Od decyzji o wyjeździe we wskazane nam przez TJ’a rejony do samego wyjazdu upłynęło zaledwie trzy dni i tuż po północy siedzieliśmy w aucie, zmierzającym w nieznane. Jeszcze nieznane…

Pomimo dość dużego ruchu i uciążliwych mgieł, blisko 150-cio kilometrową trasę po dość paskudnych drogach pokonaliśmy dość żwawo, bo po dotarciu na miejsce, niebo w Górze Kalwarii, bo to ona była początkiem naszej odysei, zaczęło powoli przejaśniać. Plan był prosty, najpierw nieco przeoramy dno Wisły, a potem ruszamy dalej, aby wypełnić cel naszej misji.

Miejsce do przywitania się z Królową Rzek wybraliśmy dość niefortunnie. Najlepszą miejscówkę w zapływie i warkoczu główki okupował jakiś grunciarz, co miał szczerą ochotę na postawienie trzeciej gruntówki, ale równie szczerze wybiliśmy mu ten pomysł z głowy... Od napływowej strony główki i po naszej stronie rzeki szedł główny nurt, który rwał niczym górski potok. Mimo dalekich rzutów, główki 20 gramowe dopiero po jakimś czasie osiągały dno, co pozwalało na obłowienie bardzo krótkiego fragmentu dna. Zeszliśmy nieco z prądem rzeki i tam, na obiecujących przykosach, próbowaliśmy skusić cokolwiek. Jednak poczynione obserwacje, nie napawały mnie optymizmem, po wszędzie piach sypał jak diabli, co praktycznie przekreślało nasze szanse na złowienie czegokolwiek.

Wciąż nienasyceni Wisłą, jednak wytrzymaliśmy tam ponad godzinę, po czym w nieco minorowych nastrojach ruszyliśmy w dalszą drogę. Nieoceniona pomoc TJ’a w postaci obszernych i dość precyzyjnych notatek, połączonych z satelitarnymi zdjęciami interesującego nas odcinka Wisły, szybko dała o sobie znać. Do pierwszej wyspy dojechaliśmy jak po sznurku. Niestety równie szybko się okazało, że nie spełniała naszych oczekiwań. Dojazd był, rzekłbym, dość karkołomny, bo rzadko uczęszczane drogi za wałem nie rozpieszczały nas zbytnio swoją równością. Ale prawdziwą przeszkodą była sama wyspa. Była tak zarośnięta, że ciężko byłoby tam przedzierać się przez gęste chaszcze z wędką w ręce, a co tu dopiero mówić o rozbiciu namiotu. Z żalem, więc, skreśliliśmy ją z listy potencjalnych obiektów urodzinowego najazdu. Ruszyliśmy, więc dalej... Novis chyba wziął sobie za punkt honoru, ażeby na nadwiślańskich koleinach sprawdzić zawartość mojego żołądka, bo takich wertepiorów to dawno nie dane mi było przejeżdżać. W końcu nadszedł kres naszej męki, bo przed naszymi oczami ukazała się kolejna wyspa ze spisu TJ’a.

Co tu zresztą będę się rozwodził… Zdjęcia jednoznacznie pokazują, z czym mamy do czynienia. Ideał!

A tak ona wyglądała od czoła...

Czy muszę cokolwiek dodawać? To była ona! Dzika, pełna miejscówek i cudownie piękna! Niestety, przygodnie spotkani wędkarze z prędkością światła sprowadzili nas na glebę. Nasza egzaltacja przerodziła się w smutek, bo ta wyspa na Wiśle okazała się... wyspą na oceanie! Kiepski dojazd jeszcze byśmy przeżyli, 300 metrów po sypkim piachu pewnie też, ale brak zaplecza w postaci „dozorowanego parkingu” dla urodzinowych wozidełek czy też brak możliwości wypożyczenia pychówki spowodował jej dyskwalifikację. Pożegnaliśmy się z nią czule, wrzucając nasze przynęty, w co lepsze miejscówki. Ona jednak mniej czule odwdzięczyła się Novisowi zabierając mu kolejną gumę...

Do kolejnej wyspy podeszliśmy bez entuzjazmu, bo stan zadrzewienia upodabniał ją raczej do czegoś na wzór dżungli amazońskiej. I tak jak poprzednio, wędkujący na główce wędkarz, wybił nam z głowy pomysł o jej eksploracji. Chwilę jednak posiedzieliśmy w jej towarzystwie, bo jak tu nie ulec urokowi kapitalnej główki naprzeciwko niej, z wręcz książkowym napływem i jeszcze lepszą kamienną opaską powyżej.

A tak wyglądała ta kipiąca życiem opaska kilka kilometrów wyżej...

Szybko się zresztą okazało, że trzecia ze spisu Roberta i zaliczana przez nas wyspa, była bardzo podobna do tej poprzedniej pod kątem braku logistycznego zaplecza. W promieniu paru kilometrów ani jednego domostwa! Za wałem były tylko same sady jabłoniowe... Kicha, skandal, poruta i PiS! No i załamka...

Minęło już ładnych parę godzin, a tu nic! Zdecydowaliśmy się na powrót do Góry Kalwarii i atak na wyspy z drugiego brzegu. Może tam się nam poszczęści... Przejeżdżamy ponownie przez most i z coraz mniejszą sympatią patrzymy na tę rzekę. Nawet na zdjęciu nie wygląda ona jak Królowa...

Na pierwszy ogień idzie pierwsza ostroga powyżej mostu. Zauważyłem tam kręcących się ludzi, więc na pewno będzie kogoś pociągnąć za język. Od razu rzuca się nam w oczy niecodzienny obrazek. Nad wodą siedzi starszy człowiek (miał spokojnie ok. 70 lat) i wędkuje z kobietą... Jak się okazało, to nie była jego żona, tylko... matka! Jak żyję, to nie widziałem tak wiekowej wędkującej kobiety. Pomimo rąk powykręcanych artretyzmem, dość sprawnie posługiwała się wędkami. Jakoś tak cieplej się zrobiło w naszych sercach. Nawiązaliśmy kontakt i po usłyszeniu standardowych narzekań na stan rybostanu na tym odcinku Wisły, jakoś udało nam się wydobyć od gadatliwej pary informacje na temat wysp, których nie mieliśmy w planach, bo znajdujących się poniżej mostu. Desant na pierwszą z wysp okazuje się być niewypałem, bo nie dość, że suchą nogą weszliśmy na nią, to wędkarsko okazała się kompletną plażą (w przenośni i dosłownie!). W tej sytuacji odpuściliśmy sobie i tą drugą…

Trochę zniechęcony decyduję się wykręcić telefon do przyjaciela... Niezawodny Robert, pomimo nawału pracy informuje mnie, że ominęliśmy ostatnią, czwartą wyspę w jego zestawieniu. Cierpliwie objaśnia mi dojazd do niej (najmniejszej z tam występujących, ale ponoć wystarczającej do najechania), w rejonach ujścia Wilgi. Jego plastyczne opisy oraz zdecydowana opinia, że to na 100% będzie nasza wyspa szybko wzbudziły w nas uczucie euforii. Kolejne kilometry zaliczamy tak szybko, jak fakir połyka miecz... Nareszcie zbliża się koniec naszej udręki! Optymizm był przedwczesny, bo jakoś tak zaczęliśmy kluczyć po nadwiślańskich bezdrożach. Asfalt przeradzał się w żużlówki, a potem typowe polne drogi. I tak cały czas...

W pewnym momencie, jadąc wzdłuż wału, natknęliśmy się na kilku gości, ładujących ponton do samochodu. Zatrzymaliśmy się przy nich, celem zasięgnięcia języka, i co? I zobaczyliśmy drugie auto z jedynymi na świecie ramkami... Auto poznałem dopiero po chwili, bo w najśmielszych marzeniach nie przeszło mi przez myśl, że telepiąc się po jakichś zadupiach, możemy spotkać kogokolwiek znajomego. Cichaczem zeszliśmy pod stanowisko, na którym siedzieli nasi i zastaliśmy tam Kwantyla z Grzechem. Nie muszę chyba mówić, jaką minę mieli obydwaj. Chwilę pogadaliśmy, popatrzyliśmy na połów Grześka i już Kwantyl zaciągnął nas na podglądanie żerujących na Wildze grasantów... Lekko przychmurzone niebo nie dawało nam zbytnich szans na zaglądnięcie pod wodę, ale i tak doczekaliśmy się widoku kleni zbierających pęczak. No cóż, chociażby dla takich widoczków warto było się zgubić gdzieś nad Wisłą...

Czas jednak mijał nieubłaganie i z żalem pożegnaliśmy się, by ruszyć w dalszą drogę. Pech nas jednak nie opuszczał, bo pomimo instrukcji, jak mamy jechać dalej, nie mogliśmy znaleźć żadnej drogi prowadzącej nad Wisłę. Okazało się potem, że nieszczęśliwie dla siebie, przegapiliśmy przejazd przez wał. Mijały kolejne minuty, a my wciąż nie mogliśmy go odnaleźć! Mapa wskazywała, że znaleźliśmy się poniżej wysp, a tu kaszana! Zdecydowaliśmy się na powrót tą samą drogą i to okazało się trafnym posunięciem. Szybko odnalazł się pierwszy z przejazdów, więc bez wahania wjechaliśmy w niego. Dobra nasza!

Dojeżdżając do brzegu, zauważyliśmy piękną łódź motorową, płynącą w naszym kierunku. 90-cio konny Merkury miarowo mrucząc, zwiastował spotkanie z ludźmi znającymi rzekę, co się zresztą okazało prawdą. Goście okazali się wędkarzami, którzy rozbili się na wyspie naprzeciwko, ale nie byli zadowoleni z zajmowanego miejsca. Okazało się, że powyżej wyspy, na której oni rezydowali, znajdowała się ta nasza! A raczej to, co z niej zostało... Jak okiem sięgnąć, nie było widać żadnego miejsca, w którym głębokość wynosiłaby więcej niż metr! A cały piach pochodził z naszej ostatniej deski ratunku. Wtedy w nasze serca wkradło się zwątpienie. Mijała już 10-ta godzina naszych poszukiwań, a tu zonk!

Ponieważ jeden wędkarzy wyglądał na doświadczonego matrosa, zaraz wzięliśmy go na spytki, co, gdzie i jak! Jak wyłuszczyliśmy, z czym przyjechaliśmy nad Wisłę, gość stwierdził, że między Górą Kalwarią a Kozienicami, jest jedna jedyna wyspa, która spełni nasze oczekiwania i nazywa się Kłoda.

Kolejny telefon do Roberta i już słyszę zwątpienie jego głosie... No tak, biedak wędkował z tej ostatniej wyspy rok wcześniej i nawet coś tam złowił, a teraz wyspy prawie niet! Z tego wszystkiego zapomniałem cyknąć fotki, ku pamięci naszego niedoszłego obozowiska. Powzięliśmy jednak decyzję o najechaniu naszej ostatniej deski ratunku, czyli wyspy zwanej Kłodą.

Po jakichś 10 minutach jesteśmy na miejscu. Miejscowości na mapie i w naturze się pokrywają, tylko wyspa nie wygląda zbyt ciekawie. Kurczę, co ci ludzie z łódki nam naopowiadali! Miało być głęboko, a tu spokojnie da się przejść nie zamaczając slipków! Do tego jeszcze trzeba dojść ładny kawałek przez sypki piach i łąkę, przeraźliwie zarośniętą ostami. Z błędu wyprowadza nas miejscowy gospodarz, który wypasał gąski, i który pojawił się prawie natychmiast, jak przejechaliśmy przez wał. Autochton okazał się na tyle gadatliwy, że nawet mnie ciężko było zakończyć konwersację. Jednak przekazał nam dużo cennych informacji o samej wyspie i o jej statusie prawnym, więc zgodnie z jego wskazówkami kierujemy się do promu w Maciejowicach.

Dojeżdżamy na miejsce i stwierdzamy, że $#@!$#@ prom parę minut wcześniej nam odjechał, a do odjazdu następnego mamy ponad półtorej godziny... Jak coś się pie...oli, to już na całego. Nic to, poczekamy.

Podczas odbijania promu od brzegu, miała miejsce dość zabawna (dla nas) sytuacja. Tylko co wystartowaliśmy, pojawił się kolejny chętny na przeprawę. Sternik zdecydował się na jego zabranie i to doprowadziło do serii śmiesznych wydarzeń. Najpierw cały prom utknął przy brzegu, a potem przy próbie odpłynięcia wszedł w zestawy łowiących poniżej wędkarzy i swoimi potężnymi śrubami dosłownie zmielił im wodę tak, że z dna chyba poderwały się osady z czasów Mieszka I. W całej tej sytuacji najlepsze było jednak to, że po uwolnieniu zestawów, na jednym z nich siedziała ryba! A przez cały czas obserwacji wędkarzy, nie widziałem nawet śladu brania!

W końcu po tych wszystkich ceregielach zajechaliśmy do Wilczkowic Górnych. Ponieważ wcześniej ostatni z indagowanych przez nas ludzi poinformował nas o dzierżawie na Kłodzie, nasze kroki od razu skierowaliśmy do budynku Nadzoru Wodnego, w celu wyrwania jakiegoś telefonu kontaktowego. Szczęśliwie okazało się, że poszukiwana przez nas osoba na parę minut przyjechała do firmy, zaś od poniedziałku jest na urlopie! To się nazywa mieć szczęście! W końcu wszelkie przeciwności losu zostały pokonane, zatem od tej chwili mieliśmy pełne prawo pomyśleć, że tak oto wyspa Kłoda za kilka tygodni stanie się oficjalnym miejscem VI edycji urodzin naszego portalu! Tym samym, zespół administracyjny ustalił...

Termin VI Urodzin WCWI na: 24-26 sierpnia 2007 r.

Już się w nas gotowało, żeby z drugiej strony obejrzeć naszą wybrankę. W końcu było nam to dane i muszę przyznać, że się nie zawiedliśmy!

Dla każdego znajdzie się tam miejsce, bo uroda niektórych miejscówek naprawdę powalała na kolana.

Wyspa znajduje się dokładnie naprzeciwko ujścia rzeki Radomki. Tam też spotkaliśmy lokalnego wędkarza i miłośnika tej miejscówki. Pierwszą rzeczą, jaką od niego usłyszeliśmy, było obśmianie naszego stomilowskiego (dwójka z usztywnieniem) pontonu. Stwierdził on, że takie pontoniki to tutejsza Wisła wciąga nosem. Hmm... Skoro zatem z bezpośredniego rekonesansu nici, to zajęliśmy się sprawami logistycznymi (parking i załatwienie pychówki). Przemiły wędkarz powiedział nam, do kogo mamy uderzyć i już po niespełna pół godzinie ostatecznie oznajmiłem TJ’owi, że plan naszej wyprawy został w całości zrealizowany (odejmując tylko brak wizji lokalnej samej wyspy).

Skoro zatem priorytetowy cel wyprawy został wypełniony, zajęliśmy się celem podrzędnym czyli odpoczynkiem i wędkowaniem. Początkowo nawet zacząłem obławiać powyższą główkę, ale co to za frajda, jak się oczy kleją. Nockę spędziłem w fotelu, słuchając walących we wszystko ogromnych boleni, bowiem całodzienna mitręga po prostu wyssała ze mnie prawie wszystkie siły, których mi brakło na nocne połowy spinningowe. Novis zaś przyssał się do gościa i na jego gruntówki kosili wiślany drobiazg (brały głównie małe sumki). Poranne (a raczej późno poranne) wędkowanie nie przyniosło lepszych efektów, choć Novis wydłubał zębatego , a mnie w kleniowego wobka, w pełnym słońcu nieskutecznie przywalił średni boleń. Potem zaś już była tylko błoga cisza, więc syci wrażeń po prostu poszliśmy sjestować. W niedzielne wczesne popołudnie ruszyliśmy z powrotem.

Jeszcze rzut oka na naszą wyspę

... i coś około 18-tej, zakończyliśmy nasze ekspedycję.

Na koniec odrobinę faktów organizacyjnych.
Dojazd jest ekstremalnie prosty, bowiem jadąc drogą nr 79 Warszawa – Sandomierz, od strony Warszawy, przed miejscowością Ryczywół należy skręcić na skrzyżowaniu w lewo, w kierunku wsi Kłoda (w drugą stroną idzie droga na Studzianki Pancerne). Kilkaset metrów dalej jest widoczny most na Radomce. Jadąc od strony Sandomierza, skręcamy w prawo, w pierwszą za mostem, asfaltową ulicę. Ulica ta kończy się po paru kilometrach zakrętem w lewo. Narożny budynek z czerwonej cegły to właśnie nasze miejsce parkingowe (zwyczajowo płaci się 5 zeta od samochodu). Stamtąd też idzie się nad Wisłę, gdzie już będzie czekać pychóweczka.

Wisła na wysokości wsi Kłoda jest w gestii Radomskiego Okręgu PZW. Na stronie okręgu, można przeczytać, z którymi okręgami podpisane są porozumienia. Nie zwalnia to jednak od dokonania opłaty na połów metodą spinningową (15 PLN-ów). Ci zaś, którzy należą do okręgów, z którymi PZW Radom porozumień nie podpisał, chcąc łowić, zobligowani są do opłacenia dniówek w wysokości 10 PLN-ów lub tygodniówek w wysokości 30 PLN-ów (nadal jednak muszą pamiętać o dopłacie na spinning, która obowiązuje wszystkich!) Opłaty okresowe jednodniowe, uprawniające do wędkowania na wodach naszego Okręgu, można wnosić na przekazach pocztowych na adres Okręgu lub rachunek bankowy (BPH PBK I O/Radom 85 1060 0076 0000 4014 7001 0018) wpisując kwotę wpłaty oraz termin wędkowania (dzień dwoma cyframi, miesiąc słownie, rok czterema cyframi).

Okręg w Radomiu dość prężnie zajmuje się Wisłą, a łącząc to wszystko z nadzwyczajną wręcz aktywnością ościennych ekip PSR-u oraz z całkowitym zakazem sieciowania, okazuje się, że Wisła na tym odcinku może zaskoczyć rybnością. Sama wyspa znajduje się dzierżawie i, co ciekawe, od wczesnej wiosny do późnej jesieni jest pastwiskiem dla pokaźnego stadka koni... Liczę więc, że miłośnicy jazdy konnej zafundują nam jakiś darmowe show :)

Istotą każdych spotkań WCWI jest łowienie ryb... Zapewniam, że na wyspie są doskonałe miejscówki dla zwolenników białej ryby, jak i dla hardcore’owców spod znaku dużej brzany, dużego suma i dużego rzecznego sazana.

Tych, co jakąś wyspę już zaliczyli, chyba nie muszę namawiać, bo wiedzą, że zawsze warto. Zapraszam zatem w imieniu naszym oraz Adminów portalu na przednią zabawę w wyśmienitym towarzystwie.

Dzięki Piotrowi Nowickiemu *Novisowi*
relację spisał i obfocił Sławek Wszołek *wieszak*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Dzięki Panowie, bez Was ta impreza byłaby trudna do zorganizowania!
Ładne miejsce wybraliście. Niedaleko wyżej jest Elektrownia \"Kozienice\" z kanałem zrzutowym ciepłej wody. Strażnicy PSR będą mieli żniwa, gdyż szarpakowców tam dostatek.

Trochę bliżej Wilczkowice i fajna opaska. Poniżej wyspy na \"radomskim\" brzegu w weekendy zwykle las gruntówek, fajne skarpy. Niżej dziki brzeg, porośnięty gęsto drzewami
Marku, szarpakowców już nie widać, właśnie dzięki PSR-owi z Radomia, Siedlec i Warki. Co do lasu gruntówek masz niestety rację, na szczęście będziemy poza ich zasięgiem :)
Cytat:
Termin VI Urodzin WCWI na: 24-26 sierpnia 2007 r.


:cry Bawcie się dobrze... Ja będę się bawił gdzie indziej i inaczej...
No chyba się skuszę...
Tak, tak, nawet z całą pewnością :grin
TJ: zależy o której godzinie chcesz ich zobaczyć ;-)
Kiedyś bezczelnie szarpali w biały dzień, dziś tylko wcześnie nad ranem i w nocy. Zwykle są to pracownicy elektrowni, którzy szarpią w przerwie lub razem z obowiązkami służbowymi.
Sławku (Omero) Niestety, o czym rozmawialiśmy na Jeleniej, problem dopasowania terminu jest w tym roku karkołomny, także ze względu na imprezy równoległe. Jesteśmy \"obsunięci\" o miesiąc, pamietałem, że masz uroczystość rodzinną, ale jeśli wejdziemy na wrzesień nie pożegnamy lata... Szkoda, że tak się poukładało, ale my zapewne będziemy mieć okazję na spotkanie nie tylko urodzinową :) Na to liczę zresztą, bo weselną żal zostawić ;)
I pytanie czy nadal będzie wyspą, bo jak teraz spojżałem w zumi, to od \"lubelskiego\" brzegu piaszczyste łachy zamiast wody widać :-(
\"Zapewniam, że na wyspie są doskonałe miejscówki dla zwolenników białej ryby, jak i dla hardcore’owców spod znaku dużej brzany,dużego suma...
A mały sum jest? Bo dużego trochę się boję :P
Krakowska ekipa, w składzie większym lub miejszym jest gwarantowana :grin
Wiem Robercie. Trochę mi tylko żal, że w tym roku nie będę mógł przybyć... Ale cóż, na ślubie i weselu swojego dziecka wypada mi raczej być obecnym :) . Mam nadzieję, że nadrobimy z nawiązką :grin .
MarekC napisał: Cytat:
I pytanie czy nadal będzie wyspą, bo jak teraz spojżałem w zumi, to od \"lubelskiego\" brzegu piaszczyste łachy zamiast wody widać :-(


Marku, to nie do końca prawda! Jak byliśmy tam z drugiej strony (co jest zresztą w tekście uwzględnione), to faktycznie stan wody pozwalał na przejście bez zamoczenia klejnotów. Fakt pozostaje faktem, że woda była wówczas ekstremalnie niska... Z drugiej strony, aktualność zdjęć prezentowanych w necie jest mocno dyskusyjna, i tak, np. na Zumi, możesz sobie obejrzeć wyspę w okolicach Wilgi, podczas gdy w rzeczywistości pozostał marny jej strzęp :upset !
Cytat:
Bawcie się dobrze... Ja będę się bawił gdzie indziej i inaczej...


:cry :cry :cry :cry :cry
#Marku, zaiste w maju tego roku ekipy z elektrowni obserwowałem z przeciwległych główek. Nie mam sokolich oczu, ale wielce prawdopodobne, że ich wędki mogły być szarpakowe, różniły się grubością od mojej jaziówki znacznie! Zdaje się, że są ponad inspekcje PSR-u, bo szybko mogą się ewakuować za nabrzeże elektrowni, a tam to już im można \"nakukać\" :(

Co do głębokości wokół wyspy nie wypowiem się... (zrobił do Sławek), ale jak pamiętasz bywaliśmy na wyspach, które są dostępne z brodów. W tamtych okolicach niezmiernie ciężko o coś co jest obmywane nurtem z dwóch stron... Przeważnie jedna ze stron ma naniesiony piach i ił. Wszystko zależy od poziomu wody. Przeprawić się jednak będzie można, ustalenie miejsca dla tych co będą na Wyspie nie będzie trudne, a może i przydatne. Pamiętam jedne urodziny, kiedy w ten właśnie sposób dotarła do nas ekipa rzeszowska...

#Sławku (Omero) jak się należy spodziewać na jesieni ruszy Włocławsko-Nieszawski cykl spotkań z Wisłą :) Spotkamy się na pewno!
Cytat:
:cry :cry :cry :cry :cry


Nie rycz! Nadrobimy jesienią koło Nieszawy. Albo u mnie nad Bzurą :grin .
Tak jak podejrzewałem termin niestety mi nie pasuje. :cry Liczyłem ,że będzie to tradycyjna data, ale trudno. W przyszłym roku nie będę nic planował to może trafię. Miłej zabawy!
Zwiad godny zielonych beretów 8) mam nadzieje że czasu starczy bo chęci napewno nie zabraknie :grin
#Mirek, a z Tobą to ja mam 3 światy, jak termin był stały, toś jechał na urlop, jak w tym roku urlop ustaliłeś tak, aby w lipcu pojechać, my daliśmy ciała... Ciekawe, czy kiedyś wspólnie będzie nam dane powędkować...?!
Jeśli mi niec nie wyskoczy (a częśto wyskakuje :( ), to i się wybiorę.
Szkoda że nie daliście znaka, że jedziecie. Czasem zapuszczam się w tamte rejony. Byśmy się gdzies spykneli gdybym wiedział. Chętnie się pojawię na chwilę Na Wyspie jak mi coś nie wyskoczy i Wistula nie wyschnie.
Czyli w tym roku będziemy niedaleko jeśli dobrze pamiętam III-ej wyspy :):):). Będziemy tylko nieco wyżej, jeśli dobrze się orientuję to bedzie jakieś 3-4km góra 5 :):).
Tak Artur, masz rację, odległość od Wyspy III, czyli tam gdzie gotowaliśmy, wyskrobywany przez Ciebie dnia następnego gulasz ;) to ok. 10 km w górę rzeki :) Tamta nazywała się Baranią.
Spoko Robercie. W przyszłym roku to ja będę bardziej mobilny. Młodza latorośl podrośnie i łatwiej mi będzie dopasować się z terminami. :grin
No panowie wyrazy uznania miejsce wymarzone ale niestety pozostaje mi tylko pozazdrościć tym którzy tam będą. Ja niestety wypadam z gry cholera a tak się szykowałem.
Cytat:
Tak Artur, masz rację, odległość od Wyspy III, czyli tam gdzie gotowaliśmy, wyskrobywany przez Ciebie dnia następnego gulasz to ok. 10 km w górę rzeki Tamta nazywała się Baranią.

Po pierwsze primo: Jak adminki się postarali i dobrze upichcili, to był wyskrobywany :):)
a po drugie primo: Te wyskrobywanie to było po to żeby adminki mieli mniej roboty z myciem gara ;);););)
A zwłaszcza jeden adminek ;););), który chyba już nastałe na wyspach urodzinowych przyjął tę rolę ;););)
Uznanie za kawał dobrej roboty. Wyspa wygląda naprawdę fajnie i myślę że moja obecność jej zbytnio nie zeszpeci.
Zazdroszczę Wam! :cry
Niech ktoś zacznie robić listę chętnych!
I mnie też na niej umieści ;)
Kamil, a lista po co? Kto może jedzie, miejsca jest dość dla pułku wojska i miasteczko namiotowe :) Można zgłaszać akces, mnie się przyda, żeby mniej więcej oszacować recepturę admińskiej potrawy :)
No ok. W takim razie po prostu zgłaszam swoją ogromną chęć przybycia!
Kamilu, chcesz przyjechać czy przyjedziesz :grin ?
Jak już koledzy pisali, Kraków ponownie wystawi kilkuosobową ekipę i mojej, skromnej osoby w niej na pewno nie zabraknie... 8) :grin
Mówie narazie za siebie - ja będe - Blanek zapewne także , czy Czarny to jeszcze niewiem . :grin
Kaz, nawet nie wiesz, jak się cieszę, Blanka też nie może zabraknąć, Słyszysz Marcin!!!!!! :grin
Dlatego właśnie Kaziu robimy Urodziny co roku z innej strony W-wy. W tym roku dajemy szansę południu i lubelszczyźnie :)
Panowie,

Na prośbę Majowego, który usilnie chciałby się z nami spotkać na Urodzinowej Wyspie, zwracam się z zapytaniem - czy ktoś z Wrocławia lub okolic wybiera się na tą imprezę i mógłby zabrać kolegę Piotrusia (zaznaczam, że to duuuży kolega ;) :grin )?!?! Proszę o kontakt na prv. Udostępnie wówczas wszelkie dane kontaktowe.

Wielkie dzięki!!
Majowy jeśli nie znajdzie podwózki niech wsiada w pociąg, z Wrocka jest ich trochę. W 100-licy go odbierzemy z dworca.
Majowy będzie miał do Łodzi bliżej niż do 100-lycy :grin . A parę autek zamierza na Kłodę dojechać :roll ...
Ha! Jade i koniec, jak nie legalnie z przepustką w łapie to na SO (\"samowolne oddalenie\") przez kolczasty płot przeleze :) Dzięki Plastuś za pomoc. Co do spraw logistycznych mam trochę czasu aby rozprawić się z rozkładem PKP. Sławku, o której (pewnie w piątek :roll ) macie w planach wyruszenie na WYSPĘ?
@Majowy: Na 99% wyruszam już we czwartek, 23 sierpnia. Po prostu zamierzam wziąć wtedy wolne :) ...
Serce mi skoczyło, że wreszcie wyspa i to jeszcze tak blisko, ale trzeci od końca akapit (spodziewałem się, bo znam te okolice) zmarszczył moje czoło głęboką bruzdą…
Na wyspie niestety nie będę, a to z racji, że mam bardzo silną alergię na konie. Niestety nie do przebicia. Ech życie!
Trzymam kciuki i życzę miłej zabawy!
Kazik liczę, że mi dowieziesz na wynos coś z Urodzinowych specjałów!!!
Ja również zamierzam uderzyć w czwartek (po pracy) :grin
W firmie mam zakaz urlopów od 20-go sierpnia (wdrażanie SAPa)...
P.S. Omero, Blanek, Klon: strasznie mi smutno :(, Mirka nie miałem jeszcze okazji poznać osobiście.
Grześ, uchylam ten zakaz, a sapa(y)przyswoisz na Wyspie. Mało ich tam pływa?
Korsarze przybędą. W piątek po pracy najprawdopodobniej :)
@Puzio, miód dla moich uszu i oczu. Do zobaczenia na Urodzinowej, Sławek 8)
K...a mać! Tyle pracy i zachodu, a tu, jak na złość, w tym samym terminie wyszły mi jakieś cholerne targi odzieży sportowej :upset :( :upset ... Na razie grzecznie poinformowałem mojego skośnookiego szefa o tym, że ten termin mi nie odpowiada 8)! O wynikach nie omieszkam wszystkich poinformować...
PS. Ciekawe, czy jak nie pojadę na targi, da bana swojemu menago marketingu :roll ?
#Sławek (wieszak) upierdliwie dość przypomnę, że na te konie coś planowałeś przygotować w miarę własnym sumptem. Przyjechać musisz, choć jeden dzień, wszak jesteś organizatorem!

#Sławek (puzio) nie ściemniaj z tymi gratami. Wiślane pychówki radzą sobie z majdanem rodzinnym Stefanów, Korsarzy... wiadomo, że rodziny posiadają tego sporo. Poza tym najwyżej wezmą Cię na hol :)
Robercie, we wstążki przeciwko dzikiej zwierzynie już jestem zaopatrzony! Łódź i tak wystawia swoją ekipę, więc jakby co, będzie miał kto je dowieźć ;) !

W sprawie mojego przyjazdu, nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa... Po prostu, w związku z pełnioną funkcją, walczy u mnie poczucie lojalności wobec firmy i obowiązkowość z myślą, że mógłbym stracić takie spotkanie!

Ech, paskudne życie...
Wieszak@ lepiej mieć brzuch od piwa niż garb od roboty :)
Tak z pewną lekką nieśmiałośćią... może by tak powiesić już jakiego posta w umiawialni: kto, kiedy, jak; nie to żebym był niecierpliwy, ale zostało niecałe 2 tygodnie...
@Kwantyl: zaproszenie na Wyspę już wisi :grin !
Niestety i mnie nie będzie.

25-go mam weselę, z którego się nie wymigam, choć bardzo bym chciał
Marek naginaj we czwartek, na sobotni wieczór wyrychtujemy Cię ładniej niż pana młodego!
TJ, może w piątek po robocie, ale i w to wątpię.

Wolałbym po stokroć być na wyspie, gdzie luzik, fajna atmosfera, nie jakieś zdewociałe ciotki, disco polo i udawanie, że się dobrze bawię
Marek, w piątek.. no co Ty! W piątek bierz urlop, w czwartek przyjeżdzaj po poludniu, posiedzimy przy ognisku, poopowiadamy, poczytamy... w piątek po poludniu wrócisz do lubej aby w sobotę wypocząty oddać się magii disco-polo life! :)
Nikt mi nie da teraz urlopu :-(.
Dopiero wróciłem z wakacji... ale popróbuję
Mieszkam w Kozienicach, pływałem przy tej wyspie dwa tygodnie temu, niestety przy lewym brzegu jest teraz dość płytko, ale gdyby ktoś potrzebował więcej informacji, pomocy w transporcie, przeprawie itp. to proszę o kontakt: bazyl9@wp.pl
Ostatnie urodziny podarowałem więc teraz nie odpuszczę...
Mam za to 4,5 miesięcznego SYNA i jego zdrowie wypijemy.
Leśnikowa karmiąca więc jadę sam i mogę zabrać jedną osobę
po drodze: Bydgoszcz-Toruń-Włocławek-Płock.
Będę w piątek wieczorem. Wracam w niedzielę.
-------------------------------------- -----------------------

Ogłaszam wśród Wyspowiczów konkurs na najbardziej odjechaną
i niespotykaną na świecie przynętę spinningową. Nie ma limitów wagowych ani materiałowych. Obowiązuje jedynie samodzielny i przeprowadzony na własne ryzyko pokaz rzutu ową przynętą na odległość większą niż 3 metry i ideologiczne urobienie towarzystwa na wypadek jej nieskoordynowanej pracy w wodzie.

Nagrodą będzie Fatso F14S 105g, za którym niemal wypadłem z łodzi po zawinięciu plecionki o szczytówkę...

--------------------------------- ----------------------------
Pozdrawiam wszystkich !
Leśnik
@leśnik: no to salmiak jest mój :grin ! Zabiorę swoje 3.5-funtowe karpiówki i wywalam go na 150 metrów :) !
A tak w ogóle, to cieszę się, że będę Cię w końcu mógł poznać :) !
Zapomniałem dodać, że przynętą, którą zamierzam wszystkich rozczulić będzie wobek od Rocha :grin !
A że Rochu swoje woby w pudełkach po butach nosił>>>>>> :grin
A czy ktos z miejscowych posiada lódz do udostepnienia? :?
Kuba będzie \"nasza\" łódź, a może i dwie. Nam służyć będzie do przeprawy... przyjeżdzaj, możesz pływać całe dni :)
jeja!!! być może będzie mi kiedyś dane wyjechać z Wami na taką imprezkę... jak narazie jeszcze nie mam za bardzo sposobności ale... właśnie jestem w trakcie zmiany robotki to potem może więcej wolnego będzie:-)
no i oczywiście jak będziecie mnie chcieli...
pozdrowionka Zbych
Zbychu, jak Ci już wcześniej wspominałem, na początek możesz się wybrać na któreś łódzkie spotkanie piwne...
@dizzy76: jak nie możesz na wyspę (choć ekipa z Łodzi zapowiada się zacna :grin ), to zapraszam w środę po wyspie do pubu Pewex przy Narutowicza :) !
dzięki serdeczne za zaproszenie!!!
ale to jeszcze nie tak szybko musze najpierw się \"poukładać\" i wtedy zaczne prowadzić normalne życie hahaha a z zaproszenia skorzystam ale jak pozwolicie w późniejszym terminie:-) :grin
a póki co oczekuje niecierpliwie na relację i dużo fotek z imprezki
pozdrowionka