Przejazd samochodem do portu zajął nam jakieś 15 minut, więc na miejscu gładko przystąpiliśmy do koleżeńskich rozmów o tym kto, co, kiedy i na co złowili w ostatnim czasie, no i oczywiście co złowimy na tym rejsie. Byli wśród nas nowicjusze, którzy chłonęli każdą informację (standardowo wyłapali największe ryby :)

Narady "wojenne"

Była typowo wiosenna pogoda, czyli słaby wiaterek lub całkowity jego brak. Dopiero po południu zaczął powiewać trochę bardziej umiarkowany z płn.-wschodu.

Pierwszy dorsz w życiu

Nieduże, ale cieszą...

Ryby połowił każdy w ilościach od kilku do kilkunastu sztuk. Przeważał rozmiar 45-50 cm, a najwięcej brań było na pilkery.

Duża w tym zasługa szypra, który idealnie napływał na rybę, przy braku dryfu utrzymywał lekki ruch jednostki po wodzie, aby ułatwić łowienie tym, którzy nie opanowali dobrze dalekie wyrzuty ciężką przynętą. Głównie pływaliśmy nad łowiskami o głębokościach 28-40 metrów, więc nie sprawiało większych trudności łowiącym. Poza tym, takie miejsca to dobra rozgrzewka przed głębszą wodą. Zatoka potrafi zaskoczyć rybą słusznych rozmiarów, do tego jest parę wraków do obłowienia oraz mało jednostek, które pływają po tej wodzie, chociaż konkurencja zaczyna powoli rosnąć. Szyper cały czas informował o głębokościach łowiska, zapoznawał ciekawskich z odczytami z aparatury nawigacyjnej. Życzliwa i sprawna obsługa, więc z czystym sumieniem mogę armatorowi i załodze wystawić pozytywną ocenę.

Na Babci ryby patroszą uczestnicy rejsu, a mniej wprawnym pomaga załoga

Poziom usługi zresztą nie zmienił się od lat, uczestnicy mają stały kontakt telefoniczny z armatorem, a on sam zjawia się rano żeby ustalić szczegóły, no i pobrać opłatę (tego co prawda nie lubimy ;), a także sprawdza czy wszystko gotowe. W czasie rejsu podawana jest ciepła kawa i posiłek.

Szczęście Nowicjusza

Czas rejsu był zgodny z wcześniej umówionym, a warunki połowowe tego dnia były dobre. Dlatego wszyscy zgodnie stwierdzili, że należy "rejs na Babci" powtórzyć.

Sławek Piotrowski *1234567*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Przypomniał mi sie rejs \"Na dorsze z babcią\".. Totalna ekstrema.. Relacja chyba gdzieś się uchowała :).. Ciekawe czy to ten sam kuter..
Gratulacje i witamy kolejnych \"Neptunem\" zakręconych ;)
Kreci ten neptun kreci w glowach, to ten sam kuter co byl w łebie, chyba nawet wyglad pozostal ten sam. Na zatoce to jeden z najpopularniejszych wsrod mieszkancow trojmiasta.
Jest jeszcze Stenia i od kilku dni GRETA B :grin
Greta powinna byc zaliczona do polowy czerwca,juz sie umawialismy. Postaram sie o opis jezeli dostarczy wrazen. Prezentuje sie calkiem zgrabnie.
Szczęściarz z Ciebie Sławek :) morze i dorsze tuż za oknem.Taki rejs to moje wędkarskie marzenie.Pzdr
Greta jest zgrabna, jakby nie patrzeć, pewnie się spotkamy na niej, prędzej czy później.
Pierwsza fotka - polski standard: po dwie, trzy przywieszki... Łeee :?
Nie chce nikogo bronic ale BOMBEL widzisz przy nich pilkery? jak jest drobna ryba a do tego rzadko to czesto warto sprawdzac same przywieszki z ciezarkiem, na plytkiej wodzie to daje efekty, to taki zatokowy i nie tylko standard a to jest zgodne z regulaminem PZW.
Fakt, pilkerów na fotce nie widać. Ale ciężarków też nie widać. Więc co - czyżby coś w podobieństwie do suchej, pływającej muchy? :roll
Ale w muszkarstwie też wolno tylko na dwie przynęty...
To tyle odnośnie pierwszej fotki.

Ostatnia fotka: pierwsza wędka po lewej. Coś, co wystaje zza kołowrotka, to raczej pilker. Jakby durnowato zaczepiony kotwicą za kabłąk kołowrotka. Nad nim widoczne dwie przywieszki. Porównując tę fotkę z fotką 3 od góry z dużą dozą pewności stawiam na to, iż trzecia przywieszka na ostatniej fotce jest skryta za ramieniem ;grin

Jeszcze pytanie z czystej ciekawości: pilker podpięty na kabłąku (na fotce nr 3 ten sam) wygląda mi na nie cięższy nić 200 g. Po jaką cholerę dozbrajać oryginał dodatkową kotwicą? Przecież ta jedna, dolna, w zupełności wystarcza.

P.S. Właścicielowi widocznego na fotkach zestawu możesz podpowiedzieć, że przynajmniej nierozważnością jest zaczepianie kotwiczki, szczególnie od ciężkiego pilkera, o kabłąk. Czyli akurat najczulszy na urazy mechaniczne element kręciołka.
Fotka nr 4 (od góry) - to chyba ciągle ten sam zestaw, choć z innym pilkerem i przywieszek nie widać :grin Co prawda wędzisko tkwi w sąsiedniej gnieździe (tulei), choć wciąż blisko dziobu, na prawej burcie, więc nie upieram się, że to to samo wędzisko :grin
ZED a ty bardziej zwiazany z Marcinem? bo Grety jeszcze nie reklamował, moze juz ze soba pływalismy? skad klikasz?
Od 3 lat pływam z Marcinem, jeszcze jak Dodę miał, teraz MATI no i Greta. Stoi już w Górkach i pływała już. Ja na razie z racji stanu nie byłem. MATI wyląduje teraz chyba w Jastarni bo jest już belona i będzie łatwiej autem jechać niż łodzią z Gdańska. Jutro wieczorem będę wiedział. A ja? Gdzieś między Gdynią a Gdańskiem...
Bomblo - nie poznaję Waćpana!... Czyżbyś i ty zaraziwszy się tą (ostatnio nagminną na wcwi) chworobą - syndrom \"MarekZ\"? No, zaczepił pilkerka za kabłąk..., i co, jego problem... No, uwiazał kilka przywieszek, no i pies to .....ł. Wybacz, jeżeli uraziłem, ale ostatnio gdzie nie wejdziesz na jakiś koment, to zaraz cóść wypływa w \"markowym\" stylu...
Pozdrówka!
ZED belona w zatoce to juz fakt, łowic ja mozna juz w Brzeznie, juz w paru miejscach sie nia chwala ale co do wyprawki moze juz w ten weekend sie wcisne na \"Matiego\" belony jeszcze nie poławiałem.
No normalnie szok!!! To na Babci można złapać jakieś ryby?! :grin
Ja pamiętam swoje 2 wyprawy (staram się w miarę możliwości trzymać zasady, że każdy zasługuje na drugą szansę!;-) jakieś 2 lata temu i muszę z przykrością stwierdzić, że były to delikatnie ujmując \"najmniej udane\" wyprawy na bałtyckie miętusy w mojej historii! Po krótce: całkowita ilość ryb na kutrze (o ile można nazwać ten biedny boleczkowy żłobek rybą?!) oscylowała w granicy całkowitej ilości wędkarzy na jednostce, szyper ciągle się kręcił w tych samych miejscach po zatoce, nie ma mowy o wypłynięciu na głębszą wodę, kasa inkasowana zaraz po wejściu na pokład! No i nigdy nie zapomnę drugiej wyprawy, gdy to po uruchomieniu silnika \"nagle, zupełnie niespodzewanie dla calej załogi\" się okazało, że chłodnica przecieka czy tam jakaś pompa i nici na razie w wypłynięcia. A my jak te łosie czekaliśmy w porcie ponad 6 godzin (przyjechaliśmy z daleka, ludzie pobrali specjalnie urlopy na ten długo oczekiwany dzień, więc wiadomo: nadzieja umiera ostatnia!) zwodzeni ciągle przez szypra i armatora że już, już za godzinkę najpoźniej 2 na pewno wypłyniemy! W końcu odbiliśmy od keji koło 12.00 i nawet trochę pływaliśmy nocą przy Babcinych reflektorach, ale efektów oczywiście żadnych, że już nie wspomnę o mocno \"okrojonym\" czasie na wodzie (i pewnie myślicie, że rejs był za połowę ceny albo wręcz tylko za paliwo w ramach rekompensaty i dbania o klienta i opinię jednostki?!- nic z tych rzeczy, armator po długich negocjacjach \"łaskawie\" udzielił nam rabatu 20 pln! :? , bo niby dlaczego on miałby być stratny, a jak nam się nie podoba to możemy wracać sobie do domu! :eek :( :upset ) No po prostu żenada...
Tak więc my już raczej nigdy z tym panem i z tą jednostką się nie spotkamy i gdy słyszę, że ktoś z moich znajomych rozważa wypłynięcie z Babcią (a faktem jest że, łatwo się skusić raz czy dwa gdy w perspektywie jest 1,5 godziny jazdy mniej samochodem w każdą ze stron), to zawsze mu życzliwie acz stanowczo odradzę! ;)
Od ponad 2 lat jesteśmy wierni drużnie Olek&Krzysztof na pokładzie Admirała (już niejeden opis został popełniony z wyprawy na tym wypasionym pod każdym względem m/s) i tylko czasem, gdy kolejny termin przepada lub po prostu z ludzkiej ciekawości okrętujemy się na jakiejś nowej jednostce. Ale tylko jeden raz, by z jeszcze większą radością znów powrócić do naszego ulubionego Admirała!
Tak czy inaczej witamy w gronie pozytywnie zakręconych naszym morzem, gratuluję pierwszych w życiu dorszy i... teraz to już przepadłeś na dobre kolego! :grin :grin
Ahoj!
Wyjatkowo popieram Bombla. Nie co do zahaczania pilka o kablak - to indywidualna sprawa kazdego wedkarza jak szanuje sprzet. Sam czasem to robie mimo swiadomosci, ze to nie najlepsze dla kreciola. Ale fakt, ze w zasadzie wszyscy spotykani na kutrach wedkarze nagminie uzywaja nie regulaminowej ilosci przewieszek a do tego zabieraja wszystkie dorsze jak leci doprowadza mnie do szalu. A czy podczas opisanej wyprawy tak bylo - komisji sledczej powolywac nie zamierzam. Slusznie jednak Bombel zwrocil na to uwage.
Ciezko rownac do Admirala szczegolnie ze predn=koscia plywania dobija inne jednostki pomijajac motorowki. Odwiedza ten rejon Baltyku gdzie malo kto plywa wiec jest stanowczo najatrakcyjniejszy dla łowiacych. Sprawdzalem wiec moge smialo potwierdzic, niestety gdyby wraz z terminem rejsu pozwolono zamowic pogode pewnie nie plywalbym na innym kutrze, moze z małymi wyjatkami, czasi mozna zyc w nieswiadomosci. A co do tematu Babci- ona tez ma swoich stałych bywalców a za umiejetnosci szypra moge gwarantowac. Jest inny czynnik - w zatoce czasami brak ryby, moze to prady robia swoje, ale kazdy zatokowy rybak potwierdzi ze czasami lepiej zawiesic pływanie niz naciagac klientow na kase. Jak bywalo w waszym przypadku trudno ocenic.
A możecie zapodać kontakt na tą Gretę bo z niej jeszcze nie pływałem
z babcią już pływałem - nie jest źle :)) ale innych też trzeba sprawdzać
Wysłałem Ci mailem kontakt.
Kod: No normalnie szok!!! To na Babci można złapać jakieś ryby?!

