Okres Majowych kamaszy zleciał nie wiadomo kiedy. Na jesieni rozniosła się wieść, iż nasz serdeczny kolega Piotruś Maj "Majowy" opuszcza szeregi Armii, przechodząc w stan spoczynku, a raczej w stan wędkowania. Nie można było tego jakoś nie uczcić. Najlepiej pojechać na południe i rzeczonemu dłoń uścisnąć i razem kije pomoczyć, zagryzając to wszystko pieczoną na ogniu kiełbaską. Telefony, ustalenia, umówienia i pomówienia, termin zapadł na niedzielę 4 listopada.

Jako, że szkoda jechać tylko na niedzielę, po uzgodnieniach z Krakusami otrzymaliśmy błogosławieństwo (czyt. zakwaterowanie) Franka, czyli Maćka Bieguna na pobyt w Grodzie Smoka w piątek i sobotę. No cóż, Łodziaki do celu podążają nie zawsze najkrótszą drogą, a Krakusy jeżdżą na rybki nie tylko w okolice Krakowa. W piątek na wieczór ekipa łódzka w składzie: Mottle, Mekamil i ja, czyli Novis, po lekkich perturbacjach zameldowała się na dunajeckiej główce w okolicach Tarnowa.

Kraków nastawił się na wieczornego miętusa. Płonęło dyskretnie ognisko, zostaliśmy poczęstowani kiełbaską, a Kamil i Sebastian ruszyli na obchód sąsiednich główek. I właśnie na jednej z nich padł komplet sandaczy na woblerka.

Ponieważ nasze przybycie spowodowało siłą rzeczy nieco hałasu (powitania, flesze, głośne rozmowy), nasi gospodarze zarządzili odwrót na Kraków, chociaż Franek miał ładne branie na zestawie, ale nie zdołał przyciąć miętowego.

A oto nasza grupka.

Droga do Krakowa minęła szybko, ruch był niezbyt duży, toteż po odwiezieniu Romana (Newrooma) i przejechaniu przez cały Kraków, zameldowaliśmy się wreszcie u Maciejowych wrót. Gospodarze w osobach Maćka i Pawła żwawo zakrzątnęli się w kuchni i po chwili nasze nozdrza podrażnił zapach wyśmienitego odgrzewanego bigosu.

Po przebraniu się i rozgoszczeniu zasiedliśmy do stołu racząc się jedną z wielu Maciejowych nalewek.

Na pogadankach i wspomnieniach czas mijał szybko. Odwiedziliśmy też nasz portal.

Późną nocą wszyscy wylądowali w łóżkach. Rano trzeba było wstać.

Świt był chłodny, rześki. Pobudka, mycie, szykowanie sprzętu. Wsiadamy do samochodów. Gospodarze naradzają się, gdzie zacząć. Proponuję wizytę w sklepie wędkarskim, gdzie mamy okazję poznać następnego Krakusa – Emesa, który tam pracuje. Decyzja zapadła, jedziemy na tzw. Kujawy, czyli próg na Wiśle w obrębie Krakowa. Łowisko dość obiecujące, ze sporą presją, wędki w ruch i naprzód!

Niestety, rybki się na nas wypięły. Kilka niemrawych, niezaciętych brań. To wszystko. Za to telefonicznie odwiedziny zapowiedział z termosem wojskowej grochówki J_A_J, czyli Jacuś Jaros, nadworny kucharz krakowski. Lepszej motywacji nie trzeba było. Do samochodów i start na nowe łowisko i miejsce spotkania gdzieś na krakowskiej żwirowni. Owe łowisko to grupa kilku zbiorników pożwirowych, z dość trudnym momentami dostępem do wody. Przyjeżdża Jacek. Na zaimprowizowanym szybko stole przygotowuje poczęstunek grochówką, niektórzy, ci co mogą, próbują Jackowego trunku (również przedni).

W takim składzie byliśmy na żwirowni.

Biczujemy wodę do wieczora, jednak efektów brak. Narastające zmęczenie i wiatr dają się nam już we znaki. Wracamy, odpocząć czas trzeba. Wszak w niedzielę spotkanie z ekipą Zagłębiowską na ich ziemi, nad Wisłą. Wszyscy grzecznie lulu, po kieliszeczku naleweczki i hops do łóżek.

Niedzielny poranek niestety deszczowy. Chmury kotłują się po niebie jak opętane. Wiatr też nie daje o sobie zapomnieć. Nagle telefon. To Skwarek już oczekuje na dole. Zabieramy wszystkie manele, wszak do Krakowa już nie wrócimy. Tęsknym wzrokiem omiatamy mieszkanie Maćka. Szkoda, tak szybko czas minął, trochę też bałaganiku Mu narobiliśmy, ale gospodarz nie robi z tego żadnego problemu. Na dole Skwarek w pełnej gotowości.

Wyruszamy w dwa samochody, na spotkanie z Majowym, na spotkanie z Zagłębiakami. Po niecałej godzinie krętymi drogami wśród uśpionych jeszcze wsi i miasteczek przekraczamy most na Wiśle, skręcając zaraz za nim na drogę wzdłuż rzeki. Za około półtora kilometra dostrzegamy zaparkowane samochody. Już na nas czekają. Zajeżdżamy, i pierwsze co się w oczy rzuca to Jelcyn z tyczką. Matko Boska, myślę sobie, On naprawdę nie żartował i przyjechał z tymi kombajnami, rolkami, sztycami, sitami i wiadrami.

Serdeczne powitanie, poznajemy też nowych kolegów z Zagłębia. I znowu naleweczka, tym razem Czarka - Cezoratora.

Śmiech niesie się brzegiem Wisełki, ale zaraz, zaraz, gdzie Majowy? A Majowy na drugim brzegu wraz z Pitfishem w najlepsze czeszą wodę. Trudno Mu się dziwić, dopiero co wyszedł do cywila. W doborowym towarzystwie postanawiamy spędzić parę chwil, po czym wskakujemy w stroje bojowe (ja i Mottle) i hajda nad Wisłę. Kamil zostaje na miejscu, zauroczony tyczką Grzesia, formowaniem kul zanętowych

i wreszcie łowieniem tym dziwnym, długim kijaszkiem.

Wraz z Sebastianem młócimy brzeg Wisły po naszej stronie, ale kończy się to dość obfitą daniną złożoną rzece. Co chwila z przerwami pada. Wracamy. W obozowisku lepiej, raźniej i jakoś tak weselej. Nawet deszcz jakby mniej pada. A może nam się tylko tak zdaje. Po chwili pojawia się Majowy. Serdeczne powitanie i Piotruś sięga po buteleczkę whisky, którą przywiózł specjalnie na nasze spotkanie. Każdy wychyla z okazji powrotu Piotra, niektórzy symbolicznie, wszak trzeba będzie prowadzić.

Pitfish jeszcze nie wrócił, zatem krótka decyzja i wsiadamy w brykę zabierając ze sobą Daniela – Hlehle i za parę minut parkujemy na drugiej stronie rzeki, zaraz za mostem. Niestety, dalej z buta. Rad, nierad ruszamy dziarskim krokiem umilając sobie drogę rozmową z Danielem. Po drodze zgarniamy Piotrusia (Pitfisha) i wspólnie już docieramy do ujścia Skawy do Wisły. Błoto jak cholera. Trzeba uważać, aby nie wylądować na glebie. I znów festiwal wszelkich przynęt. I znów danina złożona wodzie. Po wyczerpaniu wszystkich koncepcji postanawiamy wracać obławiając w miejscach dostępnych Wisłę. Jedyny efekt to leszcz Pitfisha metodą „za kapotę” wyciągnięty z małej, wchodzącej w rzekę główki. Za chwilę wrócił w rzeczne pielesze.

Dość, powrót do ferajny, niedługo trzeba będzie się zawijać do domu. W komplecie, już na miejscu dowiadujemy się, że Kamil złowił jelca na Yelcynową tyczkę.

Chłopaki już przy ognisku wesoło biesiadują i częstują nas pieczoną kiełbaską. Ach, nie ma to jak kiełbasa z ogniska w tak zacnym i licznym gronie wucewujaków. Objadamy się, dowcipkujemy, lecz świadomość powrotu mąci nieco tą sielankę.

Wreszcie przychodzi pora pożegnania. Jak ja tego nie cierpię! Przedłużamy ją ile wlezie,

ale czas jest nieubłagany. Po zapewnieniach: My tu jeszcze wrócimy, ale tym razem na pstrągi, wsiadamy w kangurka, ostatnim tęsknym spojrzeniem ogarniając wesołą gromadkę i z bólem w sercu kierujemy się do domu. Do Łodzi.

Pożegnalna fota


Na zdjęciu stoją od lewej: Robert Łyżczarz *Potok*, Maciek Biegun *Franek* , Grześ Kołtało *Yelcyn*, Kamil Szymczak *Mekamil*, Czarek Pacocha *Cezorator*, Daniel Celeda *hlehle*, Łukasz Ociepka *Kapsel*, Sebastian Machacz *Mottle*, Michał Słonina *Skwarek*. Przyginają grzbiety od lewej: Arkadiusz Skorupka *Aros*, Piotr Maj *Majowy* - sprawca spotkania, Paweł Sało *Ferret*, Piotr Nowicki *Novis* i Piotr Nadolny *Pitfish*.

Chciałbym wszystkim serdecznie podziękować za miłe chwile nad wodą, i to niejedną, za to, że Wam się chciało, wszak pogoda nie była po naszej stronie, za to że znów poznaliśmy nowych Wcwi-jaków i kolegów, za śmiech, pomoc, pokazanie miejscówek i radość szczerą. Do zobaczenia na południu kraju w przyszłym sezonie! Dużo zdrowia wszystkim Majówkowiczom!

Zaszczytu napisania relacji dostąpił: Piotrek *Novis* Nowicki.
Opracowanie fotograficzne: Sebastian *Mottle* Machacz
Zdjęcia: Ferret, Novis, Cezorator, Pitfish, no i Majowy.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Fajnie tam mieliście :)
Miłe i całkiem jeszcze świeże wspomnienia :) Sama przyjemność gościć tak zapalczywych wędkarzy jak Łodziaki. Gdy włączy się do tego jeszcze ekipa z Zagłębia to robi się już małe wesele :P
Chętnych do obłowienia Wisły w Krakowie już teraz zapraszam na kwietniowe Odłowy Smoków :grin
Super :)
A Yelcyn to jakie szkolenie tym razem przechodził? :grin
Świetna impreza :)
Heh, a mnie tam nie było :cry ...
Ta, w tym roku na KOS-ie Wisłę w Krakowie to widziałem, jak przez most przechodziłem... Nie lepiej od razu napisać, ze w okolicach Połańca albo Oswięcimia
Cholera i rozgrzebała się rana wspomnień. Ale tam była jazda ;) :) :grin Pozdrowienia dla wszystkich ekipa krakowska i zagłębiowska szykujcie miejscówki na pstrąga w nowym roku. Tylko jakieś takie bardziej pewne :grin
Sławku, łącze się z Tobą w bólu... :cry Spotkanie jak zwykle przednie a ekipa doborowa! Już się drugiej odsłony KOS\'u doczekać nie mogę... :)
Zastanawiam się czy następnym razem wędki brać :D
Danielu, ja na pierwszy KOS wziąłem :grin ! Ale Yelcyn był tak okrutny, że mnie do wody nie chciał dopuścić :P ...
Piotrek super relacja i coś o rybach , a nie tylko poezja i poezja
Nooo, relacja super, fotki sympatyczne. Gratuluje.Zazdroszczę wam szczerze, tylko trudno mi sie zdecydować, czego bardziej: spiningowania, tyczki Grzesia, grochówy czy.... nalewek :P :grin
Na zbiorówce zabrakło jeszcze Tomfunka i Czarnego, którzy zawzięcie biczowali wodę do ostatniej gumy ;)
Pozdrawiam wszystkich dziękuję za przednią zabawę i do zobaczenia \"następnom razom\" 8)
Fajne zgrupowanie , super opisane Piotrze , Jeszcze i ja do was kiedys zawitam ! :)
Bondarenki - święta racja!!! :grin
Łoj jak fajnacko było, można pozazdrościć. Kamil, też bym się tak ucieszył jak bym na tyczkę i do tego jelca-yna złowił. :grin
Pięknie! Piotrowi za spisanie relacji należą się dozgonne podziękowania.
Dodam jeszcze kilka szczegółów od siebie. Nalewki popijaliśmy autorstwa nie tylko Czarka ale i Pitfisha - ot sławna \"porterówka\" rozgrzewająca zawsze i wszędzie.
A co do pstrągowania to nie mam najmniejszego pojęcia która rzeczka pomieści taką WCWIowską bandę ;)
Miło było zobaczysz po tak długiej przerwie Wasze sympatyczne oblicza.
Jeszcze raz ukłony w stronę Novisa. Dzięki Piotruś.
Oj, aż miło powspominać. :)
Na spotkaniu było tak miło, że zupełnie niepotrzebnie zabrałem wędkę. :) :)
Nie wiem czy nastęonym razem lepiej będzie zabrać wędkę czy nalewkę.
Bo jak się okazało w moim przypadku to nie moge zażywać obu jednocześnie :) :grin :grin :P :P
I to jest materiał na portal wędkarski. Zajebiście... p.s. a hil.... już to \"zrymował\" ??
Cytat:
A co do pstrągowania to nie mam najmniejszego pojęcia która rzeczka pomieści taką WCWIowską bandę


Majowy, myślę, że trzeba będzie rozproszyć bandę, na mniejsze oddziały i przyatakować nie tylko Czarną, ale i Białą Przemszę z jej dopływami. Zresztą, Piter, DAMY RADĘ! :grin
...tak to można sie bawić...
ech
Serdecznie wam \"zazdroszczę\", bo na razie nie mam czasu na aż takie wypady. Gratuluję takiego \"skrzyknięcia\"
Cytat do skomentowania przedni i inspirujący. Takich rzeczek (czyt. Rzek) jest wiele na Pomorzu Środkowym i rzeczywiście trzeba o tym pomyśleć.
O widzisz Janek - następne zagłębiowskie spotkanie zrobimy, dla niepoznaki, na Pomorzu! :grin ;)
Masz Pitfish doby pomysł z tym Pomorskim zlotem Zagłębiaków. :)
Pomorze mówicie? Jestem za a nawet bardzo za :) Trotki śnią mi się po nocach.
Co do spiknięcia na naszych rzeczkach to tak:
- po Czarnej moge oprowadzać niemal z zamkniętymi oczami ;)
- na Białej byłem tylko raz z wędą (oprowadzał mnie Pitfish) i nie mam pojęcia gdzie i na co łowić.
Na Czarnej i bez nas jest o wiele za dużo wędkujących a na Białej większa połowa zabłądziła by w nadbrzeżnym buszu.
Gratuluję udanej imprezy 8)
Sebastian co ty na pierwszym zdjęciu robisz, jak moge zapytać :)
Jak to co - po długiej podróży Sebastian się wypina, Kamil zapina, a Piotek napina ;) :P Wszytko po to żeby być gotowym do holu miętusa giganta :grin

Co do pstrągów to cienko widzę naszą bandę nad pstrągową rzeczka :roll Już szybciej pstrąg ze stojącej wody wchodzi w rachubę. Testowaliśmy Cholerzyn i wyniki całkiem całkiem (choć ja przyzerowałem) 8) Zawsze możemy powtórzyć \"Akcje Cholerzyn\":
http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1924&Itemid=140
Paweł a widziałem wtedy na Cholerzynie dwa ogony w tasi którą chowałeś za kiermane.
Kiedy czytam takie relacje z Waszych wypraw to czuję się jak Latarnik Sienkiewicza ... boss rostrzaskał się o moje biurko a ja nadal podziwiałem \"yelcynówkę\" i szczęście Kamila. Novis, po Twojej relacji, czuję, że narasta we mnie chęć na łowy za oceanem w Waszym towarzystwie. :grin
Piwoniuszu drogi, jesteśmy do Twojej dyspozycji :grin
Listopadowa Majówka
Dodane przez bondarenki w dniu - 2007-11-16 20:04:53Sebastian co ty na pierwszym zdjęciu robisz, jak moge zapytać :)

Nie mam pojęcia tak jakoś mnie ustrzelili. Gdyby to był koniec imprezy to pozycja nawet uzasadniona ale przed ?? :grin ;)
O matko, było tak cudownie, że nawet nie wiem jak skomentować.. No po prostu, kto takiej imprezy na własnej skórze nie przeżyje ten nie będzie potrafił sobie wyobrazić jak wiele stracił :)
Piotrze *Novisie* świetna relacja, chyba przeczytam ją jeszcze raz (trzeci)!
Dziękuję wszystkim przybyłym przyjaciołom za przybycie, a ekipie krakowskiej dodatkowo rewelacyjną, radosną integrację przedniedzielną!
Aha, jeszcze jeden szczegół. Od teraz, jadąc na południe Polski zawsze będę sobie rezerwował minimum tydzień wolnego :P
Cześć chłopcy.
Prócz swoich słabości nie pokazaliście tutaj NIC. Opędzanie się nad wodą od takich jak Wy doprowadza mnie do obrzydzenia.
Fotka z sandaczami(po tym największym podejrzewam że żywymi-nastroszone skrzela) i zajebistym łańcuchem nie różnie się niczym od tej:

http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_zoom&Itemid=178&page=view&catid=18&PageNo=2&key=14&hit=1

Ale to nie mój problem :P
Macie tutaj fajny poklask, teraz rozumiem to Wasze całe TWA :grin - wazeliniarstwo i puszyzm... :grin :grin :grin
papa.
PS. i proszę nie wiążcie mnie z jakimiś Petrusami itp...
Nie żebym tu kogoś bronił zbytnio, bo nikt mnie tu nie lubi, ale... Clara. vel napisało: \"Opędzanie się nad wodą od takich jak Wy doprowadza mnie do obrzydzenia.\"...
Udzielam całkiem darmowej porady psychologicznej: to ugotuj coś smacznego może, albo zajmij się cerowaniem lub pisaniem na forum \"wizaż i makijaż\"... Te i podobne czynności, w odróżnieniu od błąkania się nad wodą, są mało stresujące, nie powodują spazmów ani zaburzeń w organizmie nijakich...
Tylko tacy jak Johny Angel potrafią świadomie narażać się nad wodą, na traumatyczne przeżycia w gronie im podobnych... Amen.
No proszę, to oprócz mnie ktoś jeszcze na tym portalu potrafi krytykować. To chyba dobrze. Ale co do imprezy chłopaków to nie mam zastrzeżeń.
P.s. Zorro - ktoś poprostu ma odmienne zdanie i ma prawo je wypowiedzieć. Forum składające sie z samych pochwał to jałowe forum. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie to można z kimś podyskutować na dany temat a nie odrazu wysyłać do garów. Można też napisać, że jak ktoś nie potrafi uszanować zdania innej osoby to nadaje sie tylko do łopaty. No takie argumenty to raczej dziecinada niż konstruktywna rozmowa. Wodom cześć.
Clara.vel - masz rację. Cały powyższy przekaz multimedialny to pokaz słabości.
Zdjęcie 1 - pokazuje słabość pleców Mottle\'a.
Zd.2 - pokazuje naszą wękarską słabość - to nie żaden z nas złowił te sandacze :cry
ZD. 3 - pokazuje słabość w widzeniu nocą, potrzebne są niestety latarki wspomagające
Zd. 4 - pokazuje słabość Mottle\'a do szkła artystycznego
Zd. 5 - pokazuje słabość Franka do wystroju wnętrz a\'la art nouveaux
Zd. 6 - pokazuje słabość Mekamila do Ferreta :P
Zd. 7 - przedstawia słabość Novisa do Mekamilowego kręcioła
Zd. 9 i 10 - aż pachnie słabością wszystkich obecnych do kulinarnych zdolności J_A_J\'a
Zd 12 - to ewidentna słabość cebulek włosowych Skwarka :roll
Zd. 14 - pokazuje pewną słabość Yelcyna, który oną nadrabiał poprzez zabranie najdłuższej wędki :grin
zd. 15 - pokazuje słabość nalewki malinowo-imbirowej, kolega potok swą miną pokazuje, że na taka pogodę mogłaby być mocniejsza
zd. 17 - pokazuje naszą słabośc do pewnego browaru
zd. 19 - pokazuje ewidentnie, że Mekamil ma podobne słabości co Yelcyn, ale również słabość do yelca, którego złowił był, a następnie wypuścił (była to jedyna aktywnie żerująca ryba, której nie spłoszyły nasze słabości)
Ostatnie zdjęcia pokazuja słabości nas wszystkich do kiełbachyz ognicha, do siebie na wzajem i do tego, żeby od czasu do czasu oprócz ryb spotkać się i zrobić pamiątkową fotkę :) ;) 8)

Pozdrawiam Ciebie Claro.vel i wszystkich, którzy słabi jak ja, ponownie spotkają się by wzajemnie leczyć się wzajemnie z kompleksów.
No Piotruś ale Cię na wyznania wzięło. :) :)
Teraz to mi nic innego nie pozostało, jak spalić się ze wstydu.
Słuchaj, Pitfish...nawet mnie przekonałeś :grin :grin :grin

Co do garów, mówią że jestem w tym niezła ;)

Pozdrowienia :)
He, no cóż, więc dużo przyjemności, tzn hehe smacznego. Już sam nie wiem o jakich garach tu mowa, hehe :grin
Clara, co do garów, o mnie mówią to samo, zaś o J_A_Ju mówią, że jest jedyny i niepowtarzalny ;)
vel.Claro:)
Spodziewałam się po tej ,,premierowej etiudzie\" że dalej,to conajmniej jak u mistrza Hi:)tchcocka-NAJPIERW TRZĘSIENIE ZIEMI,A POTEM NAPIĘCIE STOPNIOWO NARASTA;)Cóż...Sejsmometry na moment,na niewielkim obszarze drgnęły ale zaraz po...nastąpiła PRZERWA NA REKLAMĘ..ba ..Na autoreklamę.:)Cóż..Dalej było tylko ciekawie-bo zabawnie:),,Płyty tektoniczne\"/ i słusznie/ przepraszały za swój nieudany debiut.Kasa naturalnie nie zwróci za bilety,ale na spektakl mimo wszystko warto było... popatrzec:)Pointa?A może...,,I ja tam byłam,miód i wino piłam\"..:)))
Pozdrawiam cieplutko:)
Widzisz, Mat. Tekst przeczytałam jeszcze ze 3 razy, a przeczesując swoje blond włosy zahaczyłam o komentarze i forum :grin
Przeanalizowałam \"To przesądzające wszystko zdanie\":

cyt\"... Płonęło dyskretnie ognisko, zostaliśmy poczęstowani kiełbaską, a Kamil i Sebastian ruszyli na obchód sąsiednich główek. I właśnie na jednej z nich padł komplet sandaczy na woblerka....\"

Popatrzyłam na fotkę z łańcuchem i spinnem dla określenia wielkości z trzema sandałkami, pokiwałam głową parsknąwszy z cicha :grin i stwierdziłam że mam ciekawsze zajęcia niż nakręcanie się w głupiej dyskusji :grin
Czekałeś na wrażenia? cóż...przepraszam ktoś musi przestać. :P
Mam swoje zdanie na ten temat.

EOT :grin

POzdrawiam. Wrażeń szukaj nad wodą, w kinie lub pubie... :grin :grin :grin