Chciałbym opisać kilkudniowy, sierpniowy wyjazd nad San do miejscowości Wybrzeże, koło Dubiecka. Ze względu na brak własnego środka transportu skorzystaliśmy z usług PKS. Dubiecko od Rzeszowa dzieli tylko 50 km.

Po dotarciu na dworzec udaliśmy się pieszo w kierunku Wybrzeża gdzie mieliśmy zarezerwowany domek w gospodarstwie agroturystycznym. Po 30 minutowym marszu z ciężkimi bagażami dotarliśmy na miejsce zadowoleni, bo pogoda okazała się wyjątkowo piękna i słoneczna.

Zaraz po zakwaterowaniu i krótkim odpoczynku udaliśmy się na dobrze znane mi łowisko w górze rzeki. Po dotarciu na miejsce okazało się, że woda jest lekko mętna i jej poziom jest dość wysoki, co nie nastrajało pozytywnie. Pierwszy dzień nie przyniósł spodziewanych efektów w postaci brzany, a jak by tego było mało dopadła nas burza. Przemoczeni, ale w doskonałym nastroju wracaliśmy do domku, mając nadzieję, że kolejny dzień będzie nam bardziej przychylny.

Dzień drugi przywitał nas słoneczną pogodą i o wiele niższym poziomem wody w rzece.

Po południu udaliśmy się na nowe łowisko - nieopodal mostu wiszącego, gdzie zazwyczaj można się spodziewać brzany. Złożyłem feedera, wszedłem do wody i posłałem koszyczek zanętowy w nurt rzeki w pobliżu kilku większych kamieni. Na branie nie czekałem długo, a po zacięciu okazało się, że mam brzanę, co widać było po sile, z jaką walczyła ryba.

Moja pierwsza brzana mierzyła 55 cm, ale i tak wzbudziła podziw w oczach Beaty, która obserwowała moje poczynania. Po zrobieniu kilku zdjęć ryba odzyskała wolność, a ja dalej kontynuowałem połów.

Brania następowały jedno po drugim i udało mi się złowić jeszcze trzy brzany, ale nie były one już tej wielkości, co pierwsza. Przed zachodem słońca zakończyłem wędkowanie. Dzień trzeci okazał się nieco uboższy w ryby od poprzedniego, bo udało mi się złowić zaledwie dwie małe brzany, niewielkiego klenia i świnkę.

Miałem też miłą niespodziankę, bo Beata postanowiła spróbować swoich sił w wędkowaniu, ale pomimo moich starań nie udało jej się nic złowić. Mimo to nie traciła nadziei na złowienie swojej pierwszej ryby.

Dzień czwarty był nam bardzo przychylny zarówno pod względem pogody i połowów. Tym razem przeszliśmy mostem na drugą stronę rzeki i usiedliśmy na dużym głazie wystającym z wody, skąd rozpoczęliśmy wędkowanie. Początki zapowiadały się dobrze, bo złowiłem małą brzanę i klenia, ale kiedy Beata postanowiła powędkować brania nagle ustały, lecz jej to nie zraziło. Może to i dobrze, bo po chwilowej przerwie w braniach udało jej się złowić swoją pierwszą rybę, jaką był kleń. Niestety nie udało nam się zrobić zdjęcia, bo po wyciągnięciu z wody spadł z haczyka. Zachęcona złowieniem pierwszej ryby podjęła kolejną próbę, która uwieńczona została sukcesem w postaci brzany. Wykonaliśmy kilka zdjęć i wypuściliśmy rybę w dobrej kondycji do wody. Po kolejnym braniu i krótkim holu Beata podebrała kolejną brzanę.

Bardzo cieszyła się z tych pierwszych kroków w wędkowaniu, ale chyba coś w tym jest, bo jej tata też jest wędkarzem. Ja także postanowiłem coś złowić, na branie nie czekałem długo. Gdy zaciąłem, mój feeder wygiął się w parabolę i odezwał się hamulec kołowrotka, a ryba zaczęła uciekać w dół rzeki. Zorientowałem się zaraz, że jest to duża brzana, ale nie dane mi było nacieszyć się jej widokiem, ponieważ po dwóch odjazdach ryba przetarła przypon o kamienie. Był to już koniec naszych połowów, bo kolejny dzień był już tylko przeznaczony na pakowanie i powrót do domu. Żal nam było opuszczać tak piękną okolicę, bo pogoda nadal była typowo letnia, a rzeka kusiła swym bogactwem.

Cieszyłem się ze złowionych ryb, ale jeszcze bardziej z towarzystwa kobiety, która rozumie moją pasję. Napewno jeszcze kiedyś powrócimy w tamte strony.