A Ty zawsze i wszędzie łowisz ryby na każdej wyprawie czy wyjeździe? Nigdy Ci sie samochód nie zepsuł? Czy słyszałeś kiedyś o tym aby na 250 wyjazdów w roku danego kutra KAŻDY wyjazd kończył się kompletem ryb u każdego wędkującego?? Tylko szyper winien?? Zatoka nie jest sklepem wędkarskim ani żaden inny akwen. Popływaj 40-50 razy w roku i oceń czy i kiedy ryba jest a kiedy nie. Dorsze nie są takie, że biorą tylko w środy i w weekendy kiedy Ty czy inni ludzie akurat mogą popłynąć. Nie płacisz szyprowi za gwarancję złowienia dorsza przecież! Jak Babcia, Passat czy Stenia czy Łukasz D. nie łowi to i my zwykle obok też nie mamy wodotrysków na łajbie, takie życie, dorsze i Zatoka! Kwestię awarii pomijam. A gdybyś przez lata posłuchał szyprów o czym i jak rozmawiają to nabrałbyś dystansu do własnych słów. Gdybyś miał nie złowić ryby to nie złowiłbyś z pewnością! Jaki interes mieliby mieć abyś nie wracał jako klient? Sądzisz, że są tak krótkowzroczni? Mylisz się. Znam wiele osób, które ze spokojem schodzą z kutra zarówno bez ryby jak i złowiwszy kilka sztuk po 3-8 kilo! To stali bywalcy, z rożnych okolic Polski, również tych dalszych niż 1,5 h autem.
Zed: To jest tylko moja (no i pewnie jeszcze tylko całej naszej ekipy! :grin ) prywatna, subiektywna ocena 3 rejsów Babcią (sięgnąłem dokładnie w czeluści pamięci kolegów i faktycznie mieliśmy 3 rezerwacje na tę jednostkę!). Ty cenisz np. szypra Marcina i jego Mati, Gretę B czy inne jednostki i chwała Ci za to! Ja natomiast nie popłynę już więcej Babcią, bo nie mam żadnych dobrych wspomnień ani wrażeń z rejsów tym kutrem i już!
Nie rozumiem więc, po co ta cała zbitka retorycznych pytań i wywodów rodem z \"wujka dobra rada\"?! Czy ja gdziekolwiek pisałem, że \"zawsze i wszędzie łowię ryby na każdej wyprawie, że szyper winien, że zatoka jest sklepem wędkarskim, że płacę szyprowi za gwarancję złowienia dorsza, że nie schodzę z kutra ze spokojem bez ryby\"?! etc. Każdy sądzi po sobie, Zed, każdy sądzi po sobie...
Nawiązując do założeń tego działu, wyraziłem swoją opinię na temat danej jednostki i napisałem konkretnie co miało m.in wpływ na moją negatywną opinię jej na temat. Czy Twoim zdaniem, czekanie w porcie 6 godzin przez niechlujstwo mechanika (nikt mi nie wmówi, że to była nagła awaria, po prostu pompa sobie ciekła i ciekła, a jak w końcu coś \"za mocno\" wyciekło, to dopiero zaczęto coś majstrować), i w końcu po wielokrotnym przekładaniu godziny wypłynięcia postawione ultimatum: 20 dyszki mniej (za i tak przecież krótsze pływanie, bo ile można pływać po ciemku w listopadzie?!) albo wracajcie do domu!- to jest właśnie dbanie o klienta, szanowanie jego czasu i pieniędzy, i wystawianie jak najlepszej opinii jednostce?! Według mnie to Ty się mylisz...
Choć nie podoba mi się Twój sposób oceniania kogoś jako wędkarza, zupełnie nie znając osoby o której piszesz, staram się Ciebie zrozumieć i nie chowam urazy, :roll bo pewnie też bym nie szczędził gorzkich słów komuś, kto by wyrażał się negatywnie o Admirale! :grin :grin
Połamania kija na dwucyfrowych dorszach!
P.S. I nie ma tu zupełnie znaczenia fakt, że mamy do morza 4 godziny jazdy autem. Jeśli masz ochotę, to zabierzemy Cię kiedyś po drodze \"gdzieś między Gdynią a Gdańskiem\" na wspólną wyprawę! Albo Ty zaproś nas! 8)
Szanowny Kolego Piracie. Moje pytania są zasadne i wynikły z charakteru Twoje wypowiedzi :). Zauważ, że do incydentu z awarią nie odniosłem się - uważam to po prostu za czyste sku&^%***o. Nic więcej.
Podkreślam jednak, nawet 3 wyjazdy jednym kutrem w roku nie dają kilku % obrazu rzeczywistego. Pływam praktycznie zawsze koło Babci i innych jednostek lub przynajmniej jesteśmy w kontakcie przez radio. Ani Henryk ani Tadeusz to nie są typy, którym zależy abyś nie połowił. Czasami choćbyś pękł to ryb nie widać na echu i choćbyś zrobił po Zatoce 250 km to nic z tego poza pustym bakiem nie wyjdzie.
Mi nie chodzi o płaską polemikę jeno o podsunięcie pomysłu, że tych kilka wyjazdów i ranking kutrów typu: tu połowiłem i jest extra a tu nie połowiłem i bryndza jest dość pobieżny. Babcia spędza na wodzie ponad 250 dni w roku. Nie ma możliwości aby zawsze i wszyscy byli max zadowoleni. Spędziwszy na Zatoce z wędką kilka lat, ponad setkę wyjazdów nabrałem jako takiego obrazu rzeczywistości. Są nawet całe dość długie okresy gdzie nikt dosłownie nie łowi nic sensownego. Czasem i kilka boleczków stanowi problem. Niejednokrotnie odwiedziwszy kilkanaście wraków, 6 wędek nie wyjmowaliśmy ani ryby. Innym razem jest ryba. Czasami dwa dni później w tych samych miejscach jest tak, że po godzinie skrzynki pełne a w każdej 3-4 ryby :grin
Nikogo poza tym nie oceniam. Sugeruje tylko popatrzenie na sprawy z dystansu. Jeśli odebrałeś coś osobiście co spowodowało złe samopoczucie to przepraszam.
A z samej czystej ciekawości popłynąłbym Admirałem, tylko.... nudzi mi sie płynąc 3 h na łowisko. :grin :grin :grin Ale ok, wezmę książkę. Pozdrawiam i życzę jak najmniej przykrych doświadczeń. Jeśli będzie okazja to w piątek wieczorem napisze Ci jak było na wodzie i kto co ukłuł. Pzdr serdecznie.
Zed: Tak jak pisałem, nie chowam absolutnie urazy. Od tego są m.in. komentarze, żeby móc się wypowiedzieć co na wątrobie leży lub też nie, a polemika z Tobą to czysta przyjemność! Jestem pod wrażeniem! :)
Oczywiście, że masz rację, że 3 wyprawy na Babci w ciągu roku to tylko maluśki procent obrazu Zatoki i na pewno żadna podstawa do oceny umięjetności szypra (dlategoż żadnej takowej nie śmiałbym poczynić i nie poczyniłem). Chodziło mi głównie o podejście armatora do klienta, a te 3 praktycznie bezrybne wyprawy tylko dopełniły czary goryczy, którą akurat naszła mnie chęć wylać, po natknięciu się na powyższy artykuł. Bardzo możliwe, że mieliśmy po prostu zwykłego pecha w doborze terminów i akurat trafiliśmy jeszcze na awarię i \"muchy w nosie\" u Tadeusza. W każdym bądź razie, gdy szukając innych jednostek natrafiliśmy przypadkowo na Olka i Krzysztofa i ich Admirała, to po prostu przeżylismy szok! :grin , który trzyma nas do dziś i nie pozwala żadną siłą odczepić się od jego burty! :grin :grin :grin
Osobną kwestią pozostaje fakt, czy czasem (jak już moim zdaniem słusznie zauważył kolega Sławek) nie warto zawiesić na parę dni pływania po Zatoce, jeśli wiadomo że ryb tam po prostu w danym momencie nie ma?! (albo przynajmniej zmienić kategorie rejsu na czysto turystyczno -krajoznawczy i już!) :grin Z drugiej strony każdy chce zarobić, a nikt przecież siłą nikogo na łajbę nie zaciąga!
Tak czy inaczej z ogromną chęcią przeczytam twoją relację z jutrzejszego wypadu, bo ja dopiero co byłem pare dni temu na Admirale, a niestety nie mam aż tyle czasu i funduszy, by być tam częściej niż raz w miesiącu... :sigh (swoją drogą to my ludzie z głębokiego lądu trochę wam zazdrościmy tego przysłowiowego rzutu beretem do morza!)
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia gdzieś na morzu!
P.S. Z tą książką to nawet niezły pomysł 8) , ale ja przyznam się szczerze, że każdą wolną chwilę bez wędki na pokładzie poświęcam na rozkoszowanie się czystym, rześkim morskim powietrzem (dla mnie to rzadki luksus!), albo na pogaduchy z szyprem i załogą. A poza tym nie jest tak źle- maksymalnie płyniemy 2h do pierwszego buczka! :grin