Nadeszło upragnione czwartkowe południe. Jacek trąbieniem zameldował się pod bramą - czas wyjeżdżać. Dziś celem naszej wędkarskiej wyprawy jest piękny zbiornik położony obok Pińczowa, około 45-50km od Kielc - Gacki. Gacki jako miejscowość najbardziej jest znana z produkcji materiałów budowlanych takich jak tynki i gładzie. Nida Gips i Dolina Nidy - wszystko jest już jasne!

Zbiornik nas interesujący ma kształt podkowy, dość dużą głębokość, brak dopływów, dno porośnięte roślinnością, czystą wodę, dużą rybę oraz brak mielizn i płytkich zatoczek, gdzie ryba mogłaby się wycierać. Jako, że ciężko uzyskać potomstwo w naturalny sposób od Gackowych ryb, koło opiekujące się zbiornikiem systematycznie go zarybia. I tak mamy w Gackach pięknego amura, karpia, lina, tołpygę, a podobno nawet dochodzące do 1,5m i więcej jesiotry.


Gacki w pełnej krasie.


Widok na środkową część podkowy, piękna skarpa i piękna głębia - ponad 16 metrów.

Rozbiliśmy się w lewej części zbiornika, nie dlatego, że chcieliśmy, ale dlatego, że inne miejscówki były zajęte. A nam potrzeba dużo miejsca, oj, dużo.

Po pierwsze: Jacek będzie uczył się wędkarskiego fachu - robienia zestawów, wiązania haczyków, zarzucania, ściągania, nęcenia etc. Po co inni mają słuchać jego zrzędzenia, marudzenia i słów powszechnie uważanych za niecenzuralne, gdy oprócz koszyka zanętowego, do wody poleci czyjaś czapka lub wiecheć trawy.

Po drugie: To nie jest zwykły wyjazd na nockę na ryby - przyjechała z nami moja małżonka - czyli stoliczek, śpiworek, ognisko MUSI być zapewnione.

Po trzecie: Przywiozłem swoją 6 - miesięczną sukę - młode to i postrzelone, ale niech się uczy pilnowania swego pana i jego dobytku, nie przeszkadzając jednocześnie sąsiadom.


Nasze obozowisko - bez gratów (jeszcze).


Do samochodów mieliśmy 5m pod górkę. Suka o dziwo, grzecznie leży pod autem.

Piękne słońce na niebie, lekki wietrzyk marszczy powierzchnię wody, temperatura w granicach 24 stopni - Eldorado! Miód z czosnkiem! Zapowiada się piękny dzień i ciepła noc.

Teraz szybko zanęta, koszyki i zestawy lądują w wodzie. Opowiadam w międzyczasie Jackowi o sprzęcie, metodach, które stosuję io technice zarzucania. Dziękować Bogu, że odszedłem na bok, mało co i jedno z moich krzeseł posłużyłoby za przynętę! Strzelił przypon - OK, jest okazja do pierwszej lekcji wiązania haczyków. A następnym razem, drogi Jacku, uważaj, gdzie bierzesz rozmach!

Mijają godziny. Odwiedzam sąsiadów, może popełniam jakiś błąd, żadnego brania nie doświadczyłem! Wędkarzami z sąsiedztwa okazali się rodacy z Kielc. Z nawiązaniem kontaktu problemów nie mieliśmy, niestety nie dowiedziałem się od nich niczego nowego. Siedzą z namiotem już trzy doby i średnia brań wynosi - 1/30 godzin. Nieźle się zapowiada..

Wracam do swoich. Dendrobena i czerwone na jednym zestawie, białe na drugim. Dzwoneczek, świetlik, świeczka - jesteśmy gotowi do nocy. Mija godzina 22.00. Małżonka stwierdziła, że ma dość i idzie spać. Jacek, pierwszy raz na rybach, zachwycony zresztą, po kilku opadnięciach brody do piersi poprosił o 30 minutową przerwę.


Śpioch numer 1 - moja żona.


Śpioch numer 2 - Jacek.

Przerwa z 30 minut przedłużyła się do 4 godzin.

Wstałem by rozprostować kości i zobaczyć gdzie mój ochroniarz znalazł sobie obserwacyjny punkt. Oj, chyba obudziłem mego stróża.. A miała pilnować!


Malta przyłapana na spaniu w wielkiej kępie trawy.

Nic się nie dzieje. Ciemność rozświetla księżyc, a ciszę co chwila rozdziera krzyk młodych perkozów. Brań zero. U sąsiadów również.

Dochodzi 2.30 nad ranem. Otulony ciepłą kurtką przysypiam. Budzi mnie po pół godzinie szarpaniem za ramię i widzę szczęśliwą, wyspaną twarz Jacka.

"Wstawaj", mówi. "Ty śpisz, a ryby pewnie wędki do wody chciały porwać".

Niestety. Robaki nawet nie były przestraszone. Powoli niebo szarzeje i widzę jak bombka na mojej wędce podjeżdża do góry. Zacinam. Lekkie pulsowanie i idzie jak po maśle. Już wiem, że jakiś szczyl siedzi na końcu. Ale... lepszy rydz niż nic! Karaś! Ładnie ubarwiony, ukształtowany. Śliczny. Pozuje do zdjęcia i do wody.


Karaś wielkości dłoni - zwany popularnie dłoniakiem.

Wziął na pęczek białych robaczków. Zakładam świeżą przynętę i czekamy na kolejne brania.

Powoli na niebie zaczynają pojawiać się czerwone promienie.


Wschód słońca.

Niedaleko przepływa perkoz śmiejąc się z naszej ryby.


Perkoz.

Mimo zapowiadającego się pięknego, ciepłego dnia, pogoda zmienia zdanie i zasnuwa niebo chmurami.


Nadchodzą chmury.

Brań jak nie było tak nie ma. Sąsiadom chyba przez przypadek wziął jaź. Również niezbyt wielki - 35cm. Klną na czym świat stoi. Chyba ze statystycznego punktu widzenia tak musi być, 1 branie na 30 godzin - średnią utrzymali.

Dochodzi 8.00 rano. W krzakach słychać szum i wielkie ziewanie. Już wiem, wstaje mój ochroniarz, moja kochana Malta, która miała chronić mnie i mego dobytku. Ukradliby mnie, moje wędki, samochód z żoną, a na koniec zabraliby i sukę - i też by się nie spostrzegła. Ale mi się egzemplarz trafił. A może jest po prostu jeszcze za młoda?


Pobudka stróża - godzina 8 rano.

Staramy się donęcić, zmieniamy przypony, kombinujemy z przynętą. Dalej nic. Dla rozładowania napięcia pozbycia się stresu, postanawiam porzucać spinningiem. Ale dziś chyba też nie ma dnia na ryby - po zerwaniu 3 woblerków i 5 twisterów, rezygnuję. Wiem, że większość z nas ma ostatnio mizerne wyniki, uważam, że nie ma się co załamywać, przyjdzie czas i na nasze wody i na nasze wędki. Trochę cierpliwości. A czas bezrybia możemy spożytkować w równie miły sposób, pogadajmy z miejscowymi wędkarzami, sąsiadami z nad wody, dowiemy się zapewne wielu ciekawych rzeczy, w końcu człowiek uczy się całe życie..

karson

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Malta jest śliczna 8) Ucałuj ją ode mnie :grin wygląda jak owczarek berneński.Mój jamnik jest strasznie ostry,nawet obcego potrafi zalizać do nieprzytomności :roll
Zazdroszczę...
Widzę, że po wyprawie nad Nidę porządnie zabrałeś się za wędkowanie. Fajny karaś, zawsze to coś. Zbiorniczek też mi się bardzo podoba. Ja wtym roku jeszcze na nocce nie byłem, ale i tak nie narzekam :)
Co do suki, to może ona tak ma i już? Dobrze rozpoznałem na zdjęciu, że to berneński pies pasterski? Moj owczarek niemiecki, jak ktoś przejdzie obok samochodu, nie przepuści. A to mnie akurat cieszy :)
Życzę sukcesów podczas następnego wędkowania i pozdrawiam!
Zgadza się moi drodzy. Malta jest berneńskim psem pasterskim. Rasa łagodna i uwielbia ludzi, choć podobno w sytuacjach zagrożenia potrafi pokazać kły. Podrośnie to zobaczymy. Choć szczerze mówiąc, wolałbym aby powodów do szczerzenia zębów nia miała zbyt wiele. Przynajmniej podczas pobytu na rybkach. Sukę ucałowałem, pozdrowienia dla Was i Waszych zwierzaków! :)
Wiesz nie zawsze jest się na tarczy , są i takie dni bezrybia . Relacja super , a jeśli chodzi stróża to sądzę że jak sie wyspał to teraz zacząłby wartę i nikogo by nie dopóścił do waszych stanowisk . Ale jest piękna i ma przed sobą przyszłość . Kaz
a my Karson bylismy ostatnio na piachach i kumpel zlowil 2 linki a ja szczuplego (35cm) i 2 plotki :) Ale kielbaski i ziemnaiaczki z ogniska popite piwkiem byly super :grin
Ja w tym roku nie miałem kontaktu z drapieżnikiem ale w niedługim czasie zamierzam nadrobić stracony czas. Szykuj się na wrzesień, pojedziemy do N.Korczyna na sandałki.
Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa opisujące mój artykuł. Są naprawdę budujące. Pozdrawiam.
Super suczka chętnie spotkałbym ją nad wodą i zagłaskał :D Pozdrówją jeszcze ode mnie
No musze przyznac, że ryb nie brakuje w tym zbiorniku:) I jesiotry są to prawda. a rybki beda brac jesli sie uprzednio zaneci groszkiem lub kukurydza w dosc sporej ilosci. Oczywiście wywozac zanęte pontonem. W nocy sa brania duzych karpi, a wdzien biora maluchy do 2kg i jazie okolo 40cm