Jesteśmy umówieni na sobotę, na siódmą rano. Wieczorem nie mogę zasnąć, znowu mam to uczucie – podniecenie, niepewność, nadzieja na spotkanie z wielką rybą. Przed oczami mam setki zdjęć troci i łososi złowionych w pomorskich rzekach, zdjęć z czasopism wędkarskich, które przeglądałem przed snem. Dawno już nie byłem tak przejęty wyprawą na ryby, ale był tego powód – wyprawa nad nieznaną rzekę, na nieznaną rybę. Mnóstwo pytań wciska się do głowy: Czy wędka będzie dobra? Czy nie za delikatna? Czy nie za krótka? Czy woblerki i inne przynęty sprawdzą się? I w końcu, czy uda się coś złapać? Jak będzie wyglądać ta rzeka? Jak ...?

6:00 - budzik oznajmia pobudkę. Zrywam się na równe nogi. Szybka toaleta, ubieranko, herbata do termosu, termos do plecaka, plecak i wędka w dłoń i w drogę. Jestem trochę za wcześnie, Artura jeszcze nie ma, ale punktualnie o 7:00 melduje się przy samochodzie. Pakujemy jego sprzęt i w drogę. Po około 30 minutach jesteśmy na miejscu. Rozpoczynamy przygotowanie sprzętu. Wciskający się pod kurtki zimny i przenikliwy wiatr nie nastraja optymistycznie, ale nie zrażeni tym faktem mocniej naciskamy czapki na uszy i zgrabiałymi palcami uzbrajamy wędki. Zaparkowaliśmy w dole rzeki i idziemy około 2 km w górę, abyśmy potem nie musieli wracać się do samochodu. Droga przez las prowadzi trochę na około, ale inaczej się nie daje. Po około 40 minutowym marszu jesteśmy nad wodą. Już nie jest nam zimno, a wręcz przeciwnie - zaczynamy rozpinać kurtki i zdejmować rękawiczki. Chwila zastanowienia i Artur idzie jakieś 50 metrów w górę, a ja pozostaję w miejscu, gdzie doszliśmy. Krótkie spojrzenie na rzekę.

i zaczynamy łowienie:

Na początek woblerek – podobno to najlepsza przynęta na tą rybkę – 6 cm Gębskiego:

Podparty nieco teorią pierwsze rzuty wykonuję pod przeciwny brzeg i pozwalam woblerowi powoli spływać pod mój brzeg. Powoli także przesuwam się w dół rzeki, aby upatrzony krzaczek znalazł się w moim zasięgu. Przynęta pracuje dość agresywnie, a na moim typowo nietrociowym kijku ( 2,4 m i cw. 8-30 g ) wyczuwam jego pracę wyjątkowo mocno.

Nagle, może w piątym rzucie, czuję zatrzymanie. Zacinam i jest! Czuję miły, pulsujący ciężar na końcu żyłki. Adrenalina skacze i jedna myśl kołacząca się po głowie: nie popełnić jakiegoś głupiego błędu, nie dać się jej spiąć. Hol nie był długi, krótki odjazd w nurt szybko powstrzymany, jeden mały młynek i ryba jest już w zasięgu ręki Artura, który narażając się na kąpiel wszedł w woderach do wody i mocząc przy okazji rękaw kurtki wyrzucił rybę na brzeg. Ryba była słabo zahaczona i gdy tylko znalazła się na trawie wobler wyskoczył z jej pyska.

Jest pierwsza w życiu troć. Jest piękna i wielka jak dla mnie – 55 cm i 1,5 kg:

Sesje fotograficzna była dosyć długa:

Dopiero moje stanowcze: „Nie! Już wystarczy, bo mi ręce zamarzają” przyniosło skutek i przestałem pozować.

Artur jednak nie zamierzał poddać się tak łatwo i strzelał fotki jedna za drugą.

Po dłuższej przerwie, gdy opadły emocje i pozbieraliśmy nasze szpargały, ruszyliśmy dalej w dół rzeki.

Niestety, poza podziwianiem i poznawaniem pięknej rzeki, jaką jest Ina więcej atrakcji nie mieliśmy. Ale ta jedna ryba zaraziła mnie „salmoinozą” i czuję, że tak łatwo nie odpuści. Na koniec muszę dodać, że chociaż w tym dniu Arturowi (Ziucie) nie udało się nic złowić, to Ina była dla niego łaskawa tydzień wcześniej i on na swojej pierwszej trociowej wyprawie mógł pochwalić się pięknym kompletem.

Ina będzie musiała poczekać albo do września, albo do przyszłego roku. Teraz mam zamiar wyruszyć na podbój Regi i Parsęty.

Tekst – artech
Zdjęcia – ziuta

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Piękne, piękne, gratulacje! A to w tym roku było? Może głupio pytam, ale jakoś mało śniegu u Was.
Gratuluję.. I ciągle sie zastanawiam, kiedy i mnie to trafi.. Bo jak na razie dla mnie to \"niezbadane tereny\" mojego wedkarstwa...

TJ - 14 stycznia tego roku kilka minut przed dziewiata rano.. Widać po zdjęciach :)
Domyślam się, ja jestem za linią \"zimowego Maginota\", śniegu po pachy, -12C i inne takie, a płynące rzeki oglądam na zdjęciach :(
Ja również w tym roku byłem pierwszy raz na trociach. Koledzy 3 lata bez ryby stwierdzili, że zgodnie z powszechnie obowiązującym \"prawem frajera\" udało mi się złowić. 64 cm. Coś w tym być musi, bo w ubiegłym roku spotkali prawdziwego trociarza - 14 lat bez ryby. Ja jadę na trocie w 2020r o ile jeszcze będą rzeki, bo ryb i tak się nie spodziewam :)
Szczerze gratuluję Wam obu pierwszych troci. Relacja fajna, a radości i satysfakcji musieliście mieć co nie miara!

Argrabi mnie też jeszcze nie trafiło, ale z drugiej strony na to patrząc, jakbyśmy tak już wszystkiego spróbowali i we wszystkim mieli doświadczenie, to może byłoby nudno, gdzieś skończyłyby się plany i marzenia...
Pogratulować!!! Ja nie miałem szczęścia skosztowania radości z pierwszej życiowej trotki. Moja jedyna jak dotąd wyprawa dostarczyła jedynie ( a może \"aż\")niezapomnianych widoków, krajobrazów i pejzaży jakie zastalismy wraz z kumplami nad Drwęcą. Ale to nic. Pewnie i mnie kiedyś to \"trafi\". Jeszcze raz gratulacje...
Witam i dziękuję wszystkim za gratulacje :grin
TJ, tak te rybki to z tego roku, pierwsze złowione przez Ziutę 7 stycznia a moja 14 stycznia. W Szczecinie wtedy trochę odpuściło ale nie na długo, następna wyprawa na trocie nie odbyła się właśnie z powodu kilkunasto stopniowych mrozów i musieliśmy zamienić spinningi na wędeczki podlodowe :P
brawo artur..grraaaatttuuullllaaaacccjjeeeee:):): takie długie i serdeczne . Ja byłem min z ziuta na inie chyba jakos miesiąc przed twoja wyprwa i nic a artur dzien wczesniej wlasnie ten komplecik na fotkach wyjal gartulacje raz jeszcze i dla ziuty hej
Fajne ryby, fajny reportaż. Pozdrawiam trociarzy- jeszcze nie zarażony cif :grin Trochę ode mnie daleko na pomorskie rzeczki.
Cześć Benek. Nie miesiąc a tydzień wcześniej w niedzielę byliście z Ziutą, Mifkiem i ..... całą ekipą :grin
piękna wyprawa ja byłem narazie tylko dwa razy na trotkach bez kontaktu z rybą :( a swoją pierwszą troć złowiłem w odrze w centrum głogowa zeszłego roku to był kwiecień rybka mierzyła 67 cm wzięła na glooga KALIPSO 6 cm
pewnie tak ciezko mi wstecz precyzyjnie okreslic czas...zbyt szybko uciekaja dnia....sorki )::):) byc moze to był tydzien ot zwykle 7 dni:)): ale rybka cacy):):
Tak ze zdjęć wnioskuję, że trotki zostały skonsumowane, chyba nie przetrzymały tej sesji zdjęciowej?
czesc!mogłbyś podać w jakich okolicach iny to się działo ?
Gratulacje.Ciekawy zbieg okoliczności bo moja pierwsza troć też została złowiona w Inie i na podobny sprzęt,taki sam wobler (4,5cm)
w marcu 2006r koło miejscowości Klępino.