Jest sobota 1 kwietnia, czyli Prima Aprilis. I taki urządziła nam pogoda – wieje jak smok, a miała być trójka. Stoimy na pokładzie nowego we Władysławowie kutra, który zwie się Theodora.

Załapaliśmy się na niego zupełnie przypadkowo, bo zacząłem szukać trzech miejsc cztery dni wcześniej. Telefony do Darłowa i Łeby nie dały rezultatów, a poza tym nie mam dobrych namiarów, bo kilkanaście wypraw zaczynałem zawsze we Władku. No to próbuję do Władka. Na Normandie, Stolema i Wła 67 nie ma szans, do p. L. Wiśniewskiego nawet nie próbuję. Mój ulubiony Wła 26 remontowany, dzwonię na Gdy 140, choć nie mam do niego przekonania – nie wychodzi w morze. Wreszcie w internecie znajduję jeszcze jeden telefon, w którym słowa armatora brzmią jak najlepsza pieśń – tak możecie przyjechać.

No i stoimy na pokładzie dużego drewnianego kutra. Cały czas jesteśmy lekko napięci, bo wieje - to raz, to jest pierwszy lub jeden z pierwszych rejsów tego kutra z wędkarzami – to dwa, no i końcu jaki szyper? – to trzy .

Hurra!! Szypra już znamy - wiele razy z nim pływaliśmy i się nie zawiedliśmy. Dobra nasza. Ale, ale coś mało nas jest, raptem dziewięć osób plus załoga, a pełna obsada wg info na stronie internetowej to do 30 wędkarzy. Schodzi do nas szyper i pyta się, czy chcemy płynąć, bo fala będzie paskudna. JASNE, ŻE CHCEMY !!! Choć ja lekko zwątpiłem, bo mój błędnik zaczyna głupieć przy falowaniu. Ale nie po to jechałem przez pół Polski, żeby patrzeć z falochronu, jak inni odpływają.

Jeszcze stoimy w porcie – zaczynamy zwiedzać kuter. Pod pokładem spora mesa, można się schować, ale to nie dla mnie, ja muszę kontrolować horyzont. Natomiast na pokładzie nie ma żadnej ławki. Chcę zrobić parę zdjęć, ale aparat już w porcie chyba dostał „choroby morskiej” i strajkuje. Nooo tak, baterie do kitu. Wreszcie wypływamy, mijamy główki portu – skręt w lewo, a za chwilę wracamy do portu. Konsternacja, ale okazuje się, że zabieramy jeszcze kilku wędkarzy, którzy nie dostali się na inne kutry. Tak czasami bywa, jak się jedzie na „dziko”. Ponownie wychodzimy w morze.

Za Rozewiem rozbryzgi fal zaczynają przelatywać nad pokładem. Trzeba się schować; najlepiej za nadbudówką na rufie. Tutaj jest problem, bo miejsca mało, a poza tym rurki do mocowania wędek skierowane są pod kątem do środka statku, przez co haki przywieszek lub pilkerów co rusz łapią przechodzących za kurtki. Mimo to ponad godzina dojścia do łowiska mija szybko. Silnik zmienia obroty, no, zaczyna się cos dziać.

Kuter myszkuje i po chwili robi nawrót i staje bokiem do wiatru. Pierwszy dzwonek, pilkery poooszły, lekko białe twarze niektórych wędkarzy zaczynają wracać do normalnej barwy. Pierwszy najazd bez brania. Drugi najazd i czuję uderzenie, zacinam i siedzi – niewielki dorsz ląduje na pokładzie. Pozostali bez brania, więc płyniemy na inne łowisko. Po drodze wyprzedza nas Nereida – idzie jak burza. Jeszcze kilka minut i ustawiamy się na nowym łowisku. Dzwonek i zaczyna się. Stoję z kolegą na rufie i zaczynamy rzucać na zawietrzną. Dojście pilkera do dna, ściągamy linkę prowadząc skokami przynętę i uderzenie – zacięcie – siedzą. Wyciągamy dorsze na pokład, kolega ma dubleta. Załoganci już są przy nas i pomagają wypiąć ryby. Brania są głównie na przywieszki - czerwone „papryczki”. Kto ma założone te przynęty, co chwila wyciąga ryby. Próbuję założyć na kotwicę pilkera czerwoną ośmiorniczkę. Po kilku próbach bierze trochę większy od innych dorsz. Nie zauważamy nawet, że fala się uspokoiła, wiatr przycichł, a za chwilę zmienił kierunek. Z kolejnymi napłynięciami brania są coraz rzadsze. Dotychczas łowiliśmy na 30 - 40 m. Szyper informuje nas, że płyniemy na 70 metrów i tam kończymy wędkowanie. Dwa najazdy i bez ryby. Trzy dzwonki koniec łowienia. Wracamy do portu. Załoga sprawnie patroszy ryby, filetowanie dla tych, którzy sobie życzą.

Na koniec kilka słów podsumowania. Kuter jest duży, czysty i stosunkowo cichy (cichy to chyba zasługa drewnianego kadłuba). Załoga bardzo sympatyczna. Pod pokładem dużo miejsca w mesie. To plusy. Minusy to: mocowanie wędek – dotyczy to głównie rufy (wędki pochylone do środka kutra), na pokładzie brak ławek do siedzenia i położenia plecaków i skrzynek z akcesoriami. Jak się nie przywiąże, to przy dużej fali wszystko lata po kutrze. Ogólne wrażenie po pierwszym rejsie – pozytywne, zwłaszcza, że było to, o co wszystkim wędkarzom chodzi – łowienie ryb.

paproch

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Mozesz podać namiary na tę stronę internetową???
A swoja drogą - chociaż bez zdjęć - to całkiem fajna relacja...
Świetna relacja. Trzeba chyba zaliczyć Theodorę:)
Plywalem Theodorą dzień wczesniej w piątek.Kuter rzeczywiscie bardzo wygodny , duzo miejsca, stabilny . Mam nawet kilka zdjatek z pokładu.Rybek tez nie połapalismy, chociaz na 80 m mialem diabla ktorego nie moglem uniesc z dna, niestety spiąl się.Mielismy nawet zostac na sobotę jednak pewna sprawa przewazyła na nie.Nie chce teraz o ty pisac bo dowiedzielismy sie\\ o tym nieoficjalnie.Kuter z tym szyprem nie wiadomo jak długo popływa bo szyper na stałe pływa na innym obecnie remontowanym.Jezeli armator Tehodory zatrudni dobrego szypra to jednostka bardzo godna uwagi.Może jedynie ilość wędkarzy ktorzy mogą jednoczesnie popłynąć nie nastraja optymistycznie.pozdrawiam wszystkich zarażonych dorszowaniem i zazdroszczę grupie jadącej na Lofoty oj jak zazdroszczę.Za pózno o was przeczytałem bo kto wie??
Nereida przeszła obok jak burza, o to, to!a jak połowiło się im?, bo ja 13-14 kwietnia właśnie u Leszeczka będę zapuszczał \"robaka\"?
Ty byłeś w sobote we Władku a ja w niedzielę w Darłówku. Było super i podobnie jak ty też mi aparat odmówił posluszeństwa.
pozdrawiam wszystkich wilków
:grin :) :grin
Ty byłeś w sobote we Władku a ja w niedzielę w Darłówku. Było super i podobnie jak ty też mi aparat odmówił posluszeństwa.
pozdrawiam wszystkich wilków

A gdzie relacja? :?
przyszłość Theodory zależy od dobrego szypra bo obecny, jak słusznie twierdzi picker,na tym kutrze jest tylko doraźnie ( na czas remontu Wła 26). Bardzo cenię sobie p. Piotra i uważam ze jest to jeden z najlepszych jeżeli nie najlepszy szyper we Władku.Armator Theodory ma jeszcze kuter Wła44 mały 12 osobowy na którym podobno też nieżłe wyniki osiąga.Ale ja na nim nie pływałem,
Piotrek to gość ok.fakt kilka razy z nimi pływałem ,Mietek też spoko(wspólnik Piotrka)u niego sypiałem.to teraz Wła 26 odmłodnieje hehe
Trzeba chyba zaliczyć Theodorę

No niech się tylko Kaska dowie, to tylko odkurzacz i szmaty do podłogi zaliczał bedziesz :)
strona http://www.wla44.koti.pl/ to strona o Theodorze. sorry ze nie podałem wcześniej.
Niestety Theodora się popsuła ( a taka ładna była - szwedzka :grin )tym razem sprzęgło .
. Niestety remont Wła-26 przeciągnie się przynajniej do poołowy maja . Chciało by się popłynąc tylko kurde nie ma z kim we Władysławowie a z Łeby wyleczyłem się raz na całe życie po pierwszym rejsie . Pozdrawiam wszytkich zakręconych na punkcie morza .
Ile u was kosztuje taka wycieczka?
Ceny rejsów wahają się w granicach 120 - 150 PLN za 8 godzinny wypadzik.
Gratulacje z powodu ciekawej opowieści o dorszowaniu. fajnie poczytac cos nowego o morzu i rybach. Pozostaje tylko liczyc ze w koncu sie Władysławowo rozkręci i rozwinie wędkarsko bo ostatnio cięzko tam o miejsca na jednostkach i spokojne poławianie ryb. Moze konkurencja spowoduje spadek cen bo 150 za rejs to juz zbytnia komercja!
Mnie rowniez udalo sie znalezc miejsca tylko na Theodorze mimo ze szukalem na ponad 2 tygodnie przed wyprawa. Mam zarezerwowane miejscowki na 21.04 wiec jak wroce i znajde chwile natchnienia to moze skrobne slowo o wyprawie i wrazeniach.
Mam tez pytanko do autora relacji. Czy podana cena to cala oplata czy trzeba dokladac za cos tam cos tam i cena rosnie?
na Theodorze tak jak na Wla 26 cena za rejs dotychczas wynosila 120 zl.osobna oplata za wypozyczenie wedek.przepraszam za pisownie ale jestem obecnie w UK i tutaj komp nie uznaje liter polskich. Pozdrawiam
12 maja jadę na Theodorę zobaczymy co to za łajba ostatnio o niej głośno sie robi :) .Może ktoś był ostatnio??
29 kwietnia zaliczylismy denege ale ryba kiepsko , praktycznie zero naplyniec na rybe same pojedyncze sztuki.szyper z wla 40.lowiska 70 i 80 metrow. ryba rejsu to 3,7 kg. o reszcie nawet nie warto wspominac bo mialy tak po 40 cm. lacznie ok. 30 sztuk na 20 osob.
a czy wszystkie kutry tak słabo wypadły??
ciezko cos powiedziec na temat innych kutrów bo wyszły daleko w morze, za strefe i późno wracały ale np. kejb nie miał tego dnia zadnej ryby. nikt przez radio sie nie chwalił bo ryby były pojedyncze, Szyper juz zaraz po starcie z portu powiedział ze z ryba jest słabo i zeby nie nastawiac sie na jakies wielkie połowy.
3-go maja brania słabe (dorsze zniknęły ?) Pojedyńcze brania głównie na pilkery. Największa ryba na kutrze to 2,10 kg chyba każdy miał przynajmniej po jednym. Pogoda była idealna.
Theodora to duży kuter, świetna obsługa.
Na miejscu mogliśmy zjeść zupkę rybną, a także złowione dorsze (bo do domu nie było co zabierać).