Witam wszystkich zapaleńców morskich wypraw wędkarskich. Chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami z mojej wczorajszej wyprawy, która odbyła się na jednostce "Gacek" stacjonującej w Darłowie.

Jak zapewne wiecie Neptun nie był w ostatnim czasie zbyt łaskawy, w związku z czym moja wyprawa była 5 razy odwoływana z powodu szalejącego sztormu. Piątym terminem był czwartek 16.11.2006. Prognoza pogody od początku tygodnia nie była zbyt optymistyczna, ale decydujący telefon do armatora jednostki rozwiał nasze wątpliwości i potwierdził długo oczekiwany rejs. Po konsultacji z moimi dwoma kolegami dopracowaliśmy szczegóły wyjazdu i czekaliśmy na magiczny dzwonek budzika, który miał rozpocząć dzień pełen emocji.

I tak wyjazd o godzinie 03:00, do Darłowa mamy 220 km, więc nie było potrzeby jechać tam dzień wcześniej, a jak zapewne wszyscy wiedzą droga mija szybko, bo rozważań na temat planowanych połowów nie było końca. Jesteśmy na miejscu około godziny 05:45, gdzie przywitała nas już załoga wcześniej wspomnianej jednostki "Gacek". Odprawa była o godzinie 06:30, a wypłynięcie 07:00. Nie wiem czy wiecie, ale w Darłówku jest zwodzony most, który łączy wschodnią i zachodnią jego cześć. Most jest swoistą bramą, która otwiera się o pełnych godzinach i ukazuje piękno Bałtyku. O 07:00 wszystkie jednostki jednocześnie wyruszają na długo oczekiwane rejsy (prawie 3 tygodnie sztormowej pogody i pierwszy po tak długiej przerwie rejs).

W kolejce ustawiamy się jako ostatnia jednostka, ponieważ Gacek jest największą (tak naprawdę najdłuższą jednostką na wybrzeżu – 32 m długości). Tu kilka słów o samej jednostce, jest to statek, który wcześniej pływał jako strażak, w związku z tym nie jest to jednostka wolna, która wiecznie jest ostatnia i chociaż wychodziliśmy z portu jako ostatni, ale po kilku chwilach dogoniliśmy inne jednostki wychodzące w morze przed nami. Jeżeli chodzi o sam komfort wędkowania jest naprawdę na dobrym poziomie. Dużo miejsca na stanowiska, ławeczki, burty na odpowiedniej wysokości - naprawdę super. Co prawda jeszcze przed wypłynięciem miałem obawy, czy na pewno wypłyniemy, a jeżeli wypłyniemy - czy nie będziemy kręcić się blisko portu, ponieważ na jednostce stawiło się tylko 12 wędkarzy, a nominalnie jednostka zabiera 16 osób. Jednak pan Andrzej - armator, który był z nami na pokładzie zapewniał mnie, że płyniemy na normalny rejs i nie mam powodu do obaw – wg mnie postąpił profesjonalnie.

I tak faktycznie było, oprócz nas wędkował również armator jak i załoga, która w międzyczasie czyściła nam ryby. Z powodu małej liczby wędkarzy komfort był jeszcze większy, bo jedna burta była prawie całkowicie wolna (łowiłem właśnie tam jak z jeszcze jedną osobą i mieliśmy dla siebie całe 32 m długości burty).

Po około 50 minutach, pierwsze napłynięcie. Pilkery idą w dół i padają pierwsze sztuki. Co prawda nie jest ich dużo, w sumie wylądowały 4 na pokładzie (w tym jeden mój). Płyniemy dalej, następne napłynięcie i następne pojedyncze sztuki. Większość jednostek trzyma się na łowiskach razem. W tym miejscu warto wspomnieć o pracy szypra i osoby, która mu pomagała. Jeżeli tylko na pokładzie nic się nie działo, padał okrzyk: - Płyniemy dalej. Jeżeli ktoś miał rybę i prosił, aby jeszcze chwilkę poczekać (ja akurat byłem w takiej sytuacji, wyciągnąłem rybę i chciałem jeszcze w tym miejscu spróbować) nie było problemu.

Około godziny 09:40 kolejne napłynięcie, tym razem wyciągnąłem dublet i 4 pojedyncze sztuki.

Przypuszczam, że akurat na tym napłynięciu miałem właśnie naprawdę ładny okaz, ale jak to nieraz bywa, po przeszło 40 m holu, metr na lustrem wody okaz mi się wypiął i pozostało tylko drżenie rąk i jęk zawodu. Teraz wszyscy łowili ryby, jedni więcej, inni mniej, ale cały czas coś się działo. Około 11:00 płyniemy troszkę dalej w morze, podliczamy dotychczasowe zdobycze i delektujemy się ciepłym posiłkiem w cenie rejsu (tak jak kawa czy herbata). Kończyłem posiłek, gdy usłyszałem, że silniki stają, a statek ustawia się do następnego postoju. Wyszedłem na pokład, pilker w dół, pierwsze podciągnięcie, uderzenie i wędka ugina się, a ja czuję duży opór. Znowu po 40 metrowym holu (tu chciałbym wspomnieć, iż wędkuję od 3 lat na Bałtyku i do tej pory w Kołobrzegu, gdzie głębokość jest dużo mniejsza, bo nie więcej niż 20 metrów) widzę trzy sztuki na zestawie. Kolega pomaga mi w podebraniu ryb. Nie są to okazy ogromne, ale swoją siłę mają.

Następny rzut, drugie podciągnięcie i kolejny dublet. Oczywiście nie byłem jedyny, który łowił ryby. Napłynięcie trwało około 1,5 godziny i wtedy to było istne "eldorado" (pisząc to dalej czuję ból w plecach i rękach - powiedzmy szczerze jest to ból bardzo przyjemny). Holowanie kilkunastu ryb z 40 metrów to prawdziwa frajda i przyjemność. Później jeszcze kilka napłynięć i kilka pojedynczych sztuk. Generalnie wyprawa bardzo udana i uważam, że większość osób miało podobne zdanie. Byli również koledzy z Zielonej Góry, którzy przejechali przeszło 400 km i również pochlebnie wypowiadali się o wyprawie, choć był to ich drugi rejs w życiu.

Podsumowując całość - piękne dorsze, niezła jednostka, armator, atmosfera oraz to o czym nie pisałem - wspaniała pogoda sprawiły, iż całą wyprawę oceniam bardzo pozytywnie. Nie wiem czy nasze - moim zdaniem - dobre wyniki (mówię to o naszej trójce), były spowodowane zmianą pogody (po sztormie), czy po prostu szczęśliwym trafem. Osobiście uważam, że na sukces złożyło się wszystko powyższe i odpowiednie podejście do klienta. Armator, pan Andrzej, z którym miałem przyjemność zamienić kilka słów, poinformował mnie, że też jest miłośnikiem morskich połowów i właśnie to między innymi skłoniło go do organizowania rejsów i zakupu opisywanej jednostki. Jedno, co mnie zmartwiło to to, że z powodu małego zainteresowania najprawdopodobniej zawiesi pływanie od grudnia, więc może w najbliższym czasie nie uda nam się wypłynąć tą jednostką.

Poza tym wybrałem Gacka po artykule Grzegorza Kubiaka "Wyjazd do Darłówka". Gdyby ktoś zastanawiał się czy warto jechać do Darłówka - to jednoznacznie mówię TAK. Jeżeli ktoś nie próbował jeszcze morskiej przygodny z dorszami to również mówię, że WARTO. Miesiące jesienno-zimowe jak zapewne potwierdzą to koledzy wędkarze są najlepszym okresem na przeżycie wspaniałej morskiej przygody wędkarskiej.

Nie chciałbym tu być posądzany subiektywizm, więc nie będę pisał o ilości złapanych ryb jak również o kosztach takiej wyprawy. Z tęsknotą będę oczekiwał następnego spotkania z Neptunem i śledził Wasze opinie pod artykułem. Gdyby ktoś potrzebował dodatkowych informacji piszcie na GG 7612423, a kontakt do armatora znalazłem na stronie podanej przez poprzednika http://www.wedkarstwo-gacek.prv.pl

Jacek Wojciechowski *JonnyWalker*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Super wyprawa cieszę sie ze wqszystko zagrało jak sie patrzy miło to słyszec.Ale dziwi mnie ze Gacek nie ma klijentów na rejsy zawsze czytałem ze z Darłowka cięzko sie złapać na jakiś rejs zawsze sa tam kolejki w oczekiwaniu na wypłynięcie.Ja tez planowałem wypłynięcie ale z Władka sztorm mi to wszystko pokrzyżował 3 razy zmieniałem termin rejsu aż mnie grypa dopadła i teraz jest piękna pogoda a ja siedzę w domu.No ale i tak bywa
Ha, to mnie kolega ubiegł z tym artykułem!!! Byłem tego samego dnia w Darłówku tyle, że pływałem na Passacie II. Wrażenia równie pozytywne. W poniedziałek zasiądę do kompa i postaram się również zamieścić relacyjkę+krótki test nowo zakupionego Imaxa. A tak z ciekawości, z którego kierunku kolega jest, bo odległość do Darłówka mamy podobną, może razem byśmy się kiedyś na rybki umówili??
A mówią, że w Bałtyku jest zatrważająco mała ilość dorszy...

Aha, Jacek - tylko się nie zdziw, jeśli w komentarzach rozpęta się burza, a na Twoją głowę posypią się gromy. Już wiesz, za co? Jeśli nie wiesz, to niebawem się przekonasz :grin
Tak Bombel, tu masz rację, jeżeli dorsze mieszczą się w poprzek skrzynki :cry Gromy się nie posypią, przynajmniej nie ode mnie. A złowiliście jakieś ryby?
Zed, a dla Ciebie ile powinien mierzyć/ważyć dorsz, aby zasłużył na miano ryby? :?

Dla mnie wszystkie, nawet wylęg uklei, to niezmiennie ryby. Ze stopniowaniem np. takim: rybeńki, rybeczki, ryby, rybska :grin
Wspominając o burzy miałem na myśli ilość, nie jakość 8)
Witaj Jonny. Musisz być teraz dzielny :grin . I nie przejmuj się ...Sylvix podniósł trochę ciśnienie :grin :grin :grin
PS.Gratuluje wyprawy i życzę takich samych na przyszłość.
Pozdrawiam Radek
A ja myślałem że gromy polecą za ilość uzbrojonych wabików w zestawie. Przecież wolno łowić na 2 przynety.
Witam,
Płyniemy z kolegami na Gacku 25.11 i mamy nadzieje na wielkie dorsze.
Dodam jeszcze że 24.11 Płyniemy na North Star więc będzie okazja porównać szyprów i osiągnięcia. :)
Bombel, osoba autora nie ma tu nic do rzeczy :), zapytałem czy oprócz dorszowej młodzieży były ryby.. :? Znalezienie dorsza DORSZA a nie dorszynków to tez kwestia szczęścia, umiejętności. Po prostu zapytałem z ciekawości? Dorsz to dopiero jakieś 3 kilo ale na \"rozgrzewkę\". Do około 30 metrów staram się takie po prostu wypuszczać, nic poza tym. Jak nic do domu nie zabiorę też nie tragedia.
A dlaczegoż to by miała rozpętać się burza???? Przecież ostatnio MODNE jest uznawanie limitów dorsza za bzdury, gratulowanie pokotów, nazywanie glutów-srutów okazami oraz kombinowanie z ilością \"przynęt\" na jednym zestawie. 3 to przecież mało, ja zakładam minimum 16!
Obserwując tematy zwiaązane z wedkarstwem morskim na Wcwi widze rozne stanowiska dotyczące nadlimitowych dorszy.Nieuznawanie limitu to nie moda, myśle ze sa dwa powody tego problemu pierwszy to typowe miesiarstwo drugi drugi to zyciowa koniecznosc zabrania ryby ktora ma pecherz w przełyku .Rozni wędkarze ,rożne potrzeby inne nastawienie do tego sportu.Można naprawde wypuscic dorsza jak sie go zlapie na lytkiej wodzie takiej do 30 m ale co robić z dorzem złowionym na duzej głebokosci ktory nie ma szans na przezycie.Dylematu tego nie maja miesiarze ,wedkarz etyczny bedzie wypuszczał złowione dorsze i niestety zobaczy jak te dorsze gina dziobane przez mewy ,według prawa te zachowanie jest jak najbardziej pozadane , ale czy tak do konca słuszne jest skazywanie tegoz złowionego nadlimitowego dorsza na rozdziobanie przez mewy to po prostu nie wiem.Mozna powiedziec ze po złowieniu kompletu odkładamy wedke i podziwiamy morze tak tez mozna, ale wybierajac sie na jakas długo wyczekiwana wyprawe wedkarska mysli sie o niej na długo przed ,człowiek sie kreci po domu nie moze sobie zagrzac nigdzie miejsca staje sie nerwowy i lowi swoj komplet bardzo szybko odkladajac swoje wedzisko jest naprawde nieszczesliwy . Problem ten dotyczy generalnie tylko morza na wodach srodladowych sprawa jest prostsza stosujemy haki bezzadziorowe wypuszczona rybka wraca do wody w prawie idealnym stanie ,niestety na morzu mamy z tym problem roznica cisnien jest tak duza ze rybka złowiona na duzej glebokosci nie ma szans na przezycie.Dyskusja powinna pojsc w kierunku jak zagospodarowac złowione nadkompletowe dorsze nie zabierajac ich do domu i przede wszystkim nie wyrzucajac ich na pastwe mew do wody.Naprawde mam z tym problem z jednej strony prawo z drugiej normalna ludzka reakcja wypuscic nakarmic mewy ,czy oze zabrac do domu zaniesc sasiadom bo sie im w domu nie przelewa .Kto znajdzie rozwiazanie tego problemu chyba nikt i dyskusji nie bedzie konca Pozdrawiam Krzysztof
Bardzo dobrze, że rzucasz ten temat, tym bardziej, że sam jesteś armatorem i znasz go niejako z pierwszej ręki.

Spróbuję zatem coś zasugerować. Nadmiarowe dorsze można od wędkarzy skupować w porcie po powrocie.

Ma to kilka zalet. Jedną z nich jest rejestracja połowów - będzie wiadomo w końcu ile wędkarze tego dorsza wyławiają. Druga to bezpośrednie zwiększenie podaży dorsza na rynku (o ile są to takie ilości), powszechnie wiadomo ile kosztuje dorsz w sklepie - a jego większa dostępność wpływnie (być może) na obniżenie ceny. Dorsze z wraków są przeważnie niedostępne rybakom więc to inna część populacji.

Ma też wady. Jak zapobiec wyprawom wędkarskim, gdzie wędkarze wpadną na gienialny pomysł (Polak potrafi), że wyprawa może się zwrócić za sprzedane ryby. Z drugiej strony, nie da się przymusić szypra, żeby pływał w nieskończoność, z tym, że można spodziewać się nadużyć.

Problemy ogólne. Czy tak pozyskane dorsze powinny zmniejszać dopuszczalne kwoty połowowe? Czy (wg mnie tak) dotyczyć to powinno tylko dorsza? Jeśli tak, czy tylko tego złowionego na długości wybrzeża, gdzie występuje głębokość z której wyciągniecie powoduje wynicowanie pęcherza?

To tak od ręki, proszę dyskutować, kto wie, może urodzi się jakaś poprawka do ustawy?
A może postulować zniesienie limitu połowowego dla wędkarzy, a w zamian za to wprowadzić obowiązek rejestracji złowionych ryb, zwiększyć wymiar ochronny do 40 cm i wsadzić na każdy kuter kogoś, kto by tego pilnował?? Nie drażnią mnie aż tak bardzo ryby złowione i zabrane ponad limit(może ktoś ma liczną rodzinę), ale do szału doprowadzają mnie ludzie, którzy wrzucają do skrzynek dorszyki niewiele większe od pilkera tłumacząc się, że i tak nie przeżyją. Jak kiedyś jednemu takiego wypuściłem do wody, to bić się ze mną chciał, dobrze, że reszta obsady miała podobne ze mną zdanie. A co do sprzedawania złowionych ryb-pływam po Bałtyku od 6 lat i jeszcze nie spotkałem się z takim zjawiskiem.
Tak rzeczowa dyskusja jest jak najbardziej potrzebna ,podobno gdzieś na swiecie opracowano metode sztucznego tarla dla dorsza ,gdyby stworzono fundusz ktory rzetelnie zajoł sie tą problematyka to jestem za tym zeby nadkomplety wedkarskie trafialy na rynek a pieniadze z sprzedazy tych ryb trafialy na konto tego funduszu ,w 90 procentach z pieniedzy pochodzacych z kieszeni wedkarskich przywrocono łososia moze i by sie udalo to zrobić takze z dorszem .Fatalne wiesci o poglowiu dorsza na baltyku to efekt gospodarki rybackiej a dokladnie po wprowadzeniu kwot polowowych rybacy z calego bałtyku zaczeli zanizac ilosci złowionego dorsza strzelili sobie sami gola stworzyli sytuacje ,ze populacja dorsza jest na bardzo niskim poziomie Unia wprowadzi dluzszy okres mniejsze kwoty polowowe rybacy znowu zania ilosc zlowionej ryby i w przyszlym roku uslyszymy ze dorsza na baltyku juz nie ma.W dziennikach kutrow rybackich wpisuje sie ilosc złowionej ryby . Dane z tych dziennikow sluza naukowcom w opracowaniu danych dotyczacych stada podstawowego jezeli dane sa nierzetelne to mamy sytuacje taka jaka mamy w chwili obecnej .Stowarzyszenie rybakow zauważyło w koncu ze sami sobie zaszkodzili i teraz głosno domagaja sie rzetelnych badan nad populacja dorsza .Jakie beda wyniki tych badan mam nadzieje ze zobaczymy wkrotce . Krzysztof
#Ostry, niestety obawiam się, że zniesienie limitów może wiązac się z końcem dorsza w Bałtyku, zaraz liczne rodziny będa mieli wszyscy, póki nie dojrzejemy do tego, żeby być uczciwym wypatroszymy stado podstawowe. To, że takich rozwian nie ma nie znaczy, że Polacy nie mogą zacząc dawać przyklad, pod warunkiem że dobry :)

#Krzysiek, do problemu badan juz sie odnosilem nawet przytoczylem 2 informacje w temacie - są na forum o tutaj.
Zaniżanie jest faktem jak piszesz rybacy się przekonali, że działają przeciwo sobie, kwoty beda zmiejszone w 2007. Badania są planowane przez AR w Szczecinie. Fundusz jest niezlym pomyslem...

Kto jeszcze coś dorzuci do naszych pomysłów?
no swietnie swietnie suprer recenzja z wyprawy a poza tym wiesz cos ty narobil wiesz jak mnie zainteresowalo wedkowanie z kutra no chyba bede musial sie kiedys wybrac
no swietnie swietnie suprer recenzja z wyprawy a poza tym wiesz cos ty narobil wiesz jak mnie zainteresowalo wedkowanie z kutra no chyba bede musial sie kiedys wybrac
Witam.
Widzę że jak zwykle przy opisach wypraw morskich , podniósł się temat limitów, wymiarów, ilości przynęt itp. Uważam że jest to istotny problem z którym trzeba się uporać lecz jeżeli chcemy rozważać o w/w problemach utwórzy osobny temat i tam wypowiadajmy swoje opinie na temat limitów itd. Sądzę że serwis WCWI, powstał z tą myśla aby dzielić się informacjami, które być może uchronią nas przed niefachową obsługą i brakiem profesjonalizmu organizatorów wypraw wędkarskich. Oczywiście zależy mi aby moje wnuki albo prawnuki również miały możliwość wędkowania na Bałtyku i nie wracały tylko o kiju. A jeżeli wszyscy jesteśmy świadomi iż ryba wyciągnięta z 40 metrów z pęcherzem na wierzchu niestety nie przeżyje to nie mówmy że wędkarze są bezmyślni i bezlitośni. Pokażcie mi wędkarza, który wyrzuca półprzytomne ryby na pastwe mew. Sam zwracałem uwagę innym kolegom że niektóre ryby powinny trafić do wody. Naprawdę polecam utworzenie nowego tematu. Pisząc ten artykół nie miałem na celu wywołać kolejnej debaty na temat limitów odławianych dorszy. Chętnie również się wypowiem na temat tego co nas wszystkich nurtuje. Pozdrawiam
Jacku nie traktuj komentarzy pod Twoim artykułem jako dyskusji do niego, tylko do problemu. Nie ma możliwości technicznych, żeby porządkować wszytskich informacji w wydzielone szuflady. Kazdy artykuł wzbudza więc określone emocje i uwagi także natury ogólnej, do zbierania służą nam linki, ktore odsylają do różnych treści, powstających w różnym czasie. Akurat pod Twoim dyskutujemy o nadlimitach, a pod innym o populacji, a pod jeszcze innym o kormoranach itd...
a może zmienić limit ilościowy na wagowy?? 7 dorszy złowionych we Władysławowie z reguły waży dużo więcej niż 10 kg. te same 7 szt.złowionych np.w Darłówku, czy Kołobrzegu rzadko tą wagę przekroczy. Moim skromnym zdaniem zabranie morzu 1 ryby o wadze 7 kg wyrządza większą szkodę niż zabranie 7 sztuk, które w sumie ważą może 7 kg. A wymiarowy dorsz (38 cm)to od 40 do 60 dkg. Większość takich ryb na płytkich łowiskach pada łupem wędkarzy. Ile ikry mozna pozyskać z 1 dorsza o wadze 7 kg, a ile z 7 półkilowych bolków? Nie znam w sumie odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje mi się, że ten 1 da więcej potomstwa jak te maluchy. A dopóki nie będzie rzetelnej rejestracji połowów wędkarskich i kontroli przestrzegania przepisów przez wędkarzy morskich, to wszelkie, nawet najlepsze przepisy nic tu nie zmienią. Nie zmieni tego tez ta dyskusja. Poza tym z tego co ostatnio czytam i słyszę, nagonkę prowadzi się właśnie na wędkarzy, tak jakby to oni wyławiali najwięcej ryb, a o rybakach jakby się zapominało. Na pewno nie raz niejeden z was w porcie był świadkiem tego, jak rybacy w okresie ochronnym dorsza przywozili go do brzegu całkiem znaczne ilości i potem sprzedawali \"spod lady\" czy to wędkarzom wracajacym z rejsów, czy też okolicznym smażalniom. Moim zdaniem tu tkwi największy problem. Nie w ustanawianiu coraz bardziej rygorystycznych przepisów, a w ich egzekwowaniu. zresztą ta prawda nie dotyczy tylko wędkarstwa morskiego, ale praktycznie prawie każdej dziedziny życia.
Witam ponownie.
Uważam, że opinia Ostrego jest bardzo trafna.
Uważam również że problem wędkarstwa morskiego oczywiście jest ale są sprawy jak dla mnie jeszcze bardziej ważne.
Dla przykładu powiem, iż spininguję chyba od urodzenia i pamiętam lata kiedy razem z kolegami w ciągu roku łapaliśmy od 130 do 150 szt. sandacza na głowę. ( oczywiście znam limity ilościowe oraz okresy i wymiary ochronne). Na dzień dzisiejszy złapanie sandacza jest już lada wyczynem a to co wyjmują wędkarze ( chodzi o 25 cm miniatury ) to przechodzi ludzkie pojęcie. Nad morzem jestem 3-4 razy w roku (a nad rzeką nieraz 3 razy w tygodniu), ponieważ jest to na dzień dzisiejszy kosztowna sprawa. I tak łapiąc około 8-12 szt na wyprawie mogę ich złapać ok 50szt w roku.( były wyprawy gdzie wracałem z 3 sztukami). Jak wiemy wędkarstwo morskie się rozwija lecz nie można porównychać sklai wędkujących spiningistów na wodach słodkowodnych do liczby spiningistów morskich. Podliczcie więc ile szczupaków, sandaczy i okoni wyjmuje się w ciągu roku. Widząc wędkarzy wyjmujących narybek sandacza lub przeszło 50 okoni zastanawiam się kiedy nasze wyczerpalne źródła zamienią się w studnię i wędkarstwo przeniesie się na płatne prywatne łowiska. Czy ktoś się zastanawia ile na dzień dzisiejszy zarybia się naszych wód?
Pamiętam jeszcze opowieści mojego dziadka który był rybakiem i opowiadał jak to w latach 60,70 zarybiali odrę w narybek wielu gatunków ryb. Sądzę, żę wędkarzy przybywa ale niestety tylko wędkarzy. Oczywiście tak jak napisałem powżej problem jest a my jesteśmy po to aby starać się go pokonać.
To chyba wszystko - i chyba więcej powiedzieć się tu nie da. Bardzo lubię odwiedzać stronu WCWI i czytać o wspaniałych wyprawach, w chwilach kiedy niestety pozostaje mi serfowanie po tym forum i mam nadzieję, iż takie wędkarskie sprawozdania pomogają przetrwać czas który pozostał do odbycia waszej wspaniałej wyprawy wędkarskiej.
Pozdrowienia i połamaniaaaaaa :grin
Jestem tutaj nowy więc wybaczcie moje uwagi, ale nie rozumie podejścia części piszących. Dlaczego to taki problem przerwać łowienie po 7 sztuce ? Nie rozumiem. O co chodzi? O to żeby złowić czy o to żeby łowić? (różnica jest). Jeśli któś chce jak najdłużej pomoczyć kija w bałtyku to niech po prostu używa samego pilkera. A jak czytam że goście narzekają że przejechali takiiii kawał drogi itp i ble ble... więc szkoda szybko kończyć zabawy a wyraźnie piszą że mieli dublet lub więcej, to szlak mnie trafia. Ludzie weźcie sieci i też będzie fajnie. Będzie ryba będzie zabawa. Jak chcesz koniecznie złowić używaj przywieszek ale miej świadomość że jak będziesz miał szczęście to po 20 min łowienia złowisz limit i potem możesz pokibicować innym, porobić zdjęcia. Masz swoje ryby i powinieneś być szczęśliwy. Jak chcesz sie zabawić, powalczyć z losem używaj samego pilkera. Zamiast kotwicy hak i do tego bez zadziora. Będziesz miał satysfakcje jeśli złowisz na taki zestaw. Poeksperymentuj z kolorami, kształtami i wagą przynęt. Powinno być tródniej i przez to więcej zabawy. A dla tych którzy koniecznie chcą łowić wielokrotność 7 szt. Może po prostu dla własnego spokoju i dla świadomości że nie jesteście do końca na bakier z prawem wykupcie sobie 4 lub więcej indywidualnych licencji. Nie wiem czy to zgodne z prawem czy nie by jeden wędkarz łowił \'n\' dziennych limitów jeśli wykupił \'n\' licencji, ale dla mnie to przynajmniej jest logiczne. To tyle i przepraszam jeśli kogoś uraziłem ale Ja wędkuje dla przyjemności ale nie tylko swojej. Dbajcie o ryby bo inni tak jak i Wy chcą mieć możliwość łowienia okazów.
Witam.
Trudno się w kilku słowach nie odnieść do opinii kolegi \"mirmaj\". Jeżeli chodzi o narzekanie to w moim artykule nic takiego nie miało miejsca a i przy innych wyprawach tych udanych i tych mniej udanych nie słyszałem narzekań z powodu słabych wyników i przejechanych kilometrów. Mam nadzieję żę w dniu 25.11.20006 ( tak jak pisałeś powyżej), pogoda Ci dopisze, pilkerem z jednym hakiem bez zadziora powalisz 7 naprawdę dużych okazów a potem mając dużo czasu zrobisz parę fotek i podzielisz się z nami wrażeniami z odbytej wyprawy. Jeżeli chodzi o wykup kilku licencji to myślę że ten pomysł miałby tylko zastosowanie w przypadku wykupu po wędkowaniu bo nie wiem jak można było by przewidzieć ile ryb się złapie. Sądze że prawie wszyscy łapią dla przyjemności, bo przecież za kasę którą przeznaczamy na nasze wyprawy moglibyśmy bez problemu zapełnić nasze lodówki).
Proszę pozdrowić armatora jeżeli będzie na jednostce.
Z wyrazami szacunku i bez urazy JW.
\"Jeżeli chodzi o narzekanie to w moim artykule nic takiego nie miało miejsca a i przy innych wyprawach tych udanych i tych mniej udanych nie słyszałem narzekań z powodu słabych wyników i przejechanych kilometrów.\"

- Nie odnosiłem się w ogóle do Twojego artykułu tylko do dyskusji o limitach. I nie twierdziłem że narzekasz :) Co do narzekań jest ich na tym portalu wystarczająco dużo trzeba tylko chcieć je zauważyć.

\"Mam nadzieję żę w dniu 25.11.20006 ( tak jak pisałeś powyżej), pogoda Ci dopisze, pilkerem z jednym hakiem bez zadziora powalisz 7 naprawdę dużych okazów a potem mając dużo czasu zrobisz parę fotek i podzielisz się z nami wrażeniami z odbytej wyprawy.\"

- No i po co ta ironia skoro piszesz dalej \"bez urazy\" chodziło mi o przedstawienie pewnej idei ale ta może trafić tylko do osób które tego chcą.

\" Jeżeli chodzi o wykup kilku licencji to myślę że ten pomysł miałby tylko zastosowanie w przypadku wykupu po wędkowaniu bo nie wiem jak można było by przewidzieć ile ryb się złapie.\"

- Zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Jeśli wędkarz chce wiedzieć ile złowi ryb niech idzie do wróżki. A jeśli chce złowić wielokrotność limitu nich wcześniej wielokrotność licencji wykupi. Przecież to wszystko opiera się na chęciach, a nie pewności. Nie każdy wyjazd na ryby kończy się powodzeniem ale zawsze chcemy by tak było. Jeśli więc chce złowić do 21 dorszy to wiedząc o tym wcześniej wykupuje 3 licencje,a czy mi się uda czy nie to zupełnie inna sprawa. A jak ktoś koniecznie chce wiedzieć ile będziesz miał mięsa to niech je poprostu kup w sklepie.
Zresztą proszę zobaczyć jaki jest koszt licencji całorocznej. Jej zakup nie powinien stanowić tutaj bariery by przestrzegać tej zasady. A jeśli kogoś niestać to nich trzyma się limitu w ramach licencji na kuter.

\" Sądze że prawie wszyscy łapią dla przyjemności, bo przecież za kasę którą przeznaczamy na nasze wyprawy moglibyśmy bez problemu zapełnić nasze lodówki). \"

- Niestety ja nie odnosze takiego wrażenia. Przyjemność jest to napewno dla każdego ale niektórym możliwość złowienia dużego mięsa przysłania wszystko inne, odbiera rozum i zachowują się delikatnie mówiąc pazernie.

\"Proszę pozdrowić armatora jeżeli będzie na jednostce.\"
- Jeśli tylko będzie mi dane poznać nie omieszkam pozdrowić.

Pozdrawiam
nullnull
Miałem nie zabierać głosu w tej dyskusji, ale... Mirmaju, respect :) !

@JonnyWalker: Relacja mi się podoba :) .
Kolejny artykuł propagujący kłusownictwo. Wystarczy zajrzeć na stronę www.sejm.gov.pl poszukać w aktach prawnych rozporządzenia dotyczącego połowów sportowo-rekreacyjnych i po przeczytaniu tego oraz kilku innych artykułów stwierdzić, że kłusownictwo morskie w nasyzm kraju ma się nadzwyczaj dobre i jak widać świetnie się rozwija za przyzwoleniem społecznym. Ciekawe również że wszystkie podobne artykuły nadal sobie widnieją na portalu wędkarskim, gdzie w innych przypadkach ludzie nie szczędzą słów oburzenia na stan naszych wód i obecnośc kłusownictwa. \"Gratuluję\" udanych połowów. Żałuję, że nie byłem wtedy na kontroli. Pozdrawiam
Tom
Tom, już kiedyś napisałem o tym ale jeszcze raz powtórzę: wg mnie jest jeden sposób na ukrócenie morskiego kłusownictwa wędkarskiego: kontrola każdego kutra przy wejściu do portu i zakaz filetowania złowionych ryb na kutrze. I wystarczy. Trzeba tylko konsekwencji.
#Tom_roy, jeśli poczytasz komentarze to raczej nie będziesz miał podstaw do stwierdzeń: \"że kłusownictwo morskie... jak widać świetnie się rozwija za przyzwoleniem społecznym\" - odnosząc to do WCWI, bo że \"ma się świetnie\" - wiemy i od dość dawna krytykujemy stan i okoliczności wędkarstwa morskiego, wielu z nas też skłania do podobnych jak Twoje konkluzji zabieranie ryb w wymiarze i ilości odbiegających od ustawowych. O tym właśnie dyskutujemy, i właśnie pod publikowanymi artykułami w TYM portalu. Może w innych portalach problemy opisuje się telepatycznie, tutaj właśnie tak, bo zasada to stara jak świat (także przedinternetowa) i nazywana \"case studies\".
Słów oburzenia na taki stan u nas dużo, szukamy rozwiązań, nawiązujemy kontakty w tej sprawie z wieloma instytucjami, a także zachęcamy do częstych kontroli wędkarzy i rybackich dzienników połowowych.
No właśnie Tomku, chyba lepiej stwierdzić/zauwazyć błąd i próbować o nim rozmawiać, zastanawiać się, jak nie dopuscic do powtarzania się, jak ukrócic \"dorszowy proceder\", niz udawać, ze problemu nie ma
nie skomentuję....

Prawie....

Autor po osiągnięciu limitu po prostu NIE MUSI dalej lowić. Może oddać się genezie swego nicka
Gratuluje koledze wyprawy i bardzo ładnie napisanego artykułu. Osobiście tylko raz byłem w Darłówku ale również mój rejs uznaję za bardzo udany. Zainteresowanym podaję adres strony na której umieściłem krótki filmik (niedługo pojawią się kolejne), ze swojej wyprawy.
Podobnie jak i u kolegi ryby wielkie nie były ale za to ilością nadrabnialiśmy jakość. Krótko mówiąc zabawa przednia. Pozdrawiam wszystkich wędkarzy oto wpomniany adres:
http://www.youtube.com/watch?v=bH-BljkK5MY
JA WSZYSTKO ROZUMIEM I SAM ŻAŁUJE ŻE NIE MOŻNA TYCH DORSZY WYPUŚCIĆ DO WODY JAK SIĘŁAPIE POWYŻEJ 20M, ALE JAK KTOŚ JEDZIE PRZEZ PÓŁ POLSKI RAZ NA 3-4 MIESIĄCE NAD MORZE (TAK JAK JA) NO TO WIADOMO ŻE SIĘ NIE POPRZESTANIE NA 7 SZTUKACH :roll
@Rudy79: Co wiadomo ??? Uczciwy wędkarz nawet pomyśli o zabieraniu nadkompletu. Pomyśl chwilę nad tym, co napisałeś...
Nad Zalew Zemborzycki w Lublinie mam ze 4 km. Zaglądam tam nie częściej niż raz na rok. To znaczy, że jak już jestem, to mam zabrać wszystko co uda mi się złowić, choćby limity były 10 krotnie przekroczone?
Pochyl się nad swoją wypowiedzią i wal w piersi....
Gratuluję Johnyemu udanej wyprawy na Gacku, byłem po raz drugi na tej jednostce 24.11.2006 w piątek, choć ryba nie brała (złowiłem 3 dorsze) to i tak z całości wyprawy jestem zadowolony. na koniec rejsu zaskoczony byłem przeprosinami szypra i armatora za uzyskane przez wędakrzy mizerne wyniki. Pozdro dla wszystkich morskich !!!
Witam.
Dzięki \"Puchacz\" i podziękowania dla wszystkim prawdziwych wędkarzy!
Artykuł, który napisałem podyktowany był właśnie podejściem do klienta szypra jednostki ( wygoda, kultura i szacunek do klienta) - to co napisałeś po części potwierdza moje zdanie. Oczywiście w/w atrykuł jest skierowany do określonej grupy odbiorców nie do pseudo \"akwarystów\" :? , teoretyków itd. Cieszę się że masz podobne zdanie i mam nadzieję, iż następnym razem wytargasz co najmniej 3 szt. ( a może i więcej) ale każdy powyżej 5kg.
Pozdrawiam i jeszcze raz thx. :eek :zzz
:)
Do Jonnego: mam teraz termin na 9 grudnia w Kołobrzegu na Poszukiwacza, jak wypłyne to napiszę jak było, tylko żeby pogoda dopisała !!! :?
Witam.
Mój następny rejs to Bornholm. Liczę na udaną wyprawę ( na dużych głębokościach) lecz najprawdopodobniej moja kariera sprawozdawcy wędkarskiego skończyła się na tym artykule. Jak mam pod swoimi wyprawami czytać uwagi i bolączki wędkarzy teoretyków to mi się odechciewa. Nie chciałem personalnie nikogo obrazić i chyba się udało :P
Sądzę że w oczekiwaniu na swoje wymarzone wyprawy chętnie się czyta takie artykuły, które regulują poziom adrenaliny oraz powodują jeszcze większy dreszcz emocji. ( sam je czytam z przyjemnością)
Cóż pisać o Bornholmie - lepiej nie jeszcze by co niektórzy zawału dostali jak bym napisał że złapaliśmy 50 szt. na głowę w ciągi 1 dnia ( i karmiliśmy mewy )- tym razem nie będą to wody terytorialne RP a ryby niby te same
Już dziękowałem za gratulacje ale czynie to jeszcze raz. WIELKIE DZIĘKI – no i połamaniaaa
:P
Puchacz - \"Poszukiwacz\" - tam padają rekordy! - powodzenia
@JonnyWalker: Twój sarkastyczny komentarz jest tu nie na miejscu... Łowienie ryb to nie tylko ich holowanie i emocje z tym związane, lecz także fakt, że będziesz mógł się cieszyć tym faktem latami! Jeszcze trochę przy takim podejściu, a dwukilowego bolka będziesz traktował jako okaz! Ale o czym ja mówię :( ... W końcu to ja jestem tylko jakimś nickiem w necie :( ...
do Jonnego byłem na Bornholmie w lipcu tego roku, nałowiłem sie że ho ho, pierwszy dzień największy 7,5, drugi dzień tylko szóstka, ale pociągnij sobie takiego z 90-100m to zobaczysz o co chodzi, co do Poszukiwacza i to byłem w 13 maja tego roku i rewelacja, ale jak byłem w lutym na Nurku to spotkaliśmy sie z Poszukiwaczem który wracał z Bornholomu i widziałem 2x24 kilo, normalnie potwory !!!
:) Puchacz - możesz podać mi jakieś namiary na siebie? Może zgadamy się na wspólny wypad? Bywa że mamy miejsce w skłądzie! Co do Bornholmu to liczę na potwory z 80-100 m - oj będzie się działo. Pozdrawiam 8)
napisz do mnie na gregor73@o2.pl i podaj swój telefon to oddzwonię, pozdro
Jonny zajrzyj na prywatne, parę słów o moim ostanim rejsie