LIPIEC
Czas wakacji, ale nie dla wszystkich. Korzystam z długich dni i organizuję wypady po pracy łowiąc do późnego wieczora. Odkrywam Prosnę pod kątem kleni tracąc cały zapas skutecznych obrotówek. Co rusz testuję nowe przynęty. Boleniowy Gembal rodem z pilskiego – czy przyniesie sukces?

Zapały moje studzi kolejne branie suma, który zostawia mnie z kocią mordą i bez woblera. Miały być bolenie, a tu taka niespodzianka. To już kolejne branie z tego warcianego miejsca. Kolejne doświadczenie, oby nie poszło w las. Poluję przez kilka kolejnych dni na wąsacza już z grubszym sprzętem. Nie dane jest mi jednak doczekać się brania. Odpuszczam na rzecz jazi, które dostały jakiegoś amoku. Biorą na obrotówki, na garbatki odprowadzają woblery.

Dzienne łowy przynoszą mi niespodziewanie bolka 66 cm, który nabrał się na żelastwo prowadzone szybkim tempem w nurcie. To pierwszy na tę przynętę. Worek się rozwiązał? Wieczorne podchody na płyciznach o mały włos nie zakończyły by się moim zawałem. Wchodząc do wody, spłoszyłem stado kuropatw, które poderwało się do lotu w ciemności. Nikomu tego nie życzę. Jakby na pocieszenie łowię pięćdziesiątka boleniowego rodu.

O łowionych szczupaczkach, nie będę wspominał, bo i po co, to nie moje ryby. Koniec miesiąca to fotograficzny amok. Mam nową zabawkę, którą trzeba wypróbować. Canon 350D, obiektyw 70-300 mm, f4-5,6 APO DG Macro i drugi kitowy Canon EFS 18-55 mm. Taka mała rzecz, a cieszy. Jak niewiele trzeba do szczęścia. Trzeba go jeszcze spłacić, ale któż by się tym przejmował jak można już się bawić, pstrykać, focić, ustawiać, kombinować...

SIERPIEŃ
Od początku miesiąca uczę się nowego sprzętu. Wydaje się, że w Olim wszystko było prostsze. Ośmielę się zaprezentować efekt moich testów. Pierwsze kroki pokierowałem na ogród. Słonecznik.

Później były wędkarskie wieczory, wszak urlop się zaczął. Nie bardzo mogę dobrać się do jazi, za to Strzalka łowi je na potęgę, Adam testując nowe wobki, które wydębił ode mnie z nowych zakupów też łowi. Mnie pozostaje sprawdzanie przelewów w poszukiwaniu bolków. Asekuracyjnie w nocy łowię już z plecionką, bo dół przed główką spory i może wąsaty podchodzić do przelewu. W egipskich ciemnościach wiesza się sześćdziesiątak godny chyba fotki.

Wariat długo nie może dojść do siebie nim wrócił do swego królestwa. Niech gania ukleje dalej i rośnie zdrowo. Wracam do fotografii, bo ryby jakoś strajkują. Ganiam po zaroślach nad wodą wypatrując ciekawych motywów. Ptaszek, ale jaki to gatunek?

Plener w Macewie nad Prosną. Owoce czarnego bzu skąpane deszczem.

Ślimak walczący ze stromym badylem.

Motyl strojący się na źdźbłach trawy.

Łasica, która narobiła takiego rwetesu wśród wróbli, że od razu zwróciło to moją uwagę. Zwinne zwierze tak szybko znikło jak się pojawiło. Przeżycie pierwsza klasa. Szkoda, że to tylko kilka klatek.

Stada szpaków na pięciolinii drutów wysokiego napięcia - do, re, mi, fa, so, la...

Nawet z okna pokoju da też się coś ustrzelić. Wróble mają gniazda w rogu budynku, styropian to łatwy budulec.

Wobler Gembskiego sprawdził się podczas warcianych bojów. Adam, ten to ma szczęście, po raz kolejny wybrał łowną przynętę. Oj, jak głęboko zażarty.

WRZESIEŃ
Odwiedzam płytką Prosnę, która rzadko darzy rybami. Jedynie w sprawdzonych głęboczkach łowię dyżurne okonie, z których kilka ociera się o trzydzieści centymetrów, co jak na tę rzeczkę to świetny wynik. Zaczynam pstrykać co popadnie. Smakowite, dzikie jabłuszka.

Czas jesieni, to czas wielkiej wędrówki ptaków. Z głośnym krzykiem żegnają się ze mną żurawie.

Wrony licznie oblatują świeżo zaorane pole.

Schylam się niżej by zobaczyć coś ciekawego, czyż nie interesująca perspektywa.

Koniec miesiąca to kolejne wypady w poszukiwaniu ujęć. Szkoda, że za ciemno, za szybki był dla mnie ten kowalik, ale zostaje, bo pierwszy.

Jesień pełną gębą. Ryby ospałe jakieś, w fotkach pożegnanie lata.

PAŹDZIERNIK
Rozdarty pomiędzy fotografią, a wędkarstwem pierwszą część miesiąca poświęcam pstrykom. Sarna w zaroślach.

Jesienne dywany liści w żółciach, czerwieniach, brązach...

Jedyny wędkarski akcent to wypad nad Odrę w Lubiążu i marsz w gąszczu. Połowy zadziwiające jak na październik. Jaź czterdziestak i niewiele mniejszy kleń, a miały być sandacze. Co prawda trafiłem na takie przelewy, że aż cuchnęło białymi drapieżnikami. Założyłem małego wobka i poszło jak z płatka. Nieraz tak bywa. Koniec miesiąca to WCWI-owe spotkanie z Fartem i jego synem nad Wartą. Poznawanie nowych miejscówek, pogaduchy, wspólne ognisko. Nie piszę nic więcej, bo może wystukam jeszcze jakąś relację. Wracam do pstrykania, szukam miejsc godnych odwiedzenia. Nad Prosnę zawsze mnie ciągnie nie zawsze musi to być wypad z wędką w ręku.

LISTOPAD
Pstrykam ucząc się jednocześnie, zawsze podobało mi się to rozmyte tło. Trochę centralnie, ale chyba może być.

Obserwuję stanowiska myszołowów, które mam zamiar zimą fotografować. Te wszędobylskie sójki zawsze narobią takiego rwetesu, że płoszą wszystko w promieniu kilometra.

Z braku możliwości wyjazdu wychodzę do ogrodu, wykorzystać choć kilka chwil dobrego światła.

Rybie wieści docierają do mnie z różnych stron. Roman znów powalił wszystkich na kolana. Takim mocnym akcentem dobrze zakończyć sezon i niech tak już będzie. Mętnooki z zaporówki Szałe.

GRUDZIEŃ
Zostaje fotografowanie z okna pokoju, czytanie w sieci oraz papierowych publikacji. Dłubanie w sprzęcie, planowanie wypraw na nowy sezon. Ryby będą musiały poczekać, przynajmniej urosną.

Epilog
Z pewnością niejeden zastanawia się, skąd u mnie teraz tyle czasu? Zwolnili mnie, wygrałem w totolotka, poszedłem na emeryturę? Nie. Człowiek ma różne potrzeby, dla mnie sport jest nie mniej ważny niż fotografia, czy wędkarstwo i on spowodował moją absencję w powyższych tematach. Mecz, interwencja jakich tysiące, kontuzja – niestety. Noga w kawałkach. Gips i leżenie. Cholera, zawsze się dziwiłem jak można się połamać, a jednak można.

Cóż, mawiają: „Sport to zdrowie” teraz poznałem inne powiedzenie: „Sport to zdrowie do pierwszej kontuzji” Teraz najważniejsze, żebym wrócił do pełnej sprawności, wszak tyle wędkarskich szlaków czeka na odkrycie...

Krzysztof Gembalski *Gemba*

Komentować mogą wyłącznie zarejestrowani użytkownicy

Komentarze   

Jak zawsze super ;) znowu fotki powalaja na kolana :) Szybkiego powrotu do zdrowia Gemba :)
Zdjęcia mistrzowskie :)
A ta łasiczka to jakby zywcem z jakiegoś obrazu zwiała :)
Żebyś wrócił, bo kto nam będzie takie ładne relacje robił.
Gemba, twoje foty są THE BEST!!
Zdrowiej szybko:)
Poczytać, zerknąć na fotki, westchnąć tęsknie... Ech, to jeszcze cała zima przed nami :roll

Taki sam bucik nosiłem kilka lat temu. Ani chodzić, ani stanąć z wędką. Ale od czego ponton? Kamraci pomogli wsiadać i wysiadać, więc kij nie rdzewiał :grin
Wspaniale, zdjęcia super, zimy też są piękne nad rzeką. Ja łażę cały rok. Zdrowiej Gemba i w plener, pokaż nam też piękną zimę nad Wodami.
Super wspomnienia Krzychu, do zobaczenia na Szałe :grin
Mój Tata - stary sportowiec i napastnik KS Dąb Surochów - mawia: przez sport do kalectwa :P Zdrowiej i śmigaj nad wodę! Z fotek szczególnie mnie ujeła łasiczka mistrzowsko schwytana w obiektyw :grin
Piękne zdjęcia !
Odpoczywaj, dużo zdrowia, tak byś w marcu mógł już na pierwsze jazio-klenie zapolować
Super fotki,podsumowanie świetne wyniki również.Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
E tam na wiosnę będziesz śmigał. Po tygodniu jeździłem samochodem a nawet z nogą w gipsie byłem z Puziem na rybach. Ale lepiej spokojnie odleżeć pierwsze tygodnie, ja miałem chodzić w gipsie sześć, bo potem to już nie ta sama noga. Czasami mi dokucza , ale nie rozczulam się. A swoja drogą to jakieś walonki XXXL byłyby na ten bucik w sam raz. Masz okazję coś poczytać, coś napisać i nie będziesz się przymusowo śpieszył. Pozdrawiam
Gemba - jestesz fograffff pełną GEMBĄ!!! :grin Uchylam kapelusza!!! ;)
...piszę te słowa całkiem nie kurtuazyjnie, bo się ździebko znam na temacie..., bawię się w te klocki już od lat ponad 30-tu... 8)
Wspaniałe relacje i piękne zdjęcia! Czytajać czuje się, że autor kocha to co robi. Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
Zdrowiej szybko abyś wydobrzał do wiosennego wędkowania
Ekstra, Krzychu!
Krzychu?!! A ja Ci dowalę do pieca!!! Jak dalszych tego typu relacji nie napiszesz okraszonych przecudnymi fotkami to niech mnie diabli wezmą, a przyjadę i drugiego \"kulasa\" Ci przestawię, byś miał czas na tego typu relacje!!! :eek :grin
Wracaj do zdrowia! Umiesz pstrykać i łowić. Pozdrowienia.
No gościu, powtórzę tylko po innych - foty robisz przepiękne!!!!!! Z tego reportażu ptaszek na fotce 5 od góry jest moim faworytem. Albo orzechy laskowe, czerwone jabłuszko i zboże, jakże banalne tematy i jakże pięknie oddane.
Gratuluję Krzysiu. Wszystko jest przepiękne. A ta para czarnych ptaków w locie to kruki.