W miejscu, gdzie w latach ubiegłych łowiłem piękne jazie, podczas kilku zasiadek nie miałem nawet kontaktu z rybą. Na wiosenny sezon robiłem sobie apetyt całą zimę. Odkryte w roku ubiegłym miejsce, gdzie z marszu złapałem siedem jazi dobrze rokowało na bieżący sezon. Niestety, rzeczywistość była całkiem inna. Jesienią dokonano dewastacji Wieprza - w języku sprawców nazywanej regulacja koryta i ryby sobie poszły. Mimo tego, że łowisko przygotowywałem od momentu zejścia lodu, podczas kilku zasiadek nie miałem nawet brania. Miejscowy zaprzyjaźniony wędkarz, który nad rzeka jest codziennie też nic nie złapał.

Załamałem się totalnie. Wiosna bez jazi? Katastrofa. Sił wystarczyło mi jednak na to, aby poszukać kawałka Wieprza, gdzie pseudoekolodzy nie poprawiali jeszcze natury. Moje wędrówki nad rzeką zaowocowały odkryciem na nowo odcinka znajdującego się 10 km od miejsca zamieszkania, gdzie nie wędkowałem z powodu bliskości dojazdu i większej niż gdzie indziej presji wędkarskiej. A cisze i spokój na rybach cenie sobie ponad wszystko.

W sobotę z jedną wędeczką rozpocząłem rekonesans kilku miejsc na tym odcinku Wieprza w okolicy Kijan. Spenetrowałem kilka kilometrów nie mając brań. Aż pewne niepozorne miejsce według mojej oceny zasłużyło na przyjęcie większej ilości grochu z myślą o niedzielnym wędkowaniu.

W niedzielę 5.20 rozkładam sprzęt na łowisku. Dwa feedery do wody i czekam. Po około pół godziny szczytówka jednej z wędek delikatnie drga, niestety zacięcie jest puste. Popijam kawę i czekam dalej. Po dłuższej chwili spokoju szczytówka tej samej wędki gwałtownie kłania się wodzie. Zacinam i jeeest! Znajome kopnięcia mówią dobitnie- masz jazia. Krótki hol i jazik 43 cm ląduje szczęśliwie w podbieraku. Po tym braniu godzina spokoju bez brań, aż druga wędka jakby zawstydzona swoja bezczynnością ożywa i delikatnie na 2 razy oddaje pokłony rzece. Zacinam . Zaczep? Nie, kopie, jednak po chwili jazik w/g mojej oceny większy niż poprzedni spina się. Łyk kawy uspokaja nerwy po nieudanym holu. Około 9 na koniec wędkowania kolejne spokojne branko, zacięcie i pewny hol. Ten jest mniejszy 40 cm.

Ogólnie zadowolony składam się do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Podczas zasiadki zauważam także spławienie się ryby, któremu towarzyszył dziwny furkoczący dźwięk. Czyżby brzana? Byle do następnej soboty. Pozdrawiam wszystkich z wyjątkiem drani niszczących piękna rzekę Wieprz i to za nasze wspólne pieniądze.

Picker


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

wedkoholik:
Witam! Widzę, że i Ciebie z domu wyniosło nad wodę :) i trochę złapałeś drgającego kontaktu. Szkoda tylko, że głupota ludzka powoduje takie zniszczenia na Twoim Wieprzu.
mk:
Furkotka wyskoczyla, mozliwe. Choc ja takie splawy brzan obserwuje glownie poznym latem/wczesna jesienia na Wisle. Ale brzany lubia wchodzic z wiekszych rzek w doplywy na wiosne.
Wkrotce z reszta maja tarlo. Splawiajace sie brzany to niesamowity widok, i ten charakterystyczny dzwiek - furkotanie. Gratuluje jazi. Czolem, mk.
ted:
Pickerowi się zachciało,
Aby wreszcie coś zadrgao.
Siedzi cicho, grochu sypie.
Może jakąś rybkę zdybie.
Kij się gnie i węda trzeszczy.
Czyżby taki spory leszczyk.
Nie, bo wiosną zawsze masz
To co lubisz, czyli jaź.
picker:
Ted pogromco złotych linów
nie smiej sie z moich wyczynów
Lepiej grochu uparz szybko
i zawołaj chodz tu rybko )))))

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy