Jakże piękny okaże się kilkucentymetrowy okonek, który pożarł naszą równie piękną ochotkę i patrzy na nas swoim drapieżnym wzrokiem, niezbyt zapewne zadowolony z tej całej sytuacji w jakiej się znalazł. To właśnie są uroki naszej pierwszej wyprawy nad wodę.

3.IV wybrałem się z trzema kolegami na nasz pierwszy wypad nad wodę w nowym sezonie. Za cel naszej pierwszej wędkarskiej eskapady wybraliśmy rzekę Barycz w okolicach miejscowości Gądkowice. Jednak nie ryby były naszym celem, a chęć przywitania budzącej się do życia przyrody. Wybraliśmy to miejsce z powodu sentymentu jakim darzymy tą rzekę. Bo jak nie darzyć wyjątkową sympatią miejsce gdzie stawiało się swoje pierwsze wędkarskie kroki pod czujnym okiem taty.

Po misternym rozłożeniu wszystkich klamorków rozpoczęło się wielkie wędkowanie. Najpierw złapałem trochę porannego wiosennego słoneczka, a potem mój przynurzony spławiczek oznaczał tylko jedno – TO PIERWSZA RYBA SEZONU – piękny kiełbik.

Jeszcze na dobre nie rozpoczęliśmy łowienia, a już przyszedł pomysł na odwiedzenie Baryczki w miejscowości o śmiesznej nazwie Lilików. W Gądkowicach złowiłem jeszcze kilka płotek, ale tym razem nie ryby były naszym celem.

Całkiem niezłe płotki jak na Baryczkę. Po przyjechaniu do Lilikowa wziąłem do ręki tylko 4m uklejówkę już na zapas asekurując się przed kolejnymi przenosinami na inne miejsce. Czasem lubię być w wielu miejscach na raz. Jeżeli można powiedzieć, że ponad 4m siatka na ryby nie wiem po co wzięta i rozkładany wygodny fotel wędkarski, plus tylko to co najpotrzebniejsze przełożone do pudełka z kosza na ostatnią chwilę i oczywiście zanęta w „niewielkim” bo tylko 17l wiaderku (a mogłem wziąć 40 l michę) - to wszystko wyposażenie tzw. asekuracyjne. To chyba jeszcze pozostałości po kilku latach startów w zawodach wyczynowych. Trochę mi ich brakuje, ale szkoła okazała się nie do przeskoczenia w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że w trakcie tego sezonu nauczę się być zbytnio nie obładowanym nad wodą – myślę, że nauczy mnie tego spinning, za którym już teraz bardzo tęsknię, ale będę uparcie czekał na maj, kiedy nie będę musiał się stresować czy nie wyrządzę jakiemuś drapieżcy krzywdy w czasie jego tarła.

Hm, znów most na zdjęciu, ale nie myślcie, że tylko przy nich umiem coś złowić. No tak, jeszcze zapomniałbym wspomnieć o kolejnym gatunku jaki złowiłem na pierwszej wyprawie, a mianowicie piękniejszy niż potem w pełni sezonu JAZGARZ.

No i stało się po około godzinnym wędkowaniu, mój "szwędaczek" znów się załączył i postanowiłem pokazać moim dwóm kolegom (ten co łowił tu ze mną w czasach, kiedy na stojąco pod stół wchodziłem to Trzeci), jeszcze kilka ciekawych miejsc w tej okolicy, ale niekoniecznie z wędkami.

Na naszej drodze napotkaliśmy mały ciurek zwany "Polską Wodą" jednak pokusa była silniejsza i musiałem choć na 5 minutek potrzymać kija w ręce. Jak widać poniżej, efekty lepsze jak na Baryczy, a to tylko przez 5 min. Czasem tak bywa szczególnie na wiosnę, że całkiem ciekawe ryby możemy znaleźć w najmniej oczekiwanym miejscu. Dla mnie co prawda każda ryba jest ciekawa, a w szczególności teraz na wiosnę.

To już było tego dnia ostatnie miejsce, gdzie wziąłem do ręki wędkę, ale nie ostatnie gdzie byłem. Zabrałem kolegów (tych dwóch) z tym trzecim na tzw. Sarni Rów, chyba najstarsi górale nie wiedzą dlaczego Sarni Rów – zawsze się zastanawiam skąd biorą się dziwne nazwy różnych miejsc, no ale to nie nadaje się do felietonu wędkarskiego tylko co najwyżej do artykułu w jakiejś publikacji psychologicznej. A oto moi kompani podczas pierwszej wyprawy:


Ten "Trzeci" - Jarek


tych "dwóch" - Grzegorz i Krzysiek

Efekty wizyty na Sarnim Rowie.


Widok na tamę, a na niej Krzysiek z Grzegorzem


Sumiki Karłowate po spotkaniu z wydrą lub innym drapieżcą.

Jak na pierwszy raz to już wszystko, kolejny felieton z kolejnej wyprawy - kiedy? Nie wiem, sam sobie życzę jak najprędzej. Pozdrawiam wszystkich.

Wodom Cześć! - Gobius


Wybrane komentarze z poprzednich wersji portalu:

Sorg:
Michał artykuł czyta się świetnie, masz ode mnie "5" - teczkę. Mam nadzieję że już niedługo nadrobimy zaległości i skokniemy razem na rybki ( tym razem nie na cierniki )
Dzięki za przypomnienie jak wygląda moje łowisko z lat szczenięcych, już niedługop razem tam skokniemy mam nadzieję !!!
Marek73:
Aleś chłopie połowił. Ja na swoim pierwszym wyjeździe złowiłem dwie uklejki, ale przy tych twoich rybkach to moje były prawie jak okazy :))))
gobius:
tak rybki nie za wielkie, ale najważniejsze że inauguracja sezonu zaliczona. No dzieki. A z tym skokiem na rybki no to przypominam że Widawa była blisko, a teraz szykuje się ok 2 tyg przerwa. pozdro

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy