Przez ostatnie kilka lat nie jeździłem nad Zalew, ale pierwsza po przerwie, sierpniowa wyprawa przekonała mnie, że niesłusznie. Choć wtedy nic nie złowiłem, to przynajmniej popływałem po ładnej i ciekawej wodzie.

Na przystani meldujemy się, gdy jeszcze jest ciemno i zastajemy zamkniętą bramę. Jest nas czterech, bo łowią z nami jeszcze dwaj bracia Krzyśka. O 6 zaczyna robić się widno i powoli pakujemy się do łódek - czekają na nas wcześniej zarezerwowane dwa duże Crescenty. Z takiej łodzi można wygodnie i bezpiecznie powędkować.

Zdecydowana większość łodzi kieruje się na najbardziej znane łowiska w okolicach mostu. Jednak, aby uniknąć łowienia w tłoku i hałasie płyniemy w przeciwną stronę. Jest zimno i mglisto. Mam nadzieję, że niedługo wyjdzie słońce. Jak nie, to pozostanie rozgrzewanie się gorącą herbatą z termosu.

Zaczynamy łowienie z opadu na gumy. W jednym z pierwszych rzutów Tomek ma pobicie kopyta tuż przy łodzi, a ja też zaliczam jakieś delikatne popukiwania w przynętę. Są ryby, tylko jeszcze nie możemy ich złowić. Gdy Krzysiek łowi na boczny trok pierwsze dwa okonie, nie ma już na co czekać. Kotwica w górę, sczepiamy łodzie i słuchamy lekcji na temat zmontowania i prowadzenia zestawu.

Metrową pętlę należy przeciąć w odpowiedniej długości. Do krótszego odcinka żyłki ciężarek, do dłuższego haczyk z twisterkiem. Prowadzić trzeba wolno po dnie. Zawsze myślałem, że jest to znacznie bardziej skomplikowane. Na potwierdzenie swoich słów Krzysiek łowi okonia.

W drugim rzucie czuję uderzenie na kiju – siedzi. Nie jest duży, ale to mój pierwszy okoń złowiony nową dla mnie metodą.

Kotwiczymy w naszym poprzednim miejscu i w skupieniu zaczynamy łowienie. Po kilkunastu minutach Tomek zacina coś większego. Przez chwilę nawet mam wrażenie, że to szczupak połakomił się na niewielkiego twisterka. Po chwili w podbieraku ląduje dorodny okoń, taki trzydziestak. Jest śliczny i daje powody do satysfakcji.

Potem jeszcze łowimy jakieś małe okonki i kończą się brania. Trzeba ruszyć i szukać dalej ryb w Zalewie. Odwiedzamy wcześniej sprawdzone miejsca. Łowimy kilka okoni. Ja niestety tylko same niewielkie, ale łowiący ze mną w łodzi kolega jest dziś najlepszy i pierwszego okonia poprawa niewiele mniejszym.

A mnie zachwyca sam Zalew. Przyjeżdżałem tutaj z ojcem w latach dziewięćdziesiątych łowić leszcze. Potem odpuściliśmy sobie przez kilka lat na rzecz mazowieckich rzek. Ponownie przyjechałem tu dwa miesiące temu, a dzisiaj połowiłem swoje pierwsze spinningowe ryby z zalewu. Lubię łowiska duże i rozległe, gdzie mogę poczuć przestrzeń, więc Zegrze okazało się dla mnie strzałem w dziesiątkę - taką namiastką wielkich mazurskich jezior. Spinningowanie z łodzi jest tutaj bez porównania łatwiejsze i przyjemniejsze niż np. nad Wisłą. Łowi się lżej, wygodniej i urywa mniej przynęt. W tej chwili pod względem spinningu jest to dla mnie najciekawsze łowisko w okolicach Warszawy.

Tutaj muszę dodać, że po pierwszych okoniach na dobre wciągnęło mnie łowienie metodą bocznego troka. Dziś nie złowiłem dużo, bo tylko kilka niewielkich okoni, ale na pewno nie raz sięgnę po tę metodę. Wystarczy niewiele, bo trochę najmniejszych gumek, kilka ciężarków i haczyki, by naprawdę móc nacieszyć się łowieniem.

Na koniec próbuję jeszcze skusić dużym kopytem jakiegoś szczupaka, ale nie mam nawet najdelikatniejszego pobicia. Około południa decydujemy się wracać. W drodze do przystani próbuję lekkiego trollingu i ciągnę za łodzią fluozielonego woblerka. Przez chwilę skoczyła adrenalina, ale niestety spotęgowany prędkością łodzi i odległością opór okazał się tylko zahaczoną kolonią ślimaków.

Do domu wszyscy wracają zadowoleni i wypoczęci, tym bardziej, że nie był to wyjazd zakończony przysłowiowym "o kiju". Ciągle coś się działo i kilka ryb udało się złowić. Dodatkowo, towarzyszy przekonanie, że jesienny sezon spinningowy na Zegrzu nieprędko się skończy.

Paweł Daniec * Anguiler*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Witam. Zalew to ciekawa woda, ale najważniejsze, że potrafisz odnaleźć w wędkowaniu cos co Cię nad Nią ciągnie. I nie ważne gdzie, nie ważne kiedy, ale ważne żeby jednak nad Nią zawitać ...np o mglistym poranku, pieknym, jesiennym...Pozdrawiam.
Piotrek, Twoje mgliste i urokliwe będzie jutro :) Kolejka się zrobiła.
Pawełek, bardzo przyjemna relacja i gratulacje za pierwsze wyniki na spinie w nowej metodzie :grin
Witaj wśród zboczkowców:D
Wczoraj byłem nad Zalewem. Z początku trolowałem po kantach - bez efektu. W końcu ruszyłem podżigować w okolice mostu. Miałem kilka puknięć sandaczowych w gumę i nawet z wody wyjęłem jednego nie miarka, który wrócił szybko do wody. Konkurencja połowiła niewiele okoni patelniaczków, ale z większymi rybami się nie chwalili. Otarłem się także o policję, która jak się potem okazała miała święte i moralne prawo walnąc mi mandat za parkowanie na szlaku żeglownym ;). Pozdrawiam.
Dziękuję za pozytywne komentarze pod relacją :)

Disel napisz proszę coś na temat trolowania po tych kantach. Rozumiem, że na starym korycie? Jakimi przynętami? Będę wdzięczny ;)
Anguiler - Łowiłem w zdłuż starego koryta od mostu w górę. Jako że w tamtych latach późną jesienią szczupaki właśnie w takich miejscach łowiłem na klasyczny spining to wnioskowałem że troling przyniesie efekty tym razem - przeliczyłem się. Jak łowiłem? Ciągnęłem za łodzią woblera Rapali DeepRunnera, jednocześnie kontrolując na echosondzie głębokość łowiska. Trolowałem na głębokości 3-6m.
Disel dzięki :)
faja relacja dobrze sie czyta :)
Paweł, super relacja, jest w niej wszystko co lubię: język, serce do łowienia, dużo zdjęć...
Cieszy mnie, że złapałeś bakcyla spinningu, martwi mnie trochę, że na troczek-zboczek....
Mnie kiedyś też cieszyła skuteczność zboczka, ale w końcu przyszło uświadomienie: tą metodą nie da się złowić nic większego. Badziewiarka jest fajna na ilość,ale nie słyszałem żeby ktoś wyciągnął na nią coś medalowego (max to 30stak - vide rybka Tomka). To chyba tak samo jak z uklejówką: teoretycznie można złowić coś większego, praktykę wszyscy znamy.... A może się mylę?? Xłowił ktoś coś większego na troczka???
Grześ metoda \"troczkowa\" jest stosowana przy trollingu, także przy morskim aktywnym surfcastingu z plaży i połowach z kutrów, stosuje się dużo grubsze zestawy, łowi się dużo większe ryby. To, że na tę metodę nie padają większe niż 30cm ryby jest efektem stosowania do drobnych wędek miniprzynęt i delikatnych żyłek. Nawet jeśli siądzie Ci 2 kg szczupak nie masz szans. Metoda stała się popularna ostatnio, bo wędkarze diabła by powiesili na końcu zestawu, żeby nie zejść o kiju :) U mnie na Pojezierzu wędkuje się nią odkąd pamiętam, no może przesadziłem, odkąd w sprzedaży są dostępne współcześnie znane wędki i kołowrotki, czyli od połowy lat 90. Jak pisałem, jest uznawana za metodę ostatniej szansy. Sam nieraz próbuję, ale głównie dla zabawy. Przy pomoście nad jednym z podolsztyńskich jezior, ze 3-4 lata temu, siadł mi szczupły, na oko ok. 60 cm długości, no ale zestaw był bez wolframu, żyłka 0.18, zacięty elegancko w pysku... i wszystko jasne. To nie oznacza, jak widać, że nie można łowić większej ryby, po prostu tak jak się wędkuje przy tej metodzie, sam skazujesz się na takie ryby. Najczęściej padają okonie, bo widać częstotliwość pracy wleczonej gumowej przynęty im odpowiada, rzadziej jest to inny gatunek ryby, bo te wymagaja agresywnej pracy, czego przy troku nie da się zapewnić, choć znam specjalistów wieszających blaszki i woblery, ale zestaw jest mocno zmieniony w stosunku do prostego troka opartego na \"ciętej pętelce\". Przykładów można dawać wiele, jak sądzę, różne spostrzeżenia są też w zasobach WCWI.
Dzięki Robert za interesującą odpowiedź. Zanim ją przeczytałem zdążyłem napisać nowego posta.. Zapraszam tam do dyskusji i prezentacji poglądów o troku. Nie chciałbym Pawłowi zaśmiecać komentarzy pod naprawdę super relacją. Moje uwagi wynikają chyba z zazdrości.. ostatnio mam sukcesy tylko w łowieniu (zakazaną :P ) podrywką w moim akwarium :grin
Pozazdrościć akwarium mieszczącego podrywki :) Ale masz rację, relacja Pawłowi wyszła super, szkoda tu \"bić pianę\" na tematy ogólne. Wynosimy się stąd z tematami nie związanymi z artykułem...