W drugim dniu świat stanowczo, głosem nieznoszącym sprzeciwu oświadczam:
- Ja chcę na rybki, proszę...
Przecież jako Pan i Władca mam prawo grzecznie prosić, prawda?

Prośby wysłuchane i tak raczej spacerowo z synkiem udaję się nad pobliską rzekę. Nigdy tego nie powtarzam co by Łodziacy się nie wkurzyli, ale w zasięgu kilkunastu km od domu mam wód na łowienie codziennie w innym miejscu przez bite dwa tygodnie. Więc i tym razem cicho sza, nic nie powiem. Jeszcze Wieszak zadzwoni i zaproponuje pielgrzymkę? W dodatku wraz z pielgrzymem. I po co mi to? Mam zaryzykować swoim nowym kombajnem, który podobno 200 kg jak nic wytrzyma, ale kto go tam wie... ;)

Więc czas w drogę! Do dżungli, w bagna, byle dalej od cywilizacji. Droga malowniczo wije się wśród drzew, widać coraz więcej krzaków, trzcin i wreszcie powoli pierwsze ślady wody.

I wreszcie jest, piękna, dzika, nieskażona (troszeczkę tylko przesadziłem) rzeka. W niej pływają szczupaki, okonie, płotki i to co mnie głównie przygnało: jazie i słynne, wielkie jak smoki klenie. Normalnie to żadne tam wiśnie, czy czereśnie. W sezonie łowimy na całe jabłka, gruszki, a łowcy okazów zarzucają na maleńkiej kotwiczce arbuzy.

Jazie też są u nas większe niż choćby z Waszych ostatnich wypowiedzi na forum: 30-staki są już pod kilo, a 43 cm to 2,5 kilo czystego srebra. :)

Do wody trafia (za drugim podejściem) Effzetka, czerwona, listek No 0 (3 gr) i przy kolejnym ściąganiu powolutku pod prąd – buch! Siedzi bydlę! Zaczep znaczy się. Nigdy nie potrafię uwierzyć w te wszystkie opowieści o tym jak zaczep komuś ożył. Jak żyję żaden zaczep nigdy mi nie ożył. Po odstrzeleniu (mimo, że żyłka) wchodzę na pobliską wierzbę i ratuję szczęśliwą przynętę. Dlaczego szczęśliwą? A bo po kolejnych parunastu minutach – buch! Siedzi, tym razem jaź. Jaź chyba się naczytał w wątku o kwietniowych łowach, ile powinien mieć przy rozmiarze 30 cm, bo skubaniec wyglądał mi na maks. 0,5 kg. Wypuszczam anorektyka (w dodatku pewnie głuchego, gdyż Kuba robił wszystko, by ryby wypłoszyć) i spaceruję dalej.

Napotykam grupkę miejscowych drwali. Dziś święto, nie ma ich, ale sądząc po rozrzucie w uderzeniach siekierą musieli już świętować minimum od tygodnia. Sami spójrzcie jak nieudolnie ścinali drzewa:

Sielski krajobraz psuje niżej podpisany:

A cichą atmosferę łona przyrody zakłóca troszkę ten „okaz”:

Nagle, dochodzę do pewnego miejsca, na widok którego wszelka ochota do żartów mi mija. Atmosfera pryska i nawet mój synek cicho się pyta: co się stało tato?

I co odpowiedzieć synkowi? Postęp? Poprawa? Zabezpieczenie przeciwpowodziowe? A może wytłumaczyć, że rybki lepiej pływają jak mają równo i nie muszą przemęczać płetw? Że wszelkie doły, przelewy źle wpływają na pęcherz pławny?

Pisałem o pewnym miejscu. Z tego miejsca jak spojrzycie w prawo, to zobaczycie:

Spojrzycie przed siebie:

W lewo proszę nie patrzcie, nie trzeba...

Dzień mija, wracam do samochodu. Wymowny zachód słońca. To koniec dnia i... rzeki.

Czy wiecie jaka, kolejna rzeka umarła? Nie oceniajcie proszę zdjęć – robione telefonem :(

Grzegorz Kołtało *Yelcyn*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Piękna, kamienna opaska.. Teraz powinny być przy niej klenie.. A w lecie eldorado sandaczowe...
Rzeki szkoda bo piękna i urok swój utraci ;/

Co do opowiastki - rżałem jak koń przy opisie zaczepu :)
Gratuluję rybki i towarzysza zabaw (moja niewiastka jakoś niechętna).
Wiemy niestety co to za rzeczka :cry .Podobnie w okolicach Głogówka została \"poprawiona\" za pomocą koparek Osobłoga.Nawet małe klenie zniknęły
Oj tam Grzesiu, czepiasz się fachoFców :grin .
Taką ładną plażę zrobili :? .
Ato na drugim zdjęciu to pewnie zbiornik retencyjny? :)
Przerażający widok. :cry
Miałem przyjechać w Twoje eldorado, alem widzę, że dziksze wody są u nas :grin
Grześ niestety to nie jest dolina Rospudy.Jak by tą obwodnicę wybudowali dziesięć lat temu to dawno byś o tym zapomniał.A tu i do kronik się załapałeś he he.Pozdrawiam.
Jaka śmierć Grześ. Teraz i autka nie porysujesz, nie zakopiesz się, tylko trawkę posadzić kocyk i na majówki jeżdzić niekoniecznie z wędką. :) :) :)
Pomimo mało optymistycznego wydźwięku Twej opowiastki, rozczuliła mnie koszulka Twojego syna :grin . Jak widać, niedaleko padło jabłko od Kołtały :grin :grin .

PS. Ty się Wieszakiem nie tłumacz, bo jeszcze przyjadę w te Twoje strony i wszystko odszczekasz :P ... W końcu siedziba główna mojej nowej firmy będzie na południu ;) .
Nie napisałem, iż rzeka została \"wybudowana\" od nowa. Pierwotne koryto rzeki zostało zasypane, a rzeka na długości 2 km została przeniesieno kilkaset metrów w bok. Na czwartym zdjęciu od dołu widać \"ujście\" starego koryta do nowego. Porównajcie też obecną szerokośc \"rzeki\" do pierwotnej. I teraz pytanie do matematyków: jeśli tą samą ilość wody puścimy korytem ok. 2,5 raza szerszym to jak zmieni się głębokość? A rzeka już wcześniej do głębokich nie należała.

Dodatkowo dwa teksty o rzece:

W dniu 20.10.2007r. Przeprowadzono z pomocą naszego koła, kontrolny odłów ryb na rzece w jej dolnym odcinku. Odłów dokonano agregatem pod nadzorem ichtiologa. Po odłowch okazało się, że rz. Kłodnica ma bardzo bogaty rybostan. złowiono i wypuszczono nastepujące gatunki ryb: Klenie, szczupaki, okonie, jaźie, leszcze, płocie, jelce, ukleje, bolenie, kiełbie.


W dniu 4 maja 2008r. w godzinach popołudniowych prezes koła PZW Reńska Wieś KOFAMA, komendant powiatowy SSR, oraz członek koła PZW K-Koźle Azoty, wpuścili do rzeki w K-Koźlu 24750szt. narybku szczupaka. Narybek ten został zakupiony przez Okręg PZW w Opolu.
Za kilka lat wpuszczone do rzeki małe szczupaczki osiągną swój wymiar ochronny i wówczas wędkarze będą mogli jes łowić wędkami.
Oby urosły jak największe.
:upset
Artykuł bardzo mi się podobał. Oczywiście życie dopisało zakończenie, ale ja widzę w nim wiele plusów \"dodatnich\". Napisany z humorem, barwnie i dystans autor do siebie posiada :grin . Najważniejsze jest to, ze masz druha w wędkarskich wyprawach, takiego patrzącego jak w Boga(do czasu, aż sam będzie miał lepsze wyniki) i chłonącego każde słowo Taty( coś o tym wiem). Odpocząłeś od stołu świątecznego i wdychałeś zapach rzeki. Zakończenie? Zycie je dopisało, fakt, smutne, ale ........ Kiedyś zmądrzejemy i przestaniemy katować naturę? Pozdrawiam Grzesiu, oczywiście, jeśli mogę tak Cie nazywać. A jeszcze o zaczepach, mój kiedyś ożył, jak zdenerwował się facet na materacu, o który zaczepiłem
:(