Telefon od kumpla. Będzie impreza. Czy się na nią piszę? No jasne! Tylko gdzie to będzie? Na działce w Kromszewicach. 80 km PKS-em. Co to za wiocha? Klepana droga, lasy, pola i... ładne jezioro! A więc biorę wędkę.

Dwugodzinna podróż z kolegami minęła szybko. Witanko z przybyłymi wcześniej. Szybkie pytanie do kumpla. Którędy nad wodę? Tu za płotem i w dół. 50 metrów i jesteś. No to idę. Narka.

Faktycznie, chwilka i mym oczom ukazała się pomarszczona tafla jeziora. Zarośnięta u brzegów. Spokojna w zatokach i żywa na otwartej przestrzeni. Szybko zmontowałem sprzęt. Na początek chciałem ambitnie. Za szczupaczkiem. Biały predatorek 2 na lekkiej główce. Jak zwykle bez wolframu. Jak zwykle zapomniałem zapakować. Obławiam trzcinki wzdłuż brzegu. Nic. Na otwartej wodzie. Też nic. I tak kilka kolejnych miejsc. Pogoda jest paskudna. Ciężkie, ciemne chmury, z których lada moment spadnie rzadki, zimny deszcz. Wiatr duje prosto w twarz i skraca rzuty. Silne falowanie też nie ułatwia łowienia.

Ale nie poddaję się. Rzucam dalej. Jest pierwsze branie. Zacięte w tempo. Siedzi! Przyjemny ciężar. Nawet hamulec gra. Za chwilę luz. Kocia mordka. Adrenalinka. Wypiął się. Trudno. Idę dalej. Tu już wszystko przepłoszone.

Jeszcze jedno miejsce. Jeszcze jeden rzut. Wystarczy. W czystej wodzie widziałem okonki. Kilka sporych wyszło do predatorka. Zakładam paproszka. Motorek, gram ołowiu do niego. Rzut, zamknięcie kabłąką, poderwanie... i jest! Zdziwiony okonek targa szczytówką. Potem następny. I jeszcze jeden. Co rzut to branie. Co drugi rzut to ryba. A wszystkie podobne, smukłe i waleczne. Dłoniaki, od 15 do 20cm. Większych nie sięgam. Za krótkie rzuty. Troka nie chce mi się montować.

Kolejna miejscówka. Pomost w trzcinach. Spokojna zatoczka. Rzut wzdłuż trzcin. Jako pierwszy, jak zwykle. Skubnięcie. Kolejne. Pewnie okonek – myślę. Nagle mocne zassanie. Od razu odjazd. Chwila zabawy. Jest już przy pomoście. Już go widzę. To szczupak! Okolice wymiaru. Wyłożył się. Na wyciągnięcie ręki. Haczyk zaczepiony za skórkę. Ostatni zryw. Udany. Ryba znika w toni jeziora. Mam dziś pecha...

Wystarczy tego wędkowania. Wracam. I tak powiedzą, że jestem świr. Z wędką na imprezę przyjechał...

Kamil Szymczak *Mekamil*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

No i o to chodzi POZYTYWNY świrze! Fajnacko opisane :grin
To co że świr, ale jaki szczęśliwy. Fajnie napisane.
Fajniuuusia woda.... I relacyjka też. Zazdroszczę Ci, że wogóle byłeś nad wodą, a o zapiętych rybkach nawet nie wspomnę.
Przypomniałeś mi moje szczeniackie czasy. Na tym jeziorku stawiałem pierwsze samodzielne kroki, oczywiście ze spławikiem.To było.... Pal to licho, nieważne :grin
Ale lipa.
Ani jednej flaszki i nikt się nie zrzygał.
To miała być impreza :P

A poważnie: fajna relacja, fajne zdjęcia.
Gratulacje, choć szkoda, że żaden potwór nie chapnął.
Nic dodać świrze, na imprezki jeżdzi się z \"miodynką\" a nie z wędkami. :)
Każdą wolną chwilę spędzać nad wodą i w między czasie zjeść, zabawić się, żyć... 8) ;) Czemu zwykle jest odwrotnie? Życie... Melacholia mnie taka ogarnęła po tym tekście :roll
Kamil, co Ty chrzanisz, że główka gramowa? Sądząc po proporcjach, to ma jakieś 2,5 - 3 g. No, chyba że w środku pusta :grin

Pisz więcej, znakomicie Ci to idzie :)
Pozdrówka :)

P.S. A jak tam ostatni egzamin?
Takie wypady są najlepsze, super opisane :P
Dziękuję za miłe komentarze!
Novis - Relacja z naszego wspólnego przypominania wody bardzo powoli powstaje :P
Yopas - Flaszek poooszło sporo, ale dopiero kilka godzin później ;)
Bombel - Główki są ze sklepowej przegródki \'1,5g\', ale usuwam z nich kołnierze, więc myślę, że ok. 1g będą miały. Egzaminy zaliczone - jestem wolnym człowiekiem :grin
Kamil - gratulacje! :)

Ale naprawdę wolny to będziesz tylko do października :P
Ale spoko, następny etap już w innych warunkach \"wolnościowych\" ;) Bezboleśnie będzie można się urywać z zajęć i na rybki wyskoczyć. A wieczorami będziesz mógł potrenować inne zajęcia. Po roku treningu będziesz miał szansę dorównać nawet Novisowi :grin ;)