Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w pierwszą środę sierpnia o godzinie 2:30 rano siedziałem wygodnie (pojęcie względne) w samochodzie pędzącym na zachód w stronę Jeziorska. Szansę "pomoczenia kija" dali mi dwaj bardzo sympatyczni panowie - Czesław i Mieczysław ("nawigator" i kierowca) z mojego koła wędkarskiego. Moja taktyka obejmowała lekki spinning z brzegu w poszukiwaniu okoni i może jakiegoś dodatkowego przyłowu. Liczyłem, że przetestuje swoje wobki i nowe Meppsy. Dodatkowo chciałem się przekonać czy potrafię robić zdjęcia w plenerze i ogólnie zapoznać się z możliwościami cyfrówki.

Gdy dojechaliśmy na miejsce (gdzieś niedaleko zapory i miejscowości Kościanki?) było jeszcze średnio ciemno. Nocny spinning zbytnio mi nie odpowiadał. Żeby nie marnować tych kilkunastu minut... zdrzemnąłem się, uprzednio nastawiając budzik w komórce na 5:00. Gdy wstałem było już wystarczająco jasno. Uzbroiłem wędkę, spakowałem do torby to, co niezbędne i ruszyłem nad wodę. Moi współtowarzysze byli już rozstawieni, zanęty mieli zrobione i wykonywali właśnie pierwsze rzuty DS-ami. Zameldowałem się i poszedłem w górę zbiornika.

Pierwsze spojrzenie na wodę powiedziało mi wszystko: tu będzie ciężko o jakąkolwiek rybę. Kolejne rzuty utwierdziły mnie w tym przekonaniu - glony skutecznie uniemożliwiały właściwą pracę przynęt.

Danie dnia - zupa szczawiowa

Szedłem jakieś pół godziny wzdłuż brzegu i im dalej się posuwałem tym glonów było gęściej. Postanowiłem, że zamiast bezsensownie biczować wodę, pouczę się obsługi cyfraka. Jak się później okazało klikanie fotek to całkiem fajna sprawa, nawet, gdy nie za bardzo jest, co fotografować.

Jedno z pierwszych zdjęć bez bocznych przechyłów

Fajna gliniana skarpa, szkoda, że taka mała

Chodząc wzdłuż brzegu natknąłem się na "śródleśne" oczko. Na zdjęciu tego nie widać, ale w rzeczywistości było ono spore. Ryb było tu mnóstwo, a przynajmniej odgłosy, jakie stamtąd dobiegały były identyczne z tymi, które często słyszę nad stawami z linami, karasiami, gdy ryby te "cmokają" w liście roślin na powierzchni wody. Niestety rzęsa wodna i rogatek zdominowały tą wodę w całej objętości.

Tu woda również zielona, ale przynamniej nie od sinic

Łowisko nie dopisało, choć pogoda była ładna

Nie wiem dlaczego, ale te drzewa strasznie mi się spodobały

Kolejna skarpa, tym razem troszkę większa, a na niej grusza na tle błękitu

Jeszcze jedno pstryknięcie i chowam aparat, bo czas mnie goni

Sprawcą mojego opóźnienia był głaz, na którym sobie usiadłem i się zadumałem

Gdy dotarłem z powrotem do punktu wyjścia, usłyszałem bardzo dobrą dla mnie wiadomość. Z powodu mizernej liczby brań (a konkretnie było jedno słabiutkie branie i ryba, ale się spięła) przenosimy się nad Wartę powyżej zalewu.

Szybkie pakowanie i już mkniemy na inne miejsce. A ja czas przejazdu oczywiście wykorzystałem w pełni... na kolejną drzemkę. Obudziłem się, gdy nasze auto przedzierało się przez nadbrzeżne wertepy, a wszystkie wrzucone na tylne siedzenie graty zwaliły się na mnie.

Wypakowaliśmy się przy moście i zaraz zostałem poinstruowany, że powyżej niego łowić nie mogę, bo tamta woda należy do okręgu sieradzkiego, ale poniżej mogę robić, co mi się podoba. Poniżej, czyli tam:

Ponownie rozłożyłem spinning, założyłem motoroil-owego paproszka i zacząłem rzucać. Woda była mocno brunatna, ale właśnie taką lubię. Nie widzę wychodzących do przynęty ryb, więc nie zatnę zbyt wcześnie, a dopiero wówczas, gdy poczuję branie. I faktycznie w kilku rzutach wyławiam pierwszego okonka, a właściwie to jego narybek. Całe 12cm żywej ryby. Potem mam kolejnego jeszcze mniejszego, i jeszcze jednego. Po piętnastym maluchu, uznaję, że pora zakończyć tę rozgrzewkę i przejść do łowienia. Ale jak tu się skupić na łowieniu skoro wokół mnie taka piękna natura.

Te czarne plamki na wodzie to dwie beztrosko latające ważki

Założyłem białe kopytko i starałem się wczuć w rytm rzeki. Coś mi jednak nie szło. W końcu dotarłem do drzewa leżącego w nurcie po mojej stronie rzeki.

Rzuciłem najpierw dla wysondowania gdzie dokładnie leży główna część zawady. I ku mojemu zdziwieniu po trzech obrotach korbki poczułem mocne przytrzymanie, a po zacięciu pulsujący opór. Krótki hol i okoń, tym razem całkiem słusznej miary, wylądował na trawce.

Po zmierzeniu (26cm) oczywiście wrócił do wody. Kolejne rzuty mimo zmian przynęt nie przyniosły efektów, a jedynie sporo urwanych gumek - trochę za dużo jak na jedną wyprawę. Założyłem małego, pływającego wobka własnej produkcji. Zarzut na środek nurtu, powierzchniowy spływ przy jednoczesnym bardzo powolnym ściąganiu i wzdłuż nadbrzeżnych roślin. Właśnie z tego ostatniego miejsca wyjąłem dwa szczupaki. Szkoda, że tylko po 15-20cm... Choć to dobrze rokuje na przyszłość.

Poszwędałem się jeszcze trochę wzdłuż brzegów, ale nie miałem już więcej nawet puknięcia. Wróciłem do pozostałych. Wyniki: kilka niedużych leszczyków, parę płoteczek. Wszystko od razu leciało do wody.

Zdążyłem zrobić jeszcze jedno zdjęcie i siadły mi baterie. Szkoda, drugiej pary nie wziąłem...

Myślę, że jeszcze tu wrócę, ta rzeka mnie zauroczyła. Bo wstyd się przyznać, ale nad Wartą byłem po raz pierwszy. Co do Jeziorska to pozostawiam bez komentarza.

Kamil Szymczak *mekamil*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Szkoda, że bez rybek, ale okolica ciekawa. Potrenuj z aparatem, głównie ustawienia manualne, szczególnie balans bieli i ekspozycję. Automaty rzadko dobrze radzą sobie z zastanymi warunkami zwłaszcza w sytuacjach mieszanych o jak na ostatnim zdjeciu pod mostem.
W takiej mieszanej sytuacji (krowy i byki) to tylko wybitny fachowiec by sobie poradził :-))) Taki od zwierząt :-)))))
do mnie pawian jeden! Nic dziś juz nie napisze, bo znowu mi cuś dowali :P
Dzisiaj się dowiedziałem, że jutro jadę nad Bzurę w okolicach Soboty (znowu nie jestem pewien co do nazwy miejscowości), więc będę miał okazje poćwiczyć. Może się nawet z instrukcją obsługi zaprzyjaźnię :P
Co do balansu bieli to korzystałem z opcji daylight, ale to tak na chłopski rozum ;) więc nie wiem czy poprawnie. Do ekspozycji jeszcze nie dotarłem :roll
Aktualnie mam zbyt mało czasu na wędkowanie i dość dawno tam nie łowiłem, ale te strony znam dość dobrze. Jeziorsko jest okrutnie strzepane przez lokalną brygadę rybacką. Dodatkowo co rok dramatyczne wręcz zakwity, zamieniają fale bijące w brzeg w zieloną pulpę. Wszystko to plus ogromna presja wędkarska (w większości mięsiarska), masa szarpakowców i tragiczny ścisk nad wodą powoduje, że moja noga tam długo nie postanie. Sama Warta zaś od cofki przez most we Włyniu do mostu drogowego w Sieradzu, to na przemian totalnie jałowe i arcyciekawe miejscówki. Tych ostatnich jakby coraz mniej. Warta na tym odcinku z roku na rok niestety stale się wypłyca, choć masa bobrów robi dobrą robotę. Mogę Ci doradzić jadąc nad Bzurę w okolice Soboty, popytaj, gdzie jest taki stary most z jazem. Poniżej niego są absolutnie fantastyczne miejsca zarówno do spinningowania jak i na białą rybkę. Możesz liczyć głównie na piekne płocie, w które Bzura na tym odcinku obfituje. Mniej jest leszcza i jazia. Sporo jest okonia (czasami trafiają sie sztuki kilowe), choć głównie jest drobny. Polecam mikro-woblerki i małe gumki (najlepsze są srebrne kopytka). No i życzę miłej zabawy...
Warta na tamtym odcinku to żeczywiście ciekawa woda, ale jedynie od Jeziorska do progu przed Burzeninem który to zatrzymuje migrację wszystkich ryb. Na dodatek \"mięsiarze\" urządzili sobie pod tym progiem \"mekkę\" i nie przepuszczą niczemu a i metody połowu nie bardzo zgodne z przepisami! Króluje szarpak a kontroli w tym miejscu nie widziano chyba od momentu zbudowania tego progu! Chyba że od zeszłego roku coś się zmieniło ale w to nie wierzę!
A moze ma ktos wolne miejsce w samochodzie i chce sie podzielic kosztami za benzyne?Chetnie skorzystam :-)
byłem, zobaczyłem i muszę powiedzieć, że rzeczka jest niezwykle urokliwa, ale o rybę ciężko. Tam gdzie trafiłem aby osiągnąć pozycję do rzutu spinem trzeba się było przedzierać przez pokrzywo-jezyny i jednocześnie zejść 1-3 metry w dół. A zrobić to po cichutku to już mistrzostwo świata.
Potem byłem gdzieś powyżej - był stary most, były jakieś jazy i płaski, prosty dopływ Bzury (napotkany rolnik mówił, że to Gąbrówka). Mnóstwo okoni, ale niestety występował tu znaczny przerost ilości nad jakością. Co rzut to branie, ale wszystkie ryby z przedziału 15-18cm i rzadko 20. Było dużo płotek - widziałem stada przy powierzchni.
Porobiłem sporo fotek, zobaczymy jak wyszły.
Pozdrawiam
Witam! Za diabła nie znam takiego dopływu. Może to jakiś lokalny, mały ciek. Ja myślałem raczej o łowieniu poniżej spiętrzenia, ale w pobliżu innego dopływu Bzury - Mrogi. Fakt pozostaje faktem, że faktycznie, wszelkie miejscówki spinningowe na tym odcinku są wręcz niesamowicie zakrzaczone i że trudno się jest dostać do wody nie robiąc większego hałasu. Mimo wszystko warto się tam przespacerować ze spinem, bo czasami może sie trafić wielka niespodzianka. \"Przerabiając\" masy okonków możemy natknąć się na niezłego garbusa czy jakiegoś mocno wyrośniętego klenia. Niestety chroniczny brak czasu nie pozwala mi na częstsze testowanie tej dość przyzwoitej rzeczki. A szkoda, bo bardzo mi przypomina te małe dopływy Wisły, na których uczyłem się wędkować... Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na foty.
nad Wartą jest duży syf... lepjej wyruszyć na Grabie/Widawkę ...::::::DDDDDD