Autorzy: Dariusz Pałka *easydarek* i Beata

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

tak brzany w sanie są !
ale mi zawsze kiedy nastawiam sie na klenia biora brzany na cieniutkiej żyłce :sigh
ale czasami uda sie wyciągnąc i wypuscic cos wiekszego :grin
Oj jak to miło :)
Przypomina mi to moją wizytę w Słonnym :)
Bardzo fajne i ciekawe opowiadanie. Gratuluję połowów. Do tego w przepięknej sceneri!
Darku a ja zapytam o zdjęcia. Robiłeś analogiem, skanowałeś? Czy to z komórki? Jeśli to pierwsze, to można w labie (o ile można) poprosić o skan bezpośrednio z maszyny (u mnie 10 zł) na płytkę. Zrobią to znacznie lepiej niż większość domowych skanerów. Ja tak robię od dawna, jako posiadacz wyłącznie analogów. Oddając filmy do labu proszę o zrzut na płytę, zmieszczą spokojnie ok. 10-15 filmów na jedną płytkę (rozmiar pocztówkowy). Nie wywołuję bo i tak większość jest do odrzucenia albo należy do tych pamiątkowych. Jeśli wybiorę jakies wyjątkowe, zanoszę film z indeksem do wywołania. Skan ze zdjęcia zawsze wprowadza szumy, przebrawienia i inne duperele, ciężkie do usunięcia.
Dziękuję Anguiler za to co napisałes,bardzo mnie ucieszyły twoje słowa.To mój pierwszy artykuł i mam nadzieję że nie ostatni. :)
Witaj Robercie. Zdjęcia były robione aparatem analogowym.A skanowała je osoba której nawet nie znam :) Ale chyba wyszły dobrze tylko opisy musiałem poprawic, ale i to mi sie jakos udało.Pozdrowienia dla całego WCWI i miłego pożegnania lata.Połamania kija na taaakiej rybie.
Darku, zdjęcia skanowane może i dobrze, ale wygląda mi na kiepską próbę obróbki. Ważne, że jest pamiątka, widać o co chodzi, a najważniejsze, że podzieliłeś się z nami relacją z wyprawy. Musimy pomyśleć o organizacji jakiejś wyprawy WCWI nad San :)
No Darku! wreszcie zacząłeś łowić... no i pisać :) Łowiłem z tego samego miejsca w lipcu. Z Twojego opowiadania wynika, że złowiłeś kilka ryb, Beata złapała bakcyla, ale przede wszystkim złowiła Ciebie. Taraz czekamy z Siwym i Agą, kiedy ją przywieziesz na wspólne wędkowanie, wszak sezon brzanowy prawie na ukończeniu. Pozdrowienia dla Beaty :grin
A na co łowiłeś te brzany? Co było na haczyku, co w koszyku? Bardzo mnie to i9ntryguje! :?
Fajnie by było zorganizowac jakies spotkanie nad Sanem.Kiedys napewno sie uda,a co do obróbki zdjęc to wykonywał ja kolega siostry Beaty.Jestem mu za to wdzięczny bo bez jego pomocy nie miałbym mozliwosci na dodanie zdjęc. :)
Dziękuję Jarku za pozdrowienia dla Beaty, zostana przekazane.A co do ryb to na brania nie mogłem narzekac było ich sporo.Na wspólne wedkowanie trzeba będzie jeszcze poczekac, wiesz praca i jeszcze raz praca ale pomysle o tym wedkowaniu.
Brzany łowiłem na płatki owsiane(parzone oczywiscie).A koszyk napełniałem zanęta przeznaczoną na rzeke.Przynęty zwierzęce odpadaja bo to jest odcinek wody górskiej.Klenie tez dobrze biora na płatki ale lepsza jest wisnia lub śliwka :)
W tym roku brzany sanowe upodobały sobie makaron typu zacierka. Są to kuleczki kupowane w dyskoncie lider prise. W Słonnem siedzieliśmy z Siwym i Semixem i na płatki szła drobnica typu certa, świnka, klenik, dopiero na ten makaronik złowiliśmy po brzanie, a Mirek dużą urwał. Do koszyczka podobnie jak ty dawaliśmy płatki z zanętą na rzeki. W tym tygodniu planujemy wypad do Słonnego, bierz dzień urlopu- makaronik zapewniamy :grin
Ja łowiłem tylko na płatki ale brała prawie sama brzana.Na kukurydzę z puszki nic nie brało,a na koniec też straciłem naprawde sporą brzanę :)
Easydarek! fajnacki debiut, a na tą w czerwonym, znaczy się Beaciarkę to uważaj, bo jak moja weźmie spina do ręki, to ja spadam co najmniej kilometr od niej, bym nie widział ile to rybów dla babochy może się uczepić w pozornie bezrybnym miejscu, ale jest na tyle kulturna, że jak łowimy w większym gronie, to raczej nie bierze spinningu do ręki, by mi nie robić obciachu!
No Beata narazie nie spinninguje ale kto wie może kiedys spróbuje.To były jej pierwsze kroki w wędkowaniu. :) A jak zauważyłem to kobiety zawsze więcej łowia niz mężczyżni :grin przekonałem sie na własnej skórze.
Te płatki są doprawdy intrygujące! Nigdy nie próbowałem, wyłącznie ser w kostkach. Ale to bardzo cenna informacja.
Spróbuj kiedyś bo naprawdę warto oprócz brzany można jeszcze złowić inne ryby.Chyba wiesz jak przygotować takie płatki?
poprostu trzeba je najpierw przelać gorącą wodą, a następnie wysuszyć.
Ja byłem w sierpniu w Krasiczynie i trzem brzanom (malutkie psiurki koło 50cm)płatki posmakowały. Miałem jechać jeszcze we wrześniu zapolować na większe okazy ale niestety miałem dużo pracy. A już za tydzien wyjazd do Wrocławia i żegnajcie brzany... :sigh
PS wielkie dzięki Siwemu za pomoc w szukaniu miejscówki.
No gratuluje wyprawy i przyjemnego artykułu. Można sie kiedyś wybrać razem z Rzeszowa w okolice.
Pozdrawiam
Gratuluje złowionych brzan no i Beatki :grin