. Jeden powie "A", drugi dorzuci równie konstruktywne "B", a kilku kolejnych... nie tylko nie dołoży konstruktywnej cegiełki, niekiedy nawet nie odniesie się do meritum, lecz zaczyna narzekanie. Na przeszłość, teraźniejszość, prawo, "tamtych", powszechną niechęć, niemoc... Panowie! Przeca to już nie pesymizm! To czysty defetyzm!!! To jak z babcią, która się boi przejść przez ulicę, by jej samochód nie rozjechał. Więc popiernicza dwa kilometry dalej, by bochenek chleba kupić bezpiecznie. A co, jeśli z bramy ktoś wyskoczy i torebkę wyrwie? Albo, gdy już się doczłapie, sklep okaże się zamknięty? Podumajmy, mości państwo, najpierw o tym, co zrobić i jak się do tego zabrać. Czego dziś nie wiemy - jutro się dowiemy. A problemy? Trzeba je wpierw przewidzieć, równolegle i z optymizmem szukając sposobu na ich uniknięcie lub rozwiązywanie. Zostawiając sobie też "zapas mocy" na to, co nieprzewidziane. Gdy rzeczywiście chce się coś zrobić - trzeba zbudować w sobie wiarę w sukces. Arturze, Ciebie zapytam: gdy na ryby się wybierasz, to z góry zakładasz, że nic nie złowisz, trzy gumy po drodze złapiesz, dno podziurawisz na jakiejś rafie, ze trzy kolejne ulewy Cię zmoczą, a w drodze powrotnej paru dresiarzy pysio Ci sklepie i kieszenie opróżni? Oki, to było retoryczne pytanie:-))).

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Dobrze napisane wszystko było by pięknie gdyby ta nowe WCWI było lepsze od pierwszego ale niestety tak nie jest.Chyba przestane tu zaglądać.
A według Ciebie czemu nie jest lepsze od starego?
Na razie nie jest....
Znamy jednak przyczyny, więc trzeba się z tym pogodzić i uczyć na nowo...
Zgadza się Marku, niby mamy doswiadczenie i archiwum, ale tak naprawdę tę budowle trzeba wznosic od poczatku... I na nowo sie jej uczyc i poznawać.. To chwile potrwa...
Andrzej niedawno pisał o prezentowaniu wyposiedzi na Forum. Mnie też się wydaje, że ich lista w układzie pionowym byłaby lepsza niz to, co teraz jest. Odnoszę wrazenie chaosu i nie mam motywacji do bładzenia między liniami żeby zobaczyć kto i co napisał.

MAm nadzieje, że mozna to zmienić.

Na podobny problem układu strony głównej i umieszczenia na niej dyskusji napotkał Krokus w nowym RO> Chyba układ, który jest na większości stron z forum i komentarzami po lewej stronie w pionie, dostępnymi na tym samym ekranie jest najlepszy i stąd używany powszechnie. A dostęp do działów zajmuje dużo miejsca i mógłby byc dostępny w formie bardziej skonsolidowanej.

Pozdrawiam serdecznie licząc na usprawnienia

Jurek Kowalski
No właśnie poprzednie wydanie było o niebo lepsze a przynajmniej berdziej przejżyste i co tu robi Trybuna Ludu kojarzy sie tak samo zle jak stery "beton" w PZW.
Narazie nie umiem, nie potrafie się przestawić na nowe i musze przyznać że walcze z tym ale ciężko i opornie wychodzi mi błądzenie po nowym.Czasami wchodze na moment i nie mam sił po prostu:( nic nie mogę znaleźć - cóż może trochę samozaparcia i jakoś się przebije przez tą ścianę!!!