Pod koniec zeszłego roku trafiłem na stronę internetową Wojtka Zwolskiego [ tutaj ]. Woblerki wyglądały ciekawie, nie kosztowały majątku, postanowiłem je więc przetestować. Łowiłem głównie na Wiśle, a niektóre modele również sprawdziły się na szwedzkich szczupakach i sandaczach. W wyniku testów podzieliłem je na kilka grup w zależności od gatunków poławianych ryb. Co nie znaczy, że np. na kleniowego żuczka nie może uderzyć przelewowy szczupak.

Grupa pierwsza - maleństwa typu "żuczki"

Niezastąpione zabawki dla wiślanych "dłubaczy" w letnie upały, gdy poważne ryby nie myślą o żerowaniu. Idealnie nadają się do łowienia na kamienistych płyciznach. Żyłka max. 0.12 albo nawet 10 mm dobrej marki, wędzisko do 5 g (wklejanka). Żuczki nie schodzą głębiej niż na 20 cm. Złowione przeze mnie ryby na te woblerki: płotki, klenie, 1 brzana, kilkanaście "pińskich" szczupaczków.

Grupa druga - typowe jaziowce

Na zdjęciu woblerek malowany na osę - tylko taki mi się ostał. A winnymi tego stanu rzeczy są wiślane przelewowe szczupaki. Mimo, że zakładałem wolfram, to na kamienistych ostrogach cienka żyłka nie dawała rady. Schodzą na głębokość 1 metra, charakteryzują się wyrazistą pracą. Wobler na zdjęciu ma na swoim koncie kilkadziesiąt nocnych jazi, 1 krąpia i kilka szczupaków.

Grupa trzecia - kleniowe "bombki"

Występują na rynku pod marką "Rega". Wersje tonące i pływające. Troszkę cięższe niż żuczki i jaziowce, z powodzeniem można stosować kijek do 15 g i żyłkę 0.18 lub plecionkę 0.12 mm. Skuteczne na wieczorne klenie stojące przy dzikich rzecznych burtach i przybrzeżnych dołach. Idealnie nadają się do zabawy w "wypuszczanego". Oprócz kleni łowiłem na nie okonie i nieduże sandacze.

Grupa czwarta - rapowce

Prawdziwe "killery" na majowe rapy. Walą bez opamiętania. Te woblerki najlepiej się sprawdzają przy bardzo szybkim łowieniu z nurtem rzeki. Przy łowieniu pod prąd schodzą głębiej i często trafiałem sandacze przy wiślanych nadbrzeżnych karczach.

Grupa piąta - sandaczowce

Większe modele poprzedniej grupy. Mają bardziej wyrazistą, agresywną akcję. Idealne do dziennego poszukiwania mętnookich.

Grupa szósta - ...

Tu mam dylemat... Ciężko określić bowiem ryby, na które możemy liczyć łowiąc na te woblerki. Na mniejsze modele (4-5 cm) nałowiłem dużych okoni w Szwecji, większe są skuteczne na jeziorowe szczupaki. Mówiąc krótko - klasyka.

Na koniec perełka dla fanów trollingu. Prototypy, wykonane przez Wojtka wg moich założeń przeznaczone na październikowe łowy w Szwecji.

Po pewnych przeróbkach polegających na przycięciu sterów woblery stały się niezawodną bronią na szczupaki.

Ten model poprzez przycięcie steru do mikroskopijnych rozmiarów w stosunku do swojej wielkości uzyskał akcję, jakiej nie ma żaden fabryczny wobler. Może troszkę Fatso lub Warrior Salmo... Schodzi w wolnym trolingu na 5 metrów. Jako że to prototyp, więc wybór kolorów mały. Uwaga do producenta: pożądana agresywna kolorystyka np. tygrysek. Na ten wobler padło kilkadziesiąt szczupaków 2-3 kg, jeden metrowiec wypiął się przy łodzi.

Ten model po przeróbkach w sterze wg mnie sprawdzi się przy szybkim rzecznym trolingu. Schodzi do 1 m, akcja szybka.

Akcja bardzo mocna, agresywna, szybko nurkuje na 3-4 metry. Raczej lepsze wyniki będą przy stacjonarnym obławianiu np. zatopionych drzew.

Woblerki WZ mają niestety kilka wad. Często łamią się stery w mniejszych modelach klasyków i czasami pęka farba. Z drugiej strony.... są niesamowicie skuteczne i stanowią zabójczą broń w rękach doświadczonego wędkarza. No i przystępna cena...

Swoje doświadczenia przedstawił - Stefan




Wybrane komentarze
RomanS napisał:
Bardzo ciekawie wykonany test z opisem: co na co. Uzmysławia również, że te najmniejsze padają łupem dużych drapieżników. Dlatego osobiście wolę łowić na duże woblery, chociaż niejednokrotnie na nie łowiły się również małe pistolety wielkości przynęty. Bardzo ciekawie przedstawione woblerki WZ znalazły uznanie i mimo pewnych błędów konstrukcyjnych (łamliwe stery) warto się z nimi zapoznać. Dzięki Stefanowi sam się nimi zainteresuję. Dzięki
Puzio napisał:
Szkoda Stefanku, że nie wspomniałeś nic o cenie, bo woblerki są bardzo zachęcające. Twój opis jest również bardzo dokładny i w ciemno można składać zamówienie. A czy w komentarzu nie mógłbyś dopisać, jaki model i za ile? Pozdrawiam.
Jarokowal napisał:
Witaj
Sławku na stronie WZ są ceny, Stefan podał linka. Ale dodam, że we Wrocławiu na Ruskiej też są dostępne. Nie testowałem - ale chyba się skuszę i zakupię partyjkę.
Pozdrawiam
Jarek
PS. Jak tam zdrówko?
Korsarz napisał:
Dostałem trochę tych woblerków od Jaja podczas wiosennych wypraw jaziowych. Mam ich już teraz sporą kolekcję i rzeczywiście Twoje obserwacje pokrywają się całkowicie z moimi. Dodam może, że na żuczki łowiłem całkiem skutecznie na kij mikado do 15 gramów, ale kij ten ma super szczytową akcję. Co do boleni, to mniejsze boleniowe przecinaki obciążam dodatkowo śruciną, kiedy chcę sięgnąć bolka śródnurtowego z dużej odległości.
Test super!!
Pozdrawiam
Blanek napisał:
Woblerki naprawdę łowne. Mogę to potwierdzić bez skrupułów. W tym roku łowiłem na nie dużo na Wiśle. Bolenie, sandacze, sumki, klenie. Mimo wad naprawdę są warte zachodu. Polecam modele białe z siwym lub niebieskim grzbietem, oraz te z niebieskimi kropkami na bokach.
Woytas napisał:
Dzięki Stefan za konkrety :) Też chciałbym dołączyć do "piewców" niewątpliwych zalet woblerów Wojtka. Chociaż mój "staż" spinningowy nie jest zbyt długi, to z tymi woblerami mam dobre doświadczenia, w postaci odrzańskich kleni i sandaczy.
Pozdrawiam Świątecznie
Woytas

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy