Szykowną kobietę ponoć poznaje się po torebce, jaką nosi. Szanujący się wędkarz dodaje sobie blichtru zakładając kapelusz Stetsona i wyrusza na połów dorszy. Nie chodzi mi o tanią sensację ale o prawdę, za którą niemal codziennie wielu naiwnych płaci wcale nie małe pieniądze. Piszę, moim zdaniem w stylu asertorycznym, by pokazać, jakie nieprawidłowości istnieją wśród armatorów. Zło, które powinno zostać wyeliminowane.

Ze stajni Neptuna.

W porcie Łeba cumuje 12 kutrów motorowych, w tym dwa sezonowe, oferujących wyprawy wędkarskie w morze. Jednym z nich jest “Dr. Słowik”.

Co zawiera oferta armatora-przewoźnika? Oto podstawowe informacje które w ofercie reklamowej zawarł armator “Dr. Słowika”:
Komfortowy pobyt na okręcie (pełne wyżywienie, wypożyczenie sprzętu, miła załoga, WC, messa, kuchnia), -Bezpieczny i owocny pobyt na wodzie (doświadczona załoga, nauka metod wędkarskich, duży okręt, Duża, wygodna jednostka zabierająca na pokład 25 wędkarzy z portu Łeba, zapewniająca dużo swobody na pokładzie...Zapewniamy nocleg oraz sprzęt wędkarski, także nauczymy wędkować. Miła obsługa na jednostce poda kawę i herbatę oraz przygotuje posiłek. Zapraszamy stałych bywalców oraz nowicjuszy. Każdy coś złowi oraz wypocznie.

Jakie są obowiązki i prawa oferenta? Jakie prawa i obowiązki ma wędkarz uczestnik rejsu na dorsze? Czy uczestnicy wyprawy są na kutrze ubezpieczeni od nieszczęśliwego wypadku? Zapewne nie zastanawiałeś się nad tym, a szkoda. Oj, szkoda! Dla Ciebie ważne jest, by być na wyprawie i opowiadać o sukcesach w morzu. Reszta nie jest przedmiotem rozważań. Wie o tym doskonale armator kutra “Dr. Słowik”. Oto pełna relacja z rejsu dnia 2 września 2005 r.

Podczas wcześniejszego emailowego umawiania się na rejs na 2 września, czyli rezerwacji miejsca, zostaje podana wersja, że wypływamy poza strefę wody krajowej.

Telefonicznie, w przeddzień wyprawy, kapitan jachtu potwierdza, że wypłyniemy poza strefę wód przybrzeżnych, czyli rejon wód Polskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej i należy posiadać nowy dowód osobisty lub paszport, gdyż będzie odprawa graniczna przez funkcjonariuszy Straży Granicznej w Łebie. Jacht ma odpłynąć o godzinie 5.30. Miejsce cumowania: keja przy hotelu “Gołąbek”.

Kuter “Dr. Słowik” w ofercie ma 25 stanowisk wędkarskich. Oznakowanie stanowiska polega na przymocowaniu uchwytu (stojaka na wędkę) na relingu. Część stanowisk jest na górnym pokładzie w strefie dziobowej kutra.

Armator i załoga wkraczają na pokład o godzinie 5.15. Uczestnicy wyprawy pozajmowali już miejsca. Na śródokręciu odległość miedzy uchwytami, czyli rozstaw stanowisk dorszowców w kilku miejscach wynosi 80 cm. Później, najczęściej w tych rejonach, dochodzi na wskutek zagęszczenia do zaplątania pilkerów w toni morskiej.

Silnik zaskakuje i armator oznajmia, że zostaniemy w strefie wody przybrzeżnej, do 12 Mm od linii brzegowej, co oznacza, że nie będzie zaplanowanej odprawy granicznej, gdyż ryba jest niżej. Miejsca są zajmowane według imperatywu - kto pierwszy ten lepszy. Ale płaci, bez wyjątku za zajęte miejsce, każdy tyle, ile jest ustalone przy rezerwacji. W tym konkretnym przypadku 100 zł/8 godzinny rejs.

Dziobem na wiatr - dupą do klienta.

Kuter MY “Dr. Słowik” pływa z szybkością 6 węzłów (węzeł to 1Mm/godzinę). Rejs na dorsza to:
a - dopłyniecie do miejscówek znanych tylko kapitanowi jachtu. Tym razem płyniemy na pierwszą miejscówkę godzinę i 40 minut.
b - zatrzymanie kutra i próba łowienia dorszy przez uczestników wyprawy;
c - ciągłe zmiany miejscówek, ponowne próby łowienia i wreszcie
d - powrót do miejsca kotwiczenia czyli do Łeby

Stan morza 2-3, mamy drobną falę o gładkich grzbietach i pilkery poszły w toń. Za sterem “Dr. Słowika” mężczyzna przystojny, szpakowaty, o orlim nosie i bujnej czuprynie. Stajemy, a raczej szpakowaty Zenek ustawia kuter na znosie, czyli kuter ma dryf ...Ale co u licha. Wiatr jest od dziobu!

Kuter jest znoszony rufą w tył! Sygnał do łowienia. Niemal natychmiast wszystkie pilkery poszły za burty i zostały ...poplątane. Wypadek przy pracy? Czy robienie nas w głupa? Uczestnicy są oburzeni, głosy protestu w kierunku armatora. Zenek ripostuje: Dlatego tak stanąłem, bo jest dobry zapis na echosondzie. Klnie ten i ów. Po prawej i lewej burcie. Co mi po zapisie, skoro ja mam poplątane i nie mogę łowić. Jest pierwsze starcie uczestników dorszowej wyprawy z usługodawcą.

Kolejne wystawianie pupą do wiatru

Senior Słowik oznajmia, że jest wyraźny zapis - jest gruby dorsz. Wypuszczam na zawietrzną swój niezawodny pilker typu stukacz i ... przymurował. Jest pierwszy dorsz na kutrze. Pozostali z tego najazdu nawet bolka na mają. Ciągle jest nadzieja. Po kolejnym najeździe bez ryby, przewodnik grupy z Bydgoszczy oznajmia: Jeżeli w następnym najeździe nie będziemy mieli ryby, nie zapłacę za rejs. Ja trzymam kasę swojej grupy i uważam, że postepowanie jest nie fair ze strony armatora.

Armator oznajmia: Zapis na echosondzie jest wyraźny. Widocznie ryba nie żeruje. A może uczestnicy nie posiadają odpowiedniej wiedzy w łowieniu w morzu? Kolejna zmiana miejsca. Przed nami w odległości około 60 metrów kuter “Wędkarz Morski”. Widzimy na nim wyginające się wędki i holowane ryby. Nasz Zenek, stojący za sterem, wykonuje stosowny manewr i staje lewą burtą do wiatru. Ale tak, że nasz kuter jest niemal równolegle z “Wędkarzem Morskim” i dryfuje jego śladem. W tym momencie ja uznaję, że to wyraźne kpiny. Kpiny ze strony armatora i prowadzącego. Przecież “Wędkarz Morski” przed nami dokładnie pustoszy łowisko. Autentycznie, oni tam mają brania, a na “Dr. Słowiku” w dalszym ciągu skrzynki są puste. My poruszamy się dryfem po szlaku “Wędkarza Morskiego”. (Strzałki na rysunku wskazują kierunek dryfu).

Tamci już pilkerami przeczesali, co było do odłowienia i ciągle wpływają w nową strefę.

Napływaj i łów sieci.

Próby wymuszenia na załodze “Dr. Słowika” innej formy szukania ryby są przyjęte oznajmieniem: Przecież my nigdzie nie gwarantujemy, że będą dorsze. Po jednej lub dwie sztuki jeszcze złowicie. My oferujemy rejs bez gwarancji nałowienia pełnych skrzynek ryb. A poza tym ciągle jest zapis na echosondzie.

Prowadzący grupę z Bydgoszczy naradza się z uczestnikami i dochodzi do wniosku, że rzeczywiście, nie ma takiej umowy, że armator zapewnia złowienie ryb. Ale zapłaty za byle jakie pływanie nie dokona. Atmosfera na kutrze jest bardzo napięta, by nie użyć określenia wybuchowa. W skrzynkach na rufie po dwa bolki, inne skrzynki puste. A armator ciągle zapewnia, że zapis na echosondzie jest wyraźny.

Kolejne zatrzymanie. Natychmiast pilkery poszły w toń i wędziska wyginają się. Wyostrzam wszystkie swoje zmysły i w tym czasie jakiś duszek (a może sam Neptun, tam z głębokości 23 metrów) ostrzega mnie, bym nie opuszczał “stukacza”. Okazuje się, że pilkery trafiły w sieci. Zenek wpłynął, pomimo wyraźnego oznakowania, w strefę sieci rybackich. Kilku wędkarzy zamiast holu dorszy urywa pilkery na zaczepie.

Uważam, że po 15 września podobne manewry będą się zdarzały częściej, gdyż rybacy po tym terminie wyjdą z sieciami na dorsza w morze. Przekleństwa z rufy, przekleństwa z dziobu i śródokręcia, takie i inne soczyste „wyrazy” wydobywają się z ust uczestników wyprawy dorszowej tego dnia. Powrót trwa godzinę i 30 min. W skrzynkach po dwa, trzy bolki.

Refleksja.

Czy pływanie kutrem 3 godziny (tam i powrót) powinno być zaliczane do wyprawy dorszowej w ramach 100 PLN? Znam innych armatorów, którzy za 110 PLN dają rejs 12 godzin. Czyli ponad 8 godzin samego pilkerowania. Gdyby przewoźnik zawierał umowę, w której byłby zapis o złowieniu np.: 5 czy 7 dorszy przez każdego uczestnika? Co by było, gdyby było? A co nie jest nie pisze się w rejestr! Czy w tym konkretnym przypadku można złożyć skargę do Federacji Konsumentów na takie, jak opisałem, realizowanie wyprawy? Czy ja mam takie prawo zagwarantowane w umowie czarterowej na dorsza?

Otóż, śmiem twierdzić, że NIE. Jeżeli jestem w błędzie, bardzo proszę o wyprowadzenie mnie z niego. Wiem natomiast, że armatorzy mają doskonałą o tym wiedzę i drą kasę z pragnących dodać sobie blichtru szczurów lądowych. Umowa ustna, najczęściej telefoniczna, nie zapewnia złowienia ryby. To wyprawa wędkarska w morze. Odnośnie wyraźnego zapisu na echosondzie - znane są przypadki, że we Władysławowie zapis był symulowany z dyskietki lub dysku twardego laptopa.

Reasumpcja.

W tym roku obchodzę ćwierć wieku pilkerowania. Wyprawy na dorsza rozpocząłem w roku 80. ubiegłego wieku. Trzykrotnie dane mi było zostać wicemistrzem Polski w Wędkarstwie Morskim. Dla uczczenia tego jubileuszu w tym roku odbyłem dokładnie 25 wypraw kutrami na dorsza z portu Łeba. Wyprawę na M/Y ”Dr. Słowik”, którą opisałem, zaliczam do najbardziej kretyńskiego traktowania ludzi z lądu. Nikt nie zaproponował nawet herbaty czy kawy! Nie było minuty nauki wędkowania, co proponują w swojej reklamówce. Na moją prośbę, moja kawa “3 w jednym” została zalana ciepłą wodą w brudnym kubku.

W kilka dni później, a dokładnie 7.09 z kilkoma uczestnikami z tej wyprawy spotkałem się na kolejnym rejsie dorszowym na pokładzie “Wędkarza Morskiego”. Byli zachwyceni z bytności na tym kutrze i nie chcieli wracać wspomnieniami do przykrych faktów wyprawy z dnia 2 września 2005 z “Dr. Słowikiem”. I jeszcze jedno. Otóż ostatnio kilku armatorów z Łeby oferuje rejsy poza strefę wód przybrzeżnych, poza 12 Mm. Wówczas odprawa graniczna niejednokrotnie trwa 45 minut. Znam to z autopsji. Czas odprawy granicznej wliczony jest w rejs. Czyli uczestnik wyprawy płaci za czynności kontrolne funkcjonariuszy Straży Granicznej wykonywane na postoju w kanale portowym. Jeżeli doliczyć czas na płynięcie tam i powrót, zmiany miejscówek, to samo właściwe łowienie czasem trwa 2 - 3 godzin. Za jedyna 100 PLN. Bez gwarancji złowienia dorszy.

Puknij się zatem w czółko zanim nałożysz kapelusz Stetsona i zaokrętujesz się na morską wędkarską wyprawę po dorsze.

Przestrzega
remiesz

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

No cóż. Po pierwsze gratuluję Antoni wytrwałości w mortskich połowach i tak pięknego jubileuszu. Życzę kolejnych wielu lat pływania w morze, na kutrach lepszych niż owa opisana \"doktorkowa ptaszyna\". Na dorsze jeżdżę zaledwie 3 sezon i również, wraz z kolegami z WCWI trafiliśmy na takie \"ptaszki\". Opisane są te przygody na portalu. Ostatnio padł pomysł na stworzenie sty armatorów naciągaczy. To kolejna pozycja w spisie liczącym już kilka jednostek.
Oby tacy szyprowie nie mieli co do garnka włożyć!
Jeszcze raz gratulacje jubileuszowe:)
Niestety, takie \"rejsy\" zdarzają się dość często. Każdy kto choć kilka razy pływał na dorsze, mógłby przytoczyć podobne przykłady pseudo kapitanów, którzy pojęcie o pływaniu za dorszem mają dość mgliste. Co prawda tylko raz, ale jednak zdarzyło mi się nie złowić ani jednej ryby podczas pewnej wyprawy. Niestety.
Tak bywa w połowach morskich raz z rybą raz z wędką. W tym roku okrętowałem się na Wędkarzu Morskim w dniu 15.08 - pierwszy dzień po sztormach. Kutry wyszły w morze na wyścigi a my spokojnie i powolutku na przybrzeżne miejscówki. Zważywszy że nie było pełnej obsady na kutrze nie ma co się dziwić. Na 14 \"nowicjuszy\" zaokrętowanych, złaknionych spotkania z rybą padł 1 dorszyk - brzuszak :grin. Humor podtrzymywał tylko nasłuch radia, bowiem na innych kutrach też była lipa. W pewnym momoncie sam kampitan chwycił za wędkę by nam pokazać jak się łapie i zrezygnował po 2h machania kijem.
PS. Pożytek - wiem gdzie P. Antoni złapał na wraku ładnego dorsza, dzięki uprzejmości kapitana - (GPS pamięta cały rejs). Dystans - sprzedawca w sklepie wędkarskim w Łebie po powrocie z wyprawy skwitował a któż to wybiera się w morze bezpośrednio po sztormie - wtedy ryba nie żeruje - mój błąd. Tego dnia połapali tylko na ŁEB-23 ale o ile się nie mylę to oni mieli kontrolę po powrocie do portu bo przekroczyli Polską strefę bez odprawy granicznej. Pozdrawiam wszystkich spragnionych dorszy !!!
Następnym \"podstępkiem\" jest podwyższanie opłaty już po rejsie ze względu na \"długie szukanie ryb i napływanie\" albo coś bardziej bzdurnego. Dwa razy spotkałam się już z takim przypadkiem. Skandal.
A może by tak zacząć promować tych uczciwych i ganić nieuków i naciągaczy? Proponował bym (to do adminów) stworzyć odnośnik na stronie głównej do takiego rankingu! Myślę że nie jeden by z tego skorzystał a my nie bylibyśmy skazani na wyprawy w ciemno!
Antoni, witaj w klubie \"naciagnietych\". I sprawdza sie przyslowie, ze czlowiek uczy sie na WLASNYCH bledach. Dlaczego nie wybrales sprawdzonej jednostki ?? Chyba wiesz, ze im ktos sie bardziej reklamuje tym wieksza mozliwosc wpadki.
Popieram Wolffa. Admini !!!!! W zwiazku z tym, ze wedkarstwo morskie rozwija sie coraz bardziej, zrobcie odnosnik np. kutry ok i kutry do d... :upset
Sorry dla postulantów od adminów...
Jest dział morski? Jest. Można napisać recenzje, np. pod tytułem *Łeb 2111 do dupy* albo *Koł 2143 SUPER-HIPER*? Można. Maciek Poskoczym jest administratorem także. Może prowadzić artykuł zbiorczy, do którego będzie dopisywać kutry złe i kutry dobre.

W chwili obecnej czas kradną sobie i rodzinom jedynie TJ, Argrabi, Modzel i ja. Reszta twórców nowego WCWI jest zmęczona. I ma prawo.

Ja chętnie wpuszczę do administracji ludzi, którym chce się cośkolwiek zrobić, choćby to była sprawa malusieńka. Wilki morskie chcą coś mieć, niech sobie wilki zrobią.
W tym roku byłem raz na dorszach na M/s \"Rybka\".Jeśli chodzi o wyniki, zachowanie załogi(posiłek,herbata/kawa,pomoc), warunki- nie miałem zastrzeżeń. Natomiast całkiem inną sprawą jest zachowanie kolegów po kiju. Rozumiem, że niektórzy mają w domu zołzy zamiast kobiet, ale nie jest to powód by na rybach nawalić sie jak stodoła. Podczas łowienia dostałem dwa razy kijem po plecach od wędkarza łowiącego po przeciwnej burcie- jigował po 8 piwach, o splątanych pilkerach nie wspominam- niektórzy mieli teorię, że biorą jedynie pod łajbą. Lekko wyleczyłem się z rejsów z nieznanym towarzystwem, mimo że ryb się nałowiłem do bólu, to bardziej przypominało to walkę o przetrwanie niż wędkarstwo.
Cytat:
Można napisać recenzje, np. pod tytułem *Łeb 2111 do dupy* albo *Koł 2143 SUPER-HIPER*? Można

Nic dodać, nic ująć... Krótko, i na temat... Duzo pisać nie trzeba. Np. Byłem wtedy i wtedy... i podstawowe zarzuty wobec szypra/załogi/armatora. Lub peany na jego cześć.. Naprawdę kilka zdań wystarczy!!!
Ten komentarz został usunięty przez Administratora
Czyżby to była epidemia szyprowskiej pazerności http://www.vendi.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=5231 :upset
Cytat:
nie jest to powód by na rybach nawalić sie jak stodoła


Jak to?
Wszak:
    trza kontrowac przechyły na falach

    trza na odwagę

    trza dla fantazji

    trza dla wspomnień
...

Inazej się nie liczy...


;) ;)
Dzięki temu ja mam wspomnienia gościa przewalającego się z burty na burtę bo postanowił złapać rzutem bramkarskim dorsza, który spadł mu na pokład; przelatującego obok mnie pilkera i wędki która mało nie obcieła mojego ucha. Przeżycia nieco extremalne.
a widzisz :)
A tak bys nie miał co wspominać :) Tylko ryby, których w hipermarketach do bólu :)
Antoni - a próbowales kiedys na Zatoce Gdanskiej? Koledzy lapia na wrakach, ale czy to jest duzo gorsze lowisko niz morze?
Kuba, uważam, że zbaczasz z głównego traktu.
Gdzie ja nie byłem! Chwali sie ten i ów. Ja i tam i tu nie byłem.
Zawarłem kilka istotnych wątków a nie przechwałek jak to robią inni prezentując swoje \"mordki\".
Bardzo ważnym jest np.: czy wypływająć poza strefę brzegową jesteś ubiezpieczony przez armatora.
Czy nie uważasz, że aktalnie te wyprawy odbywaja sie na wariackich papierach?
Czy Armator zna nazwiska na wypadek nieszczęśliwego zdarzenia. Twierdzę, że NIE ZNA !!!
Np.:Kuter tonie i tonie Franek Kowalski. Czy jego rodzina dostanie odszkodowanie?
Fajnie by było aby armator przed wypłynięciem oświadczał, że wszyscy zostali objęci ubezpieczeniem NW - czasami świstające nad głowami pilkery stanowią realne zagrożenie. Być może doczekamy się tego, ale póki co pod rozwagę autorowi dodam - czy wsiadając do PKP, MPK, taxi jesteśmy objęci takowym ubezpieczeniem (nikt nas o nazwisko nie pyta) ?
Spotkałem się dokładnie z tym samym, o czym mówi Piotrekm. Towarzystwo mocno wstawione, wydzierające na siebie nawzajem i na szypra. Dodatkowo była ze mną moja druga połowa, którą ciągle spotykały wulgarne zaczepki. Niewiele zabrakło, bym z jednym z nich wdał się w małe rękoczyny.

Nie podam portu, ani nazwy kutra, gdyż obecny na rejsie jego właściciel naprawdę był przejęty całą sytuacją i nas przepraszał.

W dodatku były ryby. Tzn, ja połowiłem i jeszcze kilku wędkarzy z prawdziwego zdarzenia. Bo imprezowe towarzystwo wróciło z tego rejsu bez żadnej ryby.

A jak bede znów w tej miejscowości to napewno zdecyduje się na rejs tą samą jednostką.


Marku - ja akurat takich atrakcji nie będę wspominać.
Cytat:
Marku - ja akurat takich atrakcji nie będę wspominać.


:grin a to powyzej to co innego niż wspomnienie? :P
Co do zapewnień o rybach.Coś takiego funkcjonuje
w Ontario dla chetnych do wypłynięcia na kutrze na łososie.Nie jest to prawdziwy kuter rybacki bo takowych tam nie ma,jest to duży jacht przystosowany do wędkowania przez 6-12 osób.Pływa
się do sierpnia bo później(pierwsze solidne deszcze we wrześniu)idzie do rzek na tarło,zreszta do konica lipca-początków siernia łosoś jest pięknie srebrny,później wygląda zdecydowanie gorzej.Ale wracając do rejsów:
koszt był o ile dobrze pamietam 50-60cad$ i szyper gwarantował rybę,jeśli ryby nie było nie brał kasy.Pięknie prawda?Ale nie do końca.Jeśli na 10 czy 12 wędkarzy padł jeden łosos to i tak
zapłacić musieli wszyscy,obiecana ryba była?była.
Więc o co chodzi???
Cytat:
Ale nie do końca.Jeśli na 10 czy 12 wędkarzy padł jeden łosos to i tak
zapłacić musieli wszyscy,obiecana ryba była?była.
Więc o co chodzi???
Sacha czy ten szyper nie był przypadkiem polakiem?? :grin
OD ARMATORA \"O DR SŁOWIK\"



O Pana artykule dowiedsziałem się od klientów podczas rejsu.

Naprawdę jest mi przykro że, rejs na mojej jednostce nie podobał się Pana kolegom. Przyjmuje do wiadomości że, nie wszystkim musi się na niej podobać i mam swoje potknięcia. Taj jak nie kwestionuję \"Wędkarza morskiego\" że, ma wspaniałą załogę i dba o dobre imię.

Tu zaczyna się kwestia że, mnie armatorowi i załodze także na tym zależy.

Co do treści Pana artykułu to twierdzę że, pisząc zapomniał Pan paru epizodów z tego rejsu, napisał Pan nieprawdę, którą spróbuje udowodnić.

Nie mam zamiaru zagłębiać się w arkana wyszukiwania łowisk bo nikt nie wie ile jest w tym metody, a ile \"węchu\" szypra.

Co do procedury wyjścia poza polskie wody terytolialne, to także nie zabiorę głosu co do ich uciążliwości i zasadności.

Każda jednostka wychodząca w morze jest ubezpieczona na kształt AC i OC.



MĘDRZEC I FILOZOF



Opisał się Pan jako doświadczony wędkarz z wieloletnim stażem i udowadniał jak szyper Zenek jest nieudolny. Jeżeli zna Pan osobę, która zapewni że, każdy który weźmie wędkę do ręki złowi 7 przewidzianych w ustawie wymiarowych dorszy -to go od ręki zatrudnię!(jak każdy armator w RP. Na razie muszę zadowolić się Zenkiem- zdobył I miejsce w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski i Pucharze Burmistrza Łeby za najlepsze wyniki-tylko w tylu braliśmy udział. Pływamy od czerwca ubiegłego roku)
Opisał Pan kolejność zajmowania miejsć na jednostce . Proponuję, żeby jak uda się Pan na stosowną do wymagań jednostkęzaproponował Pan kolegom na rufie system losowania miejsc stosowany w zawodach, zapewne dowie się Pan coś o sobie.


SKLEROZA



W opisie rejsu opisał Pan kolegę z Bydgoszczy (mienił się prezesem jakiegoś koła wędkarskiego) wraz z dwoma kompanami na dziobie może i Panem.

Zapomniał Pan opisać, jak jegtomość chodził z butelką wódki i częstował wszystkich włącznie z załogą, w między czasie próbując wszczynać burdy z resztą wędkujących.

Jak złamał szyprowi wędkę i zapomniał przeprosić.

Dopiero groźba odstawienia na strażnicę graniczną uspokoiła go.



2 Z MATMY I FIZYKI



Podał Pan pare danych dotyczących DR SŁOWIK.

0,8m na osobę-

Każda jednostka posiada 2 burty lewą i prawą oraz jakąś szerokość. Jeżeli statek ma 21m długości i 5,5m szerokości, to jak bym nie liczył nie wychodzi mi 0,8m na wędkarza, chyba że to metr bieżący jednostki, a to różnica !!

Opisał pan prędkość z jaką się poruszamy-6 wężłów.

Stanowi dla mnie zagadkę jak Pan to określił \"próbując\" wędkować(kiedyś wrzucało się pływak na dziobie i mierzyłop czas który przebędzi on do rufy), biorąc dokładność Pana obliczen względem obwodu jednostki, śmiem przypuszczać, że dokonał ich Pan plując a następnie mierząc czas przepłynięcia. Dawało by to stosowną tolerancję co do prędkości(GPS wskazuje co innego, pozycję podaje dobrze sprawdzałem na innych jednostkach)

Nasuwa się pytanie:

ILE PANA RODZICE MUSIELIZANIEŚĆ KURCZAKÓW DO SZKOŁY, ABY SKOŃCZYŁ PAN PODSTAWÓWKĘ Z PRZEDMIOTÓW ŚCISŁYCH(talentów literackich nie kwestionuję. Musi Pan pisać świetne horoskopy do tygodników dla pań)



NIEDOUCZONY CZY TANI SKANDALISTA



Całego przebiegu rejsu z przed półtora miesiąca nie pamiętam, więc tymi dwoma najprostrzymi przykładami starałem się udowodnić, że kłamie Pan w swoim felietonie!!

Jako armator jednostki i członek załogi jestem bardzo zdegustowany Pana \"artykułem\"panie Antoni, staram się dbać jak tylko mogę o swoich k,lientów i ciężko pracuję na dobre imię, a nie być tylko \"głośnym\" w swej twórczości literackiej.

Wykazał się Pan talentem rodem z czasopism specjalizujących się w tanich sensacjach.

Określił się Pan doświadczonym wędkarzem, może Pan wyjaśni na łamach felietonów jak się wędkuje,aby zawsze wrócić z pełną torbą ryby (chyba nie oto w tym chodzi).Ciekawe czy posiadacz stawów hodowlanych zagwarantuje 100 procent udanego połowu w wyznaczonym czasie (np. 7szt w wyjeżdzie, z tego co wiem GOSPODARKA PLANOWA NIE ZDAŁA EGZAMINU A WĘDKOWANIE MA DUŻO Z PRZYPADKOWOŚCI)



WHO IS WHO



Zarzucił mi Pan i załodze, że jesteśmy oszustami i co za tym idzie złodziejami.

JA BARTOSZ SŁOWIK ŚMIEM TWIERDZIĆ NA PODSTAWIE PAŃSKIEGO ARTYKUŁU , ŻE JEST PAN PANIE ANTONI REMIESZ \"REMIESZ\",OPRÓCZ TEGO ŻE NIEDOUCZONY Z GEOMETRII I FIZYKI , NIEŻETELNY TO JESZCZE KŁAMCĄ!!

co starałem się udowodniuć na przykładach.

Wbrew Panu powoli, lecz systematyczni zdobywam klientów, co jest naqjlepszym przykładem.





A rejs z 02 09 zapadł mi w pamięć przez Pana \"kolegów\", bardzo odpowiadających opisowi i zachowaniu 2-3 dni wcześniej na jednostce(jakoś później poruszył Pan podobny temat)





PS. Naprawdę ubolewam, że tata niedomył Panu kubka.





Z poważaniem:

złodzieje i oszuści(czt. Załoga DR SŁOWIK)

armator i załogant Bartosz Słowik
Zenon Gackowski
Stanisław Słowik
Zdzzisław Walczak
pytanie tygodnia: jak bronić się przed podrzędnymi felietonistami wędkarzami?
Super, ze mamy wreszcie głos z "drugiej strony barykady". Chociaż forma tej polemiki troszke mnie rozczarowała i domniemuję, ze klientów nie przysporzy. A mozna by było rzetelny tekst opracować i opublikować w formie artykułu. By był wilk syty, i owca cała.. A wedkarze lubiacy łowic dorsze (a jest ich u nas spora gromada) mogliby poznać argumenty strony drugiej.
Bo chyba każda strona zainteresowana jest współpracą.
Bartosz Słowik zwany kiedy indziej Dr ptaszyna na komentarz:
matura z polskiego pisemna 3, ustna istotnie 4
prędkość na przelocie ok 7,5knota
kolega rybak koło mnie pyta się, czy nie widział Pan fali z jednego kierunku niż wiatr
miejsce jest dla wędkujących do okoła jednostki więc po obwodzie(minus ok.3m na przejścia) .
Nie jestem internautą i często jestem na statku do 12 godz.jak jest rejs, więc za błędy przepraszam, kompa używam do grania(rzadko pisze na klawiaturze i używam słownika).
Nie będę wracał do artykułu Pana \"Remiesza\".
A Zenek jest szyprem od około 30 lat, Zdzichu na morzu podobno jest nieoficjalnie od 46 roku, ojciec był rybakiem ale na jeziorze i pływa na wędki w morze jak ja od 2002 roku(byłem tylko między 300 a 600 razy na wędkach na dorszu, więc nie umywam się do pewnych literatów pod względem fachowości i pióra.
Zdarza się że, potrafią być wszystkie jednostki na jednym łowisku oraz są w odległości że można rozmawiać i ogląda się jak inni łowią lub ktoś nas ogląda samemu wymachując tylko wędą.
Co do morskich opowieści to pewnie możemy wszyscy rozmawiać i dyskutować w nieskończoność, a komentuje tylko ze względu na zarzuty, nie z przekory.
Co do gwarancji złowienia, to pan Reniesz porusza temat jak potrafią zachowywać się klienci, czasami jest lepiej kiedy ktoś taki prześpi cały rejs,czasami chorują,czasami ryba naprawdę nie bierze, więc jak mogę dać gwarancję,kolega mówi że, raz wraca z 3 tonami a raz z 200kg ryby.A rekrutom staram się tłumaczyć i pokazywać.
Zapraszam na DR SŁOWIKa aby przekonać się na własnej skórze.
dowidzenia
:grin :grin
To pierwszy przypadek, ze krytykowany armator odpowiedzial nam na forum.
Panie Armatorze Slowika ! Nie widze przeciwwskazan by zaprosil Pan ekipe WCWI na maly wypadzik dorszowy, oczywiscie jak najbardziej odplatnie, bysmy potem nie byli posadzani o \"teksty sponsorowane\". Bedzie wspaniala okazja do weryfikacji zarzutow kol. Antoniego Remiesza.
Odbyłem podobny rejs z trzynastoma kolegami korzystając z usług armatora mającego siedzibę we Władysławowie. Pan Wiśniewski zwany \"Piratem\" kreowany przez wielu na nr.1 w wędkarstwie morskim w pazdzierniku tego roku dostarczył nam takich samych przeżyc na holowniku Neptun jak opisane w tym artykule.Rejs 140,00 dużo pływania , mało wędkowania, szklanki wody nie podali , nie wspominając o kawie , toaleta- zakaz korzystania- lej za burtę, jakieś porady na temat wędkowania ze strony załogi - zero. Nocleg dosłownie w norze na poddaszu gdzie większośc kolegów obijała czoła o sufit i framugi. Na dziesięciu chłopa jeden prysznic. Po prostu koszmar.Po powrocie z pierwszego rejsu około 23 30 dowiadujemy się że Pan armator na drugie wypłynięcie szykuje nam niespodziankę - do już wynajętego przez nas kutra zostanie dokoptowanych sześc osób bo mu się zbiegły terminy :upset Na małym holowniku miało wędkowac 19 osób + 2 osoby załogi które de facto w pierwszym rejsie wędkowały na lepszej burcie. Koszmar tego lata. Naiwniaki z południa przejechały 700 km żeby popłynąc na jeden rejs. Mając rację po naszej stronie na drugi rejs jyż nie połynęliśmy.Człowiek uczy się całe życie. Pozdrawiam.
Byłem wraz z dwoma kolegami na Słowiku na przełomie września i października. Był to nasz pierwszy wypad na dorsze. Złapaliśmy po 4-6 sztuk, więc jak na pierwszy raz całkiem ok. Najlepszy z wędkujących na kutrze złapał coś około 30 sztuk. Mam nadzieję że starania załogi nie były spowodowane tym, że akurat wśród wędkujących był tegoroczny mistrz polski (ponoć). Fakt że nie było herbatek, posiłków i hostess mi akurat nie przeszkadzał. Pojechałem tam żeby złapać bakcyla na wędkowanie w morzu. Niedługo wybieramy się większą grupą, wzmocnioną o doświadczone osoby, także na Słowika. Obicuję zatem podzielić się swoimi odczuciami po drugiej \"wycieczce\" na tej jednostce. Mam nadzieję że odczucia będą pozytywne ;)) :grin
Witam wszystkich weteranów połowu dorsza na wędkę. Jestem jeszcze zielony w tej dziedzinie, pływam dopiero rok na rejsy (w sumie 8 razy w tym roku), ale zaciekawiły mnie opinie o kutrze „ Dr. Słowik”. Byłem na tym kutrze w sumie trzy razy i wybieram się czwarty 12.11.2006.Pływałem wcześniej na innym kutrze z Ustki i raz na innym kutrze z Łeby. To, co podobało mi się na Słowiku to ogrom miejsca, musze przyznać, że jest go na prawdę dużo. Obsługa jest miła, może troszkę za mało interesuje się wędkarzami w czasie rejsu ( mowa o splątaniu, powinni jednak pomagać, bo to my w końcu mamy łowić, nie oni), ale ogólnie jak się nie trafi żaden mruk (malkontent) na pokładzie jest całkiem miło. Co do kawy i herbatki no to faktycznie jest różnie, no, ale jak ktoś chce dobrej kawy to do kawiarni, ja w końcu jadę na ryby takie jest moje zdanie. A co do szypra, napływania itp. No to tak: Jak popłynąłem pierwszy raz Słowikiem to miałem 55, za drugim 12 za trzecim 7. Moja opinia jest taka, że szyper dobrze napływał (sam też łapał, więc mu chyba zależało), a poza tym jak nikt nie łapał to Pan Słowik senior zawsze coś ciągnął, więc śmiem twierdzić, że ryba była tylko nikt jej nie umiał złapać. Obiecuje sobie zawsze, że następnym razem to ja będę lepszy. Zdarzyło się raz, że dopłacaliśmy do rejsu, ale wszyscy się na to zgodzili, bo rejs był przedłużony do 12 h (spytano nas wcześniej o zdanie). Co do lekcji łowienia to fakt, że może powinni powiedzieć jak, na co itd., Bo przecież dłużej tam pływają i znają te wody lepiej, z tym się zgodzę. Nie każdy od razu ma wyrobioną rękę i wie, co i jak. Jedną uwagę, jaką mam to, że powinni troszkę lepiej dbać o klienta (pomóc doradzić w razie czego pokazać, co i jak). Moja ocena w sześciu stopniowej skali to cztery z plusem. Poprawią niektóre rzeczy i może być całkiem dobrze. Ale zobaczymy, co będzie w następnym rejsie, jeśli zeszło na psy to znaczy, że nie robią sobie nic z wędkarzy i część opinii na tym forum to prawda, ale wydaje mi się, że niektóre są jednak lekko przesadzone. A co do ryby to, kto zagwarantuje czy ona będzie czy nie??? Czy będzie brała czy nie???? Przecież nikt nie jest prorokiem. Ale ja jestem i wiem, że ryba na pewno jest w sklepie rybnym i jak będę chciał się jej najeść to sobie ją kupie a jak chce połowić to idę na Słowika. Takie jest moje zdanie i mam nadzieje, że nie będę musiał go zmieniać. Pozdrawiam i życzę taaaaaaaaaakiej ryby. :)
nie jestem wędkarzem z dużym stażem (dopiero dwie wyprawy na dorsze) to nie moge się zgodzić z wersja \"remiesza\" Swoją pierwszą wyprawę miałem z Władysławowa 13.09i kuter piekny i sliczny to miłem tylko 11szt około kilogramowych sztuk. Natomiast druga właśnie na \"Dr.Słowiku\" 24.10 miałem 26około 2kg sztuk. Chyba te wyniki mówia same za siebie i było widac że szyper się stara napływać tak żeby były efekty. Rekordzista 70!!! sztuk. Może szyper wyciągnął wnioski. Tak czy inaczej jutro jadę na Słowika :grin
A czy ty wyciągnąłeś wnioski z naszych dyskusji na forum? Chyba nie... :upset
Stefan - człowiek wniosków nie wyciągnął, bo pewnie nie czytał...

Mark61 jeśli jesteś wędkarzem z niedużym - jak piszesz - stażem, to jest jeszcze szansa na zostanie prawdziwym wędkarzem, czyli - tak jak się jest prawdziwym obywatelem - przestrzegającym prawa. A w nim jest napisane, że dorsz w naszym morzu na limit ilościowy wynoszący 7 szt. Rekordzista jest OK, pod warunkiem, że 63 ryb wypuścił, jeśli nie... te wykrzykniki, które wstawiłeś przydadzą się aby napisać, rekordzista do pudła!!! Pozostali, łącznie z Tobą mam nadzieję, tym kilku rybom, złowionym ponad limit wolność zwrócili?