Najpierw może wyjaśnię znaczenie tytułu. Otóż dla mnie okoń jest rybą wyłącznie spinningową. Teraz, bo kiedyś, gdy o spinningu jeszcze nie miałem najmniejszego pojęcia, a pewnie nawet nie wiedziałem, co znaczy to śmieszne słowo, stosowałem ten sposób jako metodę na "pewnego okonia". Dziś takie łowienie kojarzy mi się z dziadkami licznie zasiedlającymi brzegi wszelkich oczek wodnych, łowiącymi przedpotopowymi wędkami z topornymi zestawami.

Jaki sprzęt do tej metody? To zależy od indywidualnych upodobań i charakterystyki łowiska. Mnie najlepiej łowi się krótkim kijkiem (2,1-2,4 m), dzięki któremu mogę wykonywać precyzyjne rzuty w trudnych warunkach brzegowych. Albo też batem (5-6 m), który umożliwia mi precyzyjne wstawienie zestawu w łowisko, a także późniejszą grę przynętą (potrząsanie, przesuwanie, podnoszenie, puszczanie).

Za żyłkę główną służy mi najczęściej osiemnastka, rzadko łowię grubiej, albo cieniej. Do tego przypon o dwa oczka cieńszy i haczyk oscylujący w okolicach rozmiaru 2-4. Obciążenie staram się montować jednopunktowo, najlepiej też w jednym kawałku. Gdy okonie brać nie chcą, a brań innych ryb nie mogę w tempo zaciąć, dodaję śrucinę sygnalizacyjną w połowie długości przyponu. Zawsze mam też przy sobie przypony z małymi haczykami (rozmiar 12-14) w razie, gdyby żadne okonie nie miały cienia ochoty na jedzenie, a ja miałbym jednak ochotę cokolwiek złowić.

Co do spławika to najlepszy do tej metody jest przelotowy. Jego waga musi umożliwić nam łatwe rzuty, a kształt dobrą widoczność. Branie okonia wygląda najczęściej w ten sposób, że spławik po prostu znika pod wodą. Antenka powinna być na tyle gruba i dobrze widoczna, abyśmy ten moment mogli uchwycić nawet "kątem oka".

Stosuję spławiki swojej produkcji, zrobione z łodyg pałki wodnej o wadze od 2 do 4 gram, albo też z różnych plastikowych rurek o podobnej wyporności. Montując zestaw, zawieszam je na agrafce z krętlikiem. Aha, warto zamontować dwa stopery. Jeden normalnie – nad spławikiem, drugi pod nim, ale nie bezpośrednio. Ten drugi, dodatkowy ma tylko blokować krętlik przed opieraniem się na obciążeniu. Ciężko mi wytłumaczyć, dlaczego to jest takie istotne, w każdym razie taki zabieg daje kilka korzyści. Rzuty są łatwiejsze i celniejsze, a także niwelujemy możliwość plątania się zestawu. Ponadto spławik po zarzuceniu natychmiast się ustawia, co jest bardzo ważne przy szybkich braniach z opadu.

Sama technika łowienia jest wręcz banalna. Jedyne, co musimy zrobić to namierzyć potencjalne stanowiska okoni, albo penetrować systematycznie cały obszar, w którym możemy spodziewać się pasiaka. Potem podrzucamy zestaw na wybrane miejsce i czekamy chwilkę. 2-3 minuty, jak jesteśmy bardziej leniwi (tudzież cierpliwi) to 5 minut i kolejne przerzucenie. Jeśli okoń tam jest to na pewno połakomi się na ochoczo ruszającą się dżdżownicę, która figluje mu w zasięgu wzroku. Jeżeli łowisko nie jest zbyt zarośnięte, zamiast przerzucania możemy po prostu co kilka minut podciągać zestaw do siebie po ok. pół metra. Taki sposób jest najlepszy, po obłowieniu stanowiska lekko zaadaptowanym spinningowym wachlarzem przenosimy się na następne stanowisko.

Czasem możemy też kombinować z przegruntowywaniem zestawu. Ja najczęściej zawieszałem przynętę 10-30 cm nad dnem, ale parokrotnie zdarzyło mi się też kłaść robaka na dnie wraz z całym przyponem tak by obciążenie prawie opierało się o dno. Raz, czy dwa musiałem łowić spod powierzchni, kiedy to okonie stały zaraz pod nawodnymi liśćmi rdestnic.

Jeśli chodzi o przynęty to dobrze spisują się wszelkiego rodzaju "robale" znalezione nad brzegiem i w wodzie (oczywiście mogą być też sklepowe). Sam najchętniej stosuję czerwone robaki lub inne pierścienice. A propos pierścienic, kilkukrotnie próbowałem skusić coś na pijawki. Raz tylko złowiłem małego linka - okonie chyba za nimi nie przepadają. Dobre efekty daje też pęczek "białych" upchany na haczyku. Ruchliwością nie ustępują dendrobenom, jednak są często wysysane przez drobnicę, co jest ich zdecydowanym minusem.

Najprzyjemniej łowi mi się tą metodą późną jesienią, gdy wody zaczynają się klarować i rośliny obumierać. Wtedy samo wpatrywanie się w delikatnie bujający się spławiczek na czystej wodzie jest po prostu przyjemnością.

Bardzo często trafia się przyłów, który dopóki nie ma zębów nie jest w żaden sposób problematyczny. Tam gdzie zazwyczaj łowię najczęstszym przyłowem są karasie, liny i spore płotki. Niestety dendrobeny są też chętnie zasysane przez sumiki i szczupaki. O ile te pierwsze, przy szybkim zdecydowanym holu nie dawały rady przetrzeć żyłki, o tyle szczupłe zazwyczaj ucinały ją zaraz po zacięciu.

Na podsumowanie dodam, że warto jest czasem spróbować dobrać się do jakiejś ryby przy pomocy innej metody. Okoń jako ryba wyjątkowo nieprzewidywalna i kapryśna na takie próby podejścia w inny sposób wyjątkowo zasługuje. Zapraszam, więc do wypróbowania tej metody.

Kamil Szymczak *Mekamil*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Fajny tekst Kamilu :). Metoda notorycznie stosowana przeze mnie podczas połowów lina. Widzisz, Ty celowo nastawiasz się na okonia, dla mnie jest on często utrapieniem :P , uniemożliwiającym zabawę z linem.

A odnośnie pijawek. Rzeczywiście w zbiornikach wodnych ze spokojnym nurtem lub jego brakiem, okonie niechętnie zbierają pijawki. Mają bardzo dużo innego pożywienia. Za to w rzece, podczas sumowych łowów, okoń jest bardzo częstym przyłowem. W zeszłym roku kolega wyjął kilka sztuk ponad kilogramowych. Atakuje niczym wściekłe klenisko ;)

Pozdrawiam!
Marcin.
Kiedyś, jeszcze w etapie technik dennych wraz z kolegą na pewnym dołku za wislanym przelewem \"wbilismy\" sie w stadko okoni.. Na czerwonego robala, z cięzkiego gruntu. Na cztery wędki było co robić...

PS. Kamil - jak matura??
Dziękuję! :)
Łowię tym sposobem prawie wyłącznie w takich dziurkach jak na foto. Na rzece jeszcze nigdy nie próbowałem, ale w jakichś zastoiskach, czy wstecznych nurtach dałoby się popróbować.

Jaka matura? Co to jest matura? ;)
Pisemne mam już z głowy, zostały dwa ustne - polski dzień przed, a angielski dzień po Beloniadzie.
Chyba znam to miejsce :) Czyżby był to staw na Smulsku ? :)
Zgadza się! :grin
Najrybniejsza z tamtejszych wód kałuża, ale też trudna dość. Tam okonie są od niedawna, a wcześniej to głównie ładne karasie, liny i krowiaste sumiki pływały. Ostatni raz z wędką byłem jakoś z rok temu. Poławiasz tam czasami?
Lubię tak łowić wczesną wiosną, ale w miejscach łączenia się starorzeczy z nurtem. Ustawiam spławik na spokojnej wodzie. O tej porze roku biorą piękne garbusy. Wpływają na starorzecza, żeby się trochę odkarmić. Ważne jest, żeby było tam ciemne dno. Takie wody ogrzewaja się szybciej niż pozostałe. Bardzo interesujący artykuł!!! We mnie także wywołał wzruszające wspomnienia.