Tak jakby od niechcenia jakiś czas temu mój kolega rzucił hasło. - A może by tak nad Pilchowice? Zatkało mnie. Oglądałem film pod tytułem "Sposób na sandacza" i od razu wyobraźnia zaczęła rysować w głowie ogromne sandacze czekające na zmagania ze mną. Szybka decyzja - jedziemy! Termin wyjazdu: 08-10-2004, godzina: 15.30.

Na szczęście w piątek udało mi się wyżebrać dzień urlopu. Ziomek z żoną będą około 15,30. Moja żonka też już gotowa, spakowana nad podziw szybko. Co prawda gratów jest tyle, że nie wiemy jak się zabierzemy?


Już spakowani - samochód trochę "siedzi", ale damy radę

Droga dłuży się niemiłosiernie, ale przecież to 500 km. Przejechanie tej trasy zajęło nam prawie 8 godzin. Za Częstochową roboty drogowe, wiec nie ma jak przycisnąć, Na miejsce przyjeżdżamy około północy. Szybkie rozpakowanie gratów i ostatnie przygotowania do wyjazdu nad zbiornik.

Ledwo się położyłem już trzeba wstawać. Uff, na szczęście mamy blisko. Trzy kilometry górskich zakrętasów i jest stanica wodna w Pilchowicach.


Piękny widok

Witamy się z właścicielami stanicy. Dostajemy łódkę, pakujemy się i w drogę. Trochę się zagalopowałem. Zanim się zapakowaliśmy trzeba było posprzątać łódź. Środki pływające, którymi dysponuje stanica w Pilchowicach są w opłakanym stanie, brudne i przeciekające. Za to cena za wypożyczenie dwa razy większa niż za łódź nad Zegrzem. No cóż, nie ma co narzekać. Grunt, że pływadło trzyma się na wodzie. Wypływamy!


Widać po nas trud podróży


A miejscówki kuszą

Przy tych skałach jest 18 metrów. Echosonda pokazuje cuda. Dno bardzo pofałdowane. Nie dziwi, że ryby znalazły tu świetne warunki do życia, tym bardziej, że na tym akwenie nie jest prowadzona gospodarka rybacka. Ryby nie chcą współpracować. W sobotę tylko jedna załoga złapała sandacza. Rybsko mierzyło 87 centymetrów. Ja odnotowuję dziwne branie. Początkowo wydaje się, że zaczep odchodzi w bok. Ziomek!!!!! - drę się. Szykuj podbierak!!! Niestety, zdobycz chyba nie wejdzie do podbieraka. Na szczęście kolega jest wprawiony w podbieraniu dużych sztuk.


Piękne podebranie pod skrzela. Mam nadzieję, że złapię jeszcze jedną taką, to będzie komplet do mojego cinquecento

Wracamy o 15-tej do domu. Mamy dość, trzeba trochę odpocząć. W końcu możemy obejrzeć nasz pensjonat. Przecież nawet go dokładnie nie obejrzeliśmy, no i trzeba poświęcić naszym żonom trochę czasu. A gdzie moja żona? Moją znajduję przy koniach. Instynktownie "wywąchała" swoje ulubione zwierzęta i już je męczy.

Nie pojeżdżę - Wszystkie klacze są źrebne. Gospodarz obiecał, że na wiosnę będzie miał kilka koni do jazdy.
Po obiedzie jedziemy pokazać dziewczynom zaporę.


Nasza paczka


Druga co do wielkości zapora w Polsce robi wrażenie

* * *

Historia Zbiornika (Opis pochodzi ze strony www.budowle.pl).
Zapora Wodna Pilchowice jest drugą, co do wysokości (po Solinie) i drugą, co do wieku zaporą w Polsce. Ponadto jest to najwyższa w naszym kraju zapora kamienna oraz łukowa. Długość korony wynosi 270 metrów. Pierwsze zapory znajdujące się na terenie Polski zbudowali Niemcy w czasach, kiedy część naszego kraju znajdowała się pod ich zaborem. Dlatego też najstarsze polskie tamy znajdują się na zachodzie kraju, a dokładnie w województwie dolnośląskim. Znajduje się tam między innymi Zapora Leśna (najstarsza w Polsce) a także niezwykle wysoka Zapora Pilchowice.

Na początku naszego stulecia, po serii pustoszących Dolny Śląsk powodzi, na 17-kilometrowym, przełomowym odcinku Bobru powstały trzy sztuczne jeziora: Modre, Wrzeszczyńskie i Pilchowickie. Największym z kaskady górnego Bobru jest najniżej położone Jezioro Pilchowickie. Wszystkie trzy zapory zaprojektowali i wykonali Niemcy. Zapora Pilchowice została zbudowana z kamieni łączonych betonem. Dzisiaj ta technika budowania została zapomniana, jednak na początku XX w. Niemal wszystkie zapory miały taką konstrukcję. Woda ze zbiornika zasila turbiny elektrowni, znajdujące się w wyglądającym jak dom rodzinny budynku u stóp zapory. Jak na tamte czasy Elektrownia Pilchowice wytwarzająca ponad 8 MW energii elektrycznej była cudem techniki. Kanał upustowy jak przy większości konstrukcji łukowych znajduje się z boku korony. W przeciwieństwie do innych zapór kanał zbudowano na kształt schodów. Takie rozwiązanie wyhamowuje wodę, która w przeciwnym wypadku zmyłaby budynek elektrowni, usytuowany w tak nietypowym miejscu.

* * *

Nim się obejrzeliśmy sobota minęła. Na szczęście jutro też wypływamy.


Ziomek pełen werwy - Dobiorę się tym sandaczom do... - jakoś tak mówił

Niestety powtórka z dnia poprzedniego. Nikt nic nie łapie. Próbujemy na wszystkie sposoby. Ze znalezieniem ryby nie ma większego problemu. Sonar lokalizuje duże półksiężyce tuż nad dnem. Ich wielkość robi wrażenie. Ale dalej nie reagują na żadne przynęty.

Mimo usilnych starań nie udaje się nam nic konkretnego złapać. Pod koniec dnia odpuszczamy sandaczom zupełnie. W ramach relaksu łapiemy okonie. Trafiają się 20-taki, ale większych nie widać. Z resztą nie mamy już czasu na dokładne poszukiwania. Czas biegnie nieubłaganie. Mijamy po drodze łódki z wędkarzami. Smutne miny wystarczają za odpowiedź na pytanie o wyniki połowów. To już prawie koniec. Po drodze mijamy dwie załogi na wiosłach, które płyną do portu. Bierzemy chłopaków na hol.


A co? Kulig na wodzie też może być!

I na tym chyba koniec przygody z Pilchowickimi sandaczami. Nie zawsze da się rybki łapać. Ale czy nie byłoby nudne, gdybyśmy za każdym razem cieszyli się obfitymi połowami. Wierzę, że "następną razą" będzie lepiej.

Artur Kowalski *Arturro*



Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

Jarokowal:
Witaj. Jakim sandaczom? Czy jesteś kolejna ofiarą filmu? Ale na poważnie. 1-3 października odbył się tam zlot PW. Miałem okazje odwiedzić to łowisko 2 października. 20 albo 25 chłopa przez cała sobotę bezskutecznie uganiało się za rybami ;-)) dopiero wieczorem został złowiony jeden ... szczupak. Ale co tam ryby trzeba przyznać że łowisko jest fantastyczne i bardzo trudne zarazem. Widzę że stan wody bardzo podobny do tego który my zastaliśmy. Jaką głębokość wskazywała echosonda? Pozdrawiam
PS. Kiedyś jeszcze odwiedzę tą wodę, tam jest rewelacyjnie.
Arturro:
Tak tak film mnie zauroczył. Jednak echosonda naprawdę pokazywała, że są tam duże ryby. Co do głębokości to średnio od 8-15 metrów. Nieraz tuż przy skalach zaczynała się głębia, bez żadnego spadku - po prostu ściana. Pozdrawiam
kuba:
Byłem i ja tam we wrześniu, łowiłem dwa dni, rezultaty podobne. Trochę okoni na "Patelni". Nikt nic wtedy nie złowił... O przepraszam, jednego szczupaka. A zdechły 80tak pływał w zatoczce za skocznia.. Łowisko nie ma gospodarza, fakt. Wędkarze - śmieciarze potworni, wokół walają się opakowania po zanętach, robakach, woda aż bulgocze od gazu gnilnego. Ale miejsce dość magiczne. I ryby tam są, tylko jak to sandacze - musza mieć dzien. Wtedy nie miały. W zasadzie głównie nie maja.:(
popper:
Gratuluję chwytu "pod skrzela". Dawno temu w Redze złowiłem trotkę o kształtach aluminiowego czajnika. Walczył szalenie i uległ dopiero podbierakowi syna:)) Relacja, mając w pamięci wspomniany film, jest bardzo pouczająca. A morał każdy sobie sam wysnuje.

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Łowisko przepiękne a wspominany film - jak to z filmami bywa (zmontować można cuda -:).
Ten podobno (słowa obsługi stanicy)powstawał dwa tygodnie a połowili tylko w jeden dzień.