Specjaliści od ich połowów dają rady co do wyboru sprzętu, jaki będzie najodpowiedniejszy do połowu. Pokazywane i opisywane są przynęty, którym ani troć ani łosoś się nie oprze, opisywany jest w szczegółach sposób ich prowadzenia. Przedstawia się ich tryb życia, szczegóły rozmnażania, najlepsze warunki do ich połowu. W publikacjach i artykułach wymienione są często takie słowa jak: smolt, kelt, parr, lecz nie zawsze są w wystarczający sposób wyjaśnione, dlatego postaram się je wytłumaczyć.

PARR – jest to stadium życia łososi do 2 - 3 roku życia, przebywają one wtedy w wodach słodkich, ubarwieniem przypominają młodego pstrąga. Można młodego łososia rozróżnić od pstrąga potokowego po tym, że np. łosoś ma wyraźnie wcięty ogon, trzon ogona długi i smukły. Żyją w rzekach od narodzin do spłynięcia do morza. Ich pożywienie to bezkręgowce, wylęg i młode osobniki ryb.

SMOLT – to stadium życia dwuśrodowiskowych salmonidów, kiedy przy wielkości 10 – 20 cm spływają do morza. Wędrówka ta może trwać nawet kilka miesięcy. W czasie tej wędrówki wiele osobników ginie.

SREBRNIAK – po spłynięciu do morza troć wędrowna lub łosoś wracają po 2 – 3 latach do rzek jako dorosłe osobniki. W morzu łosoś żywiąc się np. śledziami może przybrać nawet do 3 kg rocznie, troć mniej – wraca do rzek jako około 2 – 3 kg dojrzała płciowo ryba. Charakteryzują się srebrną barwą boków – stąd tez nazwa. Cel ich powrotu to oczywiście tarło. Srebrniaki nie żerują w czasie tej wędrówki, dlatego część z nich ginie z wycieńczenia w czasie tej podróży lub zaraz po tarle. Wędkarze łowią te ryby wykorzystując ich instynkt przeganiania innych ryb ze swojego stanowiska. Wędrówka taka może trwać nawet kilka miesięcy. Ryby większe i cięższe to weterani odbywający tarło już po raz kolejny.

KELT – to dorosły osobnik spływający do morza po tarle mający już inne ubarwienie zmienione w czasie wędrówki. Te, które przeżyły tarło nabierają w morzu sił do przyszłych wędrówek.

Mam nadzieję, że to krótkie wyjaśnienie pomogło Wam w zrozumieniu cyklów życia tych wspaniałych ryb.

Pozdrawiam
Major




Wybrane komentarze
mk napisał:
Tekst ok, bo są to rzeczy warte przypomnienia. Mniej więcej się zgadza, przy czym stadium parr odnosi się nie tylko do łososi, ale i ich krewniaków, m. in. Salmo trutta w dowolnej postaci (pstrąg potokowy, troć wędrowna i jeziorowa). Stadium parr to młodociane osobniki cechujące się dużymi, ciemnymi, owalnymi plamami na ciele, prawie przez całą wysokość ciała (plamy parr). Stopniowo te plamy gasną, a na ich tle pojawia się szata charakterystyczna dla danego gatunku. I tak można spotkać młode potokowce z widocznymi jeszcze plamami parr, ale także już z dużymi czerwonymi kropkami w otoczce. Jeśli chodzi o smolty, to można jedynie toczyć mało interesującą wędkarza dyskusje o tym, gdzie jest granica miedzy parr a smoltem (czyli czy rybę mierzyć od głowy, czy od ogona). Uogólniając, spływające do morza łososiowate nazywane są smoltami, zaczynają sie wysrebrzać, choć wyglądać mogą zupełnie jak ich pobratymcy, podobnej wielkości, jeszcze pozostający w rejonie narodzin. Niektórzy naukowcy smoltem nazywają dopiero młode łososiowate, które już są w morzu, a sam proces przeobrażania sie z parr w smolta nazywany jest smoltyfikacjąa. A jeszcze jedno - błagam wszystkich o nie używanie określenia salmonid, salmonidów itd. Nie istnieje w żadnym języku taki wyraz, nie jest to żadna nazwa naukowa. Jeżeli już, to używać można nazwy łacińskiej rodziny łososiowatych, czyli np. przedstawiciele Salmonidae (czytane salmonide, pisane dużą literą, bez polskiej odmiany). Pozdrawiam, mk.
taurus napisał:
Do tego tekstu warto poczytać ten artykuł: http://www.eko.org.pl/kropla/23/ryba.html
mk napisał:
Przeczytałem artykuł, który polecił Taurus. Z goóry przepraszam, jeżeli kogoś urażę swoim komentarzem do tegoż artykułu. Przedstawione w nim działania całkowicie popieram, są godne pochwały, ale w tekście jest parę rzeczy, które mi się średnio podobają. Pierwsza uwaga zupełnie na marginesie artykułu, odnosi się raczej do wielu wypowiedzi nt. łososiowatych. Wydaje mi się ze określenie "ryby wędrowne" jest mało ściśle w stosunku do np. troci i łososia. Jak mawia mój kolega ichtiolog, wszystkie ryby wędrują, nawet plotka po stawie, gupik po akwarium (czasem aż do filtra) albo jaz na tarło z dużej rzeki do małego dopływu. Chyba odpowiedniejsze określenie dla łososia i troci to ryby dwuśrodowiskowe. Ryby dwuśrodowiskowe, gdyż miejscem troficznym dla łososia i troci jest morze (czyli miejsce gdzie osiągają rozmiar potrzebny dla osiągnięcia dojrzałości płciowej) a miejscem rozrodu jest rzeka (inne środowisko - wód słodkich). Dodam, że takie ryby określa się jako anadromiczne. Z polskich gatunków to jeszcze certa, jedyna nasza karpiowata ryba dwuśrodowiskowa, która jednak czasem tworzy stada stacjonarne, i wymarły już całkowicie jesiotr. Wędrujące na rozród odwrotnie, tzn. na tarło do morza, określenia są jako katadromiczne (u nas jedynie węgorz). Trochę nie jasno potraktowany został temat karlenia populacji na wskutek zawężania puli genowej przez odłowy młodych ryb przez rybaków. Nie wykluczam ze jest to możliwe, ale jest to duże uproszczenie. Ryby w tym samym wieku różniące się rozmiarem nie musza pochodzić od różnych genetycznie rodziców - częste jest zjawisko nierównomiernego tempa wzrostu ryb pochodzącym od jednych rodziców (np. młode liny od jednej pary tarlaków na jesieni mogą różnic się 10 krotnie masą - byłem świadkiem ważenia). Może to być oczywiście związane z czynnikami genetycznymi, przy czym nie jest to nigdzie udowodnione (przynajmniej wg mojej wiedzy, jak ktoś cos na ten temat wie będę bardzo zobowiązany o info). No i fakt ze po prostu teraz ryby nie maja czasu dorosnąć do swoich rekordowych rozmiarów sprzed lat. Restytucja łososia w Polsce jest prowadzona od szeregu lat pod kierunkiem prof. Bartla. Rocznie wody polskie zarybia się kilkuset tysiącami sztuk narybku łososia, dużo więcej troci. Liczby podane w artykule (16 tys., nie wiem czy wykonano zaplanowane zarybienia, te 60 tys. to już by było coś) są chwalebnym, ale uzupełnieniem, już od dawna prowadzonych zarybień. Mało kto wie, że zdarzają się już pojedyncze zwroty znaczków łososi nawet z Dunajca. Nie za bardzo rozumiem akapitu, w którym mowa o pozyskaniu tarlaków z Dźwiny - z tego co wiem, ostatnie tarlaki pochodzące z tego miejsca wykorzystywano do początku lat 90 a nie w ostatnich latach - ale nie wykluczam ze o tym poprostu nie wiem. Udział procentowy łososia w stosunku do troci faktycznie jest b. niski. Odławiane tarlaki na potrzeby hodowli narybku liczy się często w pojedynczych sztukach dla danych rzek i stanowią spora cześć w ogóle wchodzących łososi!. Zarybianie faktycznie prowadzone są w sporej części w strefie przymorskiej, a związane jest to z prostym faktem. Praktycznie cały łosoś łowiony w Polsce pochodzi ze sztucznego tarła, a łowiony jest w morzu i zarybiania mają na celu utrzymanie połowów rybackich. To, że przy okazji korzystają z tego wędkarze, to tak naprawdę skutek uboczny - gdyby nie odłowy przemysłowe, taka smutna prawda, ale poza garstka maniaków, nikt by się sprawa nie interesował, a w szczególności nie dal pieniędzy na zarybiania, może poza PZW (takie nasze realia). Od znajomych ichtiologów wiem, że najgorszą rzeczą dla ginącego gatunku jest objecie go ścisłą ochrona - brak zainteresowania gospodarczego = brak pieniędzy na zarybienia = wyginiecie. Troszkę się rozpisałem, bo akurat tematy związane z biologia ryb są mi bliskie. Nie chcę nikogo obrażać i dewaluować ich starań, ale ostatnio pojawia się w różnych miejscach sporo rzeczy na temat ochrony zagrożonych gatunków, w tym ryb i na niektóre teksty "mam alergie" - nie dotyczy to oczywiście komentowanego artykułu. Ostatnio słyszałem nawet, jak przedstawiciel klubu Gaja (przez niektórych nazywanymi eko-terrorystami) mówił brednie w telewizji, że dzięki ich staraniom dopiero ruszy program restytucji łososia w Parsęcie - gdzie tak naprawdę już od kilku lat znowu można obserwować tarło tych wspaniałych ryb. Połamania kija na łososiach, mk.
mk napisał:
Przeprosiny dla Gai: Przepraszam, ale pisząc o eko-terrorystach mogłem się pomylić. Nie pamiętam czy to była faktycznie wypowiedz przedstawiciela Gaji. Nie zmienia to faktu, że poza pożyteczną działalnością, wiele wypowiedzi i działań różnych organizacji ekologicznych jest mało sensownych - jak np. ostatnio namawianie do wypuszczania karpi: ryby te i tak zdechną, a jest to oczywiście tez wbrew prawu - nielegalne zarybienie, w dodatku gatunkiem nie pochodzącym z naszego rejonu geograficznego.
taurus napisał:
Karpie mimo, że są atrakcyjnie wędkarsko potrafią zrobić sporo szkody w wodzie. Zachowują się jak dziki w lesie ;)
mk napisał:
Owszem, nie lubię nazywać żadnych gatunków w ten sposób, ale uważam, że karp w naszych wodach to szkodnik. Bestia strasznie ryje w dnie, mąci wodę i ma ogromna przemianę materii - intensywne zarybienie płytkiego zbiornika to pewna, szybka śmierć tej wody przez eutrofizacje - no chyba, że bardzo szybko tej wodzie pomogą wędkarze i kłusownicy.
MarekC napisał:
Słyszałem doniesienia o złowieniu kilku troci w Dunajcu powyżej zb. Czorsztyńskiego i jednej poniżej N. Sącza Ach, gdyby udało się bez szkody dla środowiska (chodzi o złogi na dnie zbiornika zaporowego - chyba cały Układ Okresowy Mendelejewa by tam znalazł) usunąć zaporę we Włocławku, może w Zajezierzuk/Dęblina mógłbym łowić te wspaniałe ryby..
mk napisał:
Akurat problem osadów dennych we Włocławku jest znacznie wyolbrzymiany i to często przez osoby, które są przeciwko rozebraniu zapory a za budowa następnej. Wg moich informacji spuszczenie jeziora włocławskiego to kwestia spokojnego, kilkumiesięcznego obniżania poziomu wody i to bez większego zagrożenie ze strony osadów. Poza tym są one zebrane poniżej stopy zapory i nurt płynący nad nimi nie grozi ich rozniesieniu. Słyszałem też, że są sposoby bezpiecznego wybrania tego świństwa. Jeśli chodzi o obecnie działającą przepławkę, to po ostatnich modernizacjach w miarę dają sobie rade łososie i trocie. Gorzej, jeśli chodzi o inne, słabsze gatunki - za silny prąd i źle ustawione wejście do przepławki, ryby błądzą lub nie dają rady jej pokonać. Problem nie tylko w drodze do góry, bo są także robione przerzuty, tzn. odłowy poniżej i wypuszczanie do zalewu, ale także w dół. Ryby dwuśrodowiskowe wędrują, gdy czują prąd rzeki. Wpływając do j. włocławskiego odczuwają jak by były już w morzu, i mimo że mogą swobodnie spaść w dół, to po prostu dalej nie migrują - tyczy się to głównie certy, ale ma to tez pewien wpływ na łososiowate. Tak więc - zaporo precz, aby tylko nie na wskutek katastrofy.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Ten komentarz został usunięty przez Administratora
\"Ach, gdyby udało się bez szkody dla środowiska (chodzi o złogi na dnie zbiornika zaporowego - chyba cały Układ Okresowy Mendelejewa by tam znalazł) usunąć zaporę we Włocławku...\"
Mam wrazenie, ze tam takze powstaly zupelnie nowe pierwiastki, jeszcze nie odkryte... :upset
Wrzesień, Wieprza...
- Paaanie, teraz to już ni ma srebrniaków! Ino trocie i ososie!
- Jak to nie ma? A gdzie są?
- Srebrniaki to tylko w czerwcu i lipcu są. Potem mają tarło i wracają do morza, a jesienią to wchodzą trocie i ososie